Librae imperant...
Forum miłośników książki

Rozmowy międzygatunkowe - Co teraz czytacie?

Kamil M. - 2004-08-30, 22:01
Temat postu: Co teraz czytacie?
Pragnę by w tym temacie polecać książki, które przeczytaliście. Umieśćcie tu krótki opis i recenzję :D :P Oprócz tego piszcie tutaj o książkach, o których chcielibyście pogadać. Jeśli znajdzie się choćaż jedna osoba chętna do gawędy o dziele- wtedy dopiero zakładajcie temat :mrgreen:

Dan Brown "Kod Leonarda da Vinci"
Dziś chciałbym polecić książkę, którą przeczytałem jednym tchem. Ci, którzy słuchają bardzo popularnej stacji radiowej (nie będę robił reklamy), zapewne znają ten tytuł, gdyż stacja ta odczytywała ową książkę przez całe wakacje :D :mrgreen: Ale wracając do samej książki. Jest to prawdziwe arcydzieło, w którym znajdziemy niezwykłe zawroty akcji, wielką intrygę i mnóstwo kodów i zagadek. Naukowiec Robert Langdon i agentka francuskiej policji, Sophie Neveu trafiają na trop zaginionego Świętego Graala. Kolejne odkrycia doprowadzają ich do niezwykłej prawdy- czym, a raczej kim jest Święty Graal :mrgreen:
Kto lubi zagadki i tajemnice, musi to przeczytać :P

...

Lierre - 2004-09-25, 19:09

Nikt nie odpowiada w takim fajnym temacie? Echh. ;-)

Przyznam się, ze Browna właściwie nie czytałam, i czytać raczej nie zamierzam. Ludzie, którzy są moimi książkowymi Guru ;-) (czyli, zeby nie było nieporozumień ;-) mają podobne upodobania książkowe do mnie, są przy tym bardzo krytyczni. I, nie da się ukryć, posiadają sporą wiedzę na temat literatury ;-) Dorti wie, o co chodzi :P ) niezbyt pochlebnie wypowiadali się na temat tfurczości ;-) tego pana. Napisałam "właściwie" - owszem, miałam w ręce książkę Browna ("Anioły i demony"? czy coś takiego ;-) ) i przeczytałam nawet dwa rozdziały! :P ;-) ale nie mam ochoty na kontynuowanie przedzierania się przez te spiskowe teorie. :mrgreen: :D Nie mój typ literatury. ;-)

Skoro już jesteśmy przy Świętym Graalu ;-) to napiszę, że właśnie po raz kolejny czytam "Mgły Avalonu" Marion Zimmer Bradley, czyli trochę feministyczną i trochę antychrześcijańską ;-) wersję legendy o królu Arturze. :D "Przedzieram się" to chyba niezbyt trafne określenie, bo książki pani Bradley się nie czyta, lecz wręcz pochłania ;-) mimo ich "sporej" objętości. :) Czytając tę opowieść ma się wrażenie, że ta wersja jest tą jedyną właściwą (a potem ma się pretensje do polonistki, ale to już inny temat ;-) ) Ma się nadzieję, że kiedyś mgły oddzielające nasz świat od tego magicznego świata staną się cieńsze, i możliwe się stanie przeniesienie się do magicznego Avalonu, czy dalej, do Czarownej Krainy... ;-)

Yávië - 2004-11-16, 22:34

No to ja też polecę, a co!
(uwaga, polecam :)
Polecam :D ksiażki autorstwa pana Harlana Cobena. Przeczytałam na razie trzy jego pozycje:Bez skrupułów, Nie mów nikomu i Krótką piłkę.
Myśle, że kazdy kto czytał Dana Browna (i mu się on podobał) z chęcią siegnie po twórczośc Cobena. Przede wszystkim cenię u niego luźny język, dużo bardziej naturalny niż w przypadku np. "Kodu Leonarda Da Vinci", oraz głównego bohatera kilku książek (m.in. "Bez skrupułów" i "Krótka piłka") Myrona Bolitara. Postać ta jest momentami bardzo mi bliska, IMHO jest niesamowicie prawdziwa, inteligentna, zabawna i taka... ludzka.
Twórczość Cobena jest bardzo wciągająca i... E, kończę, bo ten post jest straszny, idzie mi jak po grudzie. Dopiszę coś, jak bedę miała wenę...

Lierre - 2005-07-06, 11:54

Czemu nikt się nie wypowiada w tym temacie? Są wakacje, na pewno wszyscy mają dużo czasu na lekturę, więc czemu nikt się nie chwali? ;) Może zmiana nazwy tematu zachęci Was do udzielania się? :P

Obecnie czytam "Oczy smoka" Kinga. Niby obiecywałam sobie, że koniec z tym autorem, bo przez niego wpadam w nerwicę :P Ale, hmm, nie wyszło. ;) Ta książka, na szczęście, nie jest horrorem. To raczej opowieść dla młodszych czytelników ;) Taka trochę w stylu "Hobbita" :P Mamy królestwo, starego króla i jego dwóch synów, i złego czarnoksiężnika, który tylko czeka, żeby namieszać. Czarnoksięznik ten nazywa się Flagg... Znane imię, nieprawdaż? ;) Uwielbiam te powtarzające się motywy u Kinga :D Zresztą, stary król ma na imię Roland. :zeby: Książka zaczyna się dość niewinnie, ale potem jest coraz gorzej, w miarę jak Flagg zaczyna knuć... Na razie jestem mniej-więcej w 1/3, ale już mogę ją polecić. :)

Pozdr.

Ninquel - 2005-07-06, 12:11

Co teraz czytam? heh :P

Wzięłam się za Ziemiomorze Ursuli K. le Guin :P Wreszcie :P I w tym miejscu muszę podziękować Dorti za Grobowce Atuanu i Najdalszy brzeg ;) U mnie w bibliotekach tego nie ma :/ Jak tylko przeczytam to oddam! :D
Od razu musze stwierdzić, że trylogia bardzo mi się podoba. Ma tylko jedną wadę... jest za krótka! :P Przygody Geda bardzo mnie wciągnęły ;) Teraz w sumie dopiero zaczynam czytać Grobowce..., jednak już czuję, że bardzo mi się to spodoba ;)
I chyba nie muszę tego polecać :P

Kamil M. - 2005-07-06, 17:49

Aktualnie czytam Naukę Świata Dysku i Czarodzicielstwo Pratchetta :D Nie wytrzymałem i stwierdziłem, że będę czytał kilka książek naraz :P Od razu spieszę poinformować o moich planach czytelniczą na najbliższą przyszłość :P Zatem, obok mnie lezy juz stosik ksiązków :P Tytuły: Kosiarz, Bogowie, honor, Ankh-Morpork Pratchetta :P I nie bylo już nikogo Christie :) Imię Róży Eco. Lista książek do przeczytania w wakacje jest o wiele dłuższa, ale dalszych informacji udzielę, jak przelektoruję te, które mam w domu :P
Nienna - 2005-07-06, 18:01

A ja czytam "Sklepik z marzeniami" Kinga i nie powiem narazie, żeby mi sie to podobało...chyba King jest nie dla mnie...
Gwindor Turmóreth - 2005-07-06, 18:04

Ja w ramach akcji "Przeżyjmy to jeszcze raz" czytam jeszcze raz WP, jestem na III tomie, potem wezmę się za Hobbita. A następny w kolejce jest Siewca Wiatru M.L.Kossakowskiej ;)
Potem trzeba będzie mieć nadzieję, że otworzą po przerwie bibliotekę :P

Ilmarë - 2005-07-06, 20:04

Czytam trzy książeczki naraz, to jest:
Najdalszy Brzeg, Ostatnią Bitwę Templariusza i... Muzykę Duszy, przy której leżę na podłodze i płaczę ze śmiechu... urocze dzieło... :D

Lierre - 2005-07-08, 14:45

Skończyłam "Oczy smoka" (myśl tę rozwinę w jakimś innym temacie, jeszcze nie wiem jakim :P ) i zaczęłam "Sherwood" Pacyńskiego. Nastawiałam się na arcydzieło, zważywszy na doła, jakiego wywołała u mnie śmierć tego autora :P Pewnie się trochę zawiodę, ale po przeczytaniu kilku rozdziałów myślę, że nie bardzo... :) W kolejce czeka "Żuk w mrowisku" Strugackich i "Wojna światów" Wellsa :)
Ninquel - 2005-07-08, 18:48

Grobowce skończyłam czytać, wzięłam się za Najdalszy brzeg, a potem w kolejce jest KZO oraz NO :mrgreen: To znaczy już wcześniej zaczęłam to czytać, ale tak jakoś... siadłam :P Odbiłam się do innych książek, ale jak skończę to, co mam teraz, to wrócę (na chwilkę ;) ) do Tolkiena :mrgreen:
Nienna - 2005-07-09, 07:33

Nie no... ten "Sklepik z marzeniami" Kinga jest beznadziejny... Już po raz kolejny zawiodłam się na Kingu... Chyba wróce do Prattcheta albo Agaty Christie.
Lierre - 2005-07-09, 11:01

Co Ci się konkretnie w nim nie podoba? Z tego, co pamiętam, to akcja "Sklepiku z marzeniami" bardzo powoli się rozkręca... Ale jak już się rozkręci... :P Scena z pewnym stworzonkiem na "p" rzondzi :P Jeśli wydaje Ci się za straszny to polecam "Oczy smoka" :D Jeśli nudny - "Lśnienie" :P albo "Łowcę snów" :P ;) Ale jeśli ostatecznie się zraziłaś - to Cię chyba nie przekonam. ;)

On topic: Ciągle czytam "Sherwood" :P Z każdą stroną jest coraz lepszy :D Ech, jeszcze tylko 300 stron ;)

Kamil M. - 2005-07-09, 20:26

Ja juz zdążyłem skończyć Naukę Świata Dysku i Czarodzicielstwo, a czytać zacząłem Dziewięciu książąt Amberu Zelaznego i Kosiarza Pratchetta. Pierwsza pozycja strasznie wciąga :D Dobrze, że mam już przy sobie Karabiny Avalonu... ;)

Swoją drogą: zauważyłem, że ostatnio nie potrafię czytać jednej książki na raz, tylko zawsze dwie :P Nie wiem, co mi się porobiło, ale kiedy nie czytam dwóch książek równolegle, to mam wrażenie, że nie zdążę przeczytać wszystkiego, co chciałbym przeczytać xD

Ninquel - 2005-07-09, 20:48

Skończyłam Najdalszy Brzeg, biorę się obecnie za Kolor magii Pratchetta :P a potem Blask fantastyczny będzie w kolejce :P

Kupka książek do przeczytania maleje :P Ale nie na długo :P

Alixana - 2005-07-10, 15:30

To ja też się dopiszę :P jestem w trakcie czytania kilku książek :P z różnych przyczyn ;-)
pierwsza z nich to "Czarnoksiężnik z Archipelagu" Le Guinktórego męczę i męczę i zmęczyć nie mogę ;-) za pierwszym razem czytało się go przyjemniej ;-)

druga to "Imię Róży"Umberto Eco w której muszę przeczytać jescze dodatki od autora ;-) nie mam pojęcia co tam będzie ale może znajdę coś wartościowego :)

trzecia to "Zadziwiający Maurycy i jego uczone szczury" Pratchetta któą zaczęłam i zapomniałam zabrać ze sobą jadąc do Katowic....

w Katowicach kupiłam sobie m. in. "Wolnych Ciutludzi" Practehtta i to tę książkę czytałam w pociągu więc "Maurycy" musi poczekać ;-)

poza tym jestem w trakcie czytania dużej ilości książek historycznych do których jakoś nie mam zacięcia wtedy kiedy je mieć powinnam ;-)

w planach na przyszłość mam bardzo dużo książek... na półce mam ponad 40 nieprzeczytanych... ale wakacje sa za krótkie dla kobiety pracującej ;-) obiecałam już Siostrzyczce że w najbliższym czasie przeczytam "Pożeglować do Sarancjum" Kaya i zamierzam to zrobić jak najszybciej :)

co do Amberu to powiem tylko tyle: wrrrr ;-)

Lierre - 2005-07-12, 13:31

Skończyłam "Sherwood". Wbrew oczekiwaniom arcydziełem ta książka nie jest... Ale IMHO bardzo mało jej brakuje. Co mi się najbardziej podobało? Barwni bohaterowie. :) Match rzondzi. :D Po raz pierwszy od czasu "Amberu" tak naprawdę utożsamiałam się z postacią. ;) Ze szczegółów - bardzo podobał mi się motyw ze smokiem ;) Niby nic takiego, ale genialnie opisany, nawet Pratchett nie wprawiał mnie w taki dobry humor. ;) Sporo nawiązań do współczesnego świata i widoczna inspiracja Sapkowskim. :P Począwszy od języka (ta potrofna ilość wulgaryzmów :P ), na bohaterze (człowieku, ale tak nie całkiem :P ) skończywszy. No i zakończenie jednego z rozdziałów (w którym bohaterowie spotykają gryfa :P ):

- Wiesz, tak przyszło mi do głowy... Skoro ich tak dużo, to polowanie na takie stwory może być całkiem niezłym zajęciem. Pewnie popłatnym. [...]
- Jak pomyślę, że ktoś mógłby tak na co dzień, dla pieniędzy... Musiałby to być idiota. Tak, kompletny idiota...
;)

Elanor - 2005-07-12, 18:29

Żeby dać znać, ze jednak żyję, pochwalę się ostatnimi lekturami - nie jest ich wcale tak dużo, bo tradycyjnie na początek wakacji miałam etap silnego odreagowywania grami komputerowymi.

Tak więc - najpierw "Wodnikowe Wzgórze" Richarda Adamsa, potem gwiezdnowojenna "Trylogia Thrawna" Zahna, a przed chwilą właśnie skończyłam taki dziwadło jak "Niebajka" Feista (i muszę położyć łapki na kawałku oryginału tegoż, bo aż nie chce mi się wierzyć, żeby Feist mógł pisać tak koszmarnym stylem - to chyba robota tłumacza).

Trzeba się wybrać do biblioteki.

graza - 2005-07-14, 23:02

Kończę "Damę kameliową" Alexandre Dumas i zabieram się za Rolanda Topora "Opowieści taksówkowe" czekam na książkę "Zwrotnik Raka" Henry Millera --czy ktoś ją może czytał? Słyszałam, że jest niczego sobie :P
Alixana - 2005-07-14, 23:59

Skończyłam "Wolnych Ciutludzi" ;-) według mnie to świetna książka :) faktycznie jest troszkę inna niż pozostałe części... ale nie jest przez to ani odrobinę gorsza ;-) Pratchett znów porusza wazne tematy i robi to w łatwy i przystępny sposób :) czyta się bardzo przyjemnie, tłumaczenie nie by PWC jednak jest inne... ale można się przyzwyczaić :) teraz zaczęłam czytać "Klejnot w czaszce" Moorcocka i już po 20 stronach zaczął mnie wkurzać jeden z głównych bohaterów ;-) zwłaszcza tym że jest taki inteligentny i przewidujący ;-) poczytamy i zobaczymy :)
Elanor - 2005-07-15, 09:29

No i oczywiście musiało się tak skończyć... już jestem w dwóch trzecich "Lwa, czarownicy i starej szafy", także tak do wtorku lektury mam zapewnione, a potem może napadnę bibliotekę klubową i coś porwę...
Alixana - 2005-07-17, 10:58

Z przyczyn ode mnie nie zależnych musiałam porzucić Moorcocka i zająć się literaturą bardziej... hmm... historyczną :P czytam Życiorys Józefa Piłsudskiego by Jędrzejewicz ;-) bardzo mi się nie podoba styl pisania tego pana :P nie wiem dlaczego :P w sumie nie jest to żaden ciężki język... ale dziwnie się tę książkę czyta....może się jeszcze przyzwyczaje ;-) pewnie w życiu czeka mnie wiele dużo nudniejszych lektur ;-)
Lierre - 2005-07-17, 20:50

Ostatnio przeczytałam:

„Ben Hura” :P Dopiero po fakcie – tj. już po pożyczeniu :P zauważyłam, iż jest to książka z serii „Klasyka literatury chrześcijańskiej” :P gdybym to zauważyła w bibliotece, to pewnie bym nie pożyczyła ;P Ale jako że zauważyłam to dopiero w hotelu :P nie miałam wyjścia i przeczytałam ;) Bohaterem książki jest młody Żyd niesłusznie skazany na dożywotnie galery, jednak szybko sprawiedliwości staje się zadość, Ben Hur się mści i żyje długo i szczęśliwie :P Tłem powieści jest historia Chrystusa. Czyta się całkiem przyjemnie, raczej polecam. :P

Po „Ben Hurze” przeczytałam „Ubika” P.K. Dicka. Krótka recenzja: wow! Niesamowita książka. Długo nie mogłam po niej dojść do siebie, właściwie jeszcze nie doszłam ;) Te przeplatające się poziomy rzeczywistości... Trudno zrozumieć o co chodzi w tej książce :D Pomysły autora są zakręcone, nierealne, chwilami zbyt abstrakcyjne jak dla mnie ;) Ale książka jest świetna ;) Coraz bardziej zaczynam cenić Dicka...

Kamil M. - 2005-07-20, 20:45

Ja skończyłem juz Dziewięciu książąt Amberu i siłą rzeczy zaraz wziąłem się za Karabiny Avalonu (obie autorstwa Zelaznego :P ). Ksiązki jak do tej pory wywierają na mnie jak najpozytywniejsze wrażenie i niebawem postnę nieco o nich w odpowiednim temacie :D
Jednoczesnie [jak juz wspomniałem wyżej, nie ma sytuacji, żebym czytał jedną tylko jedną książkę na raz ;) ] czytam Wehikuł czasu Wellsa - równiez ciekawa książka, ale pełne zdanie wyrażę jak skończę ;-) co stanie się niedługo, bo dzieło nie jest obszerne ;)
A potem... Najdalszy brzeg, I nie było juz nikogo, Imię Róży etc. :D

Lierre - 2005-07-20, 21:08

Dzisiaj skończyłam czytać "Wszystkie strony świata" Le Guin. Byłam pewna, że już to czytałam, ale się okazało, że chyba jednak nie. :P To zbiór opowiadań, bardzo różnych - i SF, i fantasy, i związanych z innymi książkami, i nie. :P Każde opatrzone krótkim wstępem. Chyba nie muszę polecać...

Zwykle nie czytam kilku książek naraz, ale tym razem nie mogłam się zdecydować :P i zaczęłam: "Ostatnią bitwę templariusza" Perez-Reverte, "Wojnę światów" Wellsa i... "Wyspy" Daviesa :D Jak na razie najbardziej podoba mi się ostatnia z wymienionych. :P

Elanor - 2005-07-21, 12:09

Buahaha, A ja mogę pograć na nosie wszystkim pottermaniakom i powiedzieć, że mam już za sobą najnowszą szóstą część. Fajna jest :twisted:
Nadae Tanan - 2005-07-22, 17:42

Buahahah mnie nie możesz. Brnę właśnie pomiedzy rzędami nieznanych słówek. Jednak z dumą stwierdzam 80% Księcia Półkrwi tekstu rozumiem. Jupii! W kolejce czeka Morze trolli i Trzej muszkieterowie (ostatnio nie_doczytałam) :P
(edit by Gwardia Ortograficzna ;-) )

Lierre - 2005-07-23, 11:54

Ech, przez Was też mam ochotę przeczytać HP VI :P Ale nie przeczytam, nie przeczytam, będę twarda, nie wydam tylu pieniędzy na książkę, którą rzucę o ścianę bo nie będę rozumieć co drugiego słowa... :P Spokojnie sobie poczekam na polską wersję, taak...

Rzuciłam... tzn. delikatnie odłożyłam :P i Perez-Reverte, i Wellsa, i Daviesa i delektuję się "Żywym srebrem" Stephensona :) Delektuję się - to słowo idealnie opisuje moje wrażenia podczas czytania tej książki. Świetna, cudowna, wciągająca. :)) Myślałam, że to będzie coś fantastycznego ;) ale jak na razie to fantastyki tam nie ma więcej niż w "Trzech muszkieterach" :P (czytaj, Nadae, czytaj :D Muszkieterowie rzondzą ;))) ) Bardziej się rozpiszę jak skończę, co nastąpi niebawem. :) Ale już mogę polecić :D

Alixana - 2005-07-23, 14:19

Siostrzyczko, nie musisz kupować HP VI :P wystarczy ebook z którego też niewiele da się zrozumieć :P postanowiłam poduczyć się angielskiego i czytam po angielsku HP I :P zobaczymy do czego dojdę i kiedy to skasuje uznając takie czytanie za masochizm :D poza tym czytam też "Klejnot w Czaszce" ;-) Hrabia Brass dalej mnie wkurza, ale na szczęście są tam też inne postaci :P i Maurycy rzondzi :D :D
Lierre - 2005-07-24, 20:08

Skończyłam czytać "Żywe srebro" ;) Jak już pisałam - książka jest niesamowita :)) Akcja dzieje się pod koniec XVII wieku, głównie w Anglii. Fabułę tworzą przede wszystkim retrospekcje - główny bohater, Daniel Waterhouse, wspomina młodość ;) swoje początki w Towarzystwie Królewskim. Wspomnienia te to głównie różne dziwne eksperymenty i filozoficzne dysputy - z Isaakiem Newtonem, Robertem Hookiem, Leibnizem i innymi ciekawymi osobistościami ;) Swoją drogą, ciekawe, czy wszyscy opisani naukowcy są postaciami realnymi, a nie fikcyjnymi ;) Całość opisana jest bardzo fajnym językiem, humor jest dyskretny i inteligentny, czyta się jednym tchem. :) Ja chcę drugi tom... :))

Nie wiem co będę czytać... Pewnie spróbuję przeczytać "Ostatnią bitwę templariusza". ;)

Elanor - 2005-07-25, 09:22

Po krótkich przemyśleniach otwarłam na wakacje sezon powtórkowy. W tym momencie czytam po raz chyba trzeci "Smoczy tron", pierwszy tom cyklu "Pamięć, Smutek i Cierń" Tada Williamsa, a potem zamierzam powtórzyć "Pieśń lodu i ognia" Martina, żeby w momencie pojawienia się nowego tomu pamiętać o co chodzi w książce. I zaczynam wątpić, czy wystarczy mi na to wakacji, bo oba cykle są takie raczej obszerne.
Ninquel - 2005-07-25, 16:17

Ponieważ ostatnio mi się nudziło, to... wzięłam się za książki dla dziewczyn :D A konkretnie jedną książkę: L.M. Montgomery - Ania na uniwersytecie, czyli kolejna część przygód Ani z Zielonego Wzgórza. Miła książeczka, górnolotny styl... Ale i tak najbradziej lubię nie Anię, tylko starszą ciocię Jakubinę z tej książki ;) Przemiła starsza pani ;) Z taką to też bym chciała mieszkać pod jednym dachem ;)

:D :D:D

Lambendil - 2005-07-27, 08:47

Z kompletnej nudy wystąpił u mnie SCCP [syndrom czytania co popadnie]. ale wśród książek przeciętnych znalazła się ta wybitna:
HARUKI MURAKAMI, Koniec Świata (wyd Wilga)
Alegoryczna opowieść o życiu, jego celu i przebiegu. Dwa, z początku różne wątki zacieśniają sie powoli stanowiąc całość. Dzięki tej książce pokochałem literature japońską.
Uczy szacunku do siebie i do życia. Gorąco polecam :wink:

Lierre - 2005-07-27, 20:15

Od dłuższego czasu pod metaforyczną ścianą leżą, rzucone tam (oczywiście metaforycznie) książki, które pozaczynałam, ale nie chce mi się do nich wracać. :P Stos tworzą "Ostatnia bitwa templariusza", "Dilvish przeklęty", "Wojna światów", wczoraj dołączył do nich "Żuk w mrowisku" Strugackich. A wszystko przez "Maskaradę" ;) Echh, uwielbiam Pacyńskiego...
A w czasie napadów abmisji powoli brnę przez "Wyspy" Daviesa. :)

PS: Lamb, witaj na Forum :)

Ninquel - 2005-07-30, 15:46

Specjalnie dla Mamusi Ei się tu udzielę ;)

Pragnę poinformować, że nie czytam konkretnie niczego :P Znaczy ciągle siedzę w Kolorze magii Pratchetta i przebrnąć nie mogę :P Chyba wezmę coś innego :P I nawet mam pomysł, co :) Ale to kiedy indziej napiszę ;)

Próbuję jeszcze czytać Nazistów Laurence'a Reesa, ale też ciężko mi idzie ;) I oprócz tego czytam... tabulatury do gitary :P Ale na razie ni w ząb ich nie rozumiem :P

Lierre - 2005-07-30, 19:56

"Maskarada" przeczytana. Nie wiem co takiego jest w twórczości Pacyńskiego, że mi się tak strasznie podoba, ale to coś bardzo na mnie działa. ;) Bohaterowie są świetni, opisy są świetne, język jest świetny. Polska fantastyka nie jest taka zła jak się wielu wydaje, naprawdę. ;)

A obecnie czytam "Nocny patrol" i się zachwycam. Nie spodziewałam się czegoś takiego. Takiego klimatu. Chciałam przeczytać tę książkę ze względu na film, którego zwiastun widziałam niedawno. Jeśli będzie miał taką atmosferę jak książka to to musi być arcydzieło. ;) Tak długo się broniłam przed rosyjską fantastyką... I po co? Świetna jest, często lepsza od tej zachodniej, bardziej reklamowanej. Asimov, Strugaccy, Łukjanienko... Z takich znanych nazwisk to muszę jeszcze przeczytać coś Bułyczowa. ;) Pewnie też się nie zawiodę. :)

Ninquel - 2005-08-01, 20:09

Dorwałam się! Do biblioteczki domowej koleżanki :D Porwałam jej książkę ;) Panna Nikt Tomka Tryzny ;) Początek - interesujący, z takim tokiem myślenia jaki przedstawiony jest w tej książce rzadko się spotykam :) Zaintrygowało mnie to :) Coś więcej napiszę, jak skończę czytać ;)
Kamila - 2005-08-01, 20:44

Kilka dni temu zaczęłam czytać "Bożą maszynerię" (Jack McDevit). Wszystko się dzieje chyba w XXIII wieku, w kosmosie, więc czyta się trochę trudno. A może przez wakacyjne rozleniwienie przestałam już w ogóle myśleć? ;) W każdym razie ta książka ma ponad 500 stron, więc nie skończy się zbyt szybko :P

Drugą książką, którą teraz czytam (w każdym razie próbuję przebrnąć przez pierwsze dwadzieścia stron) są "Ruchome obrazki" (wiadomo czyje :P ). I też mi się ciężko czyta :( W każdym razie te dwie książki powinnam przeczytać do końca sierpnia :)

Lierre - 2005-08-01, 20:52

A ja przeżywam kryzys czytelniczy :P Skończyłam genialną "Maskaradę", skończyłam genialny "Nocny patrol" i teraz nic mi się nie podoba ;) Zaczęłam czytać "Druciarza galaktyki" Dicka i metaforycznie rzuciłam o ścianę :P zaczęłam też "Katedrę Marii Panny..." Hugo, jestem w połowie pierwszego tomu i czekam, aż mnie wciągnie, ale się raczej na to nie zapowiada :P A takie z tą książką wiązałam nadzieje ;) Wieczorem pewnie zacznę czytać jeszcze coś innego, ale co - nie mam pojęcia ;)
Ninquel - 2005-08-03, 11:54

Oj, ale mi się spodobała Panna Nikt :) Właśnie skończyłam ją czytać :) Super książka, naprawdę polecam :) Pokazuje, jak człowiek może się zmienić, jak zazdrość i nienawiść potrafią niszczyć koleżeństwo, co potrafi uczynić zawiść... Jestem na TAK ;) I chciałabym dorwać się do kolejnej książki Tomka Tryzny - Idź, kochaj... ;)

A obecnie poszłam do biblioteki i wypożyczyłam Maleńką Dorrit (nie wiem dlaczego, ale zawsze czytam to "Maleńka Dorti" :P ) Charlesa Dickensa oraz... Mistrza i Małgorzatę Bułhakowa. Czas najwyższy brać się za jakieś porządne książki :P Bo ostatnio miałam zastój :P ;)

Ilmarë - 2005-08-06, 15:42

"Ostatnią bitwę templariusza" przeczytałam dziś rano. Do samego końca... jej :D . Świetna książka... Wieczorem zabieram się za "Mroczne Widmo" i "Zemstę Sithów". W międzyczasie zdążyłam przeczytać początek "Żywego srebra". I książka Stephensona zaczyna mnie wciągać. Jak przeczytam, to spełnię prośbę Earwen i zrecenz(ur)uję książeczkę w miejscu do tego przeznaczonym :twisted: .
Randir - 2005-08-06, 17:33

Dzisiaj skończyłem czytać "Barbarzyńską Europę" Modzelewskiego. Nie ma to jak porządna ksiązka historyczna:) Pozycja dosyć ciekawa, podobało mi się, że autor oparł swoje wywody na analizie zbiorów praw ludów "barbarzyńskich", na co poraz pierwszy spotkałem się w ksiązkach mówiących o kulturze średniowiecznej Europy. Według mnie książka warta przeczytania

Obecnie czytam drugi tom Trylogii Doliny Lodowego Wichru R.A. Salvatore'a, która pożyczyłem parę miesięcy temu od znajomej i któą w końcu postanowiłem skończyć czytać. Jest to dosyć przeciętne fantasy oparte na rpg, styl kuleje, ale nawet da się to czytać (o ile ktoś jest masochistą :wink: ).

Ninquel - 2005-08-06, 18:10

Czytam obecnie Dickensa Maleńką Dorrit - będąc w połowie mogę powiedzieć, że to świetna książka ;) Dickens umie w przedziwny sposób wpleść do swych powieści osoby dobre i złe, opisując je w tak żywy sposób, aż wydaje się, iż człowiek prebywa razem z bohaterem :) Książka piękna, opowiada o dziewczynce urodzonej i wychowanej w więzieniu dla dłużników w Londynie. Oj, strasznie mi się podoba ;)

A w kolejce czekają: Mistrz i Magłorzata Bułhakowa, Dom sióstr Charlotte Link oraz... Boska komedia Dantego :P

Lambendil - 2005-08-08, 19:48

Po przeczytaniu Końca świata zbieram się ponownie za Ring Koji Suzuki a potem w kolejce jest cokolwiek z literkami ;P
Ilmarë - 2005-08-09, 16:21

Obecnie czytam Powszechną historię nikczemności Jorge Luisa Borgesa. I jestem pod wrażeniem. Mała, chudziutka a jak przyjemnie się ją czyta. Opowiada o... nie, nie powiem wam o czym :twisted: . Poczytajcie sami. Piękna ;-) . Każdy, kto ma chwilkę i dostęp do tej książki... niech poczyta.
Kamil M. - 2005-08-12, 11:49

Teraz sytuacja z czytaniem wygląda u mnie nastepująco:
Poddałem się z Najdalszym Brzegiem Le Guin - trzeci raz czytałem i utknąłem znów gdzieś w połowie :? Nie wiem czemu, ale czytanie tej części serii o Ziemiomorzu nie sprawia mi takiej przyjemności jak w przypadku poprzednich :?
Na komputerze kończę Autostopem przez Galaktykę, a potem biore się za Restaurację na końcu Wszechświata :D Zastanawiam się czy trzeba polecać ;] A co tam - polecam bardzo, bardzo, bardzo! :P
Oprócz tego kończę już Fundację Asimova i niedługo zawędruję do biblioteki po dalszy ciag :P Książka bardzo mi się podoba - przede wszystkim przekonała mnie do S-F :P Również polecam ;)
Czytam również cały czas Pożeglować do Sarancjum :P Czytam i czytam sobie, z przerwami, ale czytam :D Róznież ciekawe... fantasy? No powiedzmy :P Jak przeczytam to napiszę w odpowiednim temacie :D

A na półce na lekturę czekają potem w kolejce: Żywe Srebro, Imię Róży, Bogowie, honor, Ankh-Morpork oraz Morderstwo w Boże Narodzenie :D

Tylko czytać, czytać, czytać... :)

P.S. Ja chyba naprawdę nie umiem czytać jednej książki naraz xP

Ninquel - 2005-08-12, 18:32

Obecnie czytuję Mistrza i Małgorzatę Bułhakowa ;) Komuś trzeba przedstawiać tę książkę? :P Jestem na razie gdzieś na 4 rozdziale, ale już mogę powiedzieć, że mi się podoba ;)

Arath, jak możesz nie dać rady przy czytaniu Najdalszego brzegu!!! :P "Jesteś niepoważny!" :P

Ilmarë - 2005-08-12, 20:57

Dziś zaczynam czytać "Żywe Srebro", które od paru dni czekało na swoją kolej w ciągle rosnącym stosie książek do przeczytania. Następny w kolejce jest "Inny Wiatr", a potem "Zbrojni", których od maja nie mogę skończyć. Zdecydowanie za mało czytam :ups: .
Lierre - 2005-08-12, 20:58

Ostatnio przeczytałam... Hmm... dużo książek :P Kolejność przypadkowa:

Małe, duże Johna Crowleya - po raz nie wiem który, ale raczej dwucyfrowy ;) Uwielbiam tę książkę, szczególnie pierwszy tom. Drugi mnie potrofnie dołuje... Ale pierwszy mogę czytać bez końca, chociaż znam go już prawie na pamięć ;) I dziwię się, że ta książka jest stosunkowo mało znana. Przecież to jest genialne...
Drugi tom Hrabiego Monte Christo. Pierwszy czytałam jakiś czas temu, drugi udało mi się upolować zaraz przed wyjazdem. :) Wspaniała książka. Dumas rzondzi :) Uwielbiam takich bohaterów jak Dantes, uwielbiam styl Dumasa :)
Gwiezdny pył i Nigdziebądź Gaimana. Bardzo znane i cenione książki, ale coś mi się w nich nie podoba. Czegoś mi brakuje u Gaimana. Nie potrafię określić czego, ale coś mi nie pasuje... Nie wciągnęły mnie i przeczytałam właściwie dla formalności.
Dzienny patrol Siergieja Łukjanienki. Kontynuacja "Nocnego patrolu". To książki, do których zapewne będę wracać. Bardzo podoba mi się styl autora, wykreowany świat, ta alternatywna Moskwa ;)) Mam ogromną ochotę zwiedzić to miasto... Echh :) Świetny pomysł - odwieczna walka Dobra ze Złem ograniczona Traktatem, Zmrok, Ciemni i Jaśni... I pokazanie tego z obydwu stron. Trzy historie z życia Jasnych, trzy - z Ciemnych... Trudno się zdecydować kto ma rację. Chyba mają je obydwie strony ;) Fascynujące i bardzo wciągające. Polecam :D
Wywiad z wampirem Anne Rice. Są takie książki, które wciągają od pierwszej strony, nie można się od nich oderwać aż do samego końca. A gdy już koniecznie trzeba przerwać lekturę, nie można przestać o niej myśleć. A po zakończeniu jest się niemal półprzytomnym, ciągle w innym świecie... Ślad po takiej książce zostaje na długo. Taki właśnie jest "Wywiad z wampirem"... Zaczęłam kiedyś go czytać, w ebooku, ale zraziłam się, jak to zwykle bywa, gdy czytam coś na ekranie monitora. Gdybym przeczytała jeszcze parę stron tak łatwo bym się nie oderwała... Ta książka jest niesamowita, wciąga wręcz nienormalnie. Opisy są takie realistyczne... Bohaterowie - świetni. Wyjątkowo raczej się nie utożsamiałam z narratorem, ale bardzo mi się Louis spodobał. A Armand... achh... Armand... ;)) I gdyby to się tak nie kończyło... Może byłaby to jedna z wielu książek, jakie przeczytałam w te wakacje. Ale kilka scen, kilka obrazów bardzo zapadło mi w pamięć. Do tej książki też będę wracać.

W kolejce czeka kilkanaście książek, wśród nich "Dworzec Perdido", "Modyfikowany węgiel" i "Jonathan Strange...". Jak znam siebie, to przeczytam coś zupełnie innego ;)

Alixana - 2005-08-13, 15:48

Ale z Was spamiciele ;P w tym temacie miałam chyba najwięcej postów do czytania :P ale co tam :P odpisac trzeba :P jakiś czas temu zaczęłam czytać "Lewą rękę ciemności" Le Guin ;-) jakoś tak dziwnie mi się czyta... pewnie czytałoby mi się lepiej gdyby nie to że będąc w księgarni przypadkiem ;-) miałam przy sobie pieniądze :P i kupiłam "Pana Lodowego Ogrodu" Grzędowicza :D :D tytuł mnie nie przyciągnął, okładka też raczej nie bo choć jest fajna to nie wyróżnia się niczym spośród książek fantastycznych :) przyciągnęła mnie grubość :P ok 550 stron a zamierzałam czytać ją w pracy czyli potrzebowałam czegoś bardzo grubego :D
Z tyłu okładki ktoś napisał że Grzędowicz wgniata w ziemię i miażdży... nie wierzyłam ze to zrobi :P jestem gdzieś koło połowy i już czuję się wgnieciona :D :D zmiażdżona jeszcze nie ale wgnieciona już tak... stylem, pomysłami i nastrojem książki... i w ogóle wszystkim :P chociaz streszczenie części którą już przeczytałam brzmi fatalnie i tylko zniechęca do czytania (Ea potwierdzi :P ) to sama książka jest naprawdę świetna... i to już w tym momencie :P boję się co będę pisać jak już skończę ją czytać :D

Cały czas na bok odkładam "Pożeglować do Sarancujm" ;-) jakoś mnie odrzuca :P może mam uraz do książek traktujących o postaciach historycznych?:D

Lierre - 2005-08-16, 12:05

Dorotka napisał/a:
jakiś czas temu zaczęłam czytać "Lewą rękę ciemności" Le Guin ;) jakoś tak dziwnie mi się czyta...

Bo to dziwna książka ;) Zaczynałam ją czytać kilka razy, za każdym razem rezygnowałam. Nie mogłam się skupić i trochę się gubiłam, więc rezygnowałam... Ale pewnego dnia zaczęłam od początku i mnie zachwyciła :) Rozkręca się powoli ale jak już się rozkręci to strasznie wciąga :) Jedna z książek, o których się myśli długo po przeczytaniu ostatniej strony, która skłania do jakichś refleksji, przemyśleń.

Chciałam, naprawdę chciałam kupić Grzędowicza, streszczenie mnie nie zniechęciło :P Zniechęcił mnie napis na okładce, że jest to pierwszy tom :P Ciągle nie mam zaufania do polskich autorów i do książek, o których niewiele słyszałam... Muszę się rozejrzeć, poczytać recenzje, może znajdę jakieś fragmenty ;) I wtedy jeszcze raz rozważę zakup. :)

Dorotka napisał/a:
Cały czas na bok odkładam "Pożeglować do Sarancujm" ;) jakoś mnie odrzuca :P może mam uraz do książek traktujących o postaciach historycznych? :D

Czy zawiodłaś się kiedyś na książce którą Ci tak natrętnie polecałam? :P Zazdroszczę Ci. Chciałabym tę książkę czytać po raz pierwszy. :)
Skąd ten uraz? ;) Myślałam że jest wręcz przeciwnie :P Że występowanie postaci historycznej raczej Cię zachęci do lektury niż zniechęci ;) "Sarantyńska mozaika" niby opowiada o Justynianie, ale łatwo o tym zapomnieć. Równie dobrze można ją traktować jak zwykłą książkę fantasy. Pod wpływem Kaya zapoznałam się bliżej z biografią Justyniana i Teodory (i stąd moja fascynacja tymi postaciami :) ), i chyba mogę zaspoilerować :P że autor czasami odchodzi od prawdy historycznej ;) i zmienia losy postaci. Szczególnie pod koniec. :) No i nie jest to przecież książka o tych władcach. Głównym wątkiem jest historia Caiusa Crispusa :) Nie zniechęcaj się tylko przeczytaj :)))


Ostatnio przeczytałam pierwszy tom "Jonathana Strange'a i pana Norrella" Susanny Clarke ;) Nie zachwycił mnie, ale tom drugi mam zamiar w najbliższym czasie upolować :) Oczywiście przypisy rzondzom ;) I bardzo fajny styl autorki, z tymi zwrotami do czytelnika :) Bardzo sympatyczna książka.

Obecnie czytam "Dworzec Perdido" Chiny Mieville. Ciągnęło mnie do tej książki... Całkiem słusznie. Do końca zostało mi jeszcze kilkaset stron (a kilkaset już za mną ;) ) ale już mogę polecić. Wciąga... Barwne opisy, świetni bohaterowie, etc. ;) Podoba mi się różnorodność ras, ich w miarę pokojowe współżycie w tym niesamowitym mieście ;) "Dworzec Perdido" dopisuję do listy "lektur obowiązkowych" :P Dłuższa recenzja jak skończę ;)

Gwindor Turmóreth - 2005-08-20, 19:45

Od mojego ostatniego posta w tym temacie i jednocześne od akcji "Przeżyjmy to jeszcze raz" minęło sporo czasu. Wspominałem w tamtym poście, że wezme się za Siewcę Wiatru Mai Lidii Kossakowskiej. Wziąć się wziąłem, ale nie doszedłem nawet do setnej strony, choć ciągle się zmuszałem. Niestety. Książka z pewnością jest bardzo ciekawa i godna przeczytania, ale po prostu nie mogę przebrnąć przez ten jej charakter. Jest jak na moje gusta zbyt wzniosły, a ci aniołowie... tacy dufni i tacy przesadnie honorowi. Jednak wolę książki o zdecydowanie bardziej humorystycznym zabarwieniu :mrgreen: a przynajmniej takie, w których wszystko jest traktowane choćby z malutkim przumrużeniem oka, a nie tak smiertelnie poważnie. Cóż, może poczekam na ekranizację ;)
Wiele więc książek przeminęło w międzyczasie, wymienię tylko Piramidy Pratchetta, które skończyłem wczoraj i Trzy Wiedźmy, które zacząłem wczoraj :P Podczas lektury Trzech Wiedźm nasunął mi się pewien wniosek, ale napiszę o nim chyba w temacie Pratchecie, o ile będzie mi się chciało, bo leń ze mnie straszliwy :P

Lierre - 2005-08-20, 20:17

Kilka dni temu skończyłam czytać "Dworzec Perdido". :) Obiecałam, że napiszę recenzję, ale raczej tego nie zrobię ;) Nie wiem co napisać o tej książce. Jest intrygująca... Taka bardzo "świeża" :) Niepodobna do innych książek fantasy czy SF... Mnóstwo nowych, oryginalnych pomysłów, bardzo dokładne opisy, ogromna dbałość o szczegóły... No i ta dedykacja na początku :D
Później przeczytałam "Władcę Much" Goldinga. :P Opowieść o grupie małych chłopców, którzy znaleźli się na bezludnej wyspie i próbują sobie jakoś zorganizować życie :P Dziwna książka. Trochę smutna, trochę intrygująca, trochę skłaniająca do refleksji... Ale czegoś mi w niej brakowało i nie oceniam jej aż tak bardzo wysoko ;)
A obecnie czytam "Lot nad kukułczym gniazdem" Keseya :D Zawsze miałam słabość do książek, których akcja dzieje się w szpitalu psychiatrycznym :P Przeczytałam może 1/5 ;) ale chyba już mogę powiedzieć, że to arcydzieło. ;-)
W międzyczasie przeczytałam szósty tom "Harry'ego Pottera" :P i kilkanaście potterowych fanfików ;) Chwilowy atak potteromanii :D Zaległości fanfikowe nadrabiam intensywnie, ale pewnie jeszcze trochę czasu mi to zajmie. :))) Uwielbiam tak marnować czas przed monitorem :P ;))

Alixana - 2005-08-20, 23:59

dlaej czytam "Lewą rękę ciemności" ;-) chyba wreszcie zaczęła mnie wciągać :P zostało mi jakieś 70 stron ;P lepiej późno niż wcale :P później będzie "Gloriana" i "Letnie Drzewo" ;-) potem się zabiorę za Pilipiuka :P czy jak się go tam pisze ;-) mam "Księżniczkę" i "Kuzynki" :D :D później pójdzie Tytus Groan i Gormenghast :) a później.... nie wiem :P jak brat mi odda Grzędowicza to przeczytam jeszcze raz "Pana Lodowego Ogrodu" :D :D:D:D
Silmethule - 2005-08-21, 12:08

Ehh, op przeczytaniu "Autostopem przez Galaktykę" czytam "Restaurację na końcu Wszechświata" Douglasa Adamsa, jak skończę to zabirę się za "Życie, Wszechświat i całą resztę", a potem za całą resztę :lol: "Trylogii w pięciu częściach".
Douglas Adams & Monty Python rzondzom :P

Lierre - 2005-08-22, 10:11

Chwilowo rzuciłam "Lot nad kukułczym gniazdem" - arcydzieło, ale trochę męczące - i zaczęłam czytać "Diabła na wieży" Anny Kańtoch :)) Czytałam tyle pochlebnych recenzji, że postanowiłam nie oczekiwać zbyty wiele, ale miło się rozczarowałam :) Zbiorek fantastyczno-kryminalnych opowiadań o lekarzu, naukowcu i w ogóle bardzo inteligentnym człowieku :P Domenicu Jordanie. Jordan jest dokładnie takim typem bohatera, jaki lubię najbardziej - trochę tajemniczy, o niezrozumiałym poczuciu humoru, pełen sprzeczności :P i nieco inteligentniejszy od ogółu. Po prostu świetny ;)
Czyta się szybko, lekko i bardzo przyjemnie. Polecam. ;)

zeeliah - 2005-08-29, 16:12
Temat postu: Ostatnio...
przeczytałam "Pachnidło" P. Suskinda, intrygująca ksiązka o człowieku(tu bym polemizowała) który.... nie ma zapachu....wydaje wam sie to dziwne??...co z tego ze nie ma zapachu??....a jednak wynika z tego na prawde duzo.....miła lektura....
Gwindor Turmóreth - 2005-08-29, 17:43

Lekturę Trzech Wiedźm przerwałem, by przeczytać Harry'ego Pottera i Księcia Półkrwi. Dopiero teraz? - zapytacie. Ano. Koffany braciszek chciał mi zrobić prezent i kupił mi tę książkę już dawno, ale że mieszka on obecnie w Ameryce i jest bardzo zajętym człowiekiem, więc miał kłopoty z wysłaniem. Czekałem więc cierpliwie, bo wiedziałem, że większą przyjemnośc sprawi mi czytanie książki w formie książki. Poza tym nie chciałem odsyłać mu jej z dopiskiem "Dzięki, ale już nie trzeba" ;) . Opłaciło się. Naprawdę czytanie oryginalnej książki jest bez porównania lepsze od czytania jakichś nędznych, pełnych literówek internetowych ochłapów. Że o pirackich tłumaczeniach nawet nie wspomnę. Miałem nieprzyjemność zapoznać się z kilkoma i stwierdziłem, że ich autorzy pozjadali nie tylko literki, ale nawet całe zdania i akapity, a nawet czasami miałem wrażenie, że nie zrozumieli co JK miała na myśli i przetłumaczyli wszystko na opak, przez co czytelnik jest brutalnie wyrzucony z tropu (a jednak wspomniałem :P ).
Ale już skończyłem czytać i przeszedłem ten etap fascynacji, w którym czułem się zmuszony, by codziennie rano, wieczorem i w ciągu dnia przytulać ksiązkę do piersi i pieszczotliwie głaskać :mrgreen: Przetrwała te katusze i leży sobie w spokoju na honorowym miejscu na półce. Po HP skończyłem Trzy Wiedźmy jednym tchem i za chwilę wezmę się na Ruchome Obrazki.

Ninquel - 2005-08-29, 22:51

Czytam.. Boską Komedię Dantego :D Wreszcie się dorwałam ;) Nawet mi się spodobało ;-) Tzw. stare ale jare :D :D Klimat jest naprawdę neizwykły :) Chociaż normalnie nie lubię i nie czytam książek pisanych wierszem, to tutaj zrobiłam wyjątek - i nie żałuję ;) W kolejce czekają książki, które kupiłam na Zjeździe, ale to inny temat :D
Ilmarë - 2005-08-29, 23:15

Przeczytałam "Żywe Srebro" Stephensona, "Pana Światła" Zelaznego oraz "Znak Wodny" Josifa Brodskiego. O książkach napiszę gdzie indziej, aktualnie czytam "Heban" Kapuścińskiego.
Lierre - 2005-08-30, 16:27

Ostatnio przeczytane:

"Lord Demon" Zelaznego - spodziewałam się wszystkiego, tylko nie opowieści o wojnach demonów stylizowanych chyba na kształt chińskiej mitologii ;) Niezła książka, tylko gdyby nie ten kiczowaty tytuł... :P
"Lot nad kukułczym gniazdem" Keseya - nie będę się rozpisywać, świetna książka ;P
"Nowy wspaniały świat" Aldousa Huxleya - klasyczna pozycja SF z gatunku tych, których broń Eru nie zalicza się do fantastyki, bo to klasyka literatury, a nie czytadło dla mas ;) Książka trochę dziwna, może zbyt, jak dla mnie, monotematyczna :P W czasie lektury zastanawiałam się, jakim cudem fragment mógł się znaleźć w podręczniku do j. polskiego. Ciągle w to nie mogę uwierzyć, bo żeby wszystko było poprawne i nie dające wyobraźni uczniów pola do większego popisu wycięto sporo. Prawie jak we fragmencie jednego z wiedźmińskich opowiadań. ;)

Alixana - 2005-09-03, 19:45

Od czasu zjazdu przeczytałam "Kapelusz Pełen Nieba" Pratchetta, "Karabiny Avalony" i " Znak Jednorożca Zelaznego ;-) zaraz zabiorę się za coś co miałam przeczytać już dawno... o ile znowu mnie nie odrzuci :P w końcu się zabiorę do tego nieszczęsnego Kaya :D
Lierre - 2005-09-03, 20:24

Od kilku dni czytam "Regulamin tłoczni win" Irvinga :) Jestem dopiero w połowie, bo czyta się to bardzo powoli. Na razie znalazłam tylko jedną wadę tej ksiązki - ma zdecydowanie za długie rozdziały, co zmusza czasami do przerwania lektury w połowie tegoż, bo ma, powiedzmy, stron 90 ;) Poza tym trochę trudno się przyzwyczaić do tematyki położniczo-aborcyjnej :P Jednak po kilkuset stronach opisy już tak nie rażą :P Ale czyta się świetnie :)))
Alixana - 2005-09-04, 08:58

Heh, zaczęłam wczoraj Mozaikę :P to nic że zasnęłam po jakiś 16 stronach :P zmęczona byłam i to na pewno tylko i wyłącznie dlatego zasnęłam :D dziwnie mi się czyta książkę w której na samym początku ktoś umiera... ale będę twardo brnęła dalej :P :P
Lierre - 2005-09-06, 10:17

Dzisiaj około godziny 3 ;) skończyłam czytać "Regulamin tłoczni win" :D Eeru, jaka to jest genialna książka :) Taki "powiew świeżości" :P po fantastyce i różnych bardzo ambitnych lekturach :P Jest to właściwie biografia, tylko że nie postaci żyjącej naprawdę, lecz fikcyjnej. Biografia bardzo bogata, szczegółowa. Trudno nie uwierzyć, że historia jest prawdziwa, trudno się nie utożsamiać z bohaterami. A ile wiedzy anatomicznej można z lektury wynieść.;)
Książka opowiada o losach Homera Wellsa, wychowanka sierocińca w St. Cloud's. Gdy kolejna adopcja kończy się niepowodzeniem, dyrektor placówki, doktor Wilbur Larch, postanawia nauczyć go tego, co umie najlepiej, i wychować na swego następcę. Oprócz motywów przewodnich książki, czyli porodów i aborcji ;) stałymi elementami są jabłka, pisana przez doktora Larcha "Krótka historia St. Clouds", jabłka, książki Dickensa i Bronte, jabłka, tytułowy regulamin i jeszcze trochę jabłek. :P Taak, jabłek jest tam bardzo dużo. ;)
"Regulamin..." należy do tych książek, które się czyta długo, lecz nie uważa się tego za stratę czasu - książka w stylu tych, które mogłyby się nigdy nie kończyć. ;) Mam ogromną ochotę przeczytać ją jeszcze raz. To jeden z moich najbardziej udanych zakupów książkowych. :))
Polecam :D

Ninquel - 2005-09-06, 17:57

Euniu... hmm... zainteresowałaś mnie tą pozycją :D Chciałabym sobie ją od Ciebie jakoś skombinować, zastanawiam się tylko, jak... :D :D I kiedy.. bo mam kolejkę książek w kolejce i coraz mneij czasu na czytanie.. :(

Coby było na temat - cały czas czytam Boską Komedię, kończę część pierwszą - Piekło :-) Eru Jedyny tylko wie, jak mi się to podoba :P W kolejce tyle książek, że... brak słów :D

Euś, widzisz, udzielam się nie tylko w Pigmejadzie :D

Lierre - 2005-09-06, 18:03

Nin, cieszę się :P Zaprawdę, książka ta uwagi warta jest ;) I kupienia też. Z pożyczeniem może być problem, ale nie ucieknie ;) W końcu może uda mi się wyrwać na jakieś forumowe spotkanie, choć najpewniej pod koniec roku szkolnego. ;P

Coby było on topic: Po raz trzeci próbuję przeczytać "Paragraf 22" Hellera. Dotarłam do miejsca, w którym zwykle rzucałam książką o ścianę. Tym razem postaram się przeczytać jeszcze parę rozdziałów, a nuż mnie wciągnie. :P

Belegil - 2005-09-07, 16:03

Głeboka Noc, godzina 01:37...

Sięgnąłem po książkę, której długo nie mogłem zacząć, ale w końcu się zawziąłem. Jest to Te Prosiaczka kontynuacja Tao Kubusia Puchatka Benjamina Hoffa. Bardzo ciekawa książka, fajnie napisana. Nie wiem jeszcze co z tego będzie, lecz jestem już pewien, że nie będzie to strata czasu. :D

Alixana - 2005-09-07, 19:34

Dzisiaj w pracy przeczytałam " Rękę Oberona" Rogera Zelaznego :) zajęło mi to niecałe 6 godzin przerywane marudnymi klientami :P książka wciągająca :D :D nawet bardziej niż poprzednie tomy :D a ostatnie strony czyta się z zapartym tchem :D a ostatnie linijki dobe kilka razy dla pewności ze sie dobrze zrozumiało :D w każdym razie cykl zmierza w dobrą stronę :P nie wiem jak będzie dalej ale na razie nie mogę prawie nic zarzucić Zelaznemu :P prawie :P z utęsknieniem czekam na "Dworce Chaosu" które oby już jutro do mnie wyruszyły :D :D Dzięki Siostrzyczko :D :D:D
Lierre - 2005-09-09, 13:12

Po raz kolejny rzuciłam o ścianę "Paragrafem 22" :P I czytam: w szkole "Rzeźnię numer pięć" Vonneguta, w wolnych chwilach w domu - "Modyfikowany węgiel" Morgana. Vonnegut jest świetny :)) Dopiero zaczęłam, ale już bardzo mi się podoba. O Morganie zbyt wiele powiedzieć nie mogę, bo za sobą mam dopiero cztery rozdziały. Dziwna książka. Hard SF? ;)
Ale przede wszystkim w sferze moich zainteresowań znajduje się teraz stos ksiązek histerycznych, z Anonimem zwanym Gallem ;) i Daviesem na czele, a także podręcznik do biologii. :P Echh. :)

Randir - 2005-09-09, 13:23

Ja przedwczoraj przeczytałem Koralinę Gaimana. Ksiązka trochę dziwna, jednak posiadająca bardzo nastrojowy klimat. Mimo wszystko według mnie jedna zbyt krótka, w sumie mozna by to uznać za dłuższe opowiadanie. Z tyłu okładki jest porównywana do Alicji w Krainie Czarów, lecz według mnie jest to porównanie zdecydawanie na wyrost. Mimo wszystko warto było przeczytać :)

Ea, Galla Anonima całkiem przyjemnie się czyta ( w każdym razie mi się przyjemnie czytało), Davisa jeszcze przyjemniej, wiec nie masz co narzekać :wink:

Lierre - 2005-09-09, 13:32

To "echh" było do podręcznika do biologii. ;)) Daviesa lubię - zaczęłam "Wyspy", ale przeczytałam tylko kilka rozdziałów ;) Teraz mam ogromną ochotę na "Europę" ;) i tym razem się tak łatwo nie poddam. :D
Kamila - 2005-09-09, 19:24

Chyba rzeczywiście przeczytanie mojej ulubionej książki ("Całe zdanie nieboszczyka Chmielewskiej :D ) pomogło :P Dzięki, Euś, za radę :)

Bez najmniejszych problemów, w ciągu dwóch dni przeczytałam "Cyfrową Twierdzę" Dana Browna i zabrałam się za "Zwierciadło pęka w odłamków stos" Agaty Christie... Ale chyba jednak jej książki są dla mnie zbyt trudne, w tej jestem już na 100 stronie i zaczynam się nudzić... Jestem za tępa na tego typu kryminały :D Ale dobrze sie je czyta na przerwach w szkole, bo w domu jest to mniej więcej 1 strona na dwie minuty :P

W kolejce czeka "Kod Leonarda da Vinci", a potem jeszcze kilka książek Agaty Christie (no cóż, jak już wyporzyczyłam, to dokończę), "Cierpienia młodego Wertera", "Strefa śmierci" Kinga i "Znajdź własną drogę" R. N. Charrette. Potem wypożyczę coś z biblioteki szkolnej (jeśli będzie coś ciekawego) :P A tak przy okazji, to przeczytanie "Cyfrowej Twierdzy" sprawiło, że już nie muszę włączać komputera w każdej chwili wolnego czasu :P Chyba dzieje się coś, co jest przeciwnością uzależniania się od Internetu (hm... jakie to słowo?) :P

(To mój pięćdziesiąty post :P )

Lambendil - 2005-09-12, 09:40

Pierwszy post po wirtualnych eonach? Inspirujące ;P

Obecnie czytam "Kod Leonarda da Vinci". Książka poprostu wymiata. Jak nie lubię thrillerów i innej maści kiczu z tego zakątka literatury, tak ta ksiązką nie da się odłożyć, bez przeczytania 10 rozdziałów (zamiast zamierzonych 5). Brown jest mistrzem suspensu. Serdecznie polecam :D

Lierre - 2005-09-13, 19:38

Skończyłam czytać "Rzeźnię numer pięć". Genialna książka... Trochę czarnego humoru, trochę absurdu, trochę szaleństwa, ale skłania też do refleksji, i pod tą humorystyczną przykrywką jest dość smutna... Dużo mozna o niej pisać, ale po co ;) Klasyka przez bardzo duże "K" :P
Zaczęłam natomiast czytać "Ulicę marzycieli" zabijcie-mnie-ale-autora-nie-pamiętam ;) Na razie mnie nie wciągnęła, zobaczę co będzie dalej ;) Ale możliwe, że metaforycznie nią rzucę o metaforyczną ścianę i zacznę czytać któryś z najnowszych nabytków, bo mnie potrofnie do nich ciągnie ;) No i jeszcze zaczęty mam "Modyfikowany węgiel", ale chyba zbyt hard to SF, żeby je czytać dla rozrywki ;)

Ilmarë - 2005-09-14, 19:09

Ostatnio przeczytałam:
Króla Edypa choć to lektura, miło się czytało to dzieło antyczne pisane wierszem :) . Sesesese :P . Uwielbiam książki prozą pisane :uderzony: . Przeczytać choćby i dla świętego spokoju :P .
Ruchomy Zamek Hauru najukochańsza książka ostatnich czasów, zaraz za "Żywym Srebrem" i "Tehanu", o WP nie wspominając :uderzony: . Książka o najstarszej córce zmienionej w staruszkę i o umowach pomiędzy ludźmi a demonami oraz o pewnym poruszającym się zamku, którego do nieruchomości zaliczyć nie sposób :P .
Oraz książki w trakcie pożerania (metaforycznego :P ) :
Iliada o tej nie muszę nic mówić :uderzony: . Powiem tylko tyle, że to kolejna książka, która mnie zauroczyła. Moje wyobrażenie nie jest oparte na wyobrażeni twórców "Troi", albowiem przespałam prawie cały film :P .
Sabriel Gartha Nixa... no cóż :P . Jak narazie książka jest dobra, ale po 46 stronie nie dam rady czytać dalej... Eru, jakie ze mnie leniwe stworzenie :uderzony: .

Tym optymistycznym akcentem kończę :P .

Ninquel - 2005-09-16, 21:11

Czytam... czytam... czytam...
Głównie czytam podręczniki szkolne :P Jednak w chwilach wolnego czasu czytam dalej Boską Komedię (jeszcze nei skończyłam :P strasznie trudno mi się czyta dzieła pisane wierszem, chociaż przyznam, że Komedią o ścianę nie rzucę ;) ), czasem robię sobie przerwy na... Na linii frontu Henryka Garbowskiego ;) Więcej o tej książce napisałam w temacie "Książki wspomnieniowe" ;) Naprawdę bardzo przyjamnie mi się to czyta, choć jestem pewna, że nie zainteresowałoby to nikogo, kto nie interesuje się II Wojną Światową :P

Lierre - 2005-09-18, 15:32

Ostatnio przeczytałam "O miłości i innych demonach" Marqueza, o czym napisałam już obszerniej w odpowiednim temacie. ;) A wczoraj zaczęłam "Cryptonomicon" Neala Stephensona. Powieść o imponującej długości i wadze. ;) Przeczytałam dopiero kilka rozdziałów, ale już zauważyłam, że Stephenson ma jedną, ogromną zaletę, którą zauważyć można też w "Żywym srebrze", a którą jest chyba charakterystyczną cechą jego twórczości - wspaniale opisuje momenty, gdy bohaterowie zapamiętują się w czymś, coś ich bardzo zajmuje, czy to jakaś filozoficzna dysputa, czy szukanie klucza szyfru. :))) Mimo iż czytający nie zawsze ma pojęcie, o czym czyta, opis po prostu porywa i nie można się oderwać. :)) Bardzo żałuję, że muszę przerwać lekturę "Cryptonomiconu" - objętość zdecydowanie przekracza wszelkie granice i nie wyobrażam sobie, że mogłabym go całymi dniami nosić przy sobie. :(
Elanor - 2005-09-18, 17:31

Szykując się powoli do długiej nieobecności w miejscach posiadających cywilizowane zbiory księgarskie najechałam ostatnio bibliotekę klubową i przekroczyłam limity ilości wypożyczonych tomów (bo leżą jeszcze w domu dwa Pratchetty wypożyczone na prośbę mojej Mamy). Dobór lektur był w miarę losowy - starałam się wybierać tomiszcza opasłe, coby wystarczyły na długie wygnanie. Wyjątkiem jest tu "Lewa ręka ciemności", którą postanowiłam po części za sprawą drogich Librowiczów w końcu przeczytać. Poza tym jest pierwszy tom Achai (w sumie nie zamierzałam jej czytać, ale jest duża :wink: ), drugi tom cyklu o Honor Harrington Webera (nie jest to literatura wysokich lotów, ale sympatyczne czytadło) i "Dworzec Perdido" China Mievielle (nie wiem nawet jak się tego pana odmienia). I zaczynam je czytać od października.
Lierre - 2005-09-18, 17:36

Elanor napisał/a:
"Dworzec Perdido" China Mievielle


Ooo :)) Bardzo dobry wybór :))) Wspaniała książka, imho. :))

Elanor - 2005-09-18, 17:40

To jest jeden z kilkunastu tytułów, które plączą mi się w notatniku po którychś polecankach na Falkonie. Zresztą chyba podziałałam wtedy księgarzowi na nerwy. Po wysłuchaniu wszystkich polecanych książek zamiast rzucić się do kupowania zaczęłam skrzętnie notować autorów...


Hum, miała setna notka pójść na coś bardziej konstruktywnego :D

Ilmarë - 2005-09-19, 14:40

Dzięki uprzejmości znajomej miałam okazję przeczytać "Rzeźnię numer pięć" :) . Z początku dziwna książka, preludium nie zachęciło mnie do dalszej lektury, sama nie wiem czemu :uderzony: . Mimo wszystko zaczęłam kończyć niedokończoną książkę. I zostałam zassskoczona :) . Choć początek nie przypadł mi do gustu, rzeczy tej dokonać zdołała dalsza część książki.
Gorrrąco polecam, pomimo dziwnego początku :uderzony: .

Lierre - 2005-09-24, 13:00

Ostatnio:
Zaczęłam po raz n-ty czytać "Malafrenę", ale przerwałam (!) :P albowiem upolowałam "Żywe srebro II" :)) Eru, uwielbiam Stephensona :DD Za to, o czym pisałam w poprzednim moim poście w tym temacie, i za coś jeszcze... Chyba nie potrafię określić za co... Za niezwykle barwny język, mnóstwo nawiązań, akcję na tle wydarzeń historycznych, dyskretny, inteligentny humor... I za coś jeszcze, ale nie wiem za co. Stephenson rzondzi :DD
Gdy skończyłam "Żywe srebro" sięgnęłam po "Pana Lodowego Ogrodu" Grzędowicza. Przeczytałam dopiero jeden rozdział, ale już myślę, że mi się spodoba... Nie powinnam się tak bronić przed ksiązkami polecanymi przez moją Siostrzyczkę. :)

Alixana - 2005-09-24, 20:57

Ja też nie powinnam a też sie bronię :P skończyłam Władcę Cesarzy Kaya :D nie ma przypadkiem jakiegoś trzeciego tomu?:D teraz czas się zabrać za Nocny Patrol :P albo "Dworce Chaosu" :P i zaczęłam też "Małe, Duże" Crowleya ale jakoś tak.... dziwnie się czyta :P
Lierre - 2005-09-24, 21:16

Bo „Małe, duże” są dziwne. Takie... specyficzne. ;) Trudno cokolwiek napisać o tej książce, dlatego jestem pełna podziwu dla autora recenzji w Biblionetce. :) Książka ta ma niesamowity klimat. Emanuje z niej taki... spokój? Wszystko okryte jest mgiełką tajemnicy, we wszystkim jest magia, nawet w opisach najbardziej prozaicznych, codziennych czynności. Crowley pisze pięknym, lekkim stylem, opowieść wydaje się być przemyślana w najdrobniejszych szczegółach. I jest bardzo dojrzała. ;) I posiada niesamowitą głębię oraz wiele innych zalet, których nie potrafię opisać i przelać na klawiaturę. :P Ta książka ma po prostu to Coś. ;))
Lierre - 2005-09-27, 12:51

Skończyłam wczoraj czytać "Pana Lodowego Ogrodu". Książka bardzo mroczna i w ogóle niesympatyczna ;) ale potrofnie wciągająca... Potrofnie zaskakująca i potrofnie zakręcona. ;) Wgniata w ziemię, rozwala i w ogóle paraliżuje :P Ta mgła... Poczucie takiego ogólnego zagrożenia... Nie sposób przewidzieć choćby ogólnego kierunku, w którym podąży akcja. I to zakończenie... Totalne zaskoczenie i wkurzenie, bo... No, wiadomo. Przywiążę się do bohatera a tu taki Grzędowicz wpada na pomysł... Echh... Coś strasznego. :)
Niby pomysł niezbyt odkrywczy - o czymś podobnym opowiada choćby "Trudno być bogiem" Strugackich. Ale mnóstwo dość nowatorskich pomysłów, rozwiązań... W tej książce jest wszystko - i SF, bo w końcu akcja dzieje się na innej planecie. I fantasy, bo w końcu bohater macha mieczem, a i magia występuje. I trochę horroru. Ta mgła... Echh, za wrażliwa jestem. ;)) Opowieść, której się nie zapomina po przeczytaniu ostatniej strony. Niewiele jest takich.

Książka naprawdę okropna. Polecam ;)

Alixana - 2005-09-27, 22:31

Earwen napisał/a:
Książka bardzo mroczna i w ogóle niesympatyczna ;)


no ja bym tego nie powiedziała :P dla mnie była mimo wszystko sympatyczna... bo jednak ten bohater ma coś takieo w sobie że jednak się go zapamiętuje... że życzy mu się jak najlepiej... i w sumie to ciąg wydarzeń przynosi pewną satysfakcje czytelnikowi... aż do pewnego momentu :P nie jest to aż tak okropne.... zagrożenie się odczuwa ale to normalne u Grzędowicza :P (czytam dalej "Księgę jesiennych demonów" :D ) i nie jest ono aż tak przerażające o ile czytelnik sympatyzuję się z bohaterem a nie z którąś z pomniejszych postaci pojawiających się w książce :P ale chyba zaczynam z abardzo zdradzać fabułę :P POLECAM i w ogóle warto przeczytać i kto nie przeczyta ten trąba :P tej książki nie można pominąć :P (powiedziały to dwie najbardziej wybredne użyszkodniczi Librae więc możecie mieć pewność że ta ksiażka jest dobra :P )

Lierre - 2005-09-28, 09:41

Ja nie twierdzę, że bohater jest niesympatyczny... Wręcz przeciwnie. Dokładnie taki typ bohatera, jaki lubię najbardziej. :D Ale sam świat jest... no... niemiły. Nie chciałabym się tam znaleźć... Żadnych wakacji, ani nawet weekendu. ;) To utrzymujące się praktycznie przez cały czas poczucie zagrożenia jest trochę męczące... Ale równocześnie nie pozwala się oderwać od ksiązki. Lektura obowiązkowa dla wszystkich masochistów. :P Od przeczytania "Pana..." zupełnie inaczej patrzę na mgłę i drzewa :PP Co ta literatura robi z ludźmi... ;)
(A wiesz, że tam jest motyw bardzo, ale to bardzo podobny do "Piaseczników"? :P)

Olśniło mnie wczoraj, że to nie było moje pierwsze spotkanie z Grzędowiczem... Czytałam gdzieś (w jakimś zbiorze, w "Demonach" chyba) jego opowiadanie "Obol dla Lilith"... Muszę je sobie przypomnieć. :D

On topic: czytam, w zależości od nastroju, "Miłość w czasach zarazy" Marqueza i "Cryptonomicon" Stephensona. Objętość tego drugiego mnie przeraża... Tym bardziej, że akcji to tam jest niewiele. Zaczynam mieć wątpliwości, czy wytrwam do końca.

Ninquel - 2005-09-29, 18:50

To ja się pochwalę... czytam Rok 1984 Orwella :P Kiedyś chciałam się do tego dorwać, to w bibliotece nie było... Na szczęście teraz udało mi się to wypożyczyć. Jestem po kilku stronach i bardzo mi się podoba ;) Ale chyba tej książki nie muszę nikomu rekomendować, prawda? ;) Wspomnę jeszcze, że przyda mi się ona do egzaminu FCE, który w grudniu zdaję, bo jest ona tam wymieniona na liście lektur do przeczytania :mrgreen: Wprawdzie nieobowiązkowych, ale co tam... :D :mrgreen:
Lambendil - 2005-09-30, 12:09

Brawo Nin. Przeczytaj też "Brave New World" Aldousa Huxley'a ( nie pamiętam polskiego tytułu).

Ja wróciłem do sprawdzonych książek, jakoś ostatnio mnie od nowości odstręcza, chyba zamieniam sie w konserwatystę...

Teraz po raz kolejny czytam "The Lays of Beleriand", autora chyba nadmieniać nie muszę ;D

Ninquel - 2005-10-01, 18:09

Lambendil napisał/a:
Brawo Nin. Przeczytaj też "Brave New World" Aldousa Huxley'a ( nie pamiętam polskiego tytułu).

Czyżby to był... Nowy, wspaniały świat? :D :D Do tej książki to sie przymierzam od pół roku ;) Wprawdzie mam e-booka, ale nie cierpię czytać na kompie :evil: Jak kolejka książek do czytania się skończy, to będę szukać wszędzie Nowego, wspaniałego świata (Czyżby Ea go miała? :mrgreen: )

Lierre - 2005-10-01, 18:14

Nin, w Smokowie byłaś, tam nietrudno "Nowy wspaniały świat" upolować ;) No, ale jak bardzo Ci zależy na moim egzemplarzu to możesz patrzeć znacząco. :P

On topic: zrobiłam sobie przerwę od Marqueza i Stephensona i przeczytałam "Atomowy sen" Łukjanienki. Trzy sympatyczne opowiadania, nowele, minipowieści, coś takiego :P Nic wybitnego, ale bardzo miło się czytało. :))

Alixana - 2005-10-01, 18:23

No ja ciągle męczę "Małe, Duże" :P :P w międzyczasie podczytuje sobie "Eryka" Pratchtta :P i "Dworce Chaosu" Zelaznego :P a także "Historię Starożytnego Rzymu" Marii Jaczynowskiej :D :D "Rok 1984" opracowywałam do ustnej matury... gdyby ta książka nie była tak przerażająca to moze przeczytałabym ją ponownie :P ale jakoś nie mam ochoty znowu zatapiać się w ten klimat... brrrr :P (btw. jak można zapomnieć tak proste tłumaczenie tytułu?:P pełen podziw dla Lamba :P )
__Franek__ - 2005-10-04, 22:03

Wziąłem się za Blask Fantastyczny ale jakoś mi słabo idzie :wink: i muszę się wziąść w garść :lol: a następnie zabieram się za resztę Praczetów :wink: albo za Mroczną Wieżę ...
Lierre - 2005-10-05, 13:57

Taak! Mroczną Wieżę :D Nie czytaj Pratchettów ;)))

Obecnie czytam... dużo książek. To chyba mój rekord, nigdy nie czytałam aż tylu książek na raz. ;)) Tak więc jestem w trakcie "Cryptonomiconu", ale już mam go trochę dość - zdecydowanie za długa książka. Takie się dzieli na tomy. Na przykład trzy... ;) Zaczęłam też "Miłość w czasach zarazy" Marqueza ale jakoś nie jestem w nastroju do niego. Wczoraj zaczęłam czytać "Niedoskonałych" Strugackich, ale będę musiała zacząć jeszcze raz, bo chyba straciłam wątek :P No i, przede wszystkim, czytam "Wampira Lestata" Rice. Na samym początku miałam nieco mieszane uczucia, ale jak się zaczęła akcja właściwa... Mam nadzieję, że dalej się nie zepsuje. :)))

Kamila - 2005-10-07, 22:33

Zabrałam się nareszcie za trzecią część trylogii "Sekrety mocy" - "Znajdź własną drogę" Wszystko dzieje się w przyszłosci (ok. 2050 roku), kiedy na Ziemię powraca magia oraz elfowie, orkowie, smoki... Samuel Verner stara się odnaleźć swoją siostrę, Janice, która przeszła Przemianę - czyli zamieniła się w wendigo (takie straszne stworzenie, z tego, co zrozumiałam :P ). Jestem na razie przy 60 stronie (na 333) więc mało mogę powiedzieć o trzeciej części, ale mam nadzieję, że będzie tak wciągajaca, jak dwie poprzednie :P
"Znajdź własna drogę" czytam w domu :P A w szkole (na przerwach... na lekcjach wolę już nie próbować :P ) "Muzykę duszy" :D Niestety, czytałam fragment o tym, że Susan szkielet kojarzył się z kimś znajomym tuż przed biologią, na której pani pokazała nam właśnie model szkieletu ludzkiego... myślałam, że sie uduszę ze smiechu :twisted: A jak skończę, to nie wiem, co będę czytać :P Zobaczę, co będzie, i postaram się na coś zdecydować :P

Lierre - 2005-10-09, 16:10

Skończyłam czytać "Wampira Lestata" Anne Rice... Nie dość, że już więcej nie miałam mieszanych uczuć, to z każdą stroną coraz bardziej mnie wciągał. Lubię takie rozszerzenia wątków, opowiedzenie tej samej historii z innej perspektywy... "Wampir Lestat" nie jest alternatywną wersją "Wywiadu z wampirem", opowiada historię jednego z drugoplanowych bohaterów... Postaci raczej negatywnej, odpychającej i w ogóle niesympatycznej. Lestat z "Wywiadu..." strasznie mnie denerwował i miałam wątpliwości, czy spodoba mi się książka, której jest narratorem. Całkiem nieuzasadnione wątpliwości. ;) Lestat z drugiego tomu "Kronik wampirzych" jest zupełnie innym Lestatem. Świetnym Lestatem. :))) Jedyne, co mi się w nim nie podobało, było to, że nie zawsze rozumiałam motywy, które nim kierowały... Szczególnie wtedy, gdy akcja pokrywała się z "Wywiadem..." lub opowiadała o zdarzeniach, które nastąpiły zaraz po niej... Ale oprócz tych drobnych sprzeczności :P Lestat mnie zachwycił prawie tak jak Louis i Armand w "Wywiadzie..." Zresztą, tutaj też pojawił się Armand (i odegrał sporą rolę) i Louis (z rolą nieco mniejszą, ale lepsze to niż nic :D). Bardzo fajnie pokazane jest to, że historii nie można opowiedzieć obiektywnie... Że ta sama historia opowiedziana z różnych perspektyw może się zgadzać tylko w zarysach. ;) No i wbrew temu, co napisano w różnych recenzjach, Rice bynajmniej nie przesadziła z opisywaniem uczuć targających wrażliwe, wampirze dusze bohaterów. ;) Opisy te zajmują sporo miejsca, ale to tylko dodaje głębi książce... Przez to nie jest to zwykły horror o wampirach co noc polujących na nieświadomych śmiertelników, ale coś więcej. ;)
Kolejna książka, która zostawiła trwały ślad na mojej psychice. Zdecydowanie za dużo takich czytam ostatnio. ;)

Lierre - 2005-10-13, 16:19

Naprawdę wszyscy są tak zajęci, że nie tylko nie mają czasu dla Librae, ale też nie czytają? :P

Przeczytane:
"Antygona" Sofoklesa :P Z trudem przebrnęłam... Świetnie mnie usypiała, szczególnie kwestie chóru :P Chyba nie będzie ze mnie wielkiej miłośniczki tragedii antycznej... No, ale jak na lekturę to nie była taka zła :P Jeszcze tylko z półtora tygodnia analizowania jej we wszystkie strony na lekcjach... :P
"Dziewczyna Mistrza Gry" Siesickiej :P Czyli następna lektura. Może i jestem uprzedzona do tej autorki... Ale książka nie podobała mi się. Denerwowały mnie imiona bohaterek :P i ich ogromne problemy, i w ogóle jakieś to było takie... Niefajne ;P Ledwo, ledwo mieściło się w granicach mojej tolerancji :P Nie udało mi się polubić nawet kota Seweryna... ;) Jedynym plusem był pojawiający się od czasu do czasu motyw RPG. Gdyby nie to, pewnie bym rzuciła o ścianę, choć książka była mojej polonistki i nie powinnam jej uszkadzać :P
Dla równowagi zaczęłam czytać "Aristoi" Williamsa, książkę, o której słyszałam bardzo wiele dobrego... Trochę trudno mi się ją czyta, może przez nieco nietypowy układ :P Tj. strona podzielona na dwie kolumny i akcja prowadzona jakby równolegle... trochę to jest uciążliwe... I styl taki trochę dukajowy - autor nic nie tłumaczy i na razie nie mam pojęcia, o co w tym chodzi. ;)
Wróciłam też do "Cryptonomiconu", bo doszłam do wniosku, że to przesada, czytać książkę prawie miesiąc, choćby nawet była tak potrofnych rozmiarów. Do końca zostało mi jakieś 200 stron i niezbyt wiem jeszcze, do czego zmierza autor i czy w ogóle do czegoś zmierza... Trzeba ją chyba czytać nie dla akcji, ale dla stylu Stephensona (charakterystycznego, ale nie takiego, jak choćby z Żywym srebrze - a może to wina tłumacza? W każdym razie, razi mnie trochę nadmiar wulgaryzmów, w większości niepotrzebnych.)
Zaczęłam też "Opowiadania" Gravesa ;) Przeczytałam na razie jedno i było całkiem niezłe ;) ale wypowiem się, jak będę miała na ten temat więcej do powiedzenia. :P
Oprócz tego czeka na mnie prawie metrowej wysokości stos różnych książek historycznych o ogromnej rozciągłości tematycznej :P Nieco mniejszy stos podręczników i lista lektur, z "Quo vadis" na czele. Ale chyba najpierw skończę Cryptonimocon. ;)

Elv Galen - 2005-10-15, 02:12

Wczoraj zaczęłam czytać Nie tylko Piramidy. Szybko się ją czyta (to jej spory plus). To jedna z ośmiu książek, które muszę przeczytać do połowy listopada (i chwilowo jedyna z nich, którą mam :P )...

No! Ale niedługo czytane książki polecą jak lawina ;) - jeden referat, drugi referat, zaliczenie, itd. itp. :P ...

Alixana - 2005-10-15, 19:08

Ja nie mam czasu tylko na Librae :P (wiem, herezje głoszę :P ) W sumie to właśnie powinnam się dokształcać... ale to nie ucieknie :P Jakiś czas temu skończyłam czytać "Żywe Srebro" ;-) genialna książka :D :D coś więcej napiszę w odpowiednim temacie :P muszę zacząć sępić o drugi tom :D I po tej książce mam ochotę sięgnąć po "Raj utracony" z którego pojawiały się tam cytaty :D :D Teraz czytam "Komu bije dzwon" Hemingwaya... i spore wrażenie zrobił na mnie wiersz cytowany na początku... choć opisuje wszystko tak nierealnie i wyidealizowanie to jednak ma w sobie coś przyciągającego :D samą ksiązkę czyta się dobrze... mimo wstawek z hiszpańskiego które mnie wkurzają:P Hemingwaya przerywam czytaniem "Stworów Światła i Ciemności" Zelaznego :P dziwna książka... bardzo dziwna :P ale muszę doczytać do pewnego fragmentu... i najwyżej wtedy ją porzucę :P
Lierre - 2005-10-17, 11:16

Dzisiaj około 1.30 ;) po miesiącu brnięcia, rzucania klątw i szukania sensu, skończyłam czytać "Cryptonomicon". Książka ta w Biblionetce oceniona została przez niemalże setkę czytelników na ponad 5, co rzadko się zdarza... W recenzjach hymny pochwalne, same zachwyty... A mnie się ta książka raczej nie podobała. 700 stron nietypowego formatu prawie A4. Dwie płaszczyzny czasowe ;) II wojna światowa i mniej-więcej współczesność, coś między 1995-2005, próbowałam kiedyś obliczyć ale nie pamiętam co mi wyszło. ;) Bohaterowie tychże płaszczyzn są spokrewnieni ze sobą... I bohaterami "Żywego srebra" :D Mamy więc Lawrence Waterhouse, matematyka, specjalistę od szyfrów, i jego wnuka, Randalla Waterhouse’a, programistę, hakera i biznesmena ;P Mamy Bobby'ego Shaftoe, jego syna Douglasa i wnuczkę Amerikę ;) Z nazwisk bardziej znanych można spotkać Alana Turinga ;D No i oczywiście pojawia się Enoch Root, postać bardzo intrygująca... Wątek współczesny dotyczy.. hmm... czego on dotyczy...? Przedsięwzięć Randy'ego.. yy.. No tak. Jakieś podwodne kable, jakieś Krypty, Aretuzy i insze grobowce. Walki z biznesowymi wrogami, rozwody, trzęsienia ziemi, złoto, złoto, złoto ;P i romans z niejaką Ameriką Shaftoe. Akcja dziejąca się w czasie IIWŚ podzielona jest na kilka wątków - Nippończyka Goto Denga, Lawrence'a Waterhouse'a, Bobby'ego Shaftoe. Wszystko kręci się wokół szyfrów. Wokół kryptologii. Wokół Enigmy. Dla kogoś, kto umysł ma bardziej ścisły lub ma fobię na punkcie prywatności, to doskonały podręcznik - na końcu jest nawet dodatek - kurs szyfrowania za pomocą talii kart. Dla mnie absolutnie niezrozumiały. ;)
Na początku książka podobała mi się potrofnie. Wiadomo, początek, ten charakterystyczny, lekki styl Stephensona. Można się nim zachwycać przez sto stron. Dwieście. Ale w końcu powinna wyklarować się jakaś akcja, bohaterowie powinni mieć jakiś cel, wątki powinny się łączyć, powinien się ten biedny czytelnik dowiedzieć, po co autor pisał tę książkę... Liczyłam na jakieś zwroty akcji, na jakiś punkt kulminacyjny - nie doczekałam się. Bohaterowie osiągnęli w końcu swój cel, ale... Czy autor miał jakikolwiek cel? Wywalczyli co chcieli ale nic z tego nie wynika... Równie dobrze akcja mogłaby toczyć się dalej. Albo skończyć tak w połowie. Nie byłoby różnicy...
No, ale nie było aż tak źle. Świetny język. Barwni bohaterowie, świetnie skonstruowani. Relacje między nimi - świetne. I jak już wspominałam - cudownie opisane, gdy autor porzuca wątek i skupia się na jakimś szczególe, analizuje go. Albo bohater z pasją się czymś zajmuje. Szyfruje, programuje, cokolwiek. Choć nie ma się zielonego pojęcia, o co chodzi - wciąga.
Ale ogólne wrażenie raczej negatywne... Bez większych problemów można by "Cryptonomicon" skondensować do jakichś przyzwoitszych rozmiarów, bez żadnej szkody dla fabuły... 2/3 tego to zwykłe lanie wody, że tak się wyrażę ;P z którego nic nie wynika. Mam wrażenie, że czytając "Cryptonomicon" zmarnowałam czas. :] W tym samym czasie mogłabym przeczytać kilka innych książek... Trochę szkoda. Ale przynajmniej mogę być z siebie dumna, że przebrnęłam. ;)

Mirel - 2005-10-22, 10:03

Ja czytam sobie po raz drugi ksiazkę Nalo Hopkinson "W kole stań, dziewczyno". Pewnie nikt o niej nie słyszał... ;) Znalazłam ją kiedyś na działce, a mamy ją dlatego, ze tłumaczyła ją znajoma moich rodziców :)
Tak czy inaczej... Jest to ksiązka lekko fantastyczna, świat w najbliższej przyszłości połączony z wierzeniami mieszkańców Karaibów w tak zwane duppies i obeah :) + ze dwa lub trzy krwawe momenty :) bardzo fajna, aczkolwiek trochę dziwna momentami :)

Lierre - 2005-10-22, 12:05

Czytam obecnie kilka książek na raz, bo nie jestem chyba w stanie wytrwać przy jednej i prawie codziennie zaczynam następną, te zaczęte odkładając na rosnący stos ;P Tak więc czytam "Aristoi" Williamsa, pierwszy tom "Żywego srebra", "Opowiadania" Gravesa, "Ojczyzna polszczyzna" Miodka ;P "Europę" Daviesa, a wczoraj zaczęłam "Sto lat samotności" Marqueza. Za chwilę zacznę zapewne czytać jeszcze coś innego... Nie wiem czego to jest objaw, ale chyba niczego dobrego. ;P
Kamila - 2005-10-22, 20:42

Przeczytałam sobie "Folwark Zwierzęcy" :) Podobał mi się :)
Teraz czytam "Zwodniczy punkt" Dana Browna (super!!!) i "Ciekawe czasy" Pratchetta, które nie są dla mnie ciekawe... Samo myślenie o tej książce sprawia, że ziewam... Chyba Pratchett mi się znudził :) Muszę odpocząć czytając bardzo "lekturowate" książki :twisted:

Aldawen - 2005-10-22, 22:50

Niedawno skończyłam dwie książki Carrolla: "Białe jabłka" i "Szklaną zupę", teraz zaczęłam "Rzeźnię nr 5" Vonneguta i "Inny wiatr" Le Guin. Dwa różne światy, ale dobrze się je czyta na zmianę. Do Vonneguta wróciłam po dość długiej przerwie spowodowanej koniecznością odreagowania "Slapsticka" :P "Rzeźnia..." kusiła mnie już od pewnego czasu, ale musiałam odrobinę odpocząć od książek jej autora... Natomiast o istnieniu "Innego wiatru" nie miałam pojęcia, dopóki nie zobaczyłam go na półce w bibliotece... Teraz z ogromną przyjemnością wracam do świata Krogulca i stylu pani Le Guin :D
Alixana - 2005-10-23, 14:03

Skończyłam niedawno Stwory Światła i Ciemności... :P i dalej twierdze że jest dziwna i jej nie lubię :P ale nie żałuje że przeczytałam i polecam :P dzisiaj skończę też "Dworce Chaosu"... dlaczego ma wrażenie że Zelazny się stacza?:P dalej męczę biednego Hemingwaya... co raz gorzej sie go czyta ;-) "Folwark..." widziałam w księgarni... ale nie wydam na tak chudziutką książeczkę 15 zł :P zwłaszcza że pan Orwell już mnie do siebie zraził "Rokiem 1984" który może i jest genialny ale jest zbyt realistyczny jak dla mnie :P
Lierre - 2005-10-23, 14:39

"Stwory..." są bardzo dziwne... Czytałam je już chyba trzy razy i ciągle nie wiem o co w nich chodzi :P Będę musiała przeczytać jeszcze raz... ze zrozumieniem. A nuż mi się uda? :P Bo ich dziwność polega chyba przede wszystkim na tym, że narracja jest w czasie teraźniejszym. :P Jak się uda z tym oswoić to da się je czytać ;)

Cytat:
dlaczego mam wrażenie że Zelazny się stacza?

Bo tak jest? :P Im dalej tym gorzej, niestety. Z tomu na tom Amber jest coraz słabszy, koniec Drugich Kronik jest już bliski dna. :P Szczególnie w "Dworcach..." to staczanie się jest bardzo widoczne... :P

On topic: kończę "Żywe srebro I" i w planach na najbliższą przyszłość mam "Żywe srebro II" i "Żywe srebro III" ;)) Chyba jestem trochę monotematyczna...

Nienor - 2005-10-24, 15:26

Hmmm... ostatnio trochę zaniedbałam czytanie, ale to z powodu braku czasu. Dopóki pracowałam sama, miałam mnóstwo czasu i przeczytałam cykł "Diuna" Herberta i masę innych książek, ale odkąd mam współpracownicę, to cięzko :) Ostatnia moja książka to "Cyfrowa twierdza" Dana Browna, nawet fajna, chodzi mi po głowie "Kod...", ale jakoś nie mogę się zabrać. Dostałam niedawno serię "Ziemiomorze" i kilka książek Pratchetta, więc mam zapas :) Poza tym mogę Wam polecić coś, co lubię bardzo :mrgreen: , cykl "Nekroskop" Lumleya. Niesamowita saga :!: Książka "Sklepik z marzeniami" była całkiem ok, tylko ten :pajak: w wisiorku, fuj :evil: Bardzo polecam też książki Koontza i Mastertona, to tak horrorowo. No i tak na koniec, to cały czas czytam Biblie.
Wilk Stepowy - 2005-10-26, 00:16

Ostatnio przeczytałem parę książek Stephena Kinga, którego jestem zresztą wielkim fanem. Najmniej podobała mi się Dolores Claiborne, być może dlatego, że poziom magii i strachu został w tej książce zredukowany niemalże do zera. Na o wiele lepsze recenzje zasługuje horror Kinga To. Tytułowym To nazywane jest zło, mroczna osoba, która zabija w niedużym, amerykańskim miasteczku małe dzieci. Istnienia tej okrutnej osobliwości nie domyśla się nikt, z wyjątkiem siódemki dzieciaków, które rzucają złu wyzwanie.
Następne dwie pozycje, z którymi niezwykle miło spędziłem czas to V i VI część cyklu Mrocznej Wieży Wilki z Calla oraz Pieśń Susannah.
Natomiast na innej książce Kinga – Regulatorzy – ponownie się zawiodłem. Ale w tej, w odróżnieniu od Dolores Claiborne było chociaż sporo akcji.

Elanor - 2005-10-26, 15:21

Bedac na wygnaniu staralam sie do tej pory oszczedzac nieco na ksiazkach, chociaz dzisiaj nie wytrzymalam w koncu i zapialam sie do miejscowej bibioteki publicznej. W kazdym razie przez prawie miesiac przeczytalam tylko dwie ksiazki.
Pierwsza z nich to "Honor Królowej", czyli drugi tom z cyklu o Honor Harrington. Naprawde sympatyczna, niewymagajaca space opera, przyslowiowe czytadelko na wakacje.
Druga natomiast to zupelnie inna kategoria. Zabralam sie wreszcie za slawna czy tez nieslawna "Achaje" Ziemianskiego i musze stwierdzic, ze rownie koszmarnej i zle napisanej ksiazki dawno nie zdarzylo mi sie czytac. Akcja kupy sie nie trzyma, postac kazda jak z innej bajki, konwencja zmienia sie ze sceny na scene, a styl jak w marnym fanfiku - generalnie bohaterowie wrzeszcza na siebie z uzyciem duzej ilosci wykrzyknikow. Na dodatek - to zjawisko, ktore zaczne chyba chyba nazywac "klatwa Sapkowskiego" - jak wielu innych autor nie umial odpuscic sobie pseudo-nawiazan do naszej rzeczywistosci, ktore owszem, mialy wielki sens w Wiedzminie, ale wcisniete ni stad ni z owad w srodek zwyklego fantasy maja sie jak kwiatek do kozucha.

Wulfryk - 2005-10-30, 22:45

Podobnie jak niektórzy na tym forum czytam często po kilka książek na raz :P

W tej chwili, ze względu na ograniczone zasoby czasowe (he, "Thief of Time" Pratchetta mi sięprzypomina) musialem się zdrowo ograniczyć. Aktualnie mam "na warsztacie" Solaris Lema (po raz który już...? :wink: ) oraz "Podwojenie" Saramago.

"Podwojenie" idzie mi całkiem wolno bo w międzyczasie czytałem jeszcze "Opowieści o Pilocie Pirxie" (tak, tak, po raz któryś tam, ale ja to bardzo lubię"), "Opowieści kosmikomiczne" Calvino oraz "Czerwonego Marsa" K.S.Robinson no i zacząłem "Solaris". O pozycjach "zawodowych" :wink: nie wspomnę, bo mnie zlinczujecie :mrgreen:

no i mam jeszcze ambitne plany czytelnicze... tylko kiedy...? Kiedy...?

pzdr

Lierre - 2005-10-31, 21:53

Ostatnio przeczytałam "Sto lat samotności" i dwa tomy "Żywego srebra" - po raz drugi. Uwielbiam Stephensona. ;) "Aristoi" ciągle czeka, takoż "Opowiadania" Gravesa.
A obecnie czytam, uparcie i wbrew przeciwnościom ;P "Ethana z planety Athos" Lois McMaster Bujold. Książkę tę znałam z widzenia ;P i pewnie bym jej nigdy nie pożyczyła, gdyby nie pewne zaskakujące zjawisko ;) które skłoniło mnie do sięgnięcia po nią w bibliotece, mimo niezbyt zachęcających przeczuć. W ten sposób nieświadomie sięgnęłam po cykl "Barrayar", o którym wiele słyszałam, ale jakoś nigdy mnie doń nie ciągnęło ;)
Ta książka jest idealnie przeciętna. Nie ma w niej niczego wybitnego, nic jej nie wyróżnia, nie wybija ponad poziom. Opowiada o lekarzu położniku (o Eru, znowu!), żyjącego na planecie, gdzie kobiety nie mają wstępu. Planeta przeżywa kryzys - albo raczej kryzys ten właśnie przewidziano - i Ethana oddelegowano na poszukiwania nowych kultur genetycznych, żeby oryginalna i niecodzienna społeczność Athosa nie wyginęła. Ethan spotyka zaskakujące i przerażające istoty zwane kobietami, wplątuje się w międzyplanetarną intrygę i w ogóle spotykają go same nieszczęścia. Całość napisana w formie lekkiego kryminału. Jestem w połowie i nie wybiegam myślami w przyszłość ;P ale podejrzewam, że ciąg dalszy będzie tak samo idealnie przeciętny jak pierwsza połowa. Dobrze czasami odpocząć od ambitnych, wymagających zaangażowania lektur. :)

Wilk Stepowy - 2005-11-01, 10:29

Cytat:
Uwielbiam Stephensona.


Kim jest i o czym pisze Stephenson? Wiele osób mi go ostatnio polecało.

Ostatnio czytałem Gregory Benforda - "Zagrożenie Fundacji". Muszę przyznać, że wprowadził do "Fundacji" Asimova, trochę więcej intrygi i zwrotów akcji. Wskrzeszenie do życia symów - Joannę d' Arc i Voltaire było naprawdę niesamowitym pomysłem! Dwie kontrowersyjne, historyczne postacie ożywiły znacznie fabułę książki.

Lierre - 2005-11-01, 11:55

Stephenson jest pisarzem, raczej fantastą. ;P Ostatnio popularny dzięki ukazaniu (a raczej ukazywaniu) się "Cyklu barokowego" Oprócz niego napisał też "Cryptonomicon", "Zamieć", "Diamentowy wiek"... i chyba coś jeszcze, ale nie pamiętam co. ;) Szczególnie polecam właśnie Cykl barokowy, którego pierwszy tom (podzielony na trzy części ;P czyli "Żywe srebro" I, II i III) już się ukazał ;-) Z tym, że Cykl barokowy łatwiej mi zaliczyć do wariacji nt. powieści historycznej, bo fantastyki to tam jest naprawdę mało (chyba tylko Qwghlm ;) ) Czyta się go świetnie, o czym już nieraz pisałam. Radzę posłuchać tych licznych polecających. ;)

On topic: w nocy skończyłam czytać "Ethana z planety Athos". Zgodnie z przewidywaniami, do końca był raczej przeciętny. Nic wybitnego. Ale dobrze jest się czasami tak trochę odmóżdżyć, żeby zachować jakąś psychiczną równowagę. ;) Nie wiem co teraz będę czytać. Spróbuję może te zaczęte, albo może coś Dukaja...? Albo "Cień wiatru"... Albo Stendhala ;) A może "Kobietę w czasach katedr"... Wybór na szczęscie mam duuży. :D

Elanor - 2005-11-02, 11:43

Doczytalam ostatnio "Dworzec Perdido" Mieville'a. Ksiazka nalezy do kategorii tych, ktore czytam z wielkim zaciekawieniem, chociaz bez zachwytu. Zabawe odrobinke zepsulo mi skojarzenie w ktoryms momencie ciem z obcymi z Aliena - i potem nic tylko kolejne analogie znajdowalam.
Lierre - 2005-11-02, 21:53

"Dworzec Perdido" bardzo mnie wciągnął i zachwycił, może dlatego, że nie znalazłam żadnych podobieństw między nim a jakimiś znanymi filmami czy książkami ;) I wydawał mi się (a raczej ciągle wydaje) bardzo "świeży" i oryginalny. No, może chwilami kojarzył mi się trochę z Gormenghast... Ale jego do znanych raczej nie można zaliczyć. ;)

Obecnie czytam... hmm... "Opowiadania" Gravesa, "Cień wiatru" Zafona, drugi tom "Jonathana Strange'a...", teoretycznie "Aristoi" i... mam coraz większa ochotę na Dukaja, więc pewnie niebawem i jego zacznę. Zaczynam książki i nie mam ochoty ich kończyć... To się chyba nazywa "kryzys czytelniczy" ;)

Ilmarë - 2005-11-03, 19:29

Tak, to pewnie jest kryzys czytelniczy...
Od ponad miesiąca zaczęłam chyba z dziesięć książek, a stosik nieprzeczytanych lektur z powodzeniem sięgnąłby sufitu i rośnie w zastraszającym tempie...
Wczoraj rzuciłam o ścianę "Śmiercią Bogów" pewnego rosyjskiego pisarza, po przeczytaniu 20 stron naprawdę mi się odechciało... Tak, czy inaczej... jest źle... bardzo...
Nawet przy lekturze mojej ukochanej książki nie wytrzymuję dłużej niż 15 minut, a potem odkładam książeczkę na stosik. Nie wiem, co się ze mną dzieje, ale żadnej książki nie mogę zacząć, gdyż po 20-30 stronach daję sobie spokój.
To jest poważny kryzys czytelniczy.
Jedyną książeczką, jaką ostatnio przełknęłam, była chudziutka bajka mojej młodszej siostry. Choć i przełknięcie tych kilkunastu stron druku nie przyszło mi łatwo.
A może to dlatego, że zaczęłam pisać swoją epopeję i nie mam przez to okresu, w którym liczba spożytych dziennie książek zaczyna wzrastać...

Wilk Stepowy - 2005-11-03, 19:45

Cytat:
Stephenson jest pisarzem, raczej fantastą. ;P Ostatnio popularny dzięki ukazaniu (a raczej ukazywaniu) się "Cyklu barokowego" Oprócz niego napisał też "Cryptonomicon", "Zamieć", "Diamentowy wiek"... i chyba coś jeszcze, ale nie pamiętam co. ;) Szczególnie polecam właśnie Cykl barokowy, którego pierwszy tom (podzielony na trzy części ;P czyli "Żywe srebro" I, II i III) już się ukazał ;-) Z tym, że Cykl barokowy łatwiej mi zaliczyć do wariacji nt. powieści historycznej, bo fantastyki to tam jest naprawdę mało (chyba tylko Qwghlm ;) ) Czyta się go świetnie, o czym już nieraz pisałam. Radzę posłuchać tych licznych polecających. ;)


Dziękuję za świetną recenzję. Bardzo ciekawe posty tutaj piszecie. A Ty strasznie dużo czytasz i piszesz, w dodatku z sensem. Kończyłaś jakiś kurs szybkiego czytania? Czy tak sama z siebie nauczyłaś się tak szybko czytać (tak mi się bynajmniej wydaje). Ja nigdy nie przeskoczyłem granicy 12 książek przeczytanych w miesiącu, a i do 10 rzadko dochodzę.
pzdr
.

Lierre - 2005-11-03, 20:43

Dziękuję, Wilku :)) W imieniu swoim i Librae. :P Piszę dużo, bo to mój adminski obowiązek ;-)) bardzo miły, swoją drogą. A czytam coraz mniej, coraz trudniej mi znaleźć czas na lekturę. I jeszcze ten czytelniczy kryzys...
Czytać się nauczyłam sama z siebie w wieku bardzo młodym, na kursy nigdy nie uczęszczałam i nie mam takiego zamiaru.

Pozdr. ;)

Aha, żeby offtopiku nie było ;) Czytam "Opowiadania" Gravesa. Niektóre są bardzo dobre, niektóre trochę mniej, jestem w połowie i mam nadzieję jutro napisac o nich coś więcej. ;)

Mirel - 2005-11-05, 13:10

Z cyklu "lekka lektura":
"Molly Moon zatrzymuje czas" :)
Druga częśc "Tajemniczej księgi hipnotyzmu Molly Moon". Bardzo, bardzo ciekawa, z pozoru dla niektórych może troche dziecinna, ale mi się i tak podoba :)
Ogólnie to mam coś w stylu powrotu do książek, bo to moja 3 od bardzo długiego czasu :)

Kamila - 2005-11-05, 21:59

Zabrałam się za dwie książki :P Czytam "Małą Dorrit" Dickensa, ale mam jakieś stare wydanie, bo co kilka stron są ni w pięć ni w dziewięć wstawione zupełnie nowe teksty... np. "Następnie przewróciła się nagle głową na dół i poczęła pełzać po zewnętrznej stronie złotej klatki, [teraz druga strona] własnego dobra powiadam ci, Arturze, nie sądź innych zbyt pochopnie!" Potem jest dalszy ciąg rozmowy Artura z matką :P Będę szukać lepszego wydania :P A w szkolnej bibliotece okazało się, że jestem pierwszą osobą, która wypożyczyła tę książkę :P A ksiażka jest tam już od 4 lat :P

Drugą książką, którą podała mi bibliotekarka, kiedy poprosiłam o coś ciekawego, jest "Tato" Williama Whartona. Czyta mi się bardzo ciężko, bo jest napisana w większości w czasie teraźniejszym, a ja jestem przyzwyczajona do przeszłego :P I jest trochę nudna, ale jak już zaczęłam, to skończę :P

Lierre - 2005-11-06, 20:44

Wczoraj zaczęłam czytać (po raz drugi) "Inne pieśni". Wczoraj, po przeczytaniu dwóch rozdziałów miałam potrofne koszmary ;-)) ale i tak czytałam dzisiaj dalej. Eru, jestem zafascynowana. Nie mogę się oderwać. I nawet rozumiem o co chodzi i nie muszę brać wszystkiego na wiarę. :DD A że przy pierwszym czytaniu miałam spore problemy ze zrozumieniem, o co chodzi (pierwsze zetknięcie z Dukajem ;) ) nie pamiętam, co będzie dalej. Tylko w takich ogólnych zarysach. Eeru, Dukaj rzondzi. :DD Mam nadzieję, że zakończy on mój czytelniczy kryzys - bo zaczęłam "Cień wiatru", drugi tom "Jonathana Strange'a..." i to nieszczęsne "Aristoi" i przy wszystkich poległam. Może po Dukaju przebrnę i przez Williamsa... :D
Arawern Teitharil - 2005-11-10, 21:22

Od dłuższego czasu na biurku leżą "Rozmowy z katem" K. Moczarskiego - jednak nawet nie przeczytałam połowy z braku czasu. Gdy przeczytam, mam następne plany: "Droga nad urwiskiem", "Biała ciemność", "Dziecko miłości" (czyli tzw. "Książki wybrane" pewnego przeglądu :D ), następnie "Zatrzymać czas" Zofii Kucównej i wiele, wiele innych :-)
Lierre - 2005-11-11, 20:20

Skończyłam "Inne pieśni" i może napiszę coś o nich w odpowiednim temacie ;) Zaczęłam "Extensę" i "W kraju niewiernych", ale odnowił mi się czytelniczy kryzys (czyżby na myśl o konieczności przeczytania "Quo vadis" na poniedziałek?) i nie mogę przebrnąć ani przez jedno, ani przez pierwsze opowiadanie drugiego. W kolejce czeka stos bardzo ambitnych lektur prosto z biblioteki (Marquez, Hugo, Borges, Cortazar ;P) ale mam wrażenie, że zgodnie w przewidywaniami, większości z nich przez ten miesiąc nie przeczytam.
I powinnam czytać Daviesa, ale tak mi się chce, że aż strach... ;P

Alixana - 2005-11-11, 23:12

"Pan Lodowego Ogrodu" Grzędowicza (znowu :P )
"Nigdziebądź" Gaimana - strasznie męcze :P
"Księga Jesennych Deminów" Grzędowicza - pomiędzy jednym opowiadaniem a drugim czytam inne rzeczy :P
niedawno skończyłam "Czarownika Iwanowa" Pilipiuka ;-)
w międzyczasie czytam też "Europę" Daviesa :P i zabiorę się za "Nocny Patrol" (mrug :P )

Lierre - 2005-11-13, 17:35

Czytam "Quo vadis", dla którego rzuciłam Dukaja - chyba nie powinnam czytać kilku jego książek pod rząd :P Na razie czyta mi się całkiem nieźle... Do wścieklizny doprowadzają mnie tylko bohaterowie, imho strasznie papierowi... a już jak czytam o Ligii to mam ochotę rzucić ksiązką o ścianę (ale nie zrobię tego, bo książka nie jest moja :P). Ostatnio takie uczucie miałam, ciekawe czemu, przy "Krzyżakach". ;)
W przerwach od Sienkiewicza czytam pierwszy tom "Nędzników" Hugo (do których ciągnęło mnie od kiedy usłyszałam w RMF Classic fragment muzyki z musicalu ;P), teoretycznie "Extensę" i "W kraju niewiernych", teoretycznie też Daviesa (ale to naprawdę teoretycznie). Pewnie dzisiaj zacznę jeszcze coś innego, bo z czytelniczego kryzysu bynajmniej się nie wyleczyłam... Zresztą, z innych też nie. :P

Elanor - 2005-11-14, 12:03

Skonczylam wczoraj swiezy nabytek, czyli Narnie Lewisa i zabralam sie od razu za stosik przyniesiony z biblioteki. Na pierwszy rzut poszedl "Czas Patriotow" Clancy'ego - ksiazka, za ktora nigdy nie zabralabym sie w normalnych warunkach, chociaz film bardzo mi sie podobal. Ale niestety tutejsza biblioteka nie obfituje w fantastyke, wiec musialam znalezc sobie jakis przyjemny substytut.
Alixana - 2005-11-15, 20:04

Ostatnio zaczęłam czytać "Córkę Imperium" R. Feista i J. Wurst... książka raczej przeciętna... ot takie czytadełko... niby miłe i sympatyczne ale drażnią mnie pewne nielogiczności przez które strasznie nie lubie głównej bohaterki i tylko czekam aż popełni jakiś błąd i będę mogła sobie pod nosem wymruczeć "ha! nareszcie!". Nie wiem czy tylko ja tak mam i jestem jakaś dziwna czy inni też i to błąd autorów... na biblionetkce ta ksiązka zbiera noty powyżej 5... czyli chyba tylko ja mam takie dziwne wrażenia :P w każdym razie książka jest przez to wszystko troszkę nudnawa... i czytam dalej tylko po to żeby ją skończyć i uczciwie powiedzieć że mi się nie podoba a nie z ciekawości co będzie dalej....

Poza tym to czytam też Nigdziebądź.... chyba pisałam o tym wyżej :P ale dalej jest nudne, nieciekawe i jakieś takie mdłe :P

Yávië - 2005-11-16, 19:14

Ja też czytam Quo vadis i jak narazie bardzo mi się podoba. Zaczęłam też Świat czarownic A. Norton, ale jakoś niespecjalnie mnie ciągnie, żeby dokańczać. Poza tym z całych sił staram się czytać jedną książkę na raz... :wink:
Randir - 2005-11-17, 09:43

Niedawno udało mi się w końcu przeczytać Władcę much Goldinga (na prawdę świetna książka), Serca Atlantydów Kinga oraz Bogowie, Honor, Ankh Morphork Pratchetta. Obecnie jestem w trakcie czytania Diabła na wieży Ani Kańtoch (całkiem wciągające) oraz Towarzyszy broni Margaret Weis i Dona Perrina (zdecydowanie mniej wciągające, ale da się czytać:wink:).
Lierre - 2005-11-18, 19:59

Przeczytałam Pewną Książkę, której tytułu teraz nie zdradzę, bo pochodzi z niej zagadka w kwizie :P Ale była dziwna... bardzo dziwna... Chociaż poziomem dziwności nie dorównuje innym książkom tego autora. Jest dziwna w inny sposób niż inne jego powieści, wydawałoby się, że jeszcze dziwniejsze od tej :P Ale była zdecydowanie za cienka. Ten pomysł możnaby jeszcze rozwinąć... Bardzo dużo niedopowiedzeń, praktycznie nie wiadomo o co chodzi, skąd się to wszystko wzięło, parę przypisów by się przydało, albo jeszcze kilkaset stron. :P Ale może tak miało być...
Zaczęłam natomiast "Limes inferior" Zajdla. Na razie wydaje mi się bardzo podobne do "Nowego wspaniałego świata"... Ale przedstawiony świat jest trochę sympatyczniejszy ;) Potem pewnie będzie gorzej. ;-))
Biernie czytam (tzn. myślę, że powinnam czytać, ale w praktyce mi nie wychodzi) "Quo vadis", "Nędzników" i Daviesa.

Alixana - 2005-11-19, 14:50

Zmęczyłam wreszcie "Córkę Imperium"... sama książka nie jest aż tak odrzucająca jak główna bohaterka do której lubienia nie potrafiłam sie zmusić nawet w chwilach gdy cierpiała... brrrr :P następnego tomu nie wezmę do ręki :P zaczęłam "Atuty Zguby" Zelaznego i pierwszy tom Corum Moorcocka :) i zaraz wezmę też drugi tom "Małe, duże" Crowleya :P
Lierre - 2005-11-20, 14:49

Wczoraj (a raczej już dzisiaj) skończyłam czytać "Limes inferior" Janusza A. Zajdla. Najlepsza książka legendarnego polskiego fantasty, imię którego nosi najważniejsza nagroda, który jest fantastycznym guru, etc. Spodziewałam się Eru wie czego i się oczywiście zawiodłam. Troszeczkę.
Jest sobie miasto, wielka aglomeracja - Argoland. W mieście tym żyje społeczeństwo idealne, podzielone na siedem klas wg poziomu intelektualnego, każdemu miasto zaspokaja minimum potrzeb, które to minimum zmienia się wraz ze wzrostem klasy :P Pieniądze przeszły już do legendy, zastąpione systemem punktowym, wszystko jest maksymalnie zautomatyzowane i w ogóle jest cudownie. Są też sobie lifterzy i downerzy, podnoszący lub zaniżający (oczywiście absolutnie nielegalnie) klasę klienta za stosowną opłatą. Bohaterem jest jeden z takich lifterów, ukrywający swój wybitny intelekt przed władzami. W końcu jednak, chcąc nie chcąc, awansuje społecznie i to bardziej, niż by się komukolwiek śniło. Dowiaduje się, że wszystko to tylko pozory, nic nie jest takim, na jakie wygląda, że i obca ingerencja była i wiele innych atrakcji...
Wszystko bardzo mi przypominało "Nowy wspaniały świat" Huxleya, przez co wydawało mi się wtórne i mało oryginalne. Denerwowało mnie też filozofowanie bohatera, Sneera, który po czterdziestu latach życia w Argolandzie dochodzi do strasznych i bardzo odkrywczych wniosków zajmujących po kilka stron. Wydawały mi się co najmniej sztuczne. :P
No, ale zakończenie trochę ratuje całość, choć jest trochę niejednoznaczne i enigmatyczne (a może po prostu było już bardzo późno). ;)

Tar-Morgul - 2005-11-22, 21:40

Mimo, iż stosy ksiąg oczekują na przeczytanie... będą musiały jeszcze poczekać.

Ostatnio przeczytałem "Powstanie '44" Daviesa; "Bractwo Św. Całunu" i "Chronicles of Narnia" C.S.Lewisa (polecam) i... uczelnia dobija mnie literaturą cięższą:
"Objawienie a Chrystus", "Natura Katolicyzmu", "Wierzę w Boga Trójjedynego" oraz podręczniki do teologii :)

Alixana - 2005-11-23, 12:24

Zmęczyłam dzisiaj w nocy "Nigdziebądź" :P jestem z siebie dumna :P w sumie na końcu mi się nawet dobrze czytało bo polubiłam markiza :P :P ale reszta... ciężko było :P teraz zabieram się za.... "Nocny Patrol" (mrug :D ) teraz znaczy jak skończę "Atuty Zguby" :P Zelazny się stacza ale nie aż tak bardzo jak się bałam że będzie ;-) może jeszcze zdąży spaść niżej?:P
Lierre - 2005-11-23, 19:10

Wczoraj do bardzo późna czytałam "Nędzników" i ostatecznie tom pierwszy skończyłam już dzisiaj ;) Książka ta bardzo pasowała do mojego wczorajszego nastroju i nie mogłam się od niej oderwać, dawno mnie nic tak nie wciągnęło, dawno tak bardzo nie wczuwałam się w bohaterów ;) Ostatnio chyba przy "Hrabim Monte Christo". Te dwie książki wydają mi się bardzo podobne. W obu bohater został niesłusznie skazany, w końcu odzyskuje wolność i na swój sposób próbuje zbawić świat albo zaczyna uprawiać trochę niecodzienną działalność charytatywną :P Z tym, że ostatecznym celem Jana Valjeana, w przeciwieństwie do Edmunda Dantesa, nie jest zemsta, tylko zadośćuczynienie Bogu i bliźniemu :P Podoba mi się prawie wszystko, od układu tekstu począwszy, na fabule i bohaterach, może trochę papierowych, skończywszy. Świetne są też opisy, także uczuć bohaterów. Zwykle mam mieszane uczucia czytając opis rozterek bohatera, ale w "Nędznikach" nawet kilkustronicowe rozważania Valjeana nie znudziły mnie, wręcz przeciwnie. Jeden z najbardziej fascynujących fragmentów, gdy ten rozważa, czy ujawnić swoją tożsamość i uratować życie jednego człowieka, zajmując jego miejsce, czy dalej się ukrywać i pozwolić skazać niewinnego na dożywotnie galery za kradzież jabłek. :P I później, gdy podejmuje decyzję i wypatruje tylko sposobności, znaku, że postępuje źle i może zawrócić ;) Dziwnie brzmi ten opis? Może, streszczenia zawsze wydają się kiczowate, ale w wydaniu Wiktora Hugo przeżywa się wszystko razem z bohaterem ;)
(Jeszcze) bardziej się rozpiszę, gdy skończę ostatni tom (tzn. drugi? trzeci? w bibliotece widziałam kilka wydań, moje jest chyba dwutomowe, ale nie jestem pewna ;) )
A "Quo vadis" sobie poczeka. Co z tego, że mam je przeczytać na jutro? ;)

Ale zanim upoluję drugi tom muszę przeczytać pozostałe pożyczone książki - przede mną Cortazar, Borges i Marquez ;)

Lierre - 2005-11-29, 10:18

*udaje że nie zauważyła, iż poprzedni post jest jej autorstwa*

Żaden Cortazar, żaden Marquez, żaden Borges!
Tzn. Borgesa zaczęłam, ale mi się, jak na razie, nie podoba.
Ale... ale...
Przeczytałam "Quo vadis"! ;)
Początki były trudne, ale tak od 1/3 mnie wciągnęło, i to bardzo. Parę nieprzespanych weekendowych nocy, kilka rezygnacji z wieczornego czatowania i mam tę książkę za sobą... Więcej napiszę może w odpowiednim temacie ;)
Na początku myślałam, że w Biblionetce ocenię na 3. Potem stwierdziłam, że może na 4. Wczoraj zaczęłam się wahać między 5 a 6, ale teraz mi się wydaje, że 5 to zdecydowanie za mało... ;)

Teraz będę kończyć "Wiedźmikołaja", którego przerwałam dla "Quo vadis" właśnie, będę też czytać Dukaja, "W kraju niewiernych" czeka. I gdzieś na horyzoncie widzę też Makbeta... ;-)

Alixana - 2005-12-03, 23:21

Całkiem niedawno skończyłam czytać "Nocny Patrol"... książka jest świetna... chociaż znowu wkurzał mnie główny bohater :P tym razem nie aż tak abrzo ale jednak... to zaczyna być niezdrowe :P teraz zaczęłąm czytać inną książkę... ale nie powiem jaką bo zamierzam ją w najbliższym czasie wykorzystać i nie chcę zdradzać jej tytułu :P ale musze powiedzieć że mi się podoba i to nawet bardzo :P
Yávië - 2005-12-04, 14:55

Przeczytałam po raz drugi Lwa, czarownicę i starą szafę' i, szczerze mówiąc, mam ochotę przeczytać jeszcze raz :P . Skończyłam też Regulatorów Kinga, na których się niestety zawiodłam (chyba dlatego, że zbyt wiele dobrego, a raczej strasznego o nich słyszałam). Oprócz tego Księcia Kaspiana (druga część Narnii), ale zbyt szybko go chyba nie skończę, bo dostanę dzisiaj pewne trzy książki, sasasa, a to wszystko przez Was :wink: :D
Kamil M. - 2005-12-04, 18:22

Już wiem, dlaczego nie lubię szkoły. Nie lubię szkoły, bo każe mi czytać książki, które mógłbym przeczytać później i uniemożliwia mi czytanie tego, co akurat bym chciał :|
Ale cóż...
Czytam "Syzyfowe prace". Straszne to, zatrważające - główny bohater to jak się okazuje niemowa... Do strony co najmniej 150 wypowiada może cztery zdania składające się z dwóch słów każde... Zastanawiam się nad celowością zadawania takich lektur - zamiast przedstawić istotne treści człowiekowi, skutecznie zniechęcają one do poznania epoki... No, ale kijem Wisły nikt nie przesunie...
Jednocześnie czytam "Gnój" Kuczoka. Wstrząsające. Znajomi po lekturze tej książki mówili mi, że podczas czytania gotowali się wewnętrznie z powodu bezsilności. Wtedy nie rozumiałem.
Książka opowiada o chłopcu, którego ojciec jest po prostu sadystą. Leje dzieciaka pejczem o każde głupstwo. Może, kiedy się to opisuje, nie wydaje się takie zatrważające. A jednak w książce pełnej dogłębnych opisów, świadectw tego chłopca, staje się nie do zniesienia. Chce się wstać, wybiec na dwór i wykrzycieć, jaki ten świat jest beznadziejny. A wszystko z powodu bezsilności wobec takiego okrucieństwa... :sciana: Ech... jak przeczytam całe, to założę temat...

Arawern Teitharil - 2005-12-04, 19:41

Ja też już wiem, za co nie lubię szkoły. Czytam "Pana Tadeusza". Dzisiaj się zmusiłam. Ja wiem, że Mickiewicz był wieszczem narodowym, że każdy Polak powinien czytać ten utwór, ale - do jasnej ciasnej - dlaczego akurat teraz?! Od dłuższego czasu czytam (a właściwie powoli męczę z braku czasu) "Rozmowy z katem" K. Moczarskiego. I nie powiem, że jest super, bo temat wojny nie może być super. Ale mnie wciąga. I jestem na dobrej drodze doczytania (jestem w połowie xP), a szkoła kazała mi czytać Pana Tadzia... Ech... Szkoda, że sami nie możemy wybierać lektur... Pozdrawiam.
Lierre - 2005-12-04, 20:27

Cytat:
Całkiem niedawno skończyłam czytać "Nocny Patrol"... książka jest świetna...

Napisz recenzję w odpowiednim temacie ;)
Cytat:
chociaż znowu wkurzał mnie główny bohater

Heh, mnie tylko w nim wkurzało to, że przetłumaczono go jako "Antoniego" a nie "Antona" :PP (w "Dziennym..." już chyba jest, o ile mnie pamięć nie myli, Antonem :P i ta wersja mi się o wiele lepiej kojarzy ;P choćby ze Strugackimi ;D). Poza tym do "Nocnego..." podchodzę bezkrytycznie :P Ja kcę film!... ;)

Cytat:
Skończyłam też Regulatorów Kinga, na których się niestety zawiodłam (chyba dlatego, że zbyt wiele dobrego, a raczej strasznego o nich słyszałam).

Słyszałam, że "Regulatorzy" to jedna z najgorszych książek Kinga... Chciałabym się o tym przekonać (w Mrocznej Wieży jest do nich podobno sporo odniesień) ale nie mam odwagi sięgnąć po jeszcze jakiś horror Kinga... Bardzo są straszni? ;P ;DDD

Cytat:
Czytam "Syzyfowe prace". Straszne to, zatrważające - główny bohater to jak się okazuje niemowa... Do strony co najmniej 150 wypowiada może cztery zdania składające się z dwóch słów każde... Zastanawiam się nad celowością zadawania takich lektur - zamiast przedstawić istotne treści człowiekowi, skutecznie zniechęcają one do poznania epoki... No, ale kijem Wisły nikt nie przesunie...

Eru, następna osoba, której nie podobały się "Syzyfowe prace"... Czy naprawdę tylko ja czytałam tę lekturę z przyjemnością? :D Przecież to całkiem sympatyczna książka... ;)
"Pan Tadeusz" też nie jest zły :P wiem, że niektórzy twierdzą, że jestem skrzywiona na punkcie Mickiewicza, ale to nieprawda :P wcale go nie wielbię :P i nie uważam "Pana Tadeusza" za cud świata... Ale imho czyta się go naprawdę fajnie... Eru, wiem, wiem, urodziłam się w neodpowiedniej epoce :P


Przeczytałam "Ja, Klaudiusz" Gravesa i teraz jestem w trakcie lektury "Klaudiusza i Messaliny" ;) Jak skończę to chyba założę osobny temat... Cudowne ksiażki, naprawdę ;) Nie sądziłam, że jest w stanie zainteresować mnie historia starożytnego Rzymu, a już zwłaszcza wczesnego cesarstwa :P Ale ta opowieść jest po prostu fascynująca ;) a nasze potrofne drzewo genealogiczne przy grafie rodu Augusta to jest proste i całkiem zwyczajne :P

Alixana - 2005-12-04, 20:58

Earwen napisał/a:
Eru, następna osoba, której nie podobały się "Syzyfowe prace"... Czy naprawdę tylko ja czytałam tę lekturę z przyjemnością? :D Przecież to całkiem sympatyczna książka... ;)


Nie tylko Ty :P mi też się podobała :P ale to chyba było do przewidzenia :D :D

w odpowiednim temacie? znaczy w Fantastyce zza Buga?:D:D bo jakoś nie kojarzę osobnego tematu dla tego pana o dziwnym nazwisku na Ł :P :P o ile to był pan a nie pani bo teraz to juz nie mam pewnośc, a ksiażka leży daleko :P

żeby było bardziej na temat to dodam że przeczytałam gdzieś tam w międzyczasie "Krew Amberu" :D :D i wcale nie było to takie złe jak sądziłam że będzie :P zdecydowanie wolę Merlina niż Corwina :P
a skoro i tak już się wydałam z tą książką którą teraz czytam to mogę o niej też tu napisać :P miałam na myśli "Tiganę" Kaya... a miała to być niespodzianką dla kogoś, ale jednak będzie zapowiedzianym prezentem ;-)

Yávië - 2005-12-04, 23:08

Earwen napisał/a:
Słyszałam, że "Regulatorzy" to jedna z najgorszych książek Kinga... Chciałabym się o tym przekonać (w Mrocznej Wieży jest do nich podobno sporo odniesień) ale nie mam odwagi sięgnąć po jeszcze jakiś horror Kinga... Bardzo są straszni? ;P ;DDD


Od koleżanki słyszałam, że to strasznie 'poschizowana' ;P książka, co oczywiście mnie do niej zachęciło :D . Kiedy sięgałam po nią w bibliotece, pewien miły pan, z którym wcześniej rozmawiałam i który zaczął mi polecać książki, powiedział: Tylko proszę nie zwariować. Cóż, zwariować, nie zwariowałam i to ani odrobinkę. Liczyłam na coś świetnego, ale...uch, nawet nie wiem, jak to opisać. Nic, po prostu nic tak naprawdę mnie tam nie przerażało, nie podsuwało przerażających myśli itp... :x


Tak w ogóle, to King nie ma nawet swojego tematu, więc napisałam tutaj, dobrze? ;)

Kamila - 2005-12-06, 08:18

Co czytam... hm... "Drużynę Pierscienia" :P Trza sobie coś przypomnieć z tego, bo już prawie nic nie pamiętam :P Skończyłam (nareszcie!) czytać "Tatę"... Eru, ja to czytałam przez miesiąc i 2 dni! Stanowczo za długo. Wczoraj wypożyczyłam "Pamiętnik księżniczki", bo chciałam coś, nad czym nie będę musiała myśleć... ale jest nudny. I mysleć niestety muszę :P W najbliższym czasie powinnam przeczytać jeszcze "Opowiesć wigilijną" Dickensa (moja polonistka mówi, że to o tych trzech duchach, ale niemożliwe, żeby miało to 50 stron... trudno, nie chce mi sie latać po bibliotekach, jak dostanę z polskiego pałę, to najwyżej będe miała dwójkę lub trójkę, jedynki na pewno nie na semestr :P ) Kuzynka wysłała mi jeszcze 6 część HP po polsku... jestem ciekawa, czy zdążę to przeczytać, zanim "prawdziwe" tłumaczenie będzie wydane :P I jeszcze musze nadrobić zaległości filmowe... Przy okazji: w programie telewizyjnym czytałam, że "The Ring" jest na podstawie jakiejś ksiażki... zna ktoś może tytuł? Taki jak film czy inny? Ja już kcem ferie... :(
Alixana - 2005-12-12, 14:15

Dzisiaj w noy skończyłam czytać "Tiganę"... gdybym miała porównać stopień genialności tej książki, albo to jak bardzo wciąga, jak bardzo zaskakuję albo jak bardzo wpływa na psychikę do jakiejś innej książki to porównałabym ją do "Pana Lodowego Ogrodu"... jeśli ktoś czyta moje posty to będzie wiedział jak wielki to komplement :P :P muszę przyznać że po tej książce w moim rankingu Kay baaaardzo zbliżył się do Tolkiena... jest o centymetr za nim ;-) muszę skończyć czytać Fionavarski Gobelin i wtedy okaże sie kto jest nad kim ;-) Po skończeniu "Tigany" nie bardzo wiem co czytać dalej... tyle ksiażek czeka... a ja mam ochotę jeszcze raz przeczytac "Tiganę":P ale chyba zabiorę się za coś historycznego ;-) najwyższy czas :P
Lierre - 2005-12-13, 09:38

Ostatnio przeczytałam "Klaudiusza i Messalinę" (byłam pewna, że już o tym pisałam, ale widzę, że chyba nie? Echh, za wcześnie na spamienie). Pan Graves dostanie swój własny temat, gdy będę miała chwilę na takie prawdziwe spamienie, to znaczy... pewnie w przyszłym tygodniu :P Wtedy może bardziej się rozpiszę. Ale bardzo podoba mi się styl, tematyka, postacie, no... wszystko. ;)
Przedwczoraj skończyłam wreszcie "Wiedźmikołaja". Hm, fajny jest. HO. HO. HO. Nawet mnie śmieszył, i to bardzo, naprawdę! Ale nie mam ochoty na inne Pratchetty. Przesyt, teraz muszę je sobie dawkować. :P
A wczoraj przeczytałam "Makbeta" :P Czytałam szybko, nieuważnie i raczej pamiętam treść piosenek Kaczmarskiego, które wówczas słuchałam, ale lekturę zaliczyłam, mam jakieś mgliste pojęcie o czym jest i pewnie już wyłapałabym więcej nawiązań w "Trzech wiedźmach" (czy który tam tom był inspirowany Szekspirem). Ale czy mi się podobał? Nie wiem. Raczej nie. :P

Alixana - 2005-12-15, 16:34

przeczytałam "Tiganę", zaraz po przeczytałam "Blask Fantastyczny" :D :D a teraz zaczęłam drugi tom czegoś co Ea tak zachwalała..."Małe, duże" Crowley'a ;-) przyznam szczerze że zasnęłam nad ksiązką... ale to pewnie wina zmęczenia... tak... na pewno ;-)
Gwindor Turmóreth - 2005-12-15, 19:47

Ostatnio przeczytałem "Świat Zofii". Książka conajmniej dziwna ;) , ale trzeba przyznać, że swą rolę edukacyjną spełnia znakomicie. Jeśli chodzi o resztę, to wielu rzeczy mógłbym się uczepić ;) .
Potem wziąłem się za "I nie było już nikogo" Agathy Christie i było to jednocześnie pierwsze moje spotkanie z tą autorką (tego wcześniejszego, nieudanego, sprzed kilku lat nie liczę). Raczej nie jestem jakoś specjalnie zachwycony, ale książką jest lekka, miła i przyjemna. Szkoda tylko, ze nie udało mi się zgadnąć, kto jest mordercą (obstawiałem Blore'a). Muszę koniecznie spróbować swych sił z innymi jej ksiązkami! :mrgreen:
A wczoraj napocząłem Siekierezadę Edwarda Stachury. Jeszcze się nie wypowiem, bo nie znam książki. Zastanawiam się jedynie po kie licho powtarzać trzy razy ten sam akapit, nudny, długi na 2/3 strony zmieniając tylko niektóre fragmenty? Toż można z nudów paść.

Alixana - 2005-12-21, 00:54

Dalej czytam "Małe, duże" Crowley'a :D czytam, ale już nie męczę :D :D zaczęło się chyba rozkręcać :D przez ostatnie dwie noce porzeczytałam aż 60 stron co jest chyba moim rekordem jak dla tej książki (to dotyczy także pierwszego tomu :P ) ;-) Zaczęłam też "Historię Starożytnego Rzymu" Marii Jaczynowskiej... ale myślę ze ta lektura będzie musiała poczekać aż uda mi sie dostać na studia bo jest zbyt czasochłonna i opisuje zbyt wąską tematykę żebym mogła się z niej uczyć bezpośrednio do matury... może przyda się przed rozmowami kwalifikacyjnymi?:D

Poza tym to powzięłam pewne postanowienie :D będę więcej książek czytać a mniej kupować :P jakbyście zauważyli że gdzieś piszę że zamierzam coś kupić to proszę o ostrą krytykę mego postępowania :P

Pozdrawiam
Budyń Książkowy :D

PS. Moja czatownikowa Siekierezada wzięła się właśnie z tytułu książki o której pisze Gwin :P :P

Lierre - 2005-12-22, 15:29

Cytat:
Dalej czytam "Małe, duże" Crowley'a :D czytam, ale już nie męczę :D:D zaczęło się chyba rozkręcać :D

Bardziej podoba Ci się drugi tom? Dokładnie odwrotnie niż mnie, bo pierwszy uwielbiam, a drugi... jest taki strasznie ponury, smutny i ogólnie wolę akcję w Edgewood niż w tym okropnym Mieście :P Ale za to ma świetne, imho, zakończenie. Takie... ostateczne :P zawsze zużywam przy nim kilka chusteczek. ;-))

Przeczytałam pewną dziwną książkę. Gdy ją zaczynałam, nie przypuszczałam, że przeczytam całą, bo zwykle kończenie takich ksiażek odkładam na nieokreślony termin :P Książka, którą nazywałam "Historią średniowiecznego feminizmu" - czyli "Kobieta w czasach katedr" autorstwa Régine Pernoud. Typowo historyczna, choć napisana językiem bardzo przyjemnym, temat potraktowany raczej naukowo, ale też przystępnie. Nie pamiętam, żeby jakaś książka, jakby na to nie patrzeć, naukowa, tak mnie wciągnęła. :)
Autorka omawia poczynania różnych kobiet, niekoniecznie bardzo znanych, ale mających wpływ na świat, w którym żyły - średniowieczną Europę. Od Klotyldy, żony Chlodwiga, przez najróżniejsze opatki i inne "święte kobiety", królowe i różne inne działaczki, aż do Katarzyny ze Sieny i Joanny d'Arc. Przy okazji przybliża aspekty bliskie temu tematowi, czyli sprawy małżeństwa, wychowania, codziennego życia przede wszystkim we Francji i Anglii. Szczególny nacisk kładzie na wpływ kobiet na szerzenie chrześcijaństwa. Pernoud przedstawia średniowiecze zupełnie inne niż to znane z podręczników... Jak o tych mężnych niewiastach zwykle się nie wspomina, tak z tej książki wynika niemalże średniowieczne równouprawnienie. Średniowiecze zupełnie nieśredniowieczne.
Świetna ksiązka, polecam. :)

Alixana - 2005-12-23, 16:24

Hmmm... może... może... :P

Ja skończyłam wczoraj w nocy "Małe, Duże"... i kurcze nawet mi się podobało :P ale faktycznie, strasznie smutne i ostateczne zakończenie... ale mimo wszystko wolę drugi tom bo przynajmniej nie zasypiałam po 15 stronach :P wczoraj w nocy czytałam też "Szklany Szpon" Dębskiego... przeczytałam dwa i pół opowiadania i już nie chcę tego odkładać :D :D świetnie się czyta, trochę tajemnic, niedopowiedzeń, troszkę strachu i dziwnych schiz :P ale bardzo podoba mi się styl i tak jak opowiadania Grzędowicza mi się nie podobał tak opowiadaniami Dębskiego jestem wręcz zauroczona :D trzeba się przyjrzeć bliżej temu panu :D :D

Lierre - 2005-12-29, 12:21

W przerwach między "Europą", siakimś historycznym Vademecum (beznadziejnym, btw) i stosem inszych książek i podręczników, przeczytałam trzy książki.

"Dym i lustra" Gaimana. Powinnam o tej książce napisać w temacie o Gaimanie, który właściwie po to założyłam, i zrobiłabym to, gdyby ktoś raczył w nim odpowiedzieć. A że tak się nie stało - nie będę sama w nim pisać. Napiszę więc tylko, że to zbiorek dość nierówny, ale całkiem ciekawy. Przez wiersze i sztuki nie przebrnęłam, ale niektóre opowiadania bardzo mi się podobały. Na przykład urocza "Rycerskość", nieco wstrząsający "Mikołaj był...", "Cena", czy krótkie miniaturki z "Piętnastu malowanych kart z wampirzego tarota" - niby nic takiego, ale mogłoby być ich więcej; albo "Załatwimy ich panu hurtowo", opowiadanie, którego tytuł znałam od dawna, ale nie kojarzyłam z Gaimanem. Z przyczyn wiadomych bardzo podobało mi się też "Jedno życie, urządzone w stylu wczesnego Moorcocka", świetny też jest "Gdy nastał koniec" (bardzo krótki, może gdzieś zacytuję?) i ostatnie, "Szkło, śnieg i jabłka", bardzo alternatywna wersja znanej baśni. Jest tak, jak autor napisał w przedmowie - po przeczytaniu tego opowiadania nie można oryginalnej wersji odczytywać w ten sam sposób, co kiedyś... No i jeszcze bardzo ciekawe opowiadanie ukryte w przemowie... Krótko mówiąc: polecam.

Drugą książką był "Buszujący w zbożu" Salingera. Nie rozumiem, dlaczego jest to lekturą (niby olimpiadową, ale zawsze). Nie rozumiem też licznych zachwytów. Ot, takie czytadło, nic wspaniałego. Trochę przegadane. Za dużo powtórzeń, opisywania niepotrzebnych szczegółów... I ten dziwny główny bohater, narrator, nie mogę się zdecydować, czy go lubię, czy doprowadza mnie do wścieklizny.

Przed chwilą natomiast skończyłam czytać "Przynieście mi głowę księcia" duetu Zelazny & Sheckley. Dawno, dawno temu czytałam "Jeśli z Faustem ci się nie uda", jak się okazało, drugi tom tegoż cyklu, trylogii. Nie pamiętam go zbyt dokładnie, ale chyba mi się podobał. Na pewno bardziej, niż tom pierwszy. Aż trudno uwierzyć, że napisał to autor "Amberu" czy "Róży dla Eklezjastesa". W zamierzeniu książka zapewne miała być śmieszna... I nawet chwilami była, przyznaję, zdarzyło mi się parę razy zaśmiać podejrzanie głośno, ale częściej przyłapywałam się na spaniu na książce. Treść przedstawia się następująco: co tysiąc lat siły Światła i Ciemności walczą o władzę nad światami w Milenijnym Konkursie. Zbliża się rok 1000 i jeden z demonów postanawia wziąć sprawy w swoje szpony i zdobyć główną nagrodę. Rolę odegrają pozszywani przez demona, Azzie'ego, Książę i Drzemiąca Królewna. Ma do pomocy znajomą czarownicę i Szatańską Kartę Kredytową, wszystko jednak tonie w oceanie piekielnej biurokracji. Nic ciekawego, wbrew pozorom.

Feadin - 2005-12-29, 12:28

ja przeczytalam ostatnio
Dzinna - Mastertona
a teraz czytam Sfinksa tegoż autora
a gdzież tu leży seria Amberu - Zelaznego
oraz
Czarnoksiężnik ze Świata Czarownic - Nortonki ;)

Gwindor Turmóreth - 2005-12-29, 16:18

Nie wymęczyłem Siekierezady :P Zamiast tego wziąłem się za "Opowieści z Narnii", trzeba się było przygotować do obejrzenia filmu! ;) Po opowieściach narnijskich wziąłem się za "Nocne dreszcze" Deana R. Koontza, którego to autora poleciła mi biblioterka na otarcie łez, bowiem nie było Kinga ;) . Strasznie się zawiodłem na tym "horrorze". Pierwszy raz czytałem tego typu książkę i nie bałem się ani przez sekundę :( . Ale książka, mimo, że niestraszna, okazała się bardzo ciekawa. Rzadko się zdarza, żebym tak łapczywie połykał kolejne akapity ksiązki :) .
Dzisiaj, może nawet za chwilę, napocznę "Wszyscy jesteśmy podejrzani" Chmielewskiej, zaraz za nią w kolejce stoi Agatha Christie i jej "Godzina zero".
Ach, i dzisiaj wieczorem przyjeżdża z Warszawy mój brat i przywiezie mi kilka Pratchettów. :D

Eru, jak pomyślę, że miałbym teraz chodzić do goopiej szkoły, zamiast czytać książki, to mnie przechodzą (nocne) dreszcze. :mrgreen:

Pzdr
Gwin

Kamila - 2005-12-29, 22:58

Hm... co ja czytam... hm... Cały czas Drużynę :P W "Opowieści wigilijnej" doszłam do 50 strony i odłożyłam... to ma ok. 100 stron :P Ale czytać mi sie nie chce :P Kończę "Kapelusz pełen nieba" :D Nawet mi sie podoba (ale ostatnio Pratchett mnie nudził :P ) Wypożyczyłam sobie też "kilka" książek, które mam zamiar przeczytać... mam nadzieje, że niedługo:
"Bracia Lwie Serce", "Detektyw Blomkvist", "Nils Paluszek", "Dzieci z ulicy Awanturników", "My na wyspie Saltkrakan", "Rasmus i włóczęga", "Rasmus, rycerz Białej Róży", "Karlsson z Dachu" i "Zwierzenia Britt-Mari" - to wszystko Astrid Lindgren, muszę nadrobić zaległosci :D
"Awantura o Basię" Kornela Makuszyńskiego - to również w ramach nadrabiania zaległości :P
"Dar rzeki Fly" Marii Kruger - czytałam tylko pierwsze opowiadanie :P
"Jesteśmy snem" Ursuli Le Guin - nazwisko obiło mi się o uszy... eee... oczy :twisted:
"Regulatorzy" Stephena Kinga - czy powinnam to czytać? :P
"Cytadela strachu" Francisa Stevensa - z ciekawości :P
"Makbet" Williama Szekspira - akurat otworzyłam na scenie pierwszej aktu pierwszego... Eru :D Było toto na najniższej półce, dobrze, bo łatwo mogłam usiąść na podłodze i wić sie ze śmiechu... :P Skąds to znałam :D

I to wszystko :D Jak przeczytam (wbrew pozorom nie było w tym roku najgorzej :D mam ok. 80 ksiażek i przypadło ok. 5 dni na jedną :P ) to powiem :D a raczej napisze :D Dobranoc :D

Elanor - 2005-12-30, 18:21

Ostatnimi czasy skonczyłam czytać:

1. "Wyprawę Hawkwooda" Paula Kearneya - pierwszy tom cyklu "Boże Monarchie". Dobrze zapowiadające się hard fantasy podobne do jednego z moich ulubionych pisarzy, Eriksona. Nie aż z takim wielkim rozmachem, bez potwornie oryginalnych pomysłów, ale dobry kawałek lektury.

1. "Zakon Krańca Świata" Kossakowskiej - również tom pierwszy. Na początku nie byłam książką zachwycona, wydawała mi się co nieco przekombinowana i niesympatyczna, ale z czasem przekonałam się do głównego bohatera. Poza trochę zbyt abstrakcyjnymi opisami oceniam pozytywnie.

Arawern Teitharil - 2005-12-30, 19:08

A ja skończyłam czytać Tadeusza (jak ja go kocham... chyba dlatego, że go już przeczytałam :D ), więc teraz pozostało mi tylko dokończyć "Rozmowy z katem" i... mogę czytać to, na co mam ochotę :) Czyli "Zatrzymać czas" Z. Kucównej, może co nieco fanstyki (ja i fantastyka? a przecież podobno z tej półki lubiłam tylko WP...:D), może co nieco klasyki...
Jak dobrze, że niekiedy szkoła daje nam wolne... :)

Lierre - 2006-01-02, 19:53

Przeczytałam "Kroki w nieznane: Almanach fantastyki". Gdybym kupiła go sama, może bym trochę tego żałowała... Ale z prezentów trzeba się cieszyć, wiec nie żałuję ;) W trakcie lektury zastanawiałam się nad kryterium wyboru tych opowiadań... Bo wybitne to one nie były, a na pewno nie wszystkie ;) Świetne były opowiadania oczywiście Crowleya (gdyby tylko było trochę dłuższe...) i Mieville, i Teda Chianga, niezłe Pat Cadigan. I genialne imho Władimira Wasiljewa - Rosjanie mają takie fajne podejście i styl... Opowiadanie o dobrych duchach, opiekunach moskiewskiego metra jest genialne w swej prostocie ;) o wiele lepsze od apokaliptycznych czy futurystycznych wizji innych autorów... Właściwie zostało mi jeszzce opowiadanie Kira Bułyczowa, ale chyba je sobie zostawię na później, powinnam raczej najpierw zapoznać się z innymi jego utworami. ;-) Ogólnie... zbiór nie taki wybitny, jaki mógłby być...

Zaczęłam też wczoraj zbiorek opowiadań Hemingwaya, nie pamiętam tytułu, ale jak na razie nudzą mnie one niemiłosiernie... Może trafiłam na nieodpowiednie, ale pewnie przeczytam tylko opowiadanie, które przeczytać muszę, i poczytam coś innego... Może tego czekającego Marqueza, a może wreszcie Tiganę? :)

Belegil - 2006-01-03, 15:09

A ja... przeczytałem ostatnio... :P Hmm... Ostatnio to była Balladyna xP, ale to dawno było. W tej chwili czytam jednocześnie Księgę Zagonionych Opowieści, Opowieści z Narnii, Dożywocie, Folwark Zwierzęcy, Dziady, Hamleta, Mieszczanina i Szlachcica... i to by było na tyle. Jak skończę chociaż jedną, to dłuższą zamieszczę relację. :P A właśnie - Franek, Arath, polecam gorąco Sztukę Wojenną, autor Sun Tzu :mrgreen: .
Yávië - 2006-01-03, 22:24

Przeczytałam Żywe srebro I, zaczęłam Żywe Srebro II, a w kolejce czeka Żywe srebro III, a to wszystko przez Was, potrofy :P . Wypożyczyłam też (nie wiem, czemu :ups: ) jakąś książkę o anorektyczce w różowej okładce, o ile się nie mylę miała tytuł W sidłach anoreksji i była strasznym stylem napisana (ale czego się spodziewać po książce w różowej okładce :wink: ). Ach, no i jeszcze Silmarillion, prezent znaleziony pod choinką, prześliczny, z ilustracjami Nasmitha :D
Ilmarë - 2006-01-05, 21:15

Ja... mogę oświadczyć, że kryzysu czytelniczego nadszedł kres, albowiem...
Zdołałam przełknąć w dwa dni trzy pierwsze części "Narnii", w kolejce czekają następne + dwa ostatnie tomy "Żywego Srebra"
Sesese :D
Wychodzenie z kryzysów zawsze było fajne :uderzony:


P.S. A może to nie kryzys, tylko namiętne pisanie szeregu opowiadań i fanfików wżelkiego kalibru sprawiło, że przy takiej ilości nauki (albo wgapywanie się w kompa) nie miałam siły czytać, albo... po prostu jestem zbyt leniwa :twisted:

Arawern Teitharil - 2006-01-06, 19:42

A ja czytam "Dziewczę z sadu" :P L.M. Montgomery. Natrafiłam przypadkiem w bibliotece. Nic mi ten tytuł nie mówi... Przeczytałam 20 stron i nie natrafiłam na żadne dziewczę... Hm... Może ten tytuł to tylko taka zmyła :D Zobaczę. Buźki :wink:
Lierre - 2006-01-11, 21:43

Wczoraj, po długich mękach, zmęczyłam wreszcie "Wyspę Dnia Poprzedniego" Umberto Eco. Chyba pierwszy raz miałam wrażenie, że do książki jeszcze nie dorosłam :P Ona była taka... erudycyjna? Dużo rozmyślań głównego bohatera, wspomnienia przeplatają się z teraźniejszością, poziomy świadomości ;P dysputy filozoficzne, teologiczne, geograficzne... Podobało mi się, ale mam wrażenie, że niewiele zrozumiałam.
Dzieło bardzo intensywne i wymagające skupienia. I może trochę większej wiedzy i oczytania. Zapewne kiedyś przeczytam to jeszcze raz. Ale minie dużo czasu... ;)

Alixana - 2006-01-12, 18:59

Książki które w ostatnim czasie przeczytałam lub zaczęłam czytać to:
"Straż! Straż!", "Zbrojni" i "Pomniejsze Bóstwa"Pratchetta
"Harry Potter i Książę Półkrwi" (w nieszczęsnym "nieoficjalnym" tłuamczeniu :P )
"Żywe Srebro" II tom
"Poczwarki" Wyndhama
"Wędrujący Ogień" Kaya
"Znak Chaosu" Zelaznego
"W Krainie Niewiernych" Dukaja
"Gloriana" Moorcocka
"Rozmowy trumienne" :P :P
i "Życie, wszechświat i cała reszta" Douglasa Adamsa ;)

Lierre - 2006-01-15, 20:05

Przez przypadek zaczęłam wczoraj "Kocią kołyskę" Vonneguta (bo to, co miałam czytać, było za daleko ;) ) i przed chwilą ją skończyłam, kosztem historii i biologii :) Niby Biblionetka zalicza to do SF, ale mnie ta nazwa wydaje się niegodna takiej książki... :P Świetna, pełna humoru, ale takiego raczej gorzkiego. Piękna wizja religii, która jest kłamstwem, co na wstępie przyznaje nawet jej twórca.
Bohater jest pisarzem zbierającym informacje do książki, której tematem miało być życie zwykłych ludzi w dniu końca świata - dniu, w którym wykorzystano wynalazek zwany bombą atomową. Poznaje dzieci jej twórcy, ich losy i w końcu trafia na wyspę San Lorenzo opanowaną przez ideologię bokononizmu, której wyznawcą w końcu sam zostaje. I jest świadkiem apokalipsy, która dokonała się za pomocą lodu-9, którego mały okruch mógł zamrozić wszelką wodę na kuli ziemskiej. Jak też się stało...
Świetna książka, polecam. :) Jak miło mieć świadomość, że na półce mam jeszcze jedną ksiązkę Vonneguta. A zgrozą napawa mnie fakt, że stoi tam od dobrych kilku miesięcy. I bynajmniej mnie do niej nie ciągnęło... Straszne.

A właściwą moją obecną lekturą jest, uwaga, "Żywe srebro" ;D Pierwszy tom czytam po raz trzeci i bawię się jeszcze lepiej, niż przy czytaniu pierwszym czy drugim. Ludzie tylko trochę się na mnie dziwnie patrzą, gdy śmieję się na głos. Ale i tak uważają mnie za wariatkę ;) A co jest jeszcze traszniejsze - cykl czytam niejako z przymusu, gdyż zobowiązałam się jeszcze przed feriami napisać dowolną recenzję. A że recenzje fantastyki są kiczowate, szczególnie dla osób postronnych, musiałam wybrać coś bardziej uniwersalnego... No i dzięki temu miałam pretekst, żeby wreszcie zamówić trzeci tom ;) Sesese ;)

Gwindor Turmóreth - 2006-01-28, 18:39

Obecnie moją lekturą priorytetową są "Duchy i demony w wierzeniach ludowych z okolic Stalowej Woli - Rozwadowa i Tarnobrzega" ks. Wilhelma Gaj-Piotrowskiego :mrgreen: Jakoś mnie tak wzięło ostatnio na poznawanie tradycji ludowych swojego regionu :P
Po przeczytaniu tej książki biorę się za "Tik-Tak" Deana R. Koontza (polubiłem go :P ) i "Ślepe szczęście" Joanny Chmielewskiej (polubiłem ją :P ).

Tylko tyle jeśli chodzi i plany czytelnicze na ferie. Muszę jeszcze odwiedzić swoją wiejską bibliotekę ;)

Indil - 2006-01-29, 17:26

A ja jestem nietypowa i czytam fanfiki ;p. Ostatnio mam przerwę, albowiem mój ulubiony fanfik autorstwa żony-NWNC (No Women No Cry) ma pięć części, a szósta się tworzy dopiero. Ach, już się nie mogę doczekać ...;p
Poza tym czytam Martina. "Nawałnica mieczy. Stal i śnieg." Fajne klimaty, polecam miłośnikom czerni i zimna ;p.

Feadin - 2006-01-31, 21:18

czy ja znow czytam nie to co powinnam?
mniejsza oto
molestowana jest ksiazka pt.:
"Tolkien Mit i Łaska" Paolo Gulisano
jak narazie ladnie zgrabnie obaczym co bedzie dalej ;)

Lierre - 2006-02-01, 17:02

Wczoraj - nareszcie! - skończyłam czytać drugą część pierwszego tomu :P "Hyperionu" Dana Simmonsa. Jedna z najstraszniejszych książek, jakie czytałam. Niby nie horror, zwykłe SF, ale bardzo mi podziałało na wyobraźnię. Autor wykorzystał w sumie całkiem zwyczajne motywy, takie przewijające się w innych książkach czy legendach. Zasadniczym tematem jest wyprawa (pielgrzymka) siedmiu ludzi do Grobowców Czasu na słynnej z wielu powodów planecie Hyperion, leżącej na obrzeżach znanej i skolonizowanej części kosmosu. (Swoją drogą, lubię czytać o przyszłości ludzkości, która skolonizowała wszechświat :P chociaż to może jest trochę banalne... :P ) Siedmiu pielgrzymów ma dotrzeć do tychże Grobowców zanim zapobiegną temu Intruzi, dość specyficzna rasa obcych :P Ogólnie ten motyw przypomina trochę grę "mafia" :P Jeden z Pielgrzymów - Kapłan, Żołnierz, Poeta, Uczony, Kapitan, Detektyw lub Konsul - jest szpiegiem :P Umilając sobie podróż - najpierw statkiem kosmicznym, potem kolejne etapy podróży - każdy z nich opowiada swoją historię. I w tym momencie książka przestaje być banalna... Członkowie ekspedycji chcą się jak najlepiej poznać, żeby przy Ostatecznym Starciu mieć jakieś ew. atuty :P Chcą się dowiedzieć, co ich łączy, dlaczego właśnie oni zostali wybrani. Ksiądz opowiada historię innego księdza - i opowieść ta zawiera najobrzydliwszą wizję nieśmiertelności, jaką można sobie wyobrazić. Następne opowieści, kolejno, są coraz gorsze, ale też wstrząsające - inni opowiadają o takim nigdy przeze mnie nie pojmowanym motywie, jak życie wstecz (jak Merlin w niektórych wersjach legendy arturiańskiej), czy o tworzeniu za pomocą pisania... I wszyscy dochodzą do wniosku, że łączy ich, niespodzianka, cel podróży :P Którym jest legendarne stworzenie, coś w rodzaju boga, o niezbyt zachęcającej fizjonomii... I zarazem jedna z najbardziej przerażających postaci, o jakich czytałam, a było ich sporo :P
Ogólnie książka bardzo dobrze napisania, intrygująca, czego może nie widać w opisie... :P Autor ma niesamowitą wyobraźnię i bardzo dobrze potrafi straszyć :P Oceniłabym ją wyżej, gdyby nie zakończenie... Właściwie żadne nie byłoby odpowiednie, ale to było imho zdecydowanie najgorsze z możliwych :P Taki klasyczny happy end. Okropne. ;)

A następną moją lekturę prawdopodobnie będzie "Faraon" :P

Feadin - 2006-02-01, 19:41

Earwen napisał/a:
Umilając sobie podróż - najpierw statkiem kosmicznym, potem kolejne etapy podróży - każdy z nich opowiada swoją historię.


wykorzystano taki motyw już wcześniej ;) tylko, że tak umijało sobie czas kilka osob, ktore uciekły z miasta, schronily się (wszedzie zaraza) i "umilajac sobie czas" opowiadają.
tytułu nie chce mi sie szukać, chyba ze ktos bedzie chcial wiedziec :)
to sie może nawet zmobilizuje ;)

Edit:
żem się sama zmobilizowała
tak więc moge powiedzieć, że autor ściągnął ten motwy z
"Dekamerona" Giovanniego Baccacciego
10 osob (7kobiet, 3 facetow), 10 dni, każda co dzień opowiada po jednej historii w sumie:
10 historii dziennie, 100 opowiadań (nowelek)
;)

a to taki mały offtop xD

Lierre - 2006-02-01, 19:56

Feadin napisał/a:
tak więc moge powiedzieć, że autor ściągnął ten motwy z
"Dekamerona" Giovanniego Baccacciego

Czemu od razu "ściągał"? Spróbuj wymyślić sensowny motyw, którego jeszcze nikt nie wykorzystał... :P

Kamil M. - 2006-02-03, 15:05

Kończę "Bogowie, honor, Ankh-Morpork" :D Dzisiaj wypożyczyłem z biblioteki "Życie, wszechświat i cała reszta" Adamsa, "Wolnych Ciutludzi" Pratchetta, antologie "Legendy" i "Wybór opowiadań" Czechowa (lektura), więc na najbliższe dni mam zajęcie ;)
Sin - 2006-02-04, 14:44

A ja, w krótkich przebłyskach wolnego czasu, czytam wyszperane w szkolnej bibliotece (!) 'Opowieści z Ziemiomorza'. Dziwaczne takie trochę, i jakby mniej klimatyczne niż właściciwy cykl, ale czyta się miło. Zresztą może dalej będzie lepiej, bo dopiero na początku jestem :)
Lierre - 2006-02-10, 13:17

Na emigracji ;) przeczytałam:
Tabakierę z Bagombo Vonneguta - zbiór opowiadań, raczej nie fantastycznych, ale z zaskakującymi puentami i ogólnie bardzo, bardzo miłych ;) Po prostu Vonnegut rzondzi :P
Faraona Prusa :P Lubię Egipt. Lubię powieści historyczne. Staram się lubić klasykę. Nie było tak źle... Ale ja chyba nie lubię Prusa. Mojego wewnętrznego historycznego Nazgula do lekkiej furii doprowadzały różne motywy, których chyba nie powinno tam być, zważywszy na lokalizację w czasie :P Ale kłócić się nie będę, bo pewności nie mam ;) Troszkę mnie też raziło nadużywanie słowa "tudzież", które osobiście bardzo lubię, ale nie aż tak :P
A teraz jestem w trakcie Tigany. Cóż mogę powiedzieć? Może gdy skończę, znajdę słowa odpowiednie do jej opisania :)

Alixana - 2006-02-10, 18:27

Zmęczyłam "Żywe Srebro II" :P chyba zaraz przeczytam pierwszy tom na poprawę nastroju :P gdzieś w międzyczasie przeczytałam "Księcia Kaspiana" ;-) stwierdzam że wystarczy mi Narnii :P Znów wzięłam "Księgę Jesiennych Demonów" Grzędowicza... trafiłam na opowiadanie pt "Wiedźma i Wilk"i wydaje mi się ono najlepsze z całego zbioru ;) i jest takie bardzo... grzędowiczowe :D teraz czytam podręcznik do historii :P ale zamierzam się jeszcze raz zabrać za Hemingwaya... i potem jeszcze troszkę klasyki :P
Elanor - 2006-02-11, 20:41

Troszkę zapuściłam się w tym temacie, więc czas uzupełnić listę lektur styczniowych:

Po szwabsku:
"Polowanie na Czerwony Październik" Clancy'ego - klasyka, której jakoś nigdy wcześniej nie udało mi się doczytać do końca
"Wspólnik" Grishama - poszukiwaniu czegoś lekkiego i chwytliwego postanowiłam zabrać się właśnie za tego znanego pisarza; po długich poszukiwaniach udało mi się nawet znaleźć coś, czego jeszcze nie widziałam zekranizowanego; pokręcona książka.
"Atramentowe serce" Cornelii Funke - ech, lubię książki dla dzieci; a to jest na dodatek książka zdecydowanie dla bibliofilów; chociaż z tego co widziałam chyba nie chciałabym jej czytać po polsku... pewne nazwy własne dosyć zmasakrowano
"Niekoncząca się opowieść" Michaela Ende - w końcu się za to zabrałam i chociaż książka jest nawet ciekawa, to przebrnęłam przez nia z trudem - tak niesympatycznego przedstawienia krainy baśni jeszcze nigdy nie spotkałam
Po angielsku:
"Shadowmarch" Tada Williamsa - pierwszy tom nowego cyklu jednego z pisarzy fantasy, do których mam wielki sentyment - nie jest to może wielka literatura, ale bardzo dobrze się czyta

Aktualnie, jako że stan umysłowy nie pozwala mi zabrać się za żadną wymagającą lekturę, morduję trzeci tom cyklu "Honor Harrington" Webera o tytule "Krótka, zwycięska wojenka".

Lierre - 2006-02-13, 10:29

Ostatnio skończyłam Tiganę, a wczoraj po raz kolejny przeczytałam Stowarzyszenie umarłych poetów (bijąc przy tym życiowy rekord - przeczytanie jednej strony zajmowało mi nieco ponad pół minuty :P ), wieczorem natomiast zaczęłam Poniedziałek zaczyna się w sobotę :D Jak na razie podoba mi się bardzo, nietypowe podejście do tematu i samego bohatera do zdarzeń, których jest uczestnikiem :D Boskie ;)
Sin - 2006-02-13, 13:44

A ja mam co najmniej cztery piękne, świeżutkie, pachnące jeszcze nowością książki i do tego nareszcie trochę wolnego czasu (ferie!). I sęk w tym, że nie mogę się zdecydować, od której zacząć... Chyba jakąś wyliczanką wybiorę, albo zacznę od pierwszej alfabetycznie, bo inaczej będę myśleć, aż mi się ferie skończą i w końcu nie przeczytam nic. Okropnie jest tak nie móc się zdecydować.. :mrgreen:
Feadin - 2006-02-14, 07:25

wczorajszego dnia ladnie pożarłam ksiazke ;)
Kroniki Pradawnego Mroku: Wilczy Brat - Michelle Paver

ksiazka zawladnela moim umyslem, wtrocila wszystkie moje mysli i uczucia do tego świata, ktory w zasadzie jest naszym swiatem. Ksiazka ma swoj nastroj i bardzo dobrze ;) nie powiela innych znanych mi motywow, i bardzo dobrze ;)
Ogolnie szczerze polecam, szlak mnie tylko trafil bo jest to 1 tom cyklu... i narazie tylko on pojawil sie w Polsce... wrrr

a dzisiaj zabiore sie za jakas lekture i przeplote ja z czyms delikatniejszym. Czyli Potop i Łowca dusz ;)

Lierre - 2006-02-15, 20:20

Przeczytane:
Poniedziałek zaczyna się w sobotę Strugackich. Liczyłam na coś więcej... Ale nie było tak źle ;) całkiem sympatyczna książka. Tylko może trochę chaotyczna. Ale ma ten charakterystyczny słowiański klimat.... Uwielbiam te rosyjskie nazwiska, bohaterów zwracających się do siebie per "towarzyszu" i wszechobecne "ogóreczki" ;) Ale panowie Strugaccy mogli dodać trochę zwykłej narracji, jakichś opisów, czegokolwiek :P
Zapiski na pudełku od zapałek Eco. Prezent, który kupiłam sobie na Walentynki :P Bardzo nierówny zbiorek, ale jest kilka perełek, jak wskazówki dla bibliotekarzy, propozycje zwrotów zastępujących wyrażenie "dokładnie tak" czy możliwe odpowiedzi na stwierdzenie gościa na widok domowej biblioteki typu "Ile książek! Przeczytał pan to wszystko?" - np. "Żadnej nie czytałem, w przeciwnym razie po co miałbym je trzymać?", "O wiele więcej, proszę pana, o wiele więcej!" (co będę stosować, ojj, będę ;) ) albo "Nie, to tylko lektury na najbliższy miesiąc" :D Polecam ;)

Ninquel - 2006-02-16, 09:29

Ostatnio przeczytano:

Sprawa Honoru; L. Olson, S. Cloud;
Książka była świetna - opowiadała nie tylko o lotnikach Dywizjonu 303 z czasów II Wojny Światowej, lecz także o losie całej Polskie podczas wojny, o politycznych zagraniach polskich "sojuszników", ich zdradzie naszego kraju... Momentami musiałam zamknąć książkę i wziąć kilka głębokich wdechów dla uspokojenia, bo mnie po prostu trafiało, jak czytałam, kiedy nasi się wykrwawiali, a inni palcem nie kiwnęli... To trzeba przeczytać.

Tylko jedno spojrzenie; Harlan Coben;
Thrillery Cobena to coś, co uwielbiam. Cięty humor, wartka akcja... I wszechobecny Eric Wu, mój ulubiony bohater, który pojawia się w większości powieści Harlana. Niezrównany mordecra, ba! maszyna do mordowania ludzi. Ała... ;)


I jeszcze kilka innych książek, których nie wspomnę, gdyż o nich po prostu zapomniałam ;) A to znaczy, że chyba nie są warte wzmianki tutaj ;)

Sin - 2006-02-19, 15:20

No, skończyłam 'Pożeglować do Sarancjum' i teraz poluję na drugą część. Cudowna książka, wielowątkowa, pełna barw i z wspaniałym klimatem. I przede wszystkim - genialni bohaterowie. I opisy też. W ogóle, wszystko genialne.

A teraz się wzięłam za 'Żelazną Włócznię' S. Lawheada. Sam początek lekko odstraszający jak dla mnie, ale przemęczyłam i dalej już jest okej :wink:

Lóru - 2006-02-20, 09:27

Obecnie cierpię niestety na brak czasu na czytanie. :( Ale całkiem niedawno skończyłem La secte des Egoïstes Erica-Emmanuela Schmitta. Mimo iż czytałem po francusku, zrozumiałem o co chodzi. Jest to o pewnym historyku, który natrafia w jakimś starym piśmie na nikomu nie znanego filozofa, który "wynalazł" doktrynę filozoficzną - egoizm, wg. której tylko on jeden istnieje, a świat został przez niego stworzony. Polecam (jeśli kiedyś przełożą na polski :wink: ).
Lierre - 2006-02-22, 20:31

Przed chwilą skończyłam czytać drugi tom "Jonathana Strange'a..." :D Dziwią mnie niskie oceny w Biblionetce... Może i jest to ksiązka dość specyficzna, ale czyta się świetnie. Przypisy chwilami godne Pratchetta ;) Bardzo podoba mi się narracja, autorka naprawdę opowiada i nie ukrywa swoich opinii na temat bohaterów i opisywanych zdarzeń :D Akcja może nie jest zbyt szybka ani porywająca ;) ale sposób opowiadania jest boski :) No i tematyka... ten potwór Napoleon... :D Bardziej sie rozpiszę, gdy przeczytam tom trzeci, na co na razie się nie zapowiada... Ale z pewnością nastąpi to tak szybko, jak tylko będzie się dało ;) Pani Clarke chyba zasłużyła na osobny temat... hmm... ;-)
Arawern Teitharil - 2006-02-22, 20:33

A ja czytam "Ziemia, planeta ludzi" Exupery'ego. O! :)
Lierre - 2006-02-25, 18:09

Czytam siódmy tom "Mrocznej wieży" Kinga. Jestem w okolicach 600 strony... Zbliżam się do końca. Już jest nawet Tower Road... Miałam zamiar dzisiaj skończyć, ale stchórzyłam :P Nie chciałabym spotkać Kinga.... Z całym szacunkiem, ale ten pan jest psychopatą. Może zbyt się wczuwam... Ale opisy naprawdę działają mi na wyobraźnię :P Fakt, może mu już trochę brakuje pomysłów... Ale udaje mu się to dość zręcznie maskować, i tak tworzy niesamowity klimat. Książka może jest trochę przegadana... Może trochę za długa... Ale gdyby była krótsza, to pewnie narzekałabym, że jest za krótka ;) Przedzieranie sie przez kolejne strony jest dla mnie niemal tak trudne jak pokonywanie kolejnych przeciwności przez ka-tet :P King straszy, ciągle straszy, próbuje zadziwiać, z różnym skutkiem... Jest trochę przewidywany, ale na taki fajny sposób - wiem, czego się mniej więcej spodziewać, ale i tak mnie zaskakuje jakimś szczegółem. Właśnie jestem po jednym takim zaskoczeniu, po których rzuciłam ksiażką i uciekłam :P
Nie zmienia to faktu, że żal mi trochę, że tak blisko do końca... I że King pewnie nie odpowie na wszystkie pytania... Że zostanie mnóstwo niedopowiedzień... Echh :P

W tzw. międzyczasie przeczytałam "Xavrasa Wyżryna i inne fikcje narodowe". Planów nie mam, podejrzewam, że będę odchorowywać MW :P

Nienna - 2006-02-26, 14:20

Wlasnie skonczylam czytać szósty tom "Harry'ego Pottera". Muszę pryznać, że bardzo mi sie podobal (w przeciwienstwie do piatego, ktorego wrecz nie znosze). Nareszcie akcja, która zaskakuje i niesamowicie wciaga. Zakonczenie super :D Choc moze troche za bardzo lzawe :P Zabieram sie do "Zagadki Kuby Rozpruwacza" pana Pilipuka :wink: Czy ktos moze wie, gdzie w Krakowie mozna znalesc "Kroniki Jakuba Wędrowycza"?. Obeszlam wszystkie wieksze ksiegarnie i nic :(
Alixana - 2006-02-26, 16:00

Ja wczoraj skończyłam czytać "Sherwood" Pacyńskiego... genialna książka... ciężko cokolwiek więcej o niej napisać... przede wszystkim polecam :D czyta sie naprawdę genialnie, jest zaskakująca i opowiada o naprawdę wielkich rzeczach, choć nawet nie nazywa ich po imieniu....naprawdę to bardzo wartościowa książka ;)

wczoraj zdałam sobie sprawę z tego że chyba nie czytałam "Ruchomych Obrazków"... absolutnie nic pamiętam nie z tej książki :P jestem koło 50 strony i naprawdę nie mam pojęcia co się ma wydarzyć :P nie wiem czy to tylko moja skleroza czy naprawdę nie czytałam... cóż, teraz na pewno przeczytam :D :D

Lierre - 2006-02-27, 20:39

Przeczytane:
MW7 - zgodnie z przewidywaniami wgniotło mnie w legowisko ;) i odchorowuję ją, to zakończenie nie chce się ode mnie odczepić ;) Bałam się zakończenia, podejrzewałam, że King je, delikatnie mówiąc, zepsuje... ale nie zepsuł... Echh, co za sadysta.
"Matka noc" Vonneguta - jak na razie najsłabsza powieść tego pana, z która miałam do czynienia, nie wciągnęła mnie aż tak, jak poprzednie, ale na tyle, żebym poświęciła pół dnia na jej pokonanie ;)
Pierwszy tom "Nędzników" Hugo, a raczej jego druga połowa... Dziwna sprawa: z biblioteki pożyczyłam kiedyś pierwszy tom, w identycznym wydaniu, ale kończył się on trzysta stron wcześniej niż to, które mam... A nie było widać żadnych ubytków :P węszę spisek ;) Już chyba kiedyś pisałam, że uwielbiam powieści tego typu (podczas lektury przychodził mi na myśl "Hrabia Monte Christo") i mimo imponującej objętości czyta się świetnie i bardzo szybko. :)

Nienna - 2006-02-28, 18:54

Dorwalam w Empiku "Nocny patrol" Siergeja Lukjanienko. Jak narazie zapowiada się świetnie. Roi sie tam od Wampirow i Innych, czyta się z zapartym tchem, ciagle akcja, ciagle cos nowego, zaskakującego. Mialam już koszmary po tym, ale chyba dlatego, ze czytam to do pozna w nocy i jestem "na świeżo" jak zasypiam:P Jedyny minus tej ksiązki to taki, że mnie odciaga...odciąga jak cholera od tej botaniki :P
Kamila - 2006-03-01, 21:39

Hm, co ja teraz czytam... :P
"Diuna" - jestem na 110 stronie (z 175) i nadal nie wiem, o co chodzi :P I jeszcze taka wredna mała czcionka, a nie mam ochoty szukać po bibliotekach lepszego wydania :P No cóż, jako doczytam do końca, a potem zobaczę, czy będzie mi się chciało wypożyczać kolejne tomy :twisted:
Staram się zabrac wreszcie do "Regulatorów", ale tutaj też czcionka jest mała :twisted:
Dzisiaj poszłam do biblioteki oddac "Zemstę" i "Śluby panieńskie" (i to byly komedie? Śmiałam się tylko raz czy dwa, buuu) i przedłużyć właśnie "Diunę"... no i oczywiście wypożyczyłam coś :ups: 6 i 7 tom "Bezsennika" Liliany Fabisińskiej, takie leciutkie ksiażeczki (jedną całą spokojnie umiem przeczytać na samych przerwach w szkole :P ) Tytułów nie podam, bo nie chce mi się wstawać, żeby sprawdzić :P (a nie pamiętam :P )

No i jeszcze cały czas staram się zabrać do tego wszystkiego, co jest na tej takiej mojej półce z ksiażkami stojącymi w kolejce :twisted: , ale jakoś zawsze uda mi sie coś wypożyczyć :P Oj, ja niedobra :P

Nienor - 2006-03-02, 10:45

A ja w końcu muszę dokończyć Diunę, przrwałam w połowie piątego tomu w maju tamtego roku i nie mogę się zabrać :) Czyli postanowione :) Poza tym coś mi ostatnio nie idzie czytanie :/ Mam jakąś książkę w pracy, ale robota papierkowa czeka i chyba się dzisiaj nie wzmę, chociaż jak jakaś siła odciągnie mnie od kompa, porobie papierzyska, to spróbuje :) Jak zacznę, to napisze, co to i czy warte sięgnięcia :)
Lierre - 2006-03-04, 14:29

Nareszcie przeczytałam "Nędzników" Hugo :) Do tej książki ciągnęło mnie od bardzo, bardzo dawna. Jak najbardziej słusznie. :) Bardzo wciągająca (choć słyszałam wiele opinii, że jest trudna... czy to dobrze świadczy o mnie czy źle o tych, którzy tak twierdzili? ;) ), napisana naprawdę pięknym językiem, bardzo bogata i imponującej objętości ;) Wiele barwnych postaci, moimi faworytami byli - pewnie nie jestem oryginalna ;) - Jan Valjean (z którym może trochę się utożsamiałam, a na pewno świetnie go rozumiałam :P ) i Javert, z jego fascynującym podejściem do życia, obowiązku i sprawiedliwości ;) Ciekawe były też liczne odejścia od właściwego tematu powieści i długie, czasami kilkurozdziałowe, rozważania autora na najróżniejsze tematy, od klasztorów począwszy, a skończywszy na paryskiej kanalizacji ;) ale z czasem mi się znudziły i wiele z nich ominęłam. Może kiedyś do nich wrócę ;)
Podczas lektury co chwilę przychodził mi na myśl "Hrabia Monte Christo", choć właściwie nie wiem dlaczego. Na pewno książki te łączy styl i może też konstrukcja postaci... Sama nie wiem ;) Myślałam ostatnio, żeby założyć temat traktujący ogólnie o literaturze francuskiej, byłby ktoś chętny do dyskusji? ;)

Dla równowagi po tym ambitnym dziele sięgnęłam po szóstą część "Harry'ego Pottera" :D Pobiłam przy nim chyba jakiś rekord... Zaczęłam czytać wczoraj późnym popołudniem, a skończyłam dzisiaj, przed chwilą. Nie wiem, jak tego dokonałam, zważywszy, że po drodze czas zajęło mi jeszcze parę innych rzeczy, ze snem włącznie ;) Cóż mogę napisać? Mam pewną słabość do tego cyklu. A ten tom wyjątkowo mi się podobał :) Czytałam go już wprawdzie niedługo po światowej premierze, ale tamto tłumaczenie było, delikatnie mówiąc, trochę nieudolne ;) To właściwe też nie jest idealne, kilka razy przyłapałam się na tym, że skupiam się nie na treści, ale na błędach językowych albo niezręcznych sformułowaniach użytych przez tłumacza ;) Jeśli chodzi o samą treść, to trochę męczyła mnie ilość wątków miłosnych :P ale reszta była w porządku ;) Łącznie z tytułowym bohaterem, który stał się jakiś sensowniejszy, bardziej świadomy tego, co się wokół niego dzieje, jego poczynania były bardziej racjonalne (choć nie całkiem :P ) i nie czułam do niego takiej odrazy, jak w poprzednich tomach ;) pani Rowling go trochę ucywilizowała :P I dopiero czytając tę część zaczęłam tak naprawdę, szczerze lubić Dumbledore'a, o Ironio...

Planów czytelniczych nie mam. Chyba zaczyna mi się kończyć lista książek do przeczytania, dla których zrezygnowałam z biblioteki. ;)

Sin - 2006-03-05, 13:25

Ja się wzięłam teraz za najgrubszą książkę, jaką w życiu widziałam. Jakieś 1300 stron. :mrgreen:

Co to takiego? - 'To', Stephena Kinga.

Przeczytam, czy wysiądę w połowie? No cóż, zobaczymy :wink:

Alixana - 2006-03-05, 13:40

"Ruchome Obrazki" skończone (Eru, ja naprawdę ich wcześniej nie czytałam a byłam przekonana że tak :P tylko dziwnym trafem nie pamiętałam nic z treści... ale np z "Maskaradą" też tak mam, ale to raczej czytałam... :D ), teraz jestem gdzieś w 3/4 "O włos od piwa" EuGeniusza Dębskiego, zaraz potem będzie "Królewska Roszada" i "Tropem Xameleona" :D :D ciekawa jestem ile jeszcze nocy spędzę z książkami Dębskiego... (przez chwile chciałam napisać "z Dębskim" ale dziwnie by to brzmiało :P :P) w każdym razie polecam wszystkim pana EuGeniusza :P lekka i przyjemna fantasy pisana z poczuciem humoru, która jednak kryje w sobie coś głębszego :)
Lierre - 2006-03-10, 14:07

Przeżywam kryzys czytelniczy.
Zaczęłam Czerwone i czarne Stendhala. Zawsze mnie ciągnęło do tej książki i chyba myślałam, że to Eru wie jakie arcydzieło, i się bardzo zawiodłam. Nie mogłam znieść głównego bohatera, obrzydliwie wyrachowanego, i monotonnej akcji, dotyczacej, przynajmniej do miejsca, w którym się poddałam, romansu pani merowej i tegoż głównego bohatera, nauczyciela jej dzieci. Te jego rozważania, niejasne zamiary i inne obrzydliwe występki... Krótko mówiąc, w porównaniu z Hugo czy Dumasem, pan Stendhal jet grafomanem. A miałam takie względem niego nadzieje...
Poddawszy się, zaczęłam czytać antologię Don Wollheim proponuje z '88 roku. Tu już jest lepiej, ale też liczyłam na coś więcej... No, ale jestem przy czwartym opowiadaniu, więc jeszcze się nie wypowiem. :)

Elanor - 2006-03-10, 20:13

Kolejny elanorowy raport okresowy.

- "Dwór" Isaaka Bashevisa Singera - tak! Elanor raz na dwa lata zdarza się przeczytać "normalną" głównonurtową książkę. Do Singera od dawna zachęca mnie moja mama, wielka singerofilka, tym razem wcisnęła mi tę właśnie książkę korzystając z braku akurat innych lektur. Sympatyczne, szczególnie biorąc pod uwagę moją ogólną sympatię do kultury żydowskiej, chociaż nie jest to rodzaj literatury, za którym bym szalała.
- "Słodki srebrny blues" Glena Cooka - chora byłam, potrzebowałam czegoś lekkiego do czytania w gorączce. A to jest akurat - jaki Chandler przerobiony na warunki fantasy. Właściwie kiedyś już to czytałam, ale pamiętałąm bardzo blado. Do przeczytania i zapomnienia.
- "Atramentowa krew" (tak się zapewne będzie nazywać) Cornelii Funke. Drugi tom. Jeszcze fajniejszy. Trzeci jeszcze nie napisany. Ja coś mam do tych nieukończonych cykli...

Wulfryk - 2006-03-10, 22:10

Gdyby kogoś interesowało, co czyta Łilczek:
"Ja, Klaudiusz" Roberta Gravesa - po raz kolejny zresztą (trzeci czy czwarty) - to jedna z tych książek do których lubię wracać.
"Cesarz August" Aleksandra Krawczuka.
Coś mnie nagle wzięło na starożytność - w ramach krótkiego odpoczynku od mojego ulubionego średniowiecza :wink:

Arawern Teitharil - 2006-03-11, 19:45

"Syzyfowe prace"...
Feadin - 2006-03-11, 20:38

Arawern Teitharil napisał/a:
"Syzyfowe prace"...

te trzy kropki mówią, ze jakos bardzo Cię to nie ciagnie.

wiesz, jak ja czytałam, na poczatku chciałam zamordowac autora, ale potem...
potem było już tak pięknie!
tak jak wszyscy stękali tak ja miałam uśmiech od ucha do ucha :D

Lierre - 2006-03-12, 16:21

Don Wollheim przeczytany. Opowiadania różne, trochę nierówne, ale faktycznie każde miało to "coś". Ogólnie wrażenia raczej pozytywne. :)
Wczoraj przeczytałam Trzecie zapiski na pudełku od zapałek Eco. Też nierówne ;) niektóre świetne, niektóre gorsze, ale ogólnie całkiem miłe. Podobały mi się chyba głównie ze względu na tematykę ;) - większosć dotyczyła komputerów i/lub Internetu. Najciekawszy felieton traktował o kulcie dziobaka w sieci. Urocze. :D
Przed chwilą natomiast zaczęłam czekający już od dłuższego czasu Imprimatur. Na razie pokonałam tylko wstęp i jeden rozdział, ale nie jest tak źle, jak myślałam, że będzie, więc pełna jestem optymizmu. :)

Nienna - 2006-03-12, 21:27

Jestem swiezo po "Nocnym patrolu", o ktorym pisalam gdzies tam wysoko:P Byl...genialny, rzadko kiedy jakas ksiazka podoba mi sie az tak bardzo. Akcja ksiazki dzieje sie we wspolczesnej Moskwie, jest to typowe urban fantasy. Obok wampirow i magow mamy wiedzminow i czarownice. Swiat podzielony jest na Swiatlo i Ciemnosc, dobro i zlo, pomiedzy ktorymi musi byc zachowana rownowaga. A zachowania rownowagi pilnuja magowie Swiatla i Ciemnosci. A nad nimi jest Inkwizycja. Czytajac mozemy sie dowiedziec, jak latwo magowie Swiatla moga czynic dobro, ale tego nie robia, bo wtedy udzielili by pozwolenia na czynienie zla przez magow Ciemnosci. Praca slug Swiatla, czyli Nocnego Patrolu polega na tym, zeby pilnowac, aby Ciemnosc nie naduzywala swoich mocy, zeby nigdzie nie platala sie niezarejestrowany wapir, a zarejestrowany zeby dostal przydzielona porcje krwi. A Dzienny Patrol, czyli Ciemnosc pilnuja Nocnego Patrolu. Kazdy ma swoje racje,kazdy chce zmieniac swiat na lepszy ("lepszy" u kazdego w swoim pojeciu). I zaraz obok tych wznioslych celow mamy...prywate, machlojki, uklady. I tak naprawde nie ma granicy miedzy Swiatlem a Ciemnscia, dobrem a zlem. Bo to wszystko jest w kazdymz nas i rownie dobrze tego ze swiatla moze ogarnac Ciemnosc...
Lierre - 2006-03-14, 15:49

Sprawozdanie czytelnicze z dwóch ostatnich dni:
Wczoraj skończyłam (zaczętego przedwczoraj) Ostatniego bohatera :D No cóż, najbardziej podobały mi się obrazki... Ale ja w ogóle bardzo lubię książki z obrazkami ;) A tutaj ilustracje były pięękne... :D Sama treść była taka sobie. Jak to czasami bywa u Pratchetta. :P Ech, chyba najbardziej podobały mi się sceny z bogami :P Dyskowi bogowie rzondzą :D
Następnie, po długim namyśle, przypomniałam sobie o dwóch książkach Siergieja Łukjanienki, które kupiłam chyba jeszcze na wakacjach w Krakowie... A o których zapomniałam. Pewnie przez te koszmarne okładki... ;) Ale nimi naprawdę nie można się sugerować, bo mozna się potrofnie pomylić :P
Pierwsza z nich - Jesienne wizyty - trochę mnie zawiodła i trochę sie gubiłam w akcji... ale to pewnie dlatego, że czytałam je w naprawdę bardzo wysokiej gorączce. ;) Dziwna książka :P o sobowtórach i ich wzajemnym wymordowywaniu się :P Nie najgorsze, ale przegadane. Można było to trochę skrócić :P
A przed chwilą skończyłam Zimne brzegi i czuję, że znowu będę mieć kryzys czytelniczy. Genialna ksiązka... Niepodobna do innych tego autora. W przeciwieństwie do obydwu "Patroli" akcja działa się daleko od Rosji ;) Klasyczna historia alternatywna, kilka zmienionych nazw, umiejscowienie w czasie... coś koło 2000, chyba ;-) Bardzo podobała mi się religia - podwójny Kościół, Bożego nie Syna, lecz Pasierba - Zbawiciela i Jego Siostry. ;) No i główna cecha świata - najcenniejszym metalem jest żelazo, którego jest bardzo mało; jest oznaką władzy, szlachectwa, prestiżu. ;-) No i jest też Słowo, dane przez Zbawiciela, umożliwiające schowanie tychże kosztowności w Chłodzie :P Mimo, iż narratorem i głównym bohaterem jest złodziej, najpierw transportowany do miejsca odbywania kary ;) a później ścigany przez cały kontynent, jest to ksiązka bardzo... religijna. W pozytywnym tego słowa znaczeniu.
Szkoda tylko, o Ironio, że o tym, że to pierwszy tom dylogii, dowiedziałam się, gdy zobaczyłam napis "epilog tomu pierwszego". Na wszystkie demony, czy takich informacji nie powinno się podawać na okładce?!

Alixana - 2006-03-20, 18:58

Ja dzisiaj skończyłam "Ostatni Kontynent" Pratchetta ;) cóż, fabuła nie jest jakaś odkrywcza, ani specjalnie fascynująca... ale pratchettowy humor jak zawsze jest świetny ;) i ta sceneria... ;) chyba mam kolejnego ulubionego bohatera ze Świata Dysku ;) tym razem większa niż zwykle część dialogów była totalnie absurdalna i pewnie wymagała wypicia kilku piw dla lepszego zrozumienia... ale aż tak się nie poświęcałam ;) "Królewska Roszada" Dębskiego wedła oczekiwań :D naprawdę już uwielbiam tego pana ;) wreszcie wróciły do mnie "Kuzynli" i "Księżniczka" także będę miała co czytać ;)
Sin - 2006-03-21, 20:10

Ja dziś skończyłam I tom 'Strażników Przystani' Greena. Całkiem to fajne, może nie jakieś ekstra ambitne, ale pomysł ciekawy - coś jak połaczenie kryminału i fantasy. Pomijając fakt, że już w połowie wiedziałam kto jest mordercą, to naprawdę niezłe :mrgreen:

Teraz najprawdopodobniej zabiorę się za drugi tom (wyjątkowo tym razem mam wszystkie trzy tomy :mrgreen: ), jako że masochistycznie postanowiłam odłożyć 'Władcę Cesarzy' i inne obszerniejsze książki do czasu, aż będę miała ostateczny sposób z olimpiadą, czyli gdzies tak do weekendu :wink:

Feadin - 2006-03-22, 07:20

Przeczytałam T. Pratchetta "Wolni Ciutludzie" zaznacze, ze to jest pierwsza jego książka jaką przeczytałam/mialam okazje przeczytac i podoba mi sie niesamowicie :D

a do tego przeczytalam w zasadzie wysluchalam :P Potop pana H.S. - Boże, jak ja go nie trawie...

teraz czeka Miecz Przeznaczenia oraz Ostatni Kontynent ;) i jeszcze troche lektur wrr...

Arawern Teitharil - 2006-03-22, 19:05

Jestem z siebie dumna! Przeczytałam "Syzyfowe prace"!!! :D :D:D
Teraz czytam "Pół prawdy", a w planach mam jeszcze "Harry'ego Pottera i Księcią Półkrwi". Bylebym tylko miała czas... :-)

Sin - 2006-03-22, 19:55

<ogłoszenie pierwsze>

Uprasza się niezmiernie uprzejmie wszystkich Zgromadzonych, aby w obecności niejakiej Sinwen nie poruszać tematu dzieła zatytułowanego 'Syzyfowe Prace'. Niestosowanie się do powyższego grozi mniej lub bardziej trwałymi uszkodzeniami fizycznymi, psychicznymi, psychofizycznymi lub najprawdopodobniej wszystkimi naraz.

<koniec ogłoszenia pierwszego>

Lierre - 2006-03-22, 20:25

Sin! Toż to zamach na wolność słowa! ;)
No... ja lubię "Syzyfowe prace". Co już nieraz pisałam. Przeczytałam je w jedno popołudnie. Omawianie w szkole trochę mnie zniechęciło, ale ciągle wspominam miło. Jedna z lepszych książek, jakie dotychczas zdarzyło mi się czytać "z przymusu". :)

Ostatnio przeczytane:
Fale tłumią wiatr Strugackich. Dziwna książka. Składa się z dokumentów. Raportów, sprawozdań, zapisów rozmów i różnych takich. Całość miała być, o ile mnie pamięć nie myli, sprostowaniem biografii pewnego naukowca. Dziwnie się to czyta. Opowiadana historia jest niezbyt porywająca... No, ale tytuł fajny. Zawsze chciałam to przeczytać :D
Trudno być bogiem Strugackich, dla odmiany. Po raz drugi. Na zakończenie maratonu rosyjskiej fantastyki. Nie mogłam się oprzeć. Uwielbiam tę książkę, mimo że widać, że była pisana pod cenzurę, mimo że logika trochę kuleje, że postacie są papierowe i relacje między nimi opisane raczej sztucznie. Ale jest w niej coś, co mnie bardzo pociąga. Czytałam z ogromną przyjemnością. Reakcja na zakończenie była taka sama, jak za pierwszym razem. Niby nic takiego, a nie chce się ode mnie odczepić :) Niektóre książki tak na mnie działają. Uwielbiam czytać je po kilka razy, za każdym razem odkrywając mnóstwo nowych szczegółów, patrzeć na akcję z innej perpektywy. No i uwielbiam głównego bohatera/narratora, don Rumatę. Chyba się z nim trochę utożsamiam.
BTW, pisałam już, że ta książka jest dość podobna do "Pana Lodowego Ogrodu", przynajmniej w zarysach? A raczej "Pan..." jest podobny do "Trudno być bogiem" :) Ciekawe, czy Grzędowicz wypowiadał się gdzieś na temat rosyjskiej fantastyki. :)
Po zakończeniu tegoż maratonu sięgnęłam po Smokobójcę Pacyńskiego. Pokonałam już część tytułową, trzy opowiadania o Smokobójcy. Urocze. :) Przeczytałam też "Komu wyje pies", kolejne - i chyba najdłuższe - opowiadanie w zbiorze, ale nie podobało mi się. Przegadane. Przede mną jeszcze dwa... Ale trudno mi się to czyta. Nie wiem czemu, bo napisane są lekko i przyjemnie, ale jakoś nie mogę tego skończyć. :P
W planach mam, uwaga, uwaga... "Pana Tadeusza". Dzisiaj na lekcji bardzo zbulwersował mnie wniosek, że znam przecież tylko fragmenty... Potrofne ;) A jeśli mi przejdzie, to chyba pójdę do biblioteki... Albo zacznę się uczyć ;)

Sin - 2006-03-28, 17:20

Przeczytane przez ostatni tydzień:
'Zwycięzca bierze wszystko' i 'Bogobójca' Simona R. Greena. Fajne. Cały cykl 'Strażników Przystani' mi się spodobał, szkoda tylko, że jest dość krótki. Sympatyczni bohaterowie, wciągająca, dynamiczna akcja - ogólnie mówiąc lekka, łatwa i przyjemna lektura. :wink:

A teraz... nie wiem za co się zabrać. Za dużo do wyboru. Pewnie skończy się jak zwykle na losowaniu :mrgreen:

Hybrid - 2006-03-28, 18:56

Ja właśnie czytam Krew Elfów A. Sapkowskiego. Książka nawet fajna, ale najbardziej rozwalają mnie teksty niektórych postaci. One są zabójcze :D
Lierre - 2006-03-29, 19:18

Skończyłam Smokobójcę :) Co tu dużo pisać... Pacyński jak Pacyński ;) Polecam :D
Następnie postanowiłam poszturmowac domową biblioteczkę, co zaowocowało transportem kilkunastu książek do mojego pokoju ;) Na pierwszy ogień poszedł Cesarz Kapuścińskiego. Nie wiem, czy mogę powiedzieć, że mi się podobało, ale na pewno trochę wstrząsnęło i dało do myślenia ;) Im dalej, tym czytało mi się gorzej - pewnie Kapuściński jest dla mnie za trudny ;) po stu stronach mózg mi się zaczął przegrzewać... :P
Następna była Historia sekretna Prokopiusza z Cezarei, czyli zapis wszystkich grzechów popełnianych przez elitę Bizancjum - Justyniana, Teodorę, Belizariusza i Antoninę ;) Prokopiusz, sekretarz Belizariusza i kronikarz jego militarnych sukcesów, w tej małej książeczce popuścił wodze swej nienawiści, zawiści i być może też trochę fantazji :P ukazując najciemniejsze strony życia władcy, wszystkie zbrodnie, intrygi, afery, których nie mógł ogłosić oficjalnie za życia Justyniana, spisywał je więc w sekrecie, by ogłosić dopiero po jego śmierci. Miłośnicy Kaya zapewne pamiętają scenę, w której Crispin znajduje u Perteniusza z Eubulus kompromitujące notatki... ;)
Następną lekturą były Dzienniki gwiazdowe Lema, moje... hmm... trzecie (po "Bajkach robotów" i "Solaris") zetknięcie z twórczością tego autora, ale pierwsze tak na serio :P Mile mnie zaskoczył jego styl... Spodziewałam się czegoś cięższego, a to czytało się lekko i przyjemnie ;) Bardzo mi się podobało :) W planach mam resztę domowych zbiorów jego autorstwa... Mam co czytać do wakacji ;)
Oprócz Lema w planach na najbliższą przyszłość mam biografię Mozarta :D wspomnianego wyżej "Pana Tadeusza", dwa tomy "Eragona" (do przeczytania którego jestem zmuszana... brr ;) ) i stos innych. :D

Lambendil - 2006-03-29, 21:03

Teraz cvzytam bardzo ciekawą ksiązkę, którą zakupiłem w dziale Travel Guides w Easonie. Książka nosi tytuł Long Way Round, jeste wywiadem z Ewanem McGregorem i Charley'em Boormanem, którzy odbyli podróż dookoła świata na motortach. Blizej o wyprawie dowiedzieć można się tutaj. Książka wcale nie jest przewodnikiem, jest za to bardzo dobrym klockiem, który czyta sie dosyć lekko. Jest też pracą, w pewien sposób psychologiczną, gdzyż można zajrzeć w ich umysły, po trech miesiącach spędzonych w wiekszości na odludziu, można zanleźć tam bardzo ciekawe rzeczy.

Polecam Gorąco.

Kamila - 2006-03-30, 16:09

Hm, co ja teraz czytam... :P
Nadal "Regulatorów" :P Jakoś tak to wszystko nie ma dla mnie sensu, ale co tam :P Doczytam do końca :P

Znowu czytam "Melanię w Starożytnym Rzymie" :D <przypomina sobie, że powinna pomęczyć kilka koleżanek ze starej szkoły, żeby w końcu oddały ksiażki pożyczone ponad rok temu> :P

I po raz drugi "Zemstę" :P Bo z ostatniego czytania nic nie zapamiętałam, a mamy to przeczytać na wtorek :P Wprawdzie znajdę sobie jakieś streszczenie, obejrzę film, ale jednak przeczytam też tę książkę drugi raz, przetłumaczę to z polskiego na polski... :twisted: (hm, na razie przeczytałam z 5 razy I scenę aktu I :P Czy coś pamietam? Eee... nie :P )

Jeszcze czytam sobie "Czarnoksiężnika z Archipelagu" :D Na razie nie wiem, czy mi się podoba... zobaczymy :P

A dzisiaj wypożyczyłam sobie "Zadziwiającego Maurycego i jego uczone szczury" i jak tylko skończę "Melanię..." to się za niego zabiorę :P (Mam zamiar skończyć dzisiaj lub jutro :P ) Oj, ja nie umiem jednak długo nie mieć w każdej bibliotece czegoś wypożyczonego :P A myślałam, że już mi się uda - w szkolnej trzy tygodnie niczego nie wypożyczałam, dopiero dzisiaj :P (btw nie było mojej karty czy jak to się nazywa, gdzie są zapisywane numery książek, które dana osoba wypożycza :P Bibliotekarka zapisała mnie na karteczce i powiedziała, że sobie poszuka :P Ciekawe, co się z ta kartą stało :P ) No, będę miała co robić w weekend :P

Tak patrzę sobie, patrzę... Cztery książki na raz! Dawno tak nie czytałam :P Ech, w ogóle ostatnio czytam mało... :P Ale to przez niedobrą szkołę <idzie pisać wypracowanie na religię :P > :twisted:

Lierre - 2006-04-03, 20:54

Przeczytane:
Mozart Anette Kolb. Biografia postaci, na punkcie której ostatnio mam lekką obsesję - do tego stopnia, że na koncercie Requiem dziwiłam się za każdym razem, gdy widziałam zdjęcie papieża, a nie kompozytora... Ot, kolejne skrzywienie, do kolekcji. :) Samą książkę czyta się świetnie. Napisana w latach 30. ubiegłego wieku lekko stylizowanym, ale miłym językiem, z mnóstwem wtrętów w innych jężykach, co z czasem stało się jednak dość uciążliwe. Wiem, że i tak nikt by nie sięgnął po taką ksiązkę z własnej woli... Co mnie bardzo dziwi... widziałam straszne reakcje nan jej widok... Ale i tak polecam ;)
Dzisiaj natomiast przeczytałam Krótką historię mitu Karen Armstrong. Niezbyt długi esej skrótowo poruszający tematykę zawartą w tytule :P Dla miłośników mitologii książka na pewno interesująca, dla mnie trochę mniej ;) Ale chciałam ją przeczytać, od kiedy się o niej dowiedziałam, i teraz mam spokój :P
I zaczęłam Lwy Al-Rassanu. Jestem po dwóch rozdziałach i na razie przytłoczyła mnie liczba nazw i imion których nie potrafię zapamiętać :P Ale dalej na pewno będzie lepiej... musi być ;)

Sin - 2006-04-13, 18:02

Skończyłam dzisiaj pewną książkę, który to fakt napawa mnie podziwem dla własnej cierpliwości. Nie wiedziałam wcześniej, że posiadam jakąś cierpliwość. I jak tu nie mówić, że lektura dostarcza wiedzę? :mrgreen:

Mówię o Chmurce pod Stołem Zdzisława Domolewskiego. Męczyłam się z nią wyjątkowo przez prawie dwa tygodnie, po parę lub paręnaście stron dziennie, aż uparłam się, że dzisiaj toto skończę i będę miała już spokój... no i zawzięłam się i przeczytałam ostatnie 100 stron :mrgreen: Nie, to wcale nie jest zła książka, wręcz przeciwnie. Jednak już dawno nie spotkałam książki, którą czytałoby mi się tak ciężko i którą miałabym ochotę odłożyć, nie doczytując do końca. Specyficzny styl pisania, koszmarnie długie monologi, przygnębiający nastrój - ogółem dziwna lektura. Ale cieszę się, że dotrwałam do końca - zakończenie mi się spodobało. Było... dziwne. :)

Hm, co teraz? Sama nie wiem. W kolejce do przeczytania czeka jakieś 15 książek, jeśli nie więcej. Do wyboru, do koloru. :D Chyba wezmę się za Siostrzeńca Czarodzieja, dla odreagowania tej okropnie dołującej Chmurki :)

Lierre - 2006-04-13, 19:43

Skończyłam Lwy Al-Rassanu. Jak na Kaya - takie sobie. O wiele gorsze od Mozaiki. Ale ogólnie - bardzo dobra książka :) Dużego minusa ma za zakończenie. Niektórzy twierdzą, że jest świetne... ale dla mnie był to zwykły happy end. Brrr. Dużego plusa ma natomiast za okładkę. Piękna... Kanadyjskie wydania książek Kaya mają podobne szaty graficzne. ;) Może wszystkie książki tego autora, które planuje wydać Mag, będą miały takie...?
Następnie zaczęłam Wrzesień Pacyńskiego. Wytrzymałam mniej więcej do połowy i rzuciłam o ścianę... Klimat zbliżony do "Xavrasa Wyżryna". Ale tak bardzo mnie dołował, że nie mogłam tego wytrzymać. Wystarczą mi koszmary na jawie, nie potrzebuję też we śnie.
Teraz czytam trzeci tom Jonathana Strange'a i pana Norrella i też nie jestem pewna, czy to skończę. Z rozdziału na rozdział klimat jest coraz mroczniejszy... Ale narracja pani Clarke jest powalająca, więc może wytrzymam te niepokojące opisy.
A w przerwie w świątecznych porządkach przeczytałam Erystykę, czyli sztukę prowadzenia sporów niejakiego Artura Schopenhauera. Raczej krótki esej o tytułowej erystyce, czyli takim prowadzeniu sporu, by niekoniecznie dojść do obiektywnej prawdy, ale postawić na swoim - nawet jeśli się wie, że nie ma się racji. Autor wymienia 38 metod, żeby zmylić przeciwnika, zyskać sobie sympatię widzów (np. innych posłów na sali sejmowej...) i obalić niewygodne dla nas teorie. Metod tych stosować się nie powinno, esej słuzy raczej temu, by je poznać, umieć później rozpoznać i nie dać się nabrać :P Oraz, ewentualnie, dowiedzieć się czegoś o sobie. Mnie kilka z tych metod wydało się znajomych... Kilka stosuję ja, kilka zauważyłam u innych. Naprawdę bardzo ciekawa lektura, choć nieco trudna w odbiorze. Widząc tę mnogość łacińskich, greckich i Eru wie jakich jeszcze cytatów miałam ochotę skrzywdzić autora (w czym przeszkodziłby mi fakt, iż ktoś to, skutecznie, zrobił za mnie już dość dawno temu. Ciekawe, czy z tego samego powodu...)
No, ale teraz o prowadzeniu sporu wiem wszystko. Drżyjcie... :zeby:

Kamil M. - 2006-04-13, 22:06

Mija mi chyba ciężki kryzys czytelniczy. Przeczytałem Paradyzję Zajdla - świetną antyutopię wspaniale pokazującą, że na Orwellu świat sie nie kończy.
Przeczytałem pierwszą księgę Diuny - lektura sprawia mi lekki, niezrozumiały trud, ale po przebrnięciu przez wszystkie strony czuję, że ksiązka mi się niezmiernie podoba.

Jak to u mnie zwykle bywa, czytam parę książek jednocześnie i narazie o nich nie napiszę, żeby nie zapeszyć (znaczy się "nie wywołać kolejnego kryzysu czytelniczego").

Nienna - 2006-04-15, 10:44

Ostatnio pochłaniam za dużo książęk, przestaję się kompletnie uczyć :P Najpierw rozstrzaskałam "Ostatni kontynent" Pratchetta, później "Kod Leonarda da Vinci" a teraz czytam "Kroniki Jakuba Wędrowycza" Pilipuka.
O Pratchecie nie ma co wiele mówić- jak zwykle powalający.
"Kod Leonarda..." zaskakujący. Jeszcze nigdy z taka ciekawością nie pochłonęłam książki. W pewnym momencie już nie wiedziałam już, co jest fikcją a co prawdą. Niesamowicie ukazane "inne" prawdy(?) o Jezusie i o Kosciele. No i jeszcze sie okazuje, że św. Graal była kobietą :P :P :P
"Kroniki Jakuba Wędrowycza" jak zawsze rozbrające i rozkładające na łopatki. Nigdy nie wiadomo, co ten człowiek znowu wymysli i z kim mu sie przyjdzię zmierzyć (jak zwykle w bardzo niekonwencjonalny sposób). Przygody tego bimbrownika i egzorcysty amatora polecam każdemu kogo dopadnie chandra ;)

Elanor - 2006-04-15, 13:10

Ostatnimi czasy Elanor czytała książki następujące:

- "Zdrowe zwłoki" Stevena Eriksona - czarnohumorzasta niezależna minipowieść z jednego z moich ulubionych światów fantasy
- "Królowie heretycy" Paula Kearneya - drugi tom bardzo udanego polityczno-militarystycznego cyklu hard fantasy
- "Tkacz iluzji" Ewy Białołeckiej - ni to powieść, ni to zbiór opowiadań, milutka, chwilami trochę nudnawa książka z wysoką zawartością słodkich futrzastych smoków

Lierre - 2006-04-15, 13:14

Ostatnio też czytam, zamiast się uczyć ;) (niech mnie ktoś kopnie i uświadomi, że za półtora tygodnia mam egzamin :P ). Tak więc skończyłam trzeci tom Jonathana Strange'a... Eru, ja chcę jeszcze :) Zakończenie dokładnie takie, jakie lubię najbardziej, wątki właściwie zakończone, furtka dla własnych domysłów i rozważań zostawiona... Czuję niedosyt, ale taki zdrowy niedosyt ;) Opowieść zakończona właśnie wtedy, kiedy zakończona być powinna. Bardzo podobał mi się styl Susanny Clarke. Bardzo lekki, chwilami ironiczny, trochę dowcipny, po prostu świetny, porywający :) Polecam, jeśli, nie daj Eru, ktoś jeszcze tego nie czytał ;)
Przed chwilą zaczęłam Nie kończącą się historię :D Tak w ramach nadrabiania zaległości. Też podoba mi się bardzo ;) Ten dwukolorowy tekst, jakby podwójna akcja, tajemniczość, nieprzewidywalność (i wybijające się z głębi podświadomości kadry z filmu... :P ) nadają naprawdę niesamowity klimat :D Ksiązka ma z 500 stron, jestem w 1/3, ale mam wrażenie, że dzisiaj ją skończę. :)

Alixana - 2006-04-16, 12:38

Gdzieś w międzyczasie przeczytałam "Ostatni Kontynent" Pratchetta, "Maskaradę" Pacyńskiego, i obecnie czytam "Trzech Muszkieterów" :D aż się wierzyć nie chcę że czytam to po raz pierwszy :P

Co do "Maskarady" to ja mam chyba jakiś uraz do drugich tomów ;P często pierwszym jestem zachwycona a drugi mnie rozczarowywuje... tak i było z "Maskaradą" ;) troche za bardzo różniła się od "Sherwood", i za mało było w niej Jasona :P

"Ostatni Kontynent" przeczytałam po raz kolejny aby sobie wynotować kilka akapitów odnośnie Lorda Vetinariego :D

A "Trzech Muszkieterów" czyta się fajnie choć mam ochotę nasłać kilku zbirów na d'Artagnana :P byle takich z którymi sobie nie poradzi :P

Kamila - 2006-04-16, 21:30

Alixana napisał/a:
A "Trzech Muszkieterów" czyta się fajnie choć mam ochotę nasłać kilku zbirów na d'Artagnana :P byle takich z którymi sobie nie poradzi :P


Hm, muszę wreszcie doczytać dalej niż do końca pierwszego rozdziału :P

Co by było na temat - męczę "Pieśń o Rola(n)dzie" :P , cały czas "Zadziwiającego Maurycego..." :P Oj, idzie mi potrofnie wolno :P A tak poza tym... hm... nic :P A książek tyyyyle czeka w kolejce... :P

Lierre - 2006-04-19, 19:10

Przeczytane:

Nie kończąca się historia - jak już pisałam wyżej, bardzo miła, tajemnicza książka. Takie "Opowieści z Narni" dla bardziej wytrwałych i nie lubiących łopatologicznych metafor ;) Jak często narzekam na sztuczne dzielenie ksiązek na tomy, tak tutaj podział byłby całkiem uzasadniony. Mniej więcej do połowy historia jest fascynująca, czyta się jednym tchem, a od połowy staje się trochę nudna i męcząca. Nie lubię takich bohaterów jak Bastian i życzyłam mu jak najgorzej :P Samo zakończenie za to też mi się podobało. Ogólnie - opowieść niesamowita, magiczna i zapadająca w pamięć. :)
Następnie, również w ramach nadrabiania zaległości, pochłonęłam Folwark zwierzęcy i Rok 1984. Cóż mogę napisać? Genialne. Przy "Folwarku..." trochę się męczyłam - chyba nie lubię świń ;) Ale "Rok 1984"... Mistrzostwo :) Uwielbiam takie klimaty :D Potrofnie przerażająca, szokująca, nieprzewidywalna książka. Więcej takich... więcej... ;)
(Wiem, że ma swój temat, ale nie czuję się na siłach, żeby ją tak dogłębnie analizować :P )

Feadin - 2006-04-28, 06:20

Przeczytałam ostatnio "Jądro Ciemności" Korzeniowskiego i przed chwilką skończyłam "Dobry Omen" wszyscy wiemy czyj ;)

a na biurku: Wesele, Ludzie Bezdomni, Maskarada i Lśnienie ;) a ze 9 dni wolnego juz za chwilke wiec cosik pewnie strawie :D

Sin - 2006-05-04, 20:40

Hm, ja ostatnio przeczytałam trochę różnych rzeczy :D
Najpierw Siostrzeńca Czarodzieja - miła, choć strasznie bajkowa książka. Wydaje mi się strasznie... dziecinna. Może to dobrze, ale jakoś mnie nie zachwyciła. No a potem czytałam dwie książki naraz - HP i Księcia Półkrwi na komputerze i Fausta normalnie. Książę Półkrwi mi się bardzo spodobał, jest dużo dojrzalszy w porównaniu z tomami początkowymi. Może to dlatego, że bohaterowie w końcu też dorośleją i dojrzewają, może po prostu książka jest bardziej dopracowana, nie wiem. Ogólnie podobają mi się zwroty w akcji i nowo wprowadzone wątki. A koniec smutny był. Świetny, ale smutny, no. Buuu :-(
A z Faustem się męczyłam strasznie, bo chyba na jakiś nieudany przekład trafiłam. Nie dość, że wierszem, nie dość, że z archaizmami, to miejscami w ogóle nie łapałam o co chodzi. Ale ogólnie genialne dzieło, to fakt :)
A teraz, choć obiecałam sobie nie czytać ani jednej jego książki więcej, czytam Białe Jabłka Carrolla i podoba mi się. Serio. A myślałam, że już się do tego autora z powrotem nie dam rady przekonać :)

Lambendil - 2006-05-06, 01:29

No ja obecnie czytam "Starożytni Grecy i Rzymianie w życiu prywatnym, społecznym i państwowym" Oktawiana Jurewicza i Lidii Winniczuk. Książka ta jest kompendium wiedzy o cywilizacji starożytnych Greków i Rzymian. Polecam ją wszystkim zainteresowanym tym okresem historii, gdyż jest to nieocenione źródło wiedzy na ten temat :czytam:
Lierre - 2006-05-06, 10:00

Ostatnio pokonane lektury:
Tai Pan Jamesa Clavella. Tytuł straszył mnie od dłuższego czasu i gdy zobaczyłam dwa opatrzone nim grube tomy, musiałam je sobie przywłaszczyć. Powieść bardzo wciągająca i fascynująca, ale też męcząca - te 1000 stron czytałam przez ponad dwa tygodnie. Akcja dzieje się w Chinach w czasie wojen opiumowych, na początku XIX wieku. Bohaterami są angielscy, amerykańscy, portugalscy koloniści - głównie handlarze opium i różnych innych ciekawych towarów. Grupka indywidualności, dwie skłócone spółki handlowe, na czele jednej z nich - charyzmatyczny Tai Pan; trochę nienawiści, trochę walki, trochę miłości, szczęścia, nieszczęścia, starcie dwóch odmiennych kultur... Ot, wydawałoby się, telenowela ;) Ale fascynująca i bardzo wciągająca telenowela. Polecam ;)
Następnie miałam randkę ze Słowackim i jego Balladyną. Lubię Słowackiego. :D
A wczoraj wieczorem (tak, tak. Pierwszy raz mi się zdarzyło siedzieć przed monitorem i czytać książkę. Ciekawe co to znaczy... :> ) skończyłam Dary Le Guin. Nie wiem, czemu spodziewałam się czegoś nieudanego. Bardzo się zawiodłam. Pozytywnie :D Bardzo miła książka. Ot, Le Guin, po prostu :D Pomysł jest ciekawy, choć nie rewelacyjny, akcja też taka sobie... ale wykonanie wynagradza wszystkie braki. Uwielbiam ten styl :D
Póżnym wieczorem natomiast zaczęłam Sztukmistrza z Lublina Singera, kolejny tytuł prześladujący mnie od lat ;) Zobaczymy, czy słusznie :P

Feadin - 2006-05-07, 21:34

do przeczytanych przesuwa sie Wesele Wyspiańskiego. W moim odczuciu świetna książka :) "MIałeś, chamie, złoty róg". wiecej mówić nie potrzeba :)

podczas zjadania jest: Maskarada i Ludzie Bezdomni xD ciekawe co z tego wyjdzie :P

Alixana - 2006-05-09, 19:58

Po raz któryś przeczytałam "Pomniejsze Bóstwa" ;) genialna książka :D i po raz któryś zaczynam "Czarnoksiężnika z Archipelagu" Le Guin ;) moze tym razem przeczytam cały cykl?:D mam do przeczytania jeszcze jedno opowiadnie z "W Kraju Niewiernych" Dukaja :D Zamierzałam zacząc "Wrota Światów. Zła Piosenka" ale po dzisiejszych zakupach chyba sobie jeszcze poczekają :P
Randir - 2006-05-10, 18:22

Wczoraj skończyłem czytać Bogumiła Wiślanina Pawła Rochali. W sumie dosyć przyjemne historyczne fantasy. Akcja rozgrywa się na początku IX wieku na ziemiach polskich. Początkow myslałem, że będzie to bardziej historyczne, tymczasem występują tu również bogowie, którzy zwracają dosyc sporą uwagę na głównego bohatera. W sumie dosyć przyjemnie się to czytało. Plusem był również dodatek z tyłu książki, w którym autor ukazuje własną wersję słowiańskiego mitu o stworzeniu świata oraz włąsną wizję demonologii.
Obecnie zacząłem czytać Ogrody księżyca Stevena Erikson (I tom Malazańskiej Księgi Poległych) - jak na razie jestem w okolicach 140 strony i książka zapowiada się całkiem ciekawie oraz Husytów w piętnastowiecznej Polsce Pawła Krasa (również intersująca pozycja).

Elanor - 2006-05-10, 19:39

Randir napisał/a:
Obecnie zacząłem czytać Ogrody księżyca Stevena Erikson (I tom Malazańskiej Księgi Poległych) - jak na razie jestem w okolicach 140 strony i książka zapowiada się całkiem ciekawie


Jak miło czytać, że ktoś też zna tutaj ten cykl. Sama jestem miłośniczką Eriksona od kiedy po raz pierwszy chwyciłam się za "Ogrody" i muszę powiedzieć, że niewiele jest ksiązek, które zrobiły na mnie tak ogromne wrażenie.

Arawern Teitharil - 2006-05-10, 20:25

A ja czytam "Sto lat samotności". Amen.
Lierre - 2006-05-19, 12:44

Przeczytane:
Sztukmistrz z Lublina Singera. Książka bardzo znana i ceniona, ale nie zrobiła na mnie aż tak wielkiego wrażenia. Czytało mi się ją miło, ale nawet teraz, dwa tygodnie po pokonaniu ostatniej strony, nie pamiętam szczegółów akcji :P Co zdarza się rzadko... No, ale zawsze chciałam ją przeczytać ;)
Każdy umiera w samotności Hansa Fallady. Opisane szczegółowo w innym temacie. Krótka recenzja: genialne ;)
Rycerze na rozdrożach, moje pierwsze spotkanie z twórczością Kira Bułyczowa. Jestem oczarowana... Książeczka opowiadająca prostą historię: grupa w większości nieco podstarzałych mieszkańców Wielkiego Guslaru znajduje się w odpowiednim miejscu i czasie i zyskuje szansę zażycia eliksiru przywracającego młodość. Szybko okazuje się jednak, że to nie takie proste... Że nawet jeśli fizycznie są piękni i młodzi, to psychicznie dalej są tacy sami; udowadniają, że czasu cofnąć nie można. Eru, skąd ci rosyjscy fantaści mają zdolność takiego opisania nawet najbardziej banalnej historii, że czyta się ją jednym tchem?

Alixana - 2006-05-20, 15:50

Właśnie skończyłam czytać "Sniadanie u Tiffany'ego" Trumana Capote. Książka czy może raczej opisywane postaci zrobiły na mnie spore wrażenie. Dość długo nie czytałam tego typu literatury także nie byłam pewna jak na to zareaguje... ale zareagowałam zdecydowanie pozytywnie ;) Styl pisania bardzo mi odpowiada, praktycznie tę ksiażkę połkęłam, zwłaszcza że jest krótka... Chciałoby się czytać i czytać... Nie wiedziałam czego się spodziewać na zakończenie, nie wiedziałam nawet za ile stron ono nastąpi ("Śniadanie..." czytałam wydane razem z inną powieścią i nie wiedziałam gdzie kończy się jedna a zaczyna kolejna)... ale podobało mi się ;) Obawiałam się że czegoś będzie mi w niej brakować, jakiś elementów fantastycznych... ale nie brakowało ;) i co dziwniejsze czytało mi sie to lepiej niż nie jedną książkę fantasy... Chyba czas bardziej się zagłębić w ten typ literatury ;)
Lóru - 2006-05-24, 17:30

Ostatnio przeczytałem:
Bajki robotów Lema - niesamowite. :D Cudowne połączenie baśni (bajki?) z fantastyką naukową. Polecam wszystkim. ;)
Mrocznego Biesa - wbrew moim obawom z diabłem tytuł nie miał dużo wspólnego. ;) Co prawda w tytułowym opowiadaniu występował, ale to nie do niego się odnosi. W każdym razie, jest to (jak już gdzieś pisałem) zbiór rosyjskiej fantastyki. Na okładce obiecywali, że jest tu wszystko od fantasy po hard SF. Niestety tego ostatniego się nie dopatrzyłem, :P choć bardzo na to liczyłem. :( Ale i tak mi się zbiór ogólnie podobał. A składają sie na niego:
Czarna Ściana - moje ulubione opowiadanie z tomu. Wszechświat to łańcuch światów, z którego od czasu do czasu zostaje z wielkim BUM parę odłączonych, by pogrążyć się w chaosie. ;) Przecudowne. :D
Mroczny Bies - akcja dzieje się w Niemczech z czasach Inkwizycji. Całkiem fajne, ale brakuje mu tego "czegoś". ;) A zakończenie jest z rodzaju takich, jakich nie lubię - niezrozumiałe. :P
Dzień strachu - o potworze, którzy niszczy, niszczy i niszczy, póki mi się to nie znudzi i nie przekaże swojej mocy komuś innemu. Jednak w końcu marnie kończy. ;)
Portret wiedźmaga w młodości - wybór trzech króciutkich opowiadań z cyklu o wiedźmagu. Bohatera po prostu nie da się nie uwielbiać, ;) jednak same opowiadania są słabe. Zero akcji...
Sztuczny dobór - o... wiedźminie Geralcie. :D Nie, Sapkowski nie zmienił obywatelstwa. ;) Bo ten Geralt, co prawda ma większość atrybutów znanego nam Geralta, ale żyje w świecie SF. ;) Całkiem ciekawe, ale Geralt nie zasługuje na występowanie w opowiadaniu napisanym takim językiem... Żadnego "rrrrwa mać"! :shock: To NIE jest Geralt. ;)
Ostatnie: A niech cię szlag trafi, czyli ostatnia esemesowa powieść o miłości. Esemesy między kochankami z polowaniem na UFO w tle. ;)
Potem przeczytałem Erystykę, czyli sztukę prowadzenia sporów Schoppenhauera. Trza się tego nauczyć, a się każdą dyskusję wygra. :twisted: Bo, jak wiadomo, w dyskusji nie jest ważne dochodzenie do prawdy, ale udowodnienie swojej "racji". ;) A książka przedstawia kilkadziesiąt technik, jak to uczynić. ;)
Potem znów był Lem, tym razem przeczytałem Kongres futurologiczny - krajobraz utopijno-antyutopijny. Ku przestrodze. ;)
Następnie przeczytałem Chrzest ognia Sapkowskiego. Wszystko mi się podobało... prócz zakończenia. :roll: Ale o nim napiszę chyba w innym temacie.
A w obecnej chwili czytam Rok 1984. :D

Yávië - 2006-05-24, 19:04

Ja ostatnio przeczytałam Mgły Avalonu i sporo się przy tym nauśmiechałam z samej siebie i swoich reakcji na tę książkę. Najpierw bardzo mi się podobała, po kolejnych stu stronach zaczynałam się krzywić i tak na zmianę, choć im dalej tym było lepiej ;)

Przeczytałam też Grę w klasy, ale będę to musiała zrobić jeszcze raz, bo gdzieś w połowie, jak to niektórzy ;) mówią, rzuciłam nią ścianę. Potem wróciłam do niej, ale byłam już trochę wyrwana i to nie było to samo.

Chyba pod wpływem filmu (coś sprawiło, że poszłam do kina i poprosiłam o plakat :D ) sięgnęłam po Dumę i uprzedzenie. Bardzo przyjemnie się czytało, zapisałam kilka ciekawych cytatów i ogólnie jestem zadowolona, ale narazie chyba nic więcej Jane Austen nie wypożyczę/kupię/ukradnę.

A teraz czytam sobie Wyznania Gejszy, też zachęcona filmem, chociaż fabuła nie była zachwycająca, a już na pewno nie zakończenie. Ale że lubię aktorkę, której dostała się główna rola, spodobała mi się muzyka a w mojej klasie sporo osób zapisało się do kolejki po tę książkę, postanowiłam nie być gorsza ;) . O pierwszych wrażeniach nic nie powiem, bo sama nie wiem, jakie są :P

Randir - 2006-05-25, 13:25

Elanor napisał/a:
Jak miło czytać, że ktoś też zna tutaj ten cykl. Sama jestem miłośniczką Eriksona od kiedy po raz pierwszy chwyciłam się za "Ogrody" i muszę powiedzieć, że niewiele jest ksiązek, które zrobiły na mnie tak ogromne wrażenie.

Zgadzam się, cykl jest naprawdę świetny. Przeczytałem Ogrody..., wczoraj skończyłem Bramy Domu Umarłych, dziś zacząłem I tom Wspomień lodu. Musze przyznać, że książki Eriksona czyta się z zapartym tchem. Sporym plusem są ciekawi bohaterowie do których można się przywiązać (ehhh... mam nadzieję, że Icarium i Mappo jeszcze się pojawią w następnych tomach...), skonstruowany z rozmachem świat, interesujący panteon oraz orginalna magia. Dochodzę do wniosku, że Erikson zostanie jednym z moich ulubionych autorów :)

Earwen napisał/a:
Rycerze na rozdrożach, moje pierwsze spotkanie z twórczością Kira Bułyczowa. Jestem oczarowana...

Ea, w takim razie radzę przeczytać Opowiadania guslarskie i Nowe opowiadania guslarskie.

Nienor - 2006-05-26, 15:07

Czytam teraz 'Zahir" P.Coelho.. Jestem pod wrażeniem, bo jego styl pisania uderza w sam środek.. mnie.. Wiem juz, czym jest mój Zahir, bo jest, chyba każdy ma coś takiego w sobie. Książkę polecam :)
Lierre - 2006-05-30, 20:39

Przeczytane:
Człowiek z Wysokiego Zamku Dicka. Historia alternatywna: IIWŚ zakończyła się w '47 r. zwycięstwem Niemiec. USA pod okupacją japońską. Europa niemieckim imperium. Afryka pustynią po niemieckich eksperymentach :P Przybysze z Japonii opanowali Amerykę, rasa biała jest rasą niższą, dążącą do ideału osiągniętego przez rasę żółtą :P Oczywiście nie wszystkim się to podoba... Pewien Amerykanin pisze książkę, w której przedstawia historię alternatywną... Wyobraźcie sobie, że IIWŚ wcale nie kończy się zwycięstwem Niemiec... Że to Japonia jest okupywana... Potraficie to sobie wyobrazić? ;) Książka trafia na indeks ksiąg zakazanych i na szczyty list bestsellerów ;) Ważną rolę odkgrywa też I-cing, mająca być kluczem do przyszłości ;) Książka zwyczajna jak na Dicka... zakręcona, trochę niezrozumiała i absolutnie fascynująca ;)
Kocia kołyska Vonneguta, po raz drugi ;) Książka zdecydowanie Wielokrotnego Użytku :D
Ostatnia kohorta Waldemara Łysiaka. W moim domu książki tego pana zajmują honorowe miejsce ;) i od dawna byłam namawiana do zapoznania się z nimi. W końcu z braku innych lektur sięgnęłam po te dwa ładnie wydane tomy... I podejrzewam, że do wakacji sięgne po resztę opatrzonych nazwiskiem Łysiaka.
Powieść (para?)historyczna - z obleganego przez barbarzyńców Rzymu ucieka grupa żołnierzy pod wodzą pierwszego miecza Romy :P oraz konsula w celu odnalezienia mitycznego ostatniego legionu, który jest ostatnią deską ratunku. Powieść bardzo wciągająca i erudycyjna, z mnóstwem aluzji i łacińskich wtrętów. Zdecydowanie najlepsze są - bardzo różnorodne - dialogi, od filozoficznych dysput po wymiany zdań skrzące się róznymi wymyślnymi (lub nie) przekleństwami :P Wspaniali są też bohaterowie... W ogóle, świetna ksiązka ;) Polecam :D
W tzw. międzyczasie przeczytałam Wesele, które też podobało mi się bardzo, a jestem w trakcie lektury Łysiak fiction, zbioru felietonów/opowiadań/wariacji wiadomego autora nt. literatury sf ;)

Sin - 2006-06-05, 17:26

Dawno mnie tu nie było. :D Za to teraz będzie sprawozdanie czytelnicze z ostatniego miesiąca. :wink:
Najpierw przeczytałam Białe Jabłka Carrolla i książka zdecydowanie przerosła moje oczekiwania. Mając w pamięci poprzednio czytane tytuły tego autora, spodziewałam się raczej czegoś mało oryginalnego i bez większego sensu, dlatego po lekturze byłam mile zaskoczona. Pomysł bardzo ciekawy, wykonanie również dobre, książka jest niemal tak klimatyczna jak moje ulubione Carrollowe "Zaślubiny Patyków". Bohaterowie są oryginalni i budzący sympatię, co w połączeniu z ciekawą fabułą i miłym nastrojem daje naprawdę bardzo miłą i przyjemną lekturę.
Następnie wzięłam się za znalezionego w domowej biblioteczce Maga Johna Fowlesa. To chyba najbardziej dziwaczna i pokręcona książka jaką w życiu czytałam, ale ma niesamowity klimat. Cudowne opisy, świetny styl pisania, czyta się naprawdę genialnie. Fabuła jest strasznie skomplikowana i obfituje w nagłe zwroty akcji, tak że naprawdę nie można przewidzieć co się stanie parę stron dalej. Zakończenie bardzo mnie zaskoczyło, zwłaszcza że ani trochę nie spodziewałam się, że na końcu nic się nie wyjaśni, a wręcz przeciwnie, skomplikuje jeszcze bardziej. Poza tym, chwilami zastanawiam się, czy w ogóle zrozumiałam o co w tej książce chodziło i co było prawdą, a co nie. To chyba specjalnie zostało tak zrobione, żeby każdy czytelnik mógł sobie dopowiedzieć zakończenie i zinterpretować fakty po swojemu. :) Ogólnie mówiąc, książka jest świetna, a niektóre fragmenty to jest po prostu geniusz w czytsej postaci :D
Potem był cudem wypożyczony ze szkolnej biblioteki Demon i Panna Prym Paulo Coelho. Dość dziwna książka, zyskuje głównie dzięki oryginalnemu klimatowi, łączącemu legendy, mity i opowieści z dawnych czasów z elementami czasów obecnych, oraz dzięki zróżnicowanym bohaterom. Moim zdaniem książka nie dorównuje "Alchemikowi", ale jest to naprawdę dobra i dająca do myślenia lektura, oparta na niezbyt może realistycznej, ale bardzo ciekawej koncepcji. Polecam. :wink:
No i potem wzięłam się za Trylogię antyczną Karola Bunscha. Jestem właśnie w połowie ostatniego tomu. Akcja trylogii toczy się w moim chyba ulubionym okresie historycznym i opowiada o postaci historycznej, która zawsze ciekawiła mnie najbardziej - Aleksandrze Wielkim - opowiadając jednak przy okazji o wielu innych faktach historycznych i świetnie oddając klimat tamtej epoki. Książki te właściwie nie zawierają fikcji literackiej - są to typowe powieści historyczne, przekazujące fakty w sfabularyzowanej formie. Czyta się świetnie, książki są ciekawe, emocjonujące, i poza przyjemnością z lektury pozostawiają naprawdę sporo rzetelnej wiedzy o historycznych faktach i realiach. Zresztą, nie będę się tutaj rozpisywać, bo postanowiłam założyć odrębny temat o książkach Bunscha, jako że wydaje mi się, że są naprawdę warte oddzielnego wątku :)

Lambendil - 2006-06-06, 15:47

Przeczytałem właśnie Kolor Magii Prachetta. Książkę tę polecało mi wiele osób, w końcu naciskom uległem i przeczytałem. Nie powiem, książka zacna, ciekawa, jednak zawiodłem się trochę. Miałem wrażenie że stara się a nie może. Daleko Prachettowi do absurdalnego poczucia humoru jakim tak lekko dysponował Addams. Kolor ma swoje momenty, jednak przez większą część książki odczuwałem dokuczliwy brak humoru, podczas gdy w innych momentach, akcja była opisana w sposób tak humorystyczny, że należałoby się zastanowić czy Prachett pisał książkę sam :D No cóż pozostaje mi czekać na następne części, ale z racji wydatków trochę na nie poczekam. Teraz zaczynam Da Vinci Code po francusku :D
Yávië - 2006-06-11, 10:53

Skończyłam Wyznania gejszy i jestem na nie :P Fabuła wcale mi się nie spodobała, główna bohaterka była przeraźliwie płaska (jeśli dobrze pamiętam, w całej książce czyni sama z siebie tylko kilka rzeczy, przez większość czasu słucha poleceń, robi to, co każda gejsza robić powinna a ewentualne niecodzienne wydarzenia są dziełem przypadku albo innych osób), a jej pseudofilozoficzne przemyślenia i sztuczne porównania na końcu większości rozdziałów... Błe! :D :D Próbowałam sobie wmawiać, że to inna kultura i dlatego autor używa takiego języka, ale nic z tego nie wyszło ;) . Nie podoba mi się to i już :P .

Zaczęłam za to Mistrza i Małgorzatę, ale chyba o tej książce pisać wiele nie trzeba. Urzekła mnie już od pierwszych stron :) , dlatego kończę i idę czytać :P

Beren Mablost - 2006-06-11, 12:54

Skończyłem kilka dni temu "Elegię na Utraconą Gwiazdę" Elizabeth Haydon. Jest to 5. tom cyklu Symfonia Wieków. I muszę przyznać że jestem zadowolony, piątka jest znacznie lepsza od poprzedniego "Requiem za Słońce".

Bazuje na wątkach zapoczątkowanych w Trylogii i właśnie w tomie 4. Klimat piątego tomu staje się bardzo wojenny, mało tu nastrojowych sytuacji jak w pierwszym tomie (Rapsodia u Llaurona np.) nigdy nie były one nudne, tworzyły specyficzną atmosferę, ale ich brak nie jest zły, bo wartka akcja ma swoich wielbicieli - szalejąca smoczyca i bitwa pomiędzy conajmniej trzema smokami zapewnia emocje ;) Do tego dochodzą konflikty pomiędzy członkami Trójki, poświęcenie, przyjaźń i narodziny Dziecka Czasu. ;)
Polecam.

Indil - 2006-06-11, 15:42

Hhhhhhhhmmmmm <Wędruje po całym domu i ogląda okładki książek, porozrzucanych tu i ówdzie>. Chłopaki Ananasiego-Gaiman, Impostor-Dick, Dobry omen panów Pratchetta i Gaimana. Same cudeńka. A na deser Herbata z kwiatem paproci-Michał Studniarek. Żadnej z nich jeszcze nie zdążyłam przeczytać, bo zajmuję się przygodami dzielnych czarodziejek, ich kotów i całej reszty ;p.
Arawern Teitharil - 2006-06-11, 19:29

Ostatnie kilka tygodni (! xD)?
Na początek "Sto lat samotności". Spodziewałam się czegoś zupełnie innego, a dostałam niespotykaną opowieść o ludziach, którzy w głębi duszy byli nieszczęśliwi. Oryginalne, ale w tym tkwi urok tej książki :-)
Później "Sklepy cynamonowe". Zdziwiła mnie ilość metafor i porównań, które wręcz uwielbiam. Mojego brata to denerwuje i określa Schulza mianem "natchnionego świra", ale mnie to bardzo pociąga :-) Aktualnie jestem w trakcie czytania "Sanatorium pod klepsydrą", również tego samego autora i stwierdzam, że ta książka także wciąga. Od początku osnuta jest nicią tajemniczości i pewnych niedopowiedzeń...

Ninquel - 2006-06-18, 16:09

Khem.... Khem... Przeczytałam pewną Książkę... Znaczy romans :P Towarzyska gra Melanii George :P

No cóż. Wzięta pisarka romansów otrzymuje propozycję wyjazdu do Anglii od pewnego bardzo bogatego :P i przystojnego :P hrabiego, jakiegoś profesora od spraw... seksu :P Profesorek to sztywniak jakich mało. Rzecz jasna zakochuje się w tej pisarce, no i oczywiście ze wzajemnością. Ale! :P Ona tam przyjechała w sprawach... służbowych :P Mianowicie miała go nauczyć, jak kobiety podrywać, jak być romantycznym, jak im prawić komplementy, etc :P A wszystko po to, by profesorek mógł zadowolić swoją przyszłą żonę, Sarę, z którą małżeństwo zostało zaaranżowane jeszcze przez jego rodziców :P Oczywiście o tej narzeczonej nasza pisarka nie wie nic :P I ta miłość rośnie i rośnie, profesorek z pisarką się kłócą, ale miłość rośnie :P W końcu profesor zmienia styl ubierania się, uczy się kręcić biodrami do muzyki Rickiego Martina i takie tam :P W końcu spędzają ze sobą bardzo upojną noc (a przypominam, że profesorek jest mistrzem w sprawach seksu :P przynajmniej w teorii - doktorat z tego pisał :P ), po której ww. profesorek (aha, na imię miał Dexter :P ) postanawia się oświadczyć tej pisarce (imię - Mallory :P ), ale wcześniej, zanim ona wstanie, jedzie do tej narzeczoenj Sary, żeby zerwać zaręczyny. Okazało się, że ona w tym samym czasie pojechała do niego i takim oto sposobem Mallory dowiedziała się o ich... y... związku, powiedzmy :P Zaraz zabrała swoje rzeczy, matkę, siostrę i koleżankę, z którymi stacjonowała u profesorka i pojechała na lotnisko :P Oczywiście jak już siedziała w tym samolocie i wylewała gorzkie łzy :P to nagle wpadł tam nasz Dexter :P W samolocie się jej oświadczył i... KOOONIEC :P

To tyle o głównych bohaterach :P Teraz poboczni :lol:
Najpierw koleżanka Mallory - Żydówka o imieniu... Freddie ;) Taka lasencja, że szok! :P Ona się zakochała - ze wzajemnością - w pomocniku i przyjacielu Dextera - niejakim Cummingsie :D Oczywiście cały czas darli ze sobą koty, wyzywali się od jędz i gumojadów :P ale na końcu oczywiście on się jej oświadczył, a ona się zgodziła :P
Teraz matka Mallory - imienia brak :P Ponieważ jej maż dawno odszedł, to ona się zakochała w dawnym nauczycielu Dextera, kolesiu imieniem Gustavo. :P
I na koniec - siostra Mallory, zbuntowana nastolatka Genie :P Na początku zabujała się w samym Dexterze - "Czy ty widzisz ten tors?! Te muskuły?!" :P :P Potem jednak stwierdziła, że kamerdyner Quick jest o niebo lepszy :P

4 wesela :P Pogrzebu jeszcze brakuje :P

O jasssny pieron, kupić romasidło za 4,50... :lol:
Podobało się? :mrgreen:

Elanor - 2006-06-18, 22:13

Raport okresowy:

- Wit Szostak, "Poszarpane granie" - górolskie fantasy. Sympatyczna książka do przeczytania i zapomnienia z odrobinkę nadmierną jak na mój gust ilością filozofowania.
- Connie Willis, "Nie licząc psa" - podróże w czasie do epoki wiktoriańskiej aby naprawić zaburzenia w kontinuum czasoprzestrzennym. Mnówstwo nawiązań do literatury i tradycji angielskich, okropnie skomplikowana fabuła i dużo zabawy.
- Stephen Lawhead, "Taliesin" - cześć pierwsza powolnego, nieco staromodnego cyklu fantasy opartego na legendach arturiańskich i o Atlantydzie. Solidne.
- George R. R. Martin, "Uczta dla wron: Cienie śmierci" - pierwsza połówka czwartego tomu cyklu Martina. Nie wymaga komentarzy.
- Anna Kańtoch, "Miasto w zieleni i błękicie" - kryminał w trochę steampunkowym świecie, niestety niedoopisanym, a szkoda, bo jest w nim kilka dobrych pomysłów. Miłe czytadło.

Alixana - 2006-06-22, 19:55

Przeczytałam niedawno (wczoraj? przedwczoraj? ;) ) "Diabła na wieży" Anny Kańtoch :D Strasznie podoba mi się styl tej książki, język i bohaterowie :D Może nie wszyscy, aż tak dobrze nie ma, ale są świetnie przedstawieni, dobrze się komponują z całością danego opowiadania jak i resztą książki :D Część z nich jest bardzo charakterystyczna, część przeciętna a niektórzy po prostu urzekają i czarują :D Czytając pierwsze z opowiadań w "Diable na wieży" nie bardzo wiedziałam czego się spodziewać... i nawet zaczynałam się trochę bać, ale to chyba niezbyt specjalne osiągnięcie dla autorki bo mnie wystraszyć jest banalnie łatwo :D Ale po tym pierwszym opowiadaniu (po którym musiałam zrobić sobie przerwę ;) ) resztę pochłonęłam w jeden dzień pracujący(i kawałek nocy :D ). Przykuła mnie do tej książki przede wszystkim postać Domenica Jorana. Zawsze elegancki, ubrany na czarno, okropnie cyniczny, z dziwnym poczuciem humoru i krojący trupy... Cóż może bardziej przyciągać? :D Ciekawe czy jest gdzieś jego fanklub... ;)

Obecnie czytam "Zabawki diabła" tej samej autorki :D Jestem gdzieś w połowie i chyba zaraz wyłączę komputer żeby czytać dalej... Nakłonienie mnie do rozważenia takiej ewentualności jest już sporym wyczynem :D :D

W międzyczasie od poprzedniego posta czytałam (klasycznie :P ) Pratchetty, "Pana Lodowego Ogrodu", (i mniej klasycznie :P ) po rozczarowaniu początkiem "Sto lat Samotności" Marqueza przeczytałam "Cień wiatru" Zafona i muszę przyznać że książka naprawdę świetna ;) Chociaż dość szybko rozpracowałam "zagadkę" autora to jednak z wielką przyjemnością czytałam do samego końca i mimo wszystko trochę zaskoczenia było ;) Chciałam bardziej zagłębić się w tego typu literaturę ale trafiłam na Domenica Jordana więc chyba jeszcze nie teraz :D :D

Lierre - 2006-06-29, 21:39

Nin napisał/a:
Podobało się?

:brawo: :mrgreen:

W ciągu ostatniego miesiąca pokonałam:
Łysiak fiction - zbiór felietonów i opowiadań sf, miłych, ale może nie zachwycających - oprócz "Katedry w piekle", po przeczytaniu której zakochałam się w Łysiaku :D
Kielich - też Łysiak. Coś w rodzaju odpowiedzi (choć nie wiem, jak jest z chronologią...) albo odtrutki na modne ostatnio teorie spiskowe. Mamy wielkie tajemnice, Graala, wywiady, kontrwywiady... Ale podane w sposób tak wspaniały, że na ten widok Dan Brown powinien zapaść się pod ziemię ;) Polecam, książka naprawdę warta poświęcenia jej kilku wieczorów ;) Z niej też pochodzi fragment mojego obecnego podpisu.
Wyspy Bezludne autorstwa... Łysiaka, tak dla odmiany ;) Zbiór bodajże 23 krótkich form, w których WŁ przedstawił postacie z historii, które w jakiś sposób się wyróżniały, jego zdaniem - wybitne... i, jak mówi tytuł, zapewne samotne. Od Aleksandra Serkirka (znanego jako Robinson Cruzoe ;) ), przez Napoleona (a jakżeby inaczej... ;) ), Bolesława Śmiałego (jeden z najciekawszych rozdziałów, w którym WŁ udowadnia nieświętość św. Stanisława. Bardzo przekonywująco...), Katarzynę II, Rudolfa Hoessa, Sylvię Plath, aż po Wieniawę-Długoszowskiego (rozdział zdecydowanie najlepszy - Eru, jaka fascynująca postać... :) ). Tradycyjnie polecam. Łysiak rzondzi ;)
Następnie... Nastaje świt, drugi tom dylogii "Zimne brzegi". O pierwszym tomie już kiedyś pisałam, i to dość obszernie... nie będę powtarzać. Bardzo podoba mi się świat stworzony przez Łukjanienkę, tak bliski naszemu, a zarazem tak się od niego różniący... ;)
Witajcie w małpiarni, zbiór opowiadań Vonneguta, jak zwykle trochę nierównych, ale ogólnie - niezłych :) Vonnegut jak Vonnegut... ;)
Wielki Książę Konstanty i Joanna Grudzińska - zwięzła biografia jednej z moich ulubionych postaci, pióra niejakiego Bortnowskiego. Lektura niespodziewanie wciągająca, zwłaszcza, że byłam na historycznym głodzie ;)
Ślimak na zboczu Strugackich. Dziwna książka. Chyba jej nie zrozumiałam, ale sądząc po poświęconym jej temacie, nie ja jedna... :)
Śniadanie u Tiffany'ego Capote'a. Nie rozumiem zachwytów nad tą krótką powieścią. Ot, takie czytadło... Liczyłam na coś więcej. ;) Ale spełniła wymaganie - zajęła mi czas ;)
A teraz jestem w trakcie (tak w 1/3) Blizny, drugiego tomu "Dworca Perdido" Chiny Mieville'a. Zastanawiam się, jak on to robi, że zwykła powieść wywiera na mnie takie wrażenie, jakby była horrorem? ;) Ech, dreszczyk emocji... ;) Jeszcze nie będę oceniać, ale na razie mi się podoba. Może jest tylko trochę rozwlekła... Ale zapewne autor miał w tym jakiś cel ;) Zobaczymy :)

Sin - 2006-07-04, 19:53

Ostatnio miałam duuużo czasu na czytanie :D Aż muszę wyciągnąć zeszycik w którym zapisuję przeczytane tytuły i będę się nim posiłkować :D
Najpierw była Odyseja Trojańska Clive Cusslera. Czytało mi się to naprawdę bardzo dobrze, aczkolwiek przedstawiona koncepcja wojny trojańskiej raczej mnie nie przekonuje. Ogółem książka nie wyłamuje się z klasycznego schematu powieści Cusslera - historyczny prolog, potem czasy obecne, potężni przedsiębiorcy, wielka afera, dużo akcji i skarbów. Mimo jednak tej schematyczności można poczytać z przyjemnością, o ile nie zwraca się uwagi na kompletną nieprawdopodobność niektórych pomysłów.
Potem Opowieści z Dzikich Pól Jacka Komudy, ale o nich już pisałam w Fantastyce rodzimej :)
Następnie Łowca Snów Kinga. Długie, ale wciągające i dobrze się czyta, choć miejscami cokolwiek obrzydliwe. Skojarzyło mi się od razu z "To", bo koncepcja jest podobna. Ogółem dobra książka, choś szczerze mówiąc wolałabym żeby tych których najbardziej zdążyłam polubić nie zabili tak od razu :D
Faraon Bolesława Prusa. Jak dla mnie genialna książka. Starożytny Egipt plus ciekawa akcja i świetny klimat to jest to co lubię :wink:
Sto Lat Samotności Marqueza. Wspaniałe. Jedna z najlepszych książek jakie dotąd czytałam. Niesamowita atmosfera i cudowna historia. I napisane naprawdę świetnie. Nieproporcjonalność opisów i dialogów wcale nie przeszkadza, wręcz przeciwnie, dodaje oryginalności. Wydaje mi się, że jest to książka, którą każdy chociaż raz powienien przeczytać.
Potem Żołnierz z mgły i Żołnierz Arete Gene'a Wolfe'a. Niezłe, aczkolwiek spodziewałam się czegoś lepszego. Pomysł jest całkiem w porządku, ale przedstawiona w książkach Starożytna Grecja wydaje mi się mało realistyczna. Brakuje klimatu, ciekawych bohaterów. Pamiętnikowa narracja z czasem staje się monotonna, miejscami w ogóle robi się nudno. Można przeczytać, aczkolwiek nie jest to nic szczególnego.
Wspólnik Johna Grishama. Zwykle nie czytuję książek tego typu, ale ta okazała się nadspodziewanie dobra. Chyba się nawrócę na powieści sensacyjne, fajne są :D Akcja ciekawie się rozwija, pomysł jest interesujący i zakończenie zaskakuje, nie ma schematów ani przewidywalności. Ogólem dobra lektura ;) Opisy Brazylii mi się podobają, aż mam ochotę tam pojachać :D
Hm.. chyba tyle. ;)

Lierre - 2006-07-04, 20:28

Sinwen napisał/a:
Następnie Łowca Snów Kinga. Długie, ale wciągające i dobrze się czyta, choć miejscami cokolwiek obrzydliwe. Skojarzyło mi się od razu z "To", bo koncepcja jest podobna. Ogółem dobra książka, choś szczerze mówiąc wolałabym żeby tych których najbardziej zdążyłam polubić nie zabili tak od razu :D

Próbowałam to kiedyś przeczytać, fajny tytuł etc ;) Dla mnie ta książka była wręcz porażająco obrzydliwa. Wytrzymałam może do 1/3 i rzuciłam o ścianę ;) Pewnie już do niej nie wrócę, choć ciekawa jestem, w którą stronę się rozwinęła akcja...

Ostatnio skończyłam Bliznę Mieville'a. Niesamowita powieść. Lepsza chyba nawet od "Dworca Perdido" :D choć na początku pomysł wydawał mi się trochę kiczowaty. Bo może autor zbliżył sie trochę do kiczu... ale nie przekroczył granicy ;) i jego pomysły ciągle porażają taką... świeżością, oryginalnością ;) Tysiącletnie miasto dryfujące po morzach, zbudowane z wraków statków przejętych przez piratów; ludzie-moskity (od przeczytania opisu kobiet na widok komara mam uczucia bardzo mieszane... brr...); ogromna ilość ras, ludzko-zwierzęcych hybryd... I ten świat, świat... obrzydliwy. Nieprzyjazny. Pełny brudu, rdzy, zła - takiego ludzkiego zła, egoizmu, pogoni za własnym interesem ;) Polecam, naprawdę niesamowita książka.

Obecnie... przeczytałam najnowszy numer NF (i pierwszy z cyklu felietonów niejakiego Jarosława G. :D ) i nie mam planów na czytelniczą przyszłość. Zwykle tak mam przed wyjazdami ;) W planach na przyszłość wyjazdową mam natomiast powtórną lekturę "Stu lat samotnośc", "Grę w klasy" (jeśli upoluję), może "Miasta pod skałą", albo "Lśnienie"... ;) i "Deszcze niespokojne" :)

Feadin - 2006-07-04, 23:36

Earwen napisał/a:
Sinwen napisał/a:
Następnie Łowca Snów Kinga. Długie, ale wciągające i dobrze się czyta, choć miejscami cokolwiek obrzydliwe. Skojarzyło mi się od razu z "To", bo koncepcja jest podobna. Ogółem dobra książka, choś szczerze mówiąc wolałabym żeby tych których najbardziej zdążyłam polubić nie zabili tak od razu :D

Próbowałam to kiedyś przeczytać, fajny tytuł etc ;) Dla mnie ta książka była wręcz porażająco obrzydliwa. Wytrzymałam może do 1/3 i rzuciłam o ścianę ;) Pewnie już do niej nie wrócę, choć ciekawa jestem, w którą stronę się rozwinęła akcja...


Łowcę Snów czyta się dobrze, a im bliżej końca tym ciekawiej ;)
swoja droga nie wiem czy bym przez te ksiazke przeszla, gdybym wczesniej nie widziala mnostwo razy filmu, ale no coz. Film duzo sie rozni od ksiazki, za co lubie i jedno i drugie ;)

ja przeczytalam ostatnio Zaćmienie Winnie Collins, zbiór opowiadań. Uwielbiam jej styl pisania :D

Lóru - 2006-07-07, 10:19

Przeczytałem ostatnio "Hełm grozy" Wiktora Pielewina. Bardzo mi się podobała, ale moje reakcja po przeczytaniu ostatniej strony była taka -> :sciana: :P Nie zrozumiałem książki :P Nie rozumiem zakończenia :P Nie cierpię nie rozumieć :P Dzieje się tam coś zbyt dziwnego :P
No ale cóż... Jest to o grupce ludzi, którzy budzą się ubrani w greckie szaty (zapomniałem jak to się nazywa :uderzony: ) w celi czy czymś podobnym (każdy w innej ;) ), w której mają łóżko i komputer :mrgreen: A komputer robi tylko jedno - daje dostęp do czata założonego przez niejaką Ariadnę ;) I tak czatujący (o dziwnych narzuconych im przez komputer ksywkach) próbują rozgryźć, co sie właściwie dzieje, gdzie sie znajdują. Znajdują wyjście ze swoich pokojów i opisują, co widzą - każdy inny fragment labiryntu. Kluczem do zrozumienia sytuacji są sny Adriany. No i cóż. Chyba należało pojąć, czym do jasnej cholery jest ten cały Hełm Grozy, ale ja tego jakoś nie pojąłem :P
Aha, jeszcze jedna uwaga. Książka to zapis owego czata, więc czyta się ją szybko i przyjemnie.

korbacz - 2006-07-11, 17:37
Temat postu: s-f Davida Webera
Witam

Od kilku miesięcy czytam cykl "Honor Harrington" Davida Webera. Strasznie mnie wciągnęło, może dlatego że byłem troche 'na głodzie', a może dlatego że takie s-f bardzo mi odpowiada. Mimo sporej objętości (całość to jakieś 14 tomów ~5tys stron) - co kiedyś skutecznie odstraszało mnie od lektury - muszę napisać że absolutnie się tego nie czuje, a przez księgi przechodzi się tak płynnie jak główna bohaterka pomiędzy galaktykami. Porządny kawał literatury s-f, żałuje że dopiero teraz po nią sięgnąłem.

Altena - 2006-07-12, 13:18

Zachęcona przez Indil, zabrałam się za Czarne Oceany Jacka Dukaja. Jestem w połowie i nieźle mnie wciągnęło. Lubię futurystyczne wizje przyszłości, kiedy ze spirytyzmem i telepatią trzeba się liczyć jako niezaprzeczalnym elementem rzeczywistości. Kiedy dołącza do tego trochę ufologii i problem telepatycznego kontaktu z istotami spoza Ziemi, jest to zupełnie mój klimat;) Każdemu miłośnikowi polskiego s-f polecam.
flinka - 2006-07-12, 21:52

teraz czytam książkę o wampirach Collins "Tuzin czarnych róż". jestem na początku, ale juz widać że to książka pełna seksu, przemocy, ciemnych zaułków i mrocznych historii...nieżle czyta się w nocy.
Niedawno skończyłam "Eksperyment" Palmera, thriller medyczny o fałszowaniu wyników badań nad nowymi lekami nasercowymi...zawikłana i interesująca dla ludzi mających jakąś wiedzę z dziedziny biologii. niemniej jednak polecam!

Sin - 2006-07-18, 15:16

Parę różności przeczytałam ostatnio, to fakt. :D
Najpierw Filary Ziemi Kena Folleta. Bardzo obszerna (dlatego podzielona na dwa tomy) historyczna saga, osadzona w realiach XII-wiecznej Anglii. Książka opowiada o budowie katedry w Kingsbridge i losach ludzi z nią związanych, nawiązując też do ogólnej historii Anglii, rozdartej wojną pomiędzy pretendentami do tronu. Czyta się świetnie, akcja toczy się raczej szybko, aczkolwiek nie brakuje też dłuższych opisów, zwłaszcza architektury. Zakończenie, jak dla mnie, genialne. Ogółem naprawdę dobra lektura :wink:

Gwiezdny Pył Gaimana. Przesympatyczne baśniowe fantasy, świetnie napisane, z naprawdę miłym klimatem. Przyjemna lektura dla młodszych i dla starszych, oryginalna, niepodobna do innych książek tego gatunku, choć miejscami kojarzyła mi się nieco z klimatem "Opowieści z Narnii", pomimo że fabułą jest do nich raczej niepodobna :)

Cieśnina Dale Browna. Rzadko czytuję książki tego typu, ale ta był akurat wyjątkowo dobra. Tajwan ogłasza niepodległość, Chiny przygotowują inwazję i atakują bronią jądrową, Stany Zjednoczone popierają tajwańskich "buntowników". Świat na pograniczu wojny atomowej. Napisane dobrze, bardzo dynamicznie, widać też że autor zna się na wojskowej terminologii, lotnictwie i marynarce wojennej. Książka zyskuje głównie przez ciekawych bohaterów, bardzo dobre zakończenie i świetne opisy ataków i walk.

Za rekomendacją Ei postanowiłam przeczytać też drugi tom Mrocznej Wieży Kinga, w nadziei, że okaże się lepszy od pierwszego. Rzeczywiście, jest zupełnie inny niż "Roland". Chociaż nie przepadam za motywem przenoszenia się w czasie, to tutaj zostało to bardzo dobrze przedstawione, chwilami ze świetnym poczuciem humoru. Powołanie Trójki jest genialnie napisane, aczkolwiek gdybym nie znała nazwiska autora, nie skojarzyłabym chyba tego stylu pisania z Kingiem, może dlatego, że to zupełnie inny gatunek niż zwykle pisane przez niego horrory. W każdym razie, warto było przeczytać. Teraz będę polować na następne tomy :D

Lóru - 2006-07-20, 20:47

Nicnierobiąc nad przecudnym jeziorem Jaczno zmęczyłem:
Sto lat samotności Márqueza - cudowna książka. Czytając ją czułem ciągły smutek... ;) Jest to opowieść o rodzie Buendía z Macondo. Każdy członek tego rodu cierpi z powodu samotności, a jego historia trwa sto lat - stąd tytuł ;) Książka jest napisana niesamowitym stylem, a opowieść ma niepowtarzalny urok. Gorąco wszystkim polecam ;) Ostrzegam tylko, że baaardzo szybko sie można pogubić w imionach bohaterów, bo wszyscy faceci się nazywają prawie tak samo ;] (BTW Jest w tej książce jedno takie genialne zdanie - na cztery strony :mrgreen: )
Myslenie Hannah (Eru, jak to odmienić? :P Hanny?) Arendt - bardzo ciekawe :D Początek średnio zrozumiałem :P Było to coś o fenomenalnej naturze świata, o zjawiskach, że zewnętrzne jest ważniejsze niż wewnętrzne, że wszystko dąży do autoprezentacji i innych takich rzeczach :P Ale to o myśleniu było już bardzo ciekawe :) Książki nie kończy żadna konkluzja, bo - jak tłumaczy sama autorka - byłoby to wbrew jej treści, która jest jedynie opisowa ;) Hałewer - polecam, jeśli ktoś lubi takie książki ;)
Krytykę praktycznego rozumu Immanuela Kanta - zmęczyłem jedynie jedną trzecią, bo bardziej Kant zamęczył mnie :P Zrozumiałem baaardzo mało, atmosfera nie pozwalała na większe skupiejnie... ;] Wolałem więc -
Morta Terry'ego Pratchetta :D Mam nadzieję dzisiaj to skończyć ;) Wiadomo - jak Pratchett, to musi być genialne ;) A na dodatek występuje mój ulubiony bohater - Śmierć :D

Lierre - 2006-07-29, 11:04

Na emigracji pokonałam kilka książek, wyrabiając mniej więcej miesieczną średnią... Przeczytałabym więcej, ale wzięłam za mało, a towarzystwo miało tylko książki w rodzaju przecudownych powieści Salvatore'a, więc z dwojga złego wybrałam nudzenie się i podwójną lekturę pewnej antologii ;)
Kolejność przypadkowa, bo skleroza nie boli ;)
Śniadanie mistrzów Vonneguta. Jak na tego autora książka dość kiepska. Już nie pamiętam, o czym była ;) Gdzie tam jej do "Kociej kołyski"...
Dziecko Rosemary Iry Levine'a. Zdecydowanie najpopularniejsza książka, przeczytało ją chyba z dziesięć osób... ;) Opis z okładki wybitnie zachęcający - "klasyka literatury satanistycznej" :D Książka miła, ale tego satanizmu za wiele w niej nie było... Ot, taka sobie lekka powieść. Polecam ;)
Wywiad z wampirem Anne Rice, jak już jesteśmy w mhrrocznych klimatach. Przeczytany po raz drugi albo trzeci. Uwielbiam tę ksiązkę... Już o niej sporo pisałam, nie będę się powtarzać - zdecydowanie i bez najmniejszych wątpliwości polecam wszystkim, którzy jakimś cudem jeszcze jej nie znają ;)
Ostatni kontynent Pratchetta. Przeczytałam dużo bardzo niepochlebnych recenzji i byłam pewna, że mi się nie spodoba... Było inaczej ;) Oczywiście, poziom nieporównywalny do "Morta" czy "Carpe Jugulum", ale i tak naprawdę niezła. :)
Kłamca Jakuba Ćwieka. Poprzedni czytelnicy bardzo go chwalili, ale mi się nie podobał. Tematyka podobna trochę do anielskich opowieści Kossakowskiej, ale wykonanie... Jakbym czytała jakieś fanowskie opowiadanie, a nie powieść wydaną przez znane wydawnictwo ;) I sam pomysł raczej średni. No, ale czego się nie robi dla zabicia czasu ;)
Sto lat samotności Marqueza również po raz drugi ;) Podpisuję się pod tym co wyżej napisału Lóru ;) Niesamowita książka, wspaniały klimat. Współczuję ludziom, którzy nie potrafią się w niego wczuć - ostatnio spotkałam sie z wieloma takimi. Wiele tracą :)
Płyńcie łzy moje, rzekł policjant Philipa K. Dicka. Typowa ksiązka tego autora - świetna, zakręcona i trochę niezrozumiała, i wyjątkowo jak na niego - bardzo wciągająca. ;)
Deszcze niespokojne, antologia opowiadań polskich fantastów, bardziej lub mniej dotykających tematyki IIWŚ. Zbiorek trochę nierówny, ale raczej dobry. Świetne opowiadania Grzędowicza, Pacyńskiego, Pawła Siedlara (muszę się mu bliżej przyjrzeć - bardzo mi się podobał jego utwór), Kossakowskiej, Szczepana Twardocha, kilka trochę gorszych, ale też niezłych. Polecam, nawet tym, którzy tej tematyki nie darzą zbyt wielkim uczuciem - tak jak ja. ;)

A wczoraj zaczęłam Wampira Lestata. Znowu wpadam w mrroczne klimaty Rice ;) Eru, jak ja lubię jej styl. :)

Pycior - 2006-08-04, 18:32

Obecnie czytam Siedem lat w Tybecie Heinricha Harrera. Książka pisana w formie zbliżonej do dziennika, praktycznie zero dialogów, czyta się powoli, ale przyjemnie. Potrofnie duża ilość informacji o kulturze i historii Tybetu, buddyźmie, ale także geografii Azji Wschodniej. Na podstawie książki nakręcono w 1997 film o tym samym tytule, z Bradem Pittem w roli głównej. Mimo, iż jeszcze czytać nie skończyłem - gorąco polecam ;)
Lierre - 2006-08-14, 13:04

Spróbuję sobie przypomnieć, co ostatnio czytałam ;)
Skończyłam wspomnianego wyżej Wampira Lestata... "Wywiadu..." nie pobił, ale i tak przez jakiś czas miałam wampiromanię (której najbardziej krwiożercze skłonności miałam zamiar wyładować na redakcji wydawnictwa Rebis - Eru, czy naprawdę tak trudne jest wydawanie kolejnych tomów cyklu po kolei? Wrr...)
Następnie... przeczytałam pierwszy z dwóch tomów Maga Fowlesa. Całość ocenię, jak przeczytam tom drugi - ale na razie pierwszy mi się bardzo podobał.
Kolejną lekturą było W poszukiwaniu jednorożca Juana Eslavy Galana, moje pierwsze zetknięcie się z czymś w rodzaju hiszpańskiej fantastyki ;) Historia wyprawy dowodzonej przez młodego kastylijskiego rycerza, której celem było odnalezienie jednorożca, którego róg miał być lekiem na pewną chorobę króla, Henryka IV. Stylizowana, pierwszoosobowa narracja nadaje klimat i sprawia, że - szczególnie pod koniec - łatwo zgodzić się z autorem, który twierdzi, że taka historia mogła zdarzyć się naprawdę ;)
Następnymi pokonanymi książkami były Feralna trzynastka Nabokova, moje pierwsze spotkanie z twórczością tego autora... i zapewne nie ostatnie ;) oraz Fabula rasa Stachury, o której nie wiem, co myśleć ;)
A wczoraj skończyłam świetną Sprawiedliwość owiec Leonie Swann. Do tej książki przyciągnął mnie fragment z okładki ;) nie co dzień ma się okazję poczytać o pasterzu przebitym szpadlem :P Wątek kryminalny, lokalizacja ("zielone pastwiska Irlandii" ;) ), naprawdę niebanalni bohaterowie :mrgreen: , lekki, zabawny styl i odrobina tej okładkowej filozofii - przy tej książce można się doskonale bawić, ale też czegoś nauczyć... ;) Gorąco polecam, naprawdę świetna książka :D

Adiemus - 2006-08-14, 15:08

Earwen napisał/a:
Fabula rasa Stachury, o której nie wiem, co myśleć ;)
Bo to nie jest książka, którą da się przemyśleć posługując "szkiełkiem i okiem". Pisząc ją, Stachura był już poważnie chory (psychicznie), niedługo później rozsypał się całkowicie i dokonał paru prób samobójczych (w tym jednej skutecznej ostatecznie).
Zresztą w prawie całej jego twórczości widać ślady jego choroby. Albo piętno, jak kto woli.
Może kiedyś gdzieś sobie pogadamy o "szaleństwie w literaturze"? :pomysl:

A ja sobie czytam "Dagome Iudex" Nienackiego :czytam: -krótka notka o tym w odpowiednim pościku :zeby:

Lóru - 2006-08-16, 13:41

Przeczytałem ostatnio dwa dialogi Platona: "Fajdrosa" i "Ucztę". Myślałem, że to się bedzie czytało ciężko. A tu zaskoczenie! Nie dość, że lęzyk jest jak najbardziej w pełni zrozumiały, to jeszcze... piękny :D Doprawdy, dialogi warto przeczytać nie tylko dla myśli Platona, ale też dla przecudownej formy.
Jest tylko jedna rzecz, któa mnie irytuje... Jak coś mówi Sokrates, to nie wiem, czy to rzeczywiście są myśli Sokratesa, czy też Platona :eee?:
W każdym razie zamierzam dokończyć ten zbiór, jaki mam. Szkoda tylko, że taki krótki :P

_Kate_ - 2006-08-16, 14:18

Aktualnie? 'Harry Potter: nauka i magia', ale to tylko tak z ciekawości :D Za dużo tam fizyki jak na razie (grrr ona mnie chyba prześladuje), ale myślę ze dobrnę do końca. Przed nią jedne dzień spędziłam na czytaniu 12 tomu Serii Niefortunnych Zdarzeń i żałowałam, że tak szybko ją przeczytałam... teraz tyle trzeba będzie czekać na następną...
Narbeleth - 2006-08-16, 15:40

Właśnie skończyłam nawrót do starego, dobrego Bułhakowa z jego Mistrzem i Małgorzatą. Tak sobie leżał pod ręką, grzechem by było po niego nie sięgnąć ;)

Z tego, co czytam, jest u mnie Tajemniczy Płomień Królowej Loany Eco,który, szczerze mówiąc, idzie wyjątkowo opornie, jak na Eco. I Pamiętajcie o Ogrodach czyli podręcznik do polskiego dla kasy III liceum. Nie polecam :D

Z lektur dokonanych, wiedźmińska saga po raz kolejny, w ramach nawrotowych; opowiadanie jakiegoś austriackiego pisarza (czort go jeden wie, jak się nazywał, nieszczęśliwie po lekturze jednego moje domostwo wchłonęło mi gdzieś jego książkę), wybór poezji, Zarys Poetyki (zgroza!) i Wahadło Foucaulta Eco - to ostatnie polecam szczerze, zwłaszcza osobnikom mającym serdecznie dość WielkichTeorii Spiskowych z Świętym Graalem.

I zapewne coś jeszcze, ale mam sklerozę i umykają mi tytuły, gdy o nich myślę ;)

Guenieviere - 2006-08-17, 10:20

Cytat:
Dziecko Rosemary Iry Levine'a. Zdecydowanie najpopularniejsza książka, przeczytało ją chyba z dziesięć osób... ;)

taak... faktycznie, klasyk literatury satanistycznej przyciąga ;) . Mnie najbardziej podobał się opis dziecka-małego-słodkiego-diabełka: perłowe szponki, zaczątki różków, ogonek... :D

Jak narazie, dalej jestem pod wpływem "Wywiadu z wampirem"... książka nieprzeciętna, jak zresztą było tu nieraz pisane :) .

Ostatnio czytałam też "Kłamcę" Jakuba Ćwieka. Ładne wydanie z Fabryki Słów ;) ... Motyw dość ciekawy, chociaż mitologia nordycka jest już dość "wyeksploatowana" przez literaturę fantasy. Mimo to spodobała mi się.

Dalej, "Mistrz i Małgorzata"... kolejne arcydzieło. Wyjątkowe. Behemotowe. Polecam. :D

Aktualnie jestem w trakcie czytania "Tytusa Groana" Peaka. Książka świetna, mało schematyczna ;) . Peak ma intrygujący sposób opisywania. Te porównania :D . Także polecam.
Próbuję przebrnąć przez "Mitologię słowiańską i polską" Brucknera. Hmm... dzieło chwilami ciekawe, kto by pomyślał że "lelum polelum" ma coś wspólnego z Kastorem i Polluksem :D Chociaż jak na mój gust za wiele mowy o różnorodności źródeł. 20 stron to lekka przesada, kiedy dałoby się to zmieścić na 1 stronie ;)

Yávië - 2006-08-17, 11:48

Przed chwilą skończyłam Maskaradę... Cóż, czytałam lepsze Pratchetty, ale Pratchett to zawsze Pratchett, więc było bardzo fajnie, szczególnie, że trudno nie lubić czarownic :P .
Następnie Sprawiedliwość owiec Leonie Swann - również świetna i zabawna książka, zawierająca parę mądrych przemyśleń o ludziach. Najbardziej podobały mi się teksty o Bogu i Szatanie :D .
Przeczytałam też Imię róży i jestem całkowicie zafascynowana. Dawno nie miałam do czynienia z tak świetną książką i dawno tak nie żałowałam pod koniec czytania, że toto się już...no, kończy (w wakacje nie wychodzi mi coś pisanie zdań bez powtórzeń :P ). Przy okazji zauważyłam, że nie mamy na forum tematu o Eco :cojest?: . Może trzeba by to zmienić? :P

Nie wiem, jak to się dzieje, ale w roku szkolnym miałam więcej czasu na czytanie, niż teraz...

Lianna - 2006-08-20, 03:44

Aktualnie... Czytam Lalkę - po raz kolejny i nic się nie zmieniło, wciąż mi się podoba :mrgreen: . Poza tym, Opowiadania z Doliny Muminków, w ramach powrotu do wczesnych lektur odkrywane na nowo i inaczej teraz odczytywane... Heh.
tigress - 2006-08-20, 12:09

"Smoczy tron" - Tad Williams,
"Hannibal" - Thomas Harris,

i to by niestety było na tyle ostatnio...

Jarema - 2006-08-21, 09:51

Tajemnice Polskich Templariuszy- Andrzej Zieliński
Tomek w grobowcach faraonów- Alfred Szklarski
Die lange Reise des Jakob Stern- Rainer M. Schröder

Po przebrnięciu obojętnie której pozycji w te wakacje oczekuje na przeczytanie jeszcze
Harry Potter and the Half-Blood Prince- J. K. Rowling

:mrgreen:

Nienor - 2006-08-21, 11:30

Aktualnie, to podkradłam z wrooblowej biblioteki ;) Ostatniego Władcę Pierścienia i czytam.. Przyznam, że czyta mi się nieco dziwnie, ale postanowiłam dotrzeć do końca :D Jak dobrne nie rzucając książka ani nic w tym stylu, to będzie ok :mrgreen: :->
Mardil - 2006-08-21, 21:15

Ja jak na razie czytam trzeci tom "Księgi Zaginionych Opowieści" J. R. R. Tolkiena. Trudniejsze niż się spodziewałem, ale jakoś idzie :mrgreen: . W planach mam jeszcze tom pierwszy (udało mi się go dostać nieco później niż trzeci :???: ) i drugi (jak już dojdzie).
Kamil M. - 2006-08-22, 21:02

Dłuugo tu nie pisałem. A trochę udało mi się przeczytać... Przeczytałem Mistrza i Małgorzatę - bardzo mi się podobało ^^
Przeczytałem Holistyczną Agencję Detektywistyczną Dirka Genlty Adamsa - bardzo pokręcone, ale przypadło mi do gustu ;) No, i ten elektroniczny mnich wierzący w... mniejsza o to :P
Przeczytałem Carpe Jugulum Pratchetta - jak to z serią discworldową bywa - świetne. I jak to też bywa, zmusza do rozmyślań.
Przeczytałem Tolkien. Księga pamiątkowa - niezwykle interesujące studium wpływu wiary Tolkiena na jego subkreację :)
Przeczytałem Świńskim truchtem, Seks i inne przykrości oraz Tango ortodonto Fabickiej. wspaniałe odmóżdżacze, a śmiechu, co nie miara ;)
Teraz kończę już prawie Lewą rękę ciemności Le Guin - książka niesamowita, pełna przemyśleń i interesujących spostrzeżeń na temat ludzi.

Tyle.

_Kate_ - 2006-08-22, 22:31

No i nie doczytałam 'Nauki i Magii'...doszłam do połowy... Przeczytałam za to dziś 'Rudego Dżila...' oraz 'Kowala z Polesia Większego' i wzięłam się za książkę 'Chemia śmierci' Simona Becketta. Z nią pójdzie raczej szybko, następna w kolejce będzie 'Danse Macabre' Kinga (w końcu przekonałam się że muszę ją przeczytać chociażby z tego powodu, że dostałam ją na urodziny...)
Lóru - 2006-08-23, 09:57

_Kate_ napisał/a:
(w końcu przekonałam się że muszę ją przeczytać chociażby z tego powodu, że dostałam ją na urodziny...)
A tam "muszę" :P Ja przeważnie nie czytam książek, jakie dostaję w prezencie :P No chyba, że są to książki, które miałem zamiar nabyć ;)
Narbeleth - 2006-08-23, 11:17

Książki, które dostaję w prezencie zwykle są książkami, które chce dostać (np. dlatego, że zawczyaj sama sobiekupuję prezenty :P )
A jeśli są inne to takoż często lądują na "końcu listy".

Sin - 2006-08-23, 21:21

Jak ja dawno tu nie pisałam :D

Co czytałam przed wyjazdem to nie pamiętam dokładnie, bo to dawno było. Napiszę tylko o tym co ostatnio :)

A więc najpierw cudowna, genialna, wspaniale napisana i jedyna w swoim rodzaju Książka, czyli Tigana Kaya. Szczerze mogę powiedzieć, że to jedna z najlepszych książek fantasy jakie kiedykolwiek czytałam. Świetnie przemyślana fabuła, cudowni, ciekawi bohaterowie i nade wszystko niesamowity klimat czarujący już od pierwszych zdań. Może troszkę tylko szkoda, że ta książka jest ogólnie taka smutna... ale i tak jest piękna. Bardzo piękna. Nawet bardzo, bardzo :)

Potem zbiór opowiadań Marqueza o okropnie długim tytule, czyli Niewiarygodna i smutna historia niewinnej Erendiry i jej niegodziwej babki. Opowiadań jest siedem, przy czym są one bardzo zróżnicowane - o różnej tematyce, napisane różnymi stylami, połączone właściwie tylko klimatem, podobnym dla większości książek Marqueza. Jedne mi się podobały bardziej, inne mniej, jeszcze inne prawie wcale, ale ogólnie cały zbiór nie jest zły :)

I pierwsza część Małe, Duże Johna Crowleya. O tej książce właściwie trudno coś powiedzieć; przede wszystkim jest naprawdę bardzo, bardzo dziwna, niepodobna do żadnej innej. Miejscami wciąga zawiłością akcji, niekiedy czaruje klimatem, nieustannie zaskakuje. Mam nadzieję, że w drugiej części coś się wyjaśni, bo jak narazie mam wrażenie, że chyba niezbyt zrozumiałam o co właściwie chodziło w niektórych momentach. Niemniej jednak to chyba ta właśnie niewytłumaczalność zjawisk, nieprzewidywalność fabuły i wszechobecna tajemnica wyróżniają tę książkę spośród innych :)

_Kate_ - 2006-08-24, 20:27

Lórin napisał/a:
_Kate_ napisał/a:
(w końcu przekonałam się że muszę ją przeczytać chociażby z tego powodu, że dostałam ją na urodziny...)
A tam "muszę" Ja przeważnie nie czytam książek, jakie dostaję w prezencie No chyba, że są to książki, które miałem zamiar nabyć

no wiesz, może 'przeczytam' to będzie za duże określenie, bo jak będzie nudna po kilkunastu stronach to ją rzucę za meble i już :D ale spróbować można, a nuż się spodoba :P

Pycior - 2006-08-24, 23:50

Obecnie szybko brnę przez książkę Miroslava Žambocha Bez litości. Czyta się świetnie, strasznie wciąga, IMHO bardzo ciekawy świat, oraz bardzo oryginalny bohater, którego już po pierwszych paru stronach pokochałem :D :D Polecam gorąco ;)
szypul - 2006-08-25, 13:19

"Klub Dantego" ostatnio wpadl w moje rece, ale idzie mi wolno bo przygotowania do kampanii wrzesniowej musialem rozpoczac :???:
PS: sorka za brak polskich znakow, ale cos mi system odmawia uznania ich istnienia.

Hybrid - 2006-08-25, 16:47

Ja ostatnio zakończyłem (nareszcie) Niedokończone Opowieści, choć przyznam, długo je czytałem. Skonczyłem również Kowal z Przylesia Wielkiego i czytam aktualnie Inklingów.
Lierre - 2006-08-28, 20:48

Ostatnio przeczytałam:
I ujrzeli człowieka Moorcocka. Życiowy nieudacznik, imienia jak zwykle już nie pamiętam ;) daje się wrobić w przetestowanie najnowszego wynalazku - wehikułu czasu. Każe się przenieść w okolice 27 r. n.e., by na własne oczy sprawdzić, czy wszystko wyglądało tak, jak głoszą Ewangelie. Oczywiście następują drobne komplikacje i wszystko toczy się zupełnie inaczej, niż przypuszczał bohater... Książka raczej średnia ;) jak to bywa z Moocockiem :P chwilami trochę zbyt patetyczna, narracja chwilami denerwująca, sam pomysł... nie jestem może bardzo gorliwą katoliczką ;P ale wersja przeszłości, w której Jezus jest niedorozwiniętym idiotą, delikatnie mówiąc, trochę mnie zbulwersowała ;)
Słowo "las" znaczy "świat" Le Guin. Bodajże drugi (?) tom cyklu haińskiego, będący, imho, inspiracją Carda :P - tak mocno mi zalatywało dalszymi tomami "Gry Endera", że aż się czasami zastanawiałam, co czytam... Nowo skolonizowana planeta, tubylcy - wprawdzie bliżsi małpom niż zwierzętom kopytnym ;) , ale blisko związani z lasami i próby wzajemnego oswojenia się, zakończone raczej tragicznie ;) Jak na Le Guin, książka była nie najlepsza, choćby w porównaniu z "Lewą ręką ciemności" ;)
Zamęt t. 1 Stephensona ;) Co tu dużo pisać :P Poziomem - w okolicach trzeciego tomu ŻŚ. Sama akcja może nie zachwycająca, choć w lekturze bardzo miła. Ale ta narracja, o Jeżu... Uwielbiam styl Stephensona - szczególnie w tych fragmentach dotyczących salonów arystokracji ;) Mrrrau ;) Polecam choćby dla samych opisów dworskiej działalności Elizy ;)
Modlitwa za Owena Irvinga. Kolejna fikcyjna biografia - tym razem napisana bardziej na serio. Opowieść o chłopcu obdarzonym niskim wzrostem, niesamowitym głosem i darem jasnowidzenia - znającym datę własnej śmierci, opowiedziana przez jego przyjaciela. Tak samo jak "Regulamin tłoczni win", czyta się to świetnie, ale bardzo powoli. Może przez to bardzo mocno można się zaangażować w akcję... i żałować, że książka kończy się właśnie tak, choć to zakończenie znało się tak od połowy ;) Zdecydowanie polecam książki tego pana.
Póki mamy twarze: mit opowiedziany na nowo C.S. Lewisa. Po Narni nie miałam zamiaru sięgać po inne jego książki, ale jak zobaczyłam w bibliotece - musiałam wziąć ;) Spodziewałam się czegoś innego i bardzo się rozczarowałam - pozytywnie. "Opowiedziany na nowo" mit o Erosie i Psyche, jego "właściwa wersja". Wersja, która - jak to zwykle bywa - przerasta oryginał. Bardzo mi się podobało ;)

W tzw. międzyczasie przeczytałam jeszcze jedną naprawdę wspaniałą książkę, ale nie opisze jej, dopóki ktoś nie zgadnie zagadki z Kwizu ;)

W kolejce natomiast czeka drugi tom „Maga” Fowlesa i pierwszy „Ilionu” Simmonsa :)

Elanor - 2006-08-28, 20:52

- John Grisham "Obrońca ulicy" - książka wybrana z biblioteki brytyjskiej w programie "jedna książka po angielsku na miesiąc", bo zazwyczaj nie czytuję tego typu literatury. Nawet w miarę ciekawe, chociaż chyba jak na Grishama mało porywające.
- Stever Erikson "Łowcy kości", dwie części - uchh... Eriksona już nawet nie muszę komentować
- Agatha Christie "Próba niewinności" - drugi wakacyjny tytuł w tym samym programie. Mimo braku Poirota czy panny Marple bardzo ciekawe.
- Frederick Forsyth "Mściciel" - jak widać czasami wyrabiam 150% normy w programie czytelnictwa angielskiego :D Podobała mi się niezmiernie - może dlatego, że nie mam jeszcze takich książek oczytanych. Wciągająca, pokręcona, mnóstwo świetnych ciekawostek wplecionych w fabułę.
- Feliks W. Kres "Klejnot i wachlarz" - za Kresem ogólnie nie przepadam, bo czyta się go nie najgorzej, ale jest zupełnie nie angażujący. Akurat lektura na wyjazd.
- Michał Studniarek "Herbata z kwiatem paproci" - sympatyczne urban fantasy o słowiańskich żyjątkach mitologicznych w cyberpunkowym świecie.

Sin - 2006-08-29, 15:48

Earwen napisał/a:

W kolejce natomiast czeka drugi tom „Maga” Fowlesa


O, myślałam że poza mną nikt tego nie czytał ani nie zamierza, bo to taka mało znana książka :) Ale za to potrofnie pokręcona i ogólnie dziwna. Zwłaszcza drugi tom :D (To chyba nie był spojler..? :hmmm: )

Lierre - 2006-08-29, 16:04

Mało znana? Chyba nie... albo po prostu mnie prześladowała - od jakiegoś czasu wszędzie ją widziałam i wreszcie musiałam sięgnąć :P Jestem w połowie drugiego tomu i poziom zakręcenia chyba zacznie już spadać... Bo ten proces to chyba było apogeum? :D Chociaż kto wie... :P Spodziewam się wszystkiego ;)
Narbeleth - 2006-08-29, 16:17

Cytat:
albo po prostu mnie prześladowała - od jakiegoś czasu wszędzie ją widziałam i wreszcie musiałam sięgnąć :razz:

A ja jestem prześladowana przez św. Graala :P Ale nie zamierzam w związku z tym czytać książek, ekhym, tematycznych...

Z tego, co teraz czytam nic nie jest godne polecenia, chyba, że dla mających za dużo czasu masochistów. Z tego, co przeczytałam, ukończyłam - z pewnym trudem wynikłym z powodów różnych Tajemniczy Płomień Królowej Loany Eco. Mimo, że faktycznie, zgodnie z zapowiedzią "najłatwiejsza w odbiorze" to, niezgodnie z zapowiedzią (moim zdaniem) rozczarowuje. Mam nadzieję, że następny Eco w kolejce (zw św. Graalem, oczywiście :D ) będzie lepszy.
Jeśli w ogóle się za niego wezmę w najbliższym czasie.

Pycior - 2006-08-29, 16:53

Właśnie skończyłem wspomniane wcześniej Bez litości, teraz biorę się za Taoizm Martiny Dargi i Buddyzm Ursuli Baatz z serii Religie Świata ;)
_Kate_ - 2006-08-29, 19:46

Jednak Kinga czytam dopiero teraz, przed nim wzięłam się za 'Dysk' Pratcheta - świetny, cudowny, dziwaczny, prosty (taki miałam dziwne odczucie), acz wciągający :D Chemia Śmierci także cudowna, wciągająca, z zaskakującą końcówką (choć część z niej domyślałam się, ale nie zeby aż tak jak wyszło). Polecam tym, którzy lubują się w mniej więcej czymś takim jak książki Browna, choć w 'Chemii' nie ma żadnej historii. Do tego cudowna okładka... :D
Kamil M. - 2006-08-29, 19:57

Cóż...
Czytam Zbrojnych Pratchetta. Do tej pory z podserii o Straży Miejskiej czytałem tylko Bogowie, Honor, Ankh-Morpork i teraz zaczyna mi się parę rzeczy wyjaśniać. Poza tym coraz bardziej lubię załogę Vimesa ;D

Po Pratchetcie mam zamiar przerzucić Wahadło Foucaulta Eco, więc czymajcie kciuki (trochę już czytałem i znając mój roko-szkolny tryb życia, ciężko mi będzie z tym :P).

To tyle. Na razie.

Narbeleth - 2006-08-29, 21:38

Wahadło jest fantastyczne ;) Był co prawda moment, w którym zwątpiłam w siły własne, ale, ogólnie... mniam ;)

Po krótkim zastanowieniu doszłam do wniosku, że chyba Baudulino nie zginie i poczeka :P Na razie planuję coś (baaardzo niesprecyzowane coś) z tak zwnaej "klasyki". Poza moimi lekturami dla nudzących się masochistów :P

Ninquel - 2006-09-01, 11:32

Czytam książkę Nicholasa Pileggi - Chłopcy z ferajny :) Był taki film... nie oglądałam, wzięłam się za książkę ;) Wciąga! :D Życie Henry'ego Hilla, który kontakt z mafią złapał w wieku 11 lat, opisane jest, jak się w nią wciągnął, jak pokochał życie gangstera, że był tam naprawdę KIMŚ. Sposoby kantowania ludzi, złodziejstwa, oszukiwania... I ta ochrona - był bezkarny, mógł robić, co chciał, bo chronili go inni, przynajmniej dopóki się nie usamodzielnił i nei stał jednym z największych gangsterów.

Polecam :)

Elv Galen - 2006-09-03, 18:13

Veduu! :D ...
Wróciłam (po gdzieś około roku :P ) do Czekając na Herhora. Odkrywanie tajemnic Teb Stóbramnych prof. Andrzeja Niwińskiego. W sumie sama nie wiem, jak to wyszło, że ją odłożyłam :ups: (ale to nie jedyny taki u mnie przypadek :zeby: ), bo niczym sobie na to nie zasłużyła. Wprost przeciwnie - książka jest eruwiasta :potrof: . Popularno-naukowa, traktuje tematycznie o polskiej tzw. Misji Skalnej prowadzonej przez autora w Deir el-Bahari w poszukiwaniu grobowca ale chyba lwia część książki poświęcona jest historii Egiptu i egiptologii (od najdawniejszych lat). I jest potrofnie ciekawa :mrgreen: ...

_Kate_ - 2006-09-07, 19:00

No więc...
do połowy przeczytałam Danse Macabre Kinga - książka dość ciekawa, ale miałam ochotę na coś innego... Tą inną książką okazała się Niezwykła księga hipnotyzmu Molly Moon Georgii Byng - fazowata okładka :D treść też fajna. Wybiórczo przeczytałam także książkę Petera Lemesuriera Nostradamus o XXI wieku - myślałam że więcej podadzą 'pewniaków', a to tylko były domysły autora...
Następnymi książkami w kolejce będą już niestety lektury :\ jakieś tam mitologie oraz Król Edyp.

p.s.
Mam jeszcze pytanie do tych, którzy przeczytali cykl 'Hannibal Lecter' Thomasa Harrisa - jak te tomy w końcu po kolei lecą? Bo w biblionetce jest że najpierw 'Czerwony smok', jednak gdy przeczytałam jego kilkanaście stron były tam wzmianki o Hannibalu... Chyba że to nie był ten Hannibal, którego tytułem jest następny tom...

Narbeleth - 2006-09-09, 21:28

Harlan Coben, Błękitna Krew (nareszcie, nareszcie, nareszcie! :P ), właśnie szczęśliwie przekraczam połowę. I z drobnymi usterkami, Faust, którego chwilowo musiałam zarzucić z przyczyn technicznych (czytaj: braku połowy stron :P ).
Lóru - 2006-09-10, 11:31

Przeczytałem Te Prosiaczka Benjamina Hoffa i mam zamiar przypomnieć sobie Tao Kubusia Puchatka.
Ale niestety piorytet mają lektury :P The Great Gatsby by F. Scott Fitzgerald oraz Wieża, Drugie Przyjście i Most Herlinga-Grudzińskiego ;)

Narbeleth - 2006-09-10, 12:45

Hm. No i po Błękitnej Krwi. Hm, nie ma to jak lektura na długie, jesienne wieczory :P No nic, wobec takiego rozwoju sytuacji czekam na więcej (ciekawe, którą książką rzucą się następnym razem - trzecią? piątą? ósmą? :P ) i powracam do monotonnej codzienności lektur dla masochistów, których teraz mi się nie chce czytać podwójnie :P
Merrox - 2006-09-10, 22:46

Właśnie zakończyłem czytanie zbioru opowiadań "Zew Cthulhu" Lovecrafta. Wrażenia jak najbardziej pozytywne (o ile strach może być pozytywny). Polecam.
Teraz mam zamiar zabrać się za "Wszystko jest poezją" Stachury, czyli opowieść-rzekę, jak to jest napisane na wewnętrznej stronie okładki.

Wroobel - 2006-09-11, 10:53

Merrox napisał/a:
Teraz mam zamiar zabrać się za "Wszystko jest poezją" Stachury, czyli opowieść-rzekę, jak to jest napisane na wewnętrznej stronie okładki.


Jak lubisz Stachurę to zajrzyj do kwizu cytatowego . Może pomożesz ;)

Ninquel - 2006-09-17, 10:58

Przeczytałam:

Abraham Merrit Księżycowe jezioro - bardzo fajne fantasy :) Naukowiec próbuje odnaleźć swojego zaginionego przyjaciela, po drodze spotyka pewnego Norwega i Irlandczyka i razem ruszają za Świetlistym - postacią, która wywołuje jednocześnie rozpacz i euforię - uczucia sprzeczne. Zstępują do podziemi, gdzie napotykają jeszcze pewnego Rosjanina, nielojalnego wobec nich i pragnącego później ich śmierci. Książka kończy się dość nagle :)

J.K. Rowling HP i Książę Półkrwi - fajne było. Takie luźne, jak zazwyczaj książki o Harrym. Zaczynam nawet lubić głownego bohatera :P A to z tego prostego powodu, że umiera kolejny jego sojusznik :D

Goethe Cierpienia młodego Wertera - Nol stwierdził, że Czwórek nie da się zrozumieć :P Możliwe :P Bo mnie nie podoba się gość, który zabija się z niespełnionej miłości do dziewczyny ;)


Więcej grzechów nie pamiętam :)

_Kate_ - 2006-09-17, 12:51

A mi się (o dziwo!) udało też już troszkę przeczytać... Większość w całości, ale niektóre tylko tak pobieżnie, ze względu na to, że to raczej były encyklopedie... a dokładniej to 'Bestiariusz Tolkienowski', 'Encyklopedia Śródziemia' i 'Księga Wiedzy Czarodziejskiej', w których czytałam tylko co ciekawsze kawałki. Natomiast książkami przeczytanymi w całości były Król Edyp (lektura grrr...nienawidzę książek pisanych wierszem... nic z nich nie rozumiem :\) oraz Piotruś Pan i Piotruś Pan w Ogrodach Kensingtońskich - bardzo fajne, ale szczerze mówiąc myślałam że będzie jeszcze lepsze...
Lierre - 2006-09-18, 11:24

Jak dawno tu nie pisałam... dziwne ;)

W ostatnim poście wspomniałam o książce, której wtedy nie mogłam opisać z przyczyn kwizowych ;) Ta książka to oczywiście niesamowity Król szczurów Clavella. Wcześniej nie lubiłam takiej tematyki, ale teraz powoli zaczynam się do niej przekonywać - po "Królu..." i przeczytanym rok temu "Cryptonomiconie" zaczyna mnie fascynować japońsko-filipińsko-Eru-wie-jaki aspekt II WŚ ;) Samego "Króla..." polecam - wspaniała, przekonywująca, bardzo działająca na wyobraźnię i cudownie napisana powieść.

A ostatnio pokonałam:
Drugi tom Maga Fowlesa. Zgodnie z ostrzeżeniami - poziom zakręcenia wzrastał z każdą stroną ;) Książka okropna. Niebezpieczna szczególnie dla tych, którzy mieli jakieś przejścia z własną manią prześladowczą ;) Szczerze współczułam osaczonemu bohaterowi. Prawie jak Truman show, brrr... A zakończenie, nie wiem czemu, klimatem przypominało mi Capote’a. Ogólnie - polecam ;)
Ilion Simmonsa. Bardzo miłe sf. Trzy zasadnicze wątki: inscenizacji oblężenia Troi, z nieświadomymi odgrywanych ról żołnierzami obu stron, wskrzeszonymi ekspertami od Homera (z XX w.) i jakimiś nadludźmi - bogami; misji morawców, mających sprawdzić, co dzieje się na Marsie (patrz: wątek pierwszy) i ich dysput nt. Szekspira i Prousta ;) oraz wątek resztek Ziemian żyjących sobie w błogiej nieświadomości tego, kto im zgotował tak, wydawałoby się, miły los. Powieść bardzo rozbudowana i napisana z rozmachem. Aż strach pomyśleć, że jest jakiś dalszy ciąg... ;)
Tunel, zbiór ostatnich wierszy Kaczmarskiego. W czasie czytania stwierdziłam ze zgrozą, że te najnowsze utwory przewyższają poprzednie. Eru, co on by napisał, gdyby żył jeszcze przez trzydzieści lat...?
Burzę Szekspira. W "Ilionie" było mnóstwo odniesień do niej, więc musiałam się z nią zapoznać, żeby wyłapać wszystkie aluzje ;)
Opowieść podręcznej Atwood. Ta autorka ma chyba swój temat... Napiszę tam coś, kiedy przeczytam inne jej powieści. Bo zrobię to na pewno - "Opowieść..." jest świetna. Feministyczna wersja wizji Orwella, brrr... Wstrząsające ;)
Kochanica Francuza Fowlesa. Gdyby napisał to ktoś inny, byłby to kiepski romans z pretensjami w kierunku klasyki tego gatunku napisanej dwa wieki temu ;) Ale przez to, że autorem jest Fowles, fabuła nie ma znaczenia. Liczy się styl, jakim ten pan pisze. A ten jest wspaniały :) Czyta się cudownie i wybacza wszystkie potknięcia i bardzo naiwną fabułę. A najbardziej urzekł mnie zabieg zastosowany kilka razy - np. w jednym z rozdziałów autor nagle stwierdza, że nie ma pojęcia, o co chodzi głównej bohaterce i nie wie co napisać... ;) Albo po dwóch rozdziałach opisu stwierdza, że wcale się tak nie stało i zaczyna opisywać dokładne przeciwieństwo tych wydarzeń. Zdecydowanie polecam :D

A teraz czytam sobie opowiadania Stachury. Jeśli będę to robić w takim tempie, to poświęcę im miesiąc... Ale to nic ;) Chyba są tego warte ;)

Wroobel - 2006-09-18, 15:05

Earwen napisał/a:
A teraz czytam sobie opowiadania Stachury. Jeśli będę to robić w takim tempie, to poświęcę im miesiąc...


Czytaj... może trafisz na mój cytat z kwizu i zechcesz odpowiedzieć... ;)

Lóru - 2006-09-18, 15:13

Earwen napisał/a:
Opowieść podręcznej Atwood. Ta autorka ma chyba swój temat... Napiszę tam coś, kiedy przeczytam inne jej powieści. Bo zrobię to na pewno - "Opowieść..." jest świetna. Feministyczna wersja wizji Orwella, brrr... Wstrząsające ;)
Napisz już teraz :zeby:
Sin - 2006-09-18, 20:42

Przeczytałam wreszcie polecanego przez wiele osób Pana Lodowego Ogrodu i muszę powiedzieć, że dobre o nim opinie nie biorą się z niczego :D Książka jest świetna, genialnie przemyślana i równie dobrze opisane zetknięcie się zaawansowanej techniki z o wiele bardziej prymitywną cywilizacją, a także przemyślenia i obserwacje Drakkainena. Trochę rozczarowało mnie zakończenie, ale mam nadzieję, że drugi tom to naprawi :)
Potem Prawo Sępów Feliksa Kresa. Jest to zbiór opowiadań, naprawdę moim zdaniem dobrych, świetnie napisanych. Najbardziej spodobało mi się nagrodzone nagrodą "Fantastyki" opowiadanie "Demon Walki", ale inne były niemal równie dobre. Będę musiała przeczytać Księgę Całości :D
Naszło mnie na opowieści o piratach, więc przeczytałam Złoto z Porto Bello :D Przefajna przygodowa książka, ze świetnym klimatem. Wciągająca, ciekawa, dobrze się czytało.. oby takich więcej. I koniecznie w tej tematyce :D
I jeszcze Czarownik Iwanow Pilipiuka. Pierwsza jego ksiązka jaką czytałam, i bardzo mi się spodobała. Rzadko spotyka się fantastykę w realiach komunistycznej Polski :D A postać Jakuba Wędrowycza.. genialna. Styl pisania też. I może przy pomocy tej własnie książki uda mi się nawrócić rodzinę na fantastykę. Mama przeczytała, tata przeczytał.. I im też się podobało :D

Lóru - 2006-09-19, 15:20

Obecnie czytam:
Great Expectations Dickensa - coś potrofnego :ups: Fabuła - ciekawa, język - ładny, ale trudny. I dlatego wczytać się w tę książkę nijak nie potrafię :sciana:
Drzewo i liść Tolkiena - obecnie jestem przy "Liściu" ;) A "O baśniach" jest doskonałym esejem :D Każdy, kto zajmuje się literaturą powinien to przeczytać :potrof:
Anna In w grobowcach świata Olgi Tokarczuk - kupiłem wracając ze szkoły i już połknąłem 60 stron :P Genialne, absolutnie genialne! :D Świetny styl, ma w sobie taką aurę grozy i tajemnicy.

Fandorin - 2006-09-20, 18:33

Teraz czytam kryminał: "Skrzynia na złoto" B. Akunina. o spadkobiercy Fandorina :)
_Kate_ - 2006-09-23, 13:05

Zaczęłam czytać 'Czerwonego smoka' Harrisa, 'Charliego i fabrykę czekolady' Dahla oraz 'Oko Golema' Strouda.
Nimrodel - 2006-10-05, 18:33

A ja teraz czytam DUBLIN 1916, Grzegorza Swobody. O powstaniu Wielkanocnym, które mi mo klęski, wpłynęło na przyszłość Irlandii. To powstanie podobne jest do naszego warszawskiego z 1944 - miało nikłe szanse powodzenia, ale ważny był zryw ludności i chęć działania, nawet za cenę śmierci.

A z wcześniejszych pozycji, które czytałam jeszzce przed wakacjami, mogę wam z całą odpowiedzialnością polecić:

"Cień wiatru", który był dosyć mocno reklamowany, czego się trochę obawiałam, bo często to, o czym najwięcej się trąbi, okazuje się marne. Na szczęscie w tym wypadku to podejście się nie sprawdziło. Książka ma w sobie pewną melancholię i magię, choć zupełnie w innym stylu niż książki fantasy. Akcja jest raczej realistyczna, toczy się w powojennej Barcelonie i opowiada o pewnym Cmentarzu Zapomnianych Książek, o ludziach, których zawiodły nadzieje, ale też i o tych, którym udało się dotrzeć do obranego celu. Nie chcę za wiele powiedzieć, by każdy sam mógł poznać tę historię, ale pośród zgiełku naszego świata dobrze jest się skryć w Cień Wiatru :czytam:

"Kwiat Śniegu i sekretny wachlarz"
Niesamowita opowieść, poetycka i przesycona szumem drzew wiśniowych... Historia kobiet, które w swej kulturze znaczyły tyle, co ziarnko piasku, a jednak bez nich nie powstałyby żadne imperia. To one rodziły dzieci i wychowywały je na odważnych wojowników, bądź posłuszne żony...
Cierpiały, ale i umiały odnaleźć w sobie siłę i nadzieję, pielęgnować przyjaźń i doceniać drobne radości ...
Ta opowieść odkrywa przed nami egzotyczny, często okrutny, ale i piękny, w swej tajemnicy, świat.
I czegoś też nas uczy ... jednak to, niech każdy sam postara się odkryć ... 8)
Bardzo polecam!!!


_Kate_ - 2006-10-05, 20:11

A ja nadal męczę 'Oko golema'... troszke już przynudza... w między czasie skończyłam tamte książki oraz 'Srebrne krzesło' Lewisa - jak na razie chyba najlepsza część z poprzednich... najlepsze były słowa Błotosmętka mówiącego do czarownicy przy końcu... no po prostu to było cudowne... a następne w kolejce będą 'Artemis Fowl' Colfera (podobno fajne ;) )oraz 'Czarne czerwone śmierć' Heidi Hassenmuller - tego to nie wiem kompletnie co to, ale tytuł wydaje się ciekawy... ;-)
Narbeleth - 2006-10-05, 21:01

A ja teoretycznie czytam... eee, jaki to miało tytuł, mylą mi się te ksiązki.. no, taki jeden artykuł o problemach wiedzy o lietraturze, mniejsza o konkrety :P

A praktycznie czytam Lektury nadobowiązkowe Szymborskiej, po Poczcie Literackiej tejże i doskonale się bawię ;) Bynajmniej nie mąci mi sumienia smutna myśl, że powinnam właśnie rozgryzać tajniki procesów egzogenicznych.
Co - tak swoją drogą - kiepsko świadczy o moim sumieniu :P

Dagnerie - 2006-10-08, 18:57

Obecnie przymierzam się z niezłym efektem do "Coscienza di Zeno" (świadomość/sumienie Zenona", jedynej powieści Italo Svevo (włoski przedstawiciel wczesnego XX wieku), która osiągnęła sukces.
Jest to pamiętnik terapeutyczny pewnego Zenona, który bardzo chce rzucić palenie, co, podobno, mu się w końcu nie udaje ;)

Merrox - 2006-10-08, 23:37

Dostałem właśnie "Miasto śniących książek" Waltera Moersa i biorę się za czytanie. O książce słyszałem wiele dobrego, ale pożyjemy, zobaczymy.
Lierre - 2006-10-12, 18:37

Czas na mały raport ;) Przeczytane:
Zbiór opowiadań Stachury zawierający trzy zbiory - "Się", "Jeden dzień" i "Falując na wietrze" oraz "Wszystko jest poezją". Pokonanie dwóch nie tak bardzo grubych ksiązek zajęło mi ponad dwa tygodnie, ale były to miłe dwa tygodnie ;) Bardzo mi się podoba ten trudny do zdefiniowania styl jego prozy. Przypomina mi Peake'a ;) Eru, jak ja bym chciała tak pisać...
"W dniu urodzin Wandy June" Vonneguta. KV jako dramaturg też się sprawdza ;) Krótki i bardzo zabawny utwór będący współczesną wersję "Odysei". Polecam ;)
"Olimp" Simmonsa. Po przeczytaniu "Hyperiona" obiecywałam, że się do tego autora nie zbliżę. Skusił mnie "Ilion" i się cieszyłam, że to udało mi się przeczytać bez większej nerwicy. Po "Olimpie" mam kilka nowych obsesji, stany lękowe, a ostatnia szara komórka schowała się i trzęsie z przerażenia ;) Simmons pisze świetnie, ale jest psychopatą, a jego opisy trochę zbyt działają na moją wyobraźnię. Znowu mam ochotę sobie obiecać że więcej jego książek nie ruszę, ale i tak wiem, że upoluję drugi tom "Olimpu" i będę się z nim męczyć po nocach. Niech żyje masochizm :P
W kolejce czeka Sofokles, a potem... coś lekkiego i odmóżdżającego. Muszę odreagować ;)

Btw, Merrox - jak przeczytasz, koniecznie napisz coś na temat tej książki :) Czytałam jej fragment na Esensji i mnie zaintrygował, ale opis z okładki jest co najmniej mało zachęcający...

Elanor - 2006-10-13, 09:34

Dostałam ostatnio pewnego dopalenia w czytaniu, więc i nazbierało się co nieco do raportu.

- Paul Kearney, "Żelazne wojny", "Drugie Imperium", "Okręty z Zachodu" - zakończenie cyklu, już o nim pisałam w innym temacie.
- Maja Lidia Kossakowska "Zakon Krańca Świata" t. 2 - wciąż utrzymuję, że ta seria jest dużo słabsza od anielskiej, ale czytało się przyjemnie.
- "Zajdel 2006" - antologia polconowa, wszystkie cztery opowiadanka z klasą, ale trzeba przyznać, że się Grzędowiczowi należało.
- Patricia A. McKillip "Mistrz Zagadek z Hed" - czyta się nieźle, chociaż od tej odmiany fantasy już się prawie zupełnie odzwyczaiłam. Tylko strasznie zrzynane od LeGuin.
- Cornelius Ryan "Najdłuższy dzień" - tak zupełnie z innej beczki, czyli moja pierwsza książka historyczna. Klasyk o lądowaniu w Normandii, bardzo przystepnie napisany.
- Milena Wójtowicz "Wrota" - zasadniczo miłe, chociaż rodzaj humoru zupełnie nie mój. Książka z serii "nabijanie się ze schematów".
- Miroslav Žamboch "Bez litości" - wiedźminowata w duchu czeska fantasy.
- Connie Willis "Przewodnik stada" - tytuł zakwalifikowany do sf tylko po nazwisku autorki, bo elementów fantastycznych właściwie nie posiada. O poszukiwaniu źródeł mody za pomocą teorii chaosu. Bardzo zabawne.
- Stephen Ambrose "Kompania braci" - udało mi się po pewnych poszukianiach dotrzeć do książki, na którą polowałam od chwili skończenia serialu. Świetnie napisana w stylu reportażowym, tym większy efekt robi po nałożeniu na wrażenia z filmu.

Kamila - 2006-10-13, 22:08

Hm... wypiszę może te książki, które skończyłam czytać od początku września xP Ech, mało tego było, mało... :P :sciana: :sciana: :sciana: :ups: :ups: :ups:

Śniadanie u Tiffany'ego - Truman Capote ;) Film był w telewizji, więc sobie chciałam przypomnieć :) No cóż... jednak książka fajniejsza ;) I film, niestety, miał dobre zakończenie :nieuczesany:
Lew, czarownica i stara szafa C.S. Lewis - z okazji kupienia sobie musiałam toto sobie przypomnieć ;) No cóż, jak sie ma skleroze... :twisted: :P
Eryk Terry Pratchett - fajne :) Przeczytałam w Empiku :D Bardzo fajne, ale troszkę krótkie - przynajmniej jak dla mnie :P Cóż, z drugiej strony też dobrze, że nie było długie, bo bym tego szybko nie skończyła :P A miałam tylko godzinkę czy półtorej :P
Bractwo świętego całunu J. Navarro - coś w rodzaju "Kodu Leonarda da Vinci" :P Ale było to tak zrobione, ze np. jeden rozdział opowiadał o tym, co się działo w pierwszym, dziesiątym czy którymś wieku (wszystko miało związek z historią całunu turyńskiego - ale ja nie wiem, ile w tej książce prawdy :P Tylko ogólnie mówię o budowie książki... :P ), a następny rozdział - o tym, co działo się w tym czasie, w którym jest... hm... ta właściwa akcja książki :) Czyli początek XXI wieku ;) (czy tam końcówka XX :P W każdym razie okolice 2000 roku :P ) W niektórych miejscach się trochę nudziłam - dlatego zaczęłam toto 7 września a skończyłam dopiero dzisiaj ;) Ale ogólnie ciekawe :)
Być jak płynąca rzeka Paulo Coelho - no, dzięki tej jednej książce uwielbiam tego autora! :) To też przeczytałam w empiku - jak "mój Szwab" poszedł z nielubianym przeze mnie towarzystwem do Galerii Dominikańskiej :) Podziałało oddołowująco (bardzo oddołowująco :) )... kilka dni później, też korzystając z przerwy w opiece nad Niemcem ( :twisted: ), zaczęłam "Podręcznik wojownika światła", ale miałam niewiele czasu i doszłam tylko do połowy ;) Cóż, mam nadzieje, że będę miała okazję pójść do empiku w najbliższym czasie :)
[SMS] Słowa mają siłę Daniel Senderek - o znajomości sms-owej... co chwila było w jakiś sposób ujmowane to, co siedzi gdzieś najgłębiej we mnie, czego się boje i takie tam ;) Cóż, te wirtualne uczucia itede... :P Ale chyba lubię książki, które tak bardzo do mnie docierają... :)
Stary człowiek i morze Ernest Hemingway - Kapitalne!!! :D Oczywiście czytane tak "normalnie" byłoby nudne, ale ile zabawy przy tym miałam, kiedy czytałam to na wesoło :P Jutro lub w niedzielę przeczytam jeszcze raz - muszę sobie toto przypomnieć na poniedziałek xP (btw. wiecie, ze ta książka jest niecenzuralna w jednym miejscu? :P Bo się ten rybak zwrócił bardzo brzydko do jednej biednej meduzy :P A co ona takiego zrobiła, że nazwał ją... no... "panienką"? :twisted: Biedna meduza... :P hm, chyba pan G. nie czytał uważnie tej książki, skoro mamy to na lekturę :P Ale to i dobrze :P )
Stowarzyszenie umarłych poetów N.H. Kleinbaum - bardzo fajna książka, podobało mi się :) Ech, tylko dlaczego trzy książki pod rząd, które skończyłam czytać ("SMS...", "Stowarzyszenie..." i "Bractwo...") mają pod koniec samobójstwo jednego z bohaterów? To było potrofne :P Żeby nie tak od razu, jedna po drugiej... :P

A jutro zabiorę się za Szwaję :) Lubię ją, chyba żadnych trupów u niej nie będzie - więc chwila "odpoczynku"... :P

Milten_PL - 2006-10-15, 13:06

Do końca wrześnie też przeczytałęm Bractwo świętego całunu J. Navarro ;)

Obecnie "lubuje sie" :lol: w wykładach i materiałach z matmy i fizyki :D

Nienor - 2006-10-16, 09:58

A ja "znalazłam" kolejne 6 tomów Nekroskopa :) :) :) Jeden juz zakupiłam, drugi dostałam urodzinowo i teraz czytam :) Czas mam akurat w tramwajach i autobusach, bo do pracy kawałek :P W domu mi szkoda, bo mam Wroobla :P
Ninquelen - 2006-10-17, 15:05

Przytargałam parę dni temu do domu upiornie ciężką paczkę z empiku. "Ostatnie promienie słońca" i "Piątego elefanta" już przeczytałam, teraz zagłębiam się w Kalevalę :)
Pratchett jak zwykle cudny ;) A Kay, także jak zwykle, całkiem mnie zauroczył... Jeszcze z dzień lub dwa muszę się pozachwycać, żeby móc sklecić o książce jakieś sensowne zdanie ;)

Sin - 2006-10-19, 20:07

Postanowiłam, że w końcu naspamię tego posta, bo jakoś się ostatnio nie mogę zebrać do pisania. A zaległości w tym temacie rosną.. :P

Polowanie na Czerwony Październik Toma Clancy'ego. Właściwie była to pierwsza książka, która podobała mi się mniej, niż jej ekranizacja. Była ciekawa i dobrze napisana, ale wśród mnóstwa szczegółow technicznych i długich opisów zniknął cały urok i oryginalność opowieści, których pełen jest film. Tak samo bohaterowie filmu wydawali mi się bardziej realistyczni i bardziej ludzcy, niż książkowi. Może to tylko dlatego, że najpierw kilkakrotnie widziałam film, a książkę przeczytałam dopiero potem, ale w każdym razie choć książka była dobra, ekranizacja jest jak dla mnie lepsza :)
Pań Światła Rogera Zelaznego. Podobno najambitniejsza książka w dorobku literackim tego autora. Nie wiem czy to prawda, bo to pierwsza jego książka, którą czytałam, ale wydaje mi się, że niełatwo będzie jej czymś dorównać. Genialny świat przedstawiony - dziwne połaczenie realności, fantastyki i indyjskiej mitologii. Równie genialnie przemyślani i opisani bohaterowie. A przede wszystkim rzadko spotykane, satyryczne, ironiczne ukazanie mitologii, zawierające jednak, pod maską groteski, wiele interesujących myśli. Ogółem, książka na 6 :P
Nie ma kto pisać do pułkownika, króciutka powieść, właściwie dłuższe opowiadanie Marqueza, nawiązujące do "Stu Lat Samotności". Jest to historia emerytowanego pułkownika z czasów wspominanej tam często wojny domowej, który przez lata czeka na przyznanie mu renty kombatanckiej. Bohaterowie są bardzo dopracowani psychologicznie, jak zwykle u Marqueza, a fabuła, choć bardzo mało dynamiczna, wciąga. I do tego ten charakterystyczny klimat wilgotnych, upalnych krain, w których umiejscowiona jest akcja wszystkich jego książek.. Ogółem - świetne, choć króciutkie :)
Siewca Wiatru Kossakowskiej. Genialne, genialne, genialne. Zakochałam się w tej książce :mrgreen: A zwłaszcza w pewnym bohaterze.. :mrgreen: Cudowna satyra i wyśmianie wierzeń i podań, a zarazem fascynująca opowieść o Aniołach, którzy, choć doskonali, w głębi serc są jak ludzie. Genialne. :D
Trzynasty Wojownik Michaela Crichtona. Właściwie to mogłabym przekopiować to, co napisałam o "Czerwonym Październiku", z małymi tylko zmianami. Film podobał mi się bardziej, nie wiem czy dlatego, że był bardziej widowiskowy i ciekawszy, czy dlatego, że książka, poza fragmentami, napisana jest raczej bezuczuciowo i z dystansem, po prostu nie wiem. W każdym razie spodziewałam się czegoś lepszego.
Lirael Gartha Nixa. Oczywiście, rozsądnie byłoby zacząć czytanie tej trylogii od pierwszego tomu, ale biblioteki jakie są, każdy widzi. Zaczęłam od tego, co udało mi się złapać w swoje łapska :P Przyjemne fantasy, fajnie pomyślane i napisane, jest trochę nowych, oryginalnych pomysłów, choć ogólnie koncepcja fabuły nie jest jakaś szczególnie odkrywcza. Czyta się fajnie, ale za jakieś wielkie dzieło tej powieści nie uważam. Dobra książka, ale nic szczególnego :)

Altena - 2006-10-20, 11:33

A u mnie uzależnienie od Harry'ego Pottera ciąg dalszy, Ciągle wracam do tomów 5 i 6... :)
Indil - 2006-10-20, 17:32

Grzędowicz, Grzędowicz, Kossakowska, Grzędowicz :mrgreen: . Jeszcze Milena Wójtowicz i jej "Podatek". Grzędowicz bardzo mi się spodobał, a sięgnęłam po niego zaintrygowana opisem Alix ;) <ukłon w stronę Cesarzowej>. Najpierw przeczytałam Księgę jesiennych demonów (robi wrażenie), potem Popiół i kurz, a na samym końcu Pana lodowego ogrodu. Księga przypadła mi do gustu, Popiół... chyba nie sięgnę drugi raz-zbyt dziwny, a w Panu lodowego ogrodu najbardziej spodobał mi się (oczywiście oprócz niesamowitych wyczynów Drakkainena) wątek księcia i cała historia z bystretkami. Kossakowska-Zakon krańca świata, na razie tylko pierwszy tom ale na pewno zapoluję w ŚKFie na drugi. Główny bohater, Berg-Grabieżca zyskał moją sympatię. Świetny w swoim fachu, bardzo ludzki i mający swoje słabości. Z całego serca życzę mu, żeby trafił tam, gdzie ma i wyszedł ze swej wyprawy cały.
Yávië - 2006-11-05, 20:44

Ostatnio przeczytałam Folwark zwierzęcy Orwella i myślę sobie, że chyba może być ;-) . Wyobrażałam sobie tę (mini?)powieść trochę inaczej dzięki filmowi, który widziałam jakiś rok temu i książka trochę mnie zdziwiła, chociaż nie wiem, czy to dobre określenie.
Następnie Zamęt t.1 Stephensona. Przy poprzednich tomach momentami miałam problemy z "wkręceniem się" w całą historię, tutaj natomiast przyszło mi to dużo łatwiej... Więcej (może :P ) napiszę w odpowiednim temacie.
Teraz czytam Malafrenę Le Guin i baardzo mi się to podoba. Jest inaczej niż zwykle, ale ciekawie i przyjemnie. Jak na razie jestem zdecydowanie na tak.
No i jest jeszcze jedna książka, ale o niej w kwizie... :P

_Kate_ - 2006-11-06, 18:01

książki przeczytane od 20.10:
Stowarzyszenie Umarłych Poetów - hmmm ogólnie nawet dobre, ale szczerze mówiąc film był lepszy, miał w sobie 'to coś', czego zabrakło w książce...
Wojny duszków (Brennan Herbie) - bardzo fajne
Nigdy w życiu (Grochola) - książka fajna, ale do poczytania tylko na jeden raz...
Najstarszy (Paolini) - to to była kompletna porażka... styl pisania poprawił się, ale cała ta fabuła była gorsza niż w pierwszej części... Przeczytałam jedynie do połowy, potem zaczęło nudzić więc przekartkowałam sobie do końca, całościowo przeczytałam jedynie jeszcze bitwę...
Co gryzie Gilberta Grape'a (Hedges Peter) - cudowna książka, tak samo jak i film...
Łazikanty (Tolkien) - podobała mi się
Karol i wielka szklana winda (Dahl Roald) - akcja dzieje się tu bardzo szybko, jest gorsza od pierwszej części, ale nie aż taka zła...
Krew elfów (Sapkowski) - nareszcie znalazłam! Jest po prostu cudowna...
Atramentowe serce (Funke Cornelia Caroline) - też bardzo piękna książka, mimo swej obszerności bardzo szybko się czyta
Przygody Toma Bombadila (Tolkien) - nawet podobały mi się te wiersze ( bo były pisane prostym językiem :D )

I aktualnie pożerane to Diuna Herberta oraz Koń i jego chłopiec Lewisa (a w kolejności po nich jeszcze 'tylko' 16... :sciana: )

Ninquel - 2006-11-06, 22:10

_Kate_ napisał/a:
Krew elfów (Sapkowski) - nareszcie znalazłam! Jest po prostu cudowna...

Zdecydowanie :D
Sama ostatnio przeczytałam Ostatnie życzenie, Miecz przeznaczenia i Krew Elfów i jestem w trakcie Czasu Pogardy ;) To... jest... GENIALNE :D Sapkowski pisze IMO wprost fantastycznie i żałuję, że wzięłam się za jego książki dopiero teraz... Ale co się odwlecze to nie uciecze, i podczas gdy inni mają jego powieści już dawno za sobą, to ja dopiero zaczynam się nimi delektować :D Mrrrrr :D

Kamila - 2006-11-12, 13:32

Się namyśliłam :P i stwierdziłam, że posta napisać mogę :P Ale tematu nie będę zakładać, o nie :P :P :P

Co ostatnio przeczytałam... Hm, mało :P Muszę sobie zrobić w końcu odwyk od internetu :P Co może się okazać trudne, bo wreszcie nie mam żadnych ograniczeń - kiedy jestem w necie, działa telefon, wejść może moja mama na drugim kompie... Dobra, zaczynam na temat :P

Artystka wędrowna - Monika Szwaja - hm, inne książki tej pisarki mi się bardziej podobały... Chociaż ta też była w_miarę_fajna :uderzony: To jest jakby kontynuacja "Zapisków stanu poważnego" :P

Opowieści o kronopiach i famach - Julio Cortazar - Część o podróżach tych stworków czytałam w podstawówce i myślałam, że całość mi się spodoba... ale nudne było :P W tych opowiadaniach są po prostu opisane zwyczaje, czasem krótkie historyjki z życia fam, kronopiów i nadziei, ale nie doszłam do tego, czym te stworzenia są :P

Buszujący w zbożu - Jerome David Salinger - okropne :???: Myślałam, że to będzie coś ciekawszego... I to podobno jest lektura! Przynajmniej dla niektórych klas u mnie w szkole... Hm, lektura, w której główny bohater pije, pali, zawala szkołę i w ogóle jest taki okropny... No dobra, będę siedzieć cicho, mojemu koledze, który książkę jakąś czyta raz na ruski rok, podobało się, więc niech będzie :P (chociaż IMO "Buszujący w zbożu" to tak na poziomie tych całych "Pamiętników księżniczki" czy "Dziewczyny Ameryki" - którąś z tych książek zaczęłam, na 10 stronie wysiadłam i oddałam do biblioteki :P ).

Teraz mam zamiar skończyć "Stateczną i postrzeloną" Szwaji, "Dwie wieże" wiadomo czyje ( :twisted: ) i przeczytać całe "Dziady" Mickiewicza (bo na razie czytałam tylko część drugą, a spodobało mi się potrofnie :D )

Lierre - 2006-11-12, 13:58

Kamila napisał/a:
Się namyśliłam :P i stwierdziłam, że posta napisać mogę :P Ale tematu nie będę zakładać, o nie :P :P :P

Echh... to chociaż pisz więcej w istniejących tematach :P

Ostatnio pokonane:
Przymusowo "Król Edyp" Sofoklesa. Nie lubię tragedii antycznej :P A raczej nie - nie lubię Sofoklesa. Ajschylosa mi się o wiele lepiej czytało (właśnie, zapamiętać: skończyć wreszcie "Oresteję"... ;) ). Ale na szczęście omawianie zostało ograniczone do minimum.
Następnie, w ramach obiecanego sobie odreagowania - "Pamiętniki Adama i Ewy" Marka Twaina (które miałam przeczytać ze zrozumieniem, od kiedy ktoś napisał o nich na forum, jakieś dwa lata temu :P ) i "Pani wyrocznia" Margaret Atwood. Powieść w moim odczuciu o wiele gorsza od "Opowieści podręcznej". Początek jest świetny, potem stopniowo coraz gorzej, aż do zakończenia, które zepsuło cały efekt i pozostawiło niedosyt. Ale patrząc całościowo, książka całkiem niezła...
Później postanowiłam się trochę dokształcić. ;) Przeczytałam opisane w innym miejscu i w innym czasie ;) "Bogowie, groby i uczeni" C.W. Cerama i dwie książki Krawczuka - świetną "Wojnę trojańską" i dość słabe "Stąd do starożytności". Pierwsza książka jest fascynująca, Krawczuk rozwiewa kilka mitów dot. "Iliady", pokazuje wiele nieznanych szczegółów i ciekawostek. Druga książka natomiast była nijaka i chyba nie zatrybiłam, jaki był cel jej napisania ;) Aczkolwiek później, niespodziewanie, bardzo mi się przydała... ;)
W międzyczasie jeszcze także opisany gdzie indziej najnowszy Kay i "Córka proboszcza" Orwella, która podobała mi się chyba tak samo, jak "Rok 1984".
Teraz czytam następnego Irvinga, tym razem jego "Jednoroczną wdowę". Jak zwykle lektura trochę mi się dłuży, mam wrażenie, że do końca zbliżam się zdecydowanie za wolno... Trochę też działa mi na nerwy monotematyczność ;) Ale może jeszcze się rozkręci.

Narbeleth - 2006-11-12, 15:49

Earwen napisał/a:
Przymusowo "Król Edyp" Sofoklesa.

A też masz takie czadowe (współczesne) tłumaczenie stasimonów? Które brzmią trochę tak, jakby dziesięcioletnie dziecko dopasowywało początek zdania do jakiś rymów? (robiłam coś takiego w podstawówce...). Przecież to się szło załamać, stasimony brzmiały jak część jakiejś parodii albo kabaretu.

Żeby nie było: co czytam. Na razie głównie marzę o czytaniu. Zbieram się psychicznie do poprawki "Pana Tadeusza" (litości!).
Ale już niedługo... ;)

Lóru - 2006-11-12, 17:08

Narbeleth napisał/a:
Zbieram się psychicznie do poprawki "Pana Tadeusza" (litości!).
Będziesz poprawiać "Pana Tadeusza"? Łał :uderzony:

Ale żeby nie było offtopicu... Co ja czytam, co ja czytam? (Nic ostatnio nie czytam, ale ciii :cicho!: :nieuczesany: ) Wiem! Czytam wrześniowy numer "Alfred Hitchcock poleca" :uderzony: (A w kolejce już mam sierpniowy ;) Cofam się :uderzony: Ale co zrobić, jak listopadowego numeru nigdzie nie widać, a natrafiam na stare numery? :nieuczesany: )

Narbeleth - 2006-11-12, 17:53

Lórin napisał/a:
Będziesz poprawiać "Pana Tadeusza"? Łał :uderzony:

Do porawki z czytania. Czyli czytania go po raz drugi (i pół :P ). W celu przypomnienia sobie tego, czego nie pamiętam, czyli wszystkiego. :->

Ech, jaki ten świat konkretny... Gdzież tu miejsce dla zwrotów właściwych istotom z natury na wskroś niekonkretnym? ;)

Chociaż, tak szczerze mówiąc, to tam chyba miało być "poprawki z..." :P

Nienor - 2006-11-14, 18:40

Kamila napisał/a:
Buszujący w zbożu - Jerome David Salinger - okropne :???: Myślałam, że to będzie coś ciekawszego... I to podobno jest lektura! Przynajmniej dla niektórych klas u mnie w szkole... Hm, lektura, w której główny bohater pije, pali, zawala szkołę i w ogóle jest taki okropny... No dobra, będę siedzieć cicho, mojemu koledze, który książkę jakąś czyta raz na ruski rok, podobało się, więc niech będzie :P (chociaż IMO "Buszujący w zbożu" to tak na poziomie tych całych "Pamiętników księżniczki" czy "Dziewczyny Ameryki" - którąś z tych książek zaczęłam, na 10 stronie wysiadłam i oddałam do biblioteki :P )


Ja zaczęłam czytać Buszującego w zbożu i.. zaprzestałam na 5 stron przed końcem :D Nie wiem, dlaczego, jakos tak mi wyszło :D Kama, czy możesz mi napisać, jak to sie skończyło :?: :P

Teraz czytam Pilipiuka Operacja: Dzień Wskrzeszenia. Niedawno przeczytał ją Wroob i zachwalił nawet, więc się zabrałam, tym bardziej, że skończył mi sie 7 tom Nekroskopa i muszę czekać do grudnia :cry:

_Kate_ - 2006-11-17, 12:58

Pytanie dla tych, którzy czytali 'Diunę' - czy pierwsza część podzielona jest na 3 księgi, czy każda księga to już osobna książka?
Elanor - 2006-11-19, 20:47

Część pierwsza jest teoretycznie podzielona na dwie księgi, chociaż z tego co wiem istnieją tylko wydania w całości albo w dwóch połówkach.
_Kate_ - 2006-11-20, 18:50

Dzięki za pomoc Elanor :)
Skończyłam czytać 'Diunę' - nareszcie! Ogólnie była nawet fajna, choć jakos tak dziwnie się dłużyła...
Teraz wzięłam się za 'Króla szczurów' Clavella, który już od początku jest bardzo ciekawy... Zaraz po tym będzie 'Imię róży' Eco.

EDIT:
Przed wyżej wymienionymi książkami czytam 'Atramentową krew' Funke :mrgreen:

Narbeleth - 2006-11-26, 19:05

Pana Taduesza, koniec końców sobie podarowałam. A co tam, czytałam go już (co prawda pamiętam niewiele), więc wizja sprawdzianu ze znajmości lektury wcale mnie nie niepokoi. Wcale a wcale.
.. tylko ocena, jaką z takiego sprawdzianu pewnie otrzymam :P

Ostatnio (od czwartku :P ) przeczytałam sobie Proces i Zdążyć przed Panem Bogiem, teraz natomiast zajęłam się Balzakiem i jego Ojcem Goirot. A potem mam jeszcze dużo, dużo nagromadzonych pozycji.
Życie stało się piękniejsze ;)

Lierre - 2006-11-28, 20:56

Przeczytane:
Jednoroczna wdowa Irvinga. Spośród wszystkich książek tego autora, które dotychczas pokonałam, ta podobała mi się najmniej, chociaż jest chyba najbardziej znana. Trochę zbyt monotematyczna i z zakończeniem dość oczywistym i takim... urwanym. Ale i tak książka całkiem niezła.
Następne były średniowieczne perskie Pieśni miłosne niejakiego Hafiza. Z całości najbardziej podobał mi się wstęp tłumacza, z którego niestety już niewiele pamiętam :P Same wiersze niewątpliwie w oryginale brzmią lepiej. Trudno, żeby brzmiały gorzej... ;) No i same w sobie są :eufemizm: dość monotematyczne. I to niekoniecznie jest temat, jaki przychodzi na myśl po zapoznaniu się z samym tytułem :P a przynajmniej nie do końca. Ale samo wydanie jest śliczne, na grubym papierze i z obrazkami... ;)
Później zapoznałam się z bardzo interesującym dziełem pt. Guziki Napoleona autorów-dwóch-nie-pamiętam-nazwisk traktującym o wpływie związków chemicznych na losy cywilizacji. Historie odkryć różnych substancji, począwszy od przypraw, a skończywszy na antybiotykach i pigułce antykoncepcyjnej :P W miłej lekturze trochę przeszkadzała mi rozbudowana część chemiczna z mnóstwem nazw i skomplikowanych wzorów. Ale cóż, tego można było się spodziewać :P I tak polecam. :)
Natomiast przed chwilą skończyłam drugi tom Olimpu Simmonsa i jestem szczęśliwa :P Obyło się bez większych urazów, chociaż po "Ilionie" i pierwszej części "Olimpu" szczerze bałam się o swoją wrażliwą psychikę :P Niesamowity cykl, bardzo bogaty. Połączenie Homera z Szekspirem samo w sobie wydaje się trochę karkołomne, a jeszcze w scenerii SF - trudne do wyobrażenia. Ale Simmons sobie z tym poradził, nie przekroczył granicy kiczu, nawet się do niej nie zbliżył :) I potrafił jeszcze przy tym nieźle nastraszyć. Podtrzymuję opinię, że trzeba być psychopatą, żeby tak oddziaływać na wyobraźnię samymi słowami - tworzyć taki przerażający, smutny, chwilami pełen beznadziei klimat. Mrrrau... aż żałuję, że to koniec. Ale chyba lepiej dla mnie, że nie czeka mnie jeszcze kilka takich wieczorów ;) I że wszystkie tomy "Hyperionu" są dla mnie nieosiągalne. :P
Równolegle czytałam, ale jeszcze nie skończyłam, kilka(naście) książek, w zależności od nastroju i poziomu trybienia, począwszy od "Eposu o Gilgameszu", przez "Oresteję", eseje Fowlesa, po "Narrenturm" i "Popiół i kurz" Grzędowicza :D

Arawern Teitharil - 2006-12-03, 21:02

aktualnie dwa miesiące czytam "Świat Zofii", minęłam połowę, a jakoś dalej czasu nie umiem znaleźć...
i wypożyczyłam lekturę na historię. coś o republikańskim Rzymie. podobno miłe. zobaczę.

_Kate_ - 2006-12-06, 17:31

Skończyłam 'Króla Szczurów' - książka baaardzo fajna, i ta niespodziewana ostatnia strona... :mrgreen: . 'Imię Róży' wg mnie byłoby lepsze gdyby usunąć te nudne opisy np: obrazów... 'Atramentowa krew' była cudowna, choć muszę przyznać, że było mi tak jakoś troche pusto bez Capricorna... Tylko ta śmierć... grrr... 'Z milczącej planety' w ogóle mi się nie podobało, a raczej tak od prawie połowy... takie jakieś dziwne jak dla mnie...
A dziś wzięłam się za 'Limes Inferior' Zajdla.

Nienor - 2006-12-07, 12:47

_Kate_ napisał/a:
Skończyłam 'Króla Szczurów' - książka baaardzo fajna, i ta niespodziewana ostatnia strona...


Jestem właśnie w trakcie czytania Króla Szczurów i jakos nie mogę się przebić, ale skoro piszesz, że fajna, to przeczytam :)

Dostałam wczoraj, z okazji Mikołajek, Czarnoksiężnika z Archipelagu. Cieszy mnie to bardzo, bo teraz już nie mam wymówki żeby sie za to zabrać :twisted:

Kamila - 2006-12-17, 16:06

Przez ten okropny internet czytam tragicznie mało książek ;) Chyba będę musiała zrobić sobie jakiś odwyk :P Albo coś w stylu "godzina siedzenia w necie za jedną przeczytaną książkę" :P Od połowy listopada przeczytałam tylko 5 książek... no i dwie zaczęłam :P A dwa lata temu miesięcznie czytałam ze trzy razy tyle...

Rzeźnia numer pięć - Kurt Vonnegut - Okropnie nudne. Już w sumie nie wiem, czy to tu, czy gdzieś indziej główny bohater przenosił się w czasie (tzn. w swoim życiu :P ), w każdym razie gubiłam się strasznie, nie wiedziałam, o co chodzi...

Alchemik - Paulo Coelho - Zdecydowanie lubię tego autora ;) No bo książka świetna :D <hm, czy miarą tego, jak dobra jest książka, może być ilość zużytych przy jej czytaniu chusteczek? :P >

(Nie)boszczyk mąż - Joanna Chmielewska - Nuuudne... Kilka razy się pośmiałam, ale czekałam, kiedy w końcu ta książka się skończy.

Wrota czasu - Ulysses Moore - Świetne :D Zamieszkać w dużym, tajemniczym domu... mrrr :)

Dwie ciemności - Anna Kamieńska - Bardzo <stos chusteczek> ładne <stos chusteczek> wiersze <stos chusteczek>... ;)

A teraz czytam Rok 1984 George Orwella :) I mi się bardzo podoba :D Chociaż na początku ciągle myślałam: "Aaa! Tak się żyć nie da! Jak można było taką książkę napisać!" :P Zaczęłam Niezwykłą księgę hipnotyzmu Molly Moon Georgii Byng :D I zaraz mam zamiar czytać ją dalej :D Bo bardzo fajna :)

_Kate_ - 2006-12-21, 20:43

Skoro już trochę książek się nazbierało, napiszę dalej:
Za Kresoborem (Stewart Paul & Riddell Chris) - taka literatura dziecięco\młodzieżowa, dość przewidywalna, ale nawet fajnie się czytało
2586 kroków (Pilipiuk Andrzej) – cudowne, po prostu cudowne...
Byłam schizofreniczką (Rosiek Barbara) – nie za bardzo mi się podobało... zresztą tak samo, jak 'Pamiętnik narkomanki'... Chyba nie lubię pamiętników...
Czas pogardy (Sapkowski Andrzej) – tak samo świetna jak pierwsza część, tylko trochę za mało fajnych odzywek :D
Kosiarz (Pratchett Terry) – dziwny styl, ale i tak super :D
Zauroczenie (Sandemo Margit) – pierwszy tom sagi o ludziach lodu... zdziwiłam się, gdy przeczytałam, że to romans... ale mimo to była nawet dobra
Poezje wybrane (Blake William) – Szczerze mówiąc myślałam, że będzie lepsze... A tak niektóre wiersze podobały mi się, a niektóre nie
Opowieści niesamowite (Poe Edgar Allan) – baaardzo fajne... Szczególnie 'Kruk', choć akurat w tłumaczeniu jakie mam na komputerze, a nie w książce...

Dalej będzie dla pośmiania się 'Harry Potter - dobry czy zły' i chyba nareszcie 'Cień wiatru'...

Lierre - 2006-12-22, 12:24

Prawiecomiesięczny raport czytelniczy:

Narrenturm i Boży bojownicy Sapkowskiego - przeraża mnie cena "Lux perpetua" i czekając na dobrego człowieka, który mi pożyczy, przypomniałam sobie poprzednie dwa tomy. Chyba zrozumiałam w nich więcej, niż przy poprzedniej lekturze :P ale dalej żadna rewelacja ani dzieło sztuki, jak twierdzi lwia część moich realnych znajomych, ale tylko czytadło. Owszem, przyjemne, ale nic ponad to ;)
Popiół i kurz Grzędowicza. Nie podobało mi się. Bardzo. Szerzej - jak znajdę odpowiedni temat, wenę i trochę czasu ;)
Mitologia starożytnej Italii Krawczuka. Ucząc się o Rzymie stwierdziłam, że Etruskowie musieli mieć fajną religię, bo mi się spodobało kilka imion bogów. Okazało się, że jednak nie musieli :P Religia tych wszystkich rzymopodobnych była strasznie nudna ;)
Dzieje Tristana i Izoldy Bediera. Zachwyt, zachwyt przeogromny. Pomyśleć, że tyle ta książeczka musiała leżeć na półce, nim po nią sięgnęłam, a to tylko dlatego, że pojawiła się groźba omawiania całości na lekcji! W rezultacie omówiona nie została, a ja zyskałam kolejną ulubioną książkę. Nie spodziewałam się tak pięknej, fascynującej, przejmującej historii. Cóż, lepiej późno niż wcale ;) Żal mi tylko ludzi, których reakcją na moją wieść, iż przeczytałam całość, było przerażenie połączone z dezaprobatą. Naprawdę, z całego serca im współczuję - nie tylko nieprzeczytania tej książki, ale też paru innych tytułów, na które reagują podobnie.
Wilk stepowy Hessego. Też mały zawód... Spodziewałam się Eru-wie-czego, a książka zupełnie do mnie nie przemówiła. Główny bohater na początku bardzo mi się podobał, ale później jego postępowanie było IMO absurdalne, zupełnie nieprawdopodobne. Ale ogólnie styl dość mi się podobał... Muszę upolować inne ksiązki Hessego. Najlepiej "Siddharthę" ;)
A jestem w trakcie "Abelarda i Heloizy" Burge'a, "Zamętu" i "Wieków światła" ;)

Nienor - 2006-12-26, 16:05

Przeczytałam Czarnoksiężnika z Archipelagu, podobał mi sie, teraz muszę dokupić resztę.
Na gwiazdkę od Wroobelka dostałam ósmy tom Nekroskopa, więc mam lekturę na kilka dni :)
Chwilami chcę się zabrać z Wrooblowego Kertesza, ale coś mi nie idzie.

Narbeleth - 2006-12-27, 19:02

Sama już do końca nie jestem pewna, co czytam, co przeczytałam a co będę czytać następne :P Ale dochodzę do ładu :P

Ostatnio w terminach nieustalonych, skończyłam Blaszany bębenek, który, zgodnie ze spodziewaniem własnym, czytało mi się baaardzo dobrze. I już się zastanawiam, kiedy go przeczytam drugi raz :P Potem Ferdydurke, gdzieś po drodze Kordian, a potem, w ramach odskoczni od Tego, Co Konieczne (choć przyjemne ;) ) Sprawiedliwość owiec Leonie Swann (bodajże, nazwiska autorów to nie jest moja mocna stroną :P ). Obiektywnie, przyznać muszę, że bardzo sympatyczna książeczka, subiektywnie po kryminalnej powieści filozoficznej, w dodatku z owcami w tytule :P , spodziewałam się troszkę więcej. Ale, nie było źle ;) W międzyczasie, gwoli uprzyjemnienia życia, Szymborską.
Teraz Lalkę, a ponieważ dopiero zaczynam, to głównie przypisy do tejże (niech żyje wyd. BN :P ), na przemian z Uciekinierem z Utopii Barańczaka, wierszami Leśmiana, wierszami Grochowiaka, jak również innymi wierszami :P i Słownikiem wiedzy o języku. Jest dobrze :)

Yávië - 2006-12-28, 22:20

Podsumowanie z okresu dość długiego:
Oddział chorych na raka Sołżenicyna - znów ktoś mi nazachwalał i znów spodziewałam się czegoś więcej. Spodziewałam się czegoś wstrząsającego i bardzo poruszającego, a było smutno i z obawami, że sama jestem chora :ups:

Cierpienia młodego Wertera Goethego - domęczyłam do połowy i dalej ani rusz. Straszne. Obiecuję sobie kiedyś dokończyć, ostatecznie to lektura obowiązkowa, ale nie wiem, czy mi się uda.

Faust cz.1 Goethego - w porównaniu do Cierpień... zdawało mi się, jakby pisał go zupełnie ktoś inny. Może nie był bardzo wciągający, ale przyjemny do czytania i przy tym zawierał kilka zdań, które wryły mi się w pamięć.

Klara i półmrok Somozy - jak dla mnie troszkę przerażająca ;-) , z ciekawym pomysłem. Więcej napiszę w odpowiednim temacie (jak mi się uda zebrać :razz: )

Opowieść podręcznej Atwood - dopiero zaczynam ale znowu się boję... Chyba muszę uważać na przerażające książki :D

Pan Zegarek - 2006-12-28, 22:21

Ostatnio przeczytane książki:
Przygody Alicji w Krainie Czarów L. Carrolla w tłumaczeniu M. Słomczyńskiego. Ocena: 5+/6. Książka bardzo mi się spodobała; pomimo że to co się w niej dzieje jest absurdalne, to jednak często przypomina nasz świat :P . Świetnie napisana, zwłaszcza rozdział "Obłąkana herbatka". Warto przeczytać! :D
O tym, co Alicja odkryła po drugiej stronie lustra tego samego autora co powyżej i w tym samym tłumaczeniu, co powyżej ;) . Ocena: 4/6 Książka moim zdaniem o wiele gorsza od swej pierwszej części. Choc w pierwszym tomie absurdalność wydarzeń była dla mnie ogromnym plusem, to tutaj autor trochę z tym przesadził. Wszystko wydaje się bardzo chaotyczne.
Żegluga Świętego Brendana opata opracowana przez J. Strzelczyka. Ocena: 6/6. Dość nudnawy wstęp, ale sam tekst "Żeglugi..." jest naprawdę świetny. Pomimo, że tekst ten pochodzi z chyba X wieku, to czyta się go lekko i przyjemnie; jest wspaniale napisany! :D
Przygody rycerza Jerzego Anny Borkowskiej, jednej z moich ulubionych pisarek. Ocena: 5/6. Kolejny raz nie zawiodłem się na autorce. Kolejna świetna książka! Co prawda nie dorównuje poziomem Gar`ingawi, ale i tak mi się podoba. W "Przygodach.." można znaleźć także dużo dobrego (przynajmniej wg mnie) humoru. Jest w niej jednak kilka błędów, ale ogólnie mogę ją polecić. :D
To chyba wszystko.

Lierre - 2006-12-31, 19:39

Poświąteczny raport czytelniczy ;)

Mity greckie Gravesa. Pamiętam, jak w podstawówce... chyba w 5 klasie ;) miłe panie bibliotekarki, chcąc pozbyć się mnie na dłuższy czas ;) dały mi dwie książki: "Sen o Troi" i właśnie mitologię wg Gravesa. Po przeczytaniu pierwszego mitu byłam bardzo zbulwersowana i nie mogłam się nadziwić, jak takie coś mogło się znaleźć w zasięgu rąk dzieci? I jak bibliotekarki mogą coś takiego polecać?! Nie wiem już, czy przeczytałam wtedy całość, pewnie nie ;) Od jakiegoś czasu polowałam na to, chcąc sobie przypomnieć, co takiego strasznego było w wersjach Gravesa... Niestety, od tamtego czasu musiałam się bardzo zdemoralizować, bo doprawdy nie wiem, dlaczego tak zareagowałam na ten mit... Ech, jakaż ja kiedyś byłam niewinna.. :roll: :lol: Ale ta książka dalej mi się nie podoba. Graves albo jest wybitnym badaczem, albo jasnowidzem, albo ma manię wielkości i dowolnie sobie fantazjuje... Stawiam na to ostatnie :P
Zamęt II Stephensona. Niestety, cykl jest z tomu na tom coraz gorszy... Gdzie im tam do pierwszej części "Żywego srebra" :) Ale i tak czyta się świetnie. Chyba nawet lepiej niż "Zamęt I", akcja jest bardziej dynamiczna, ciekawsza... Jest w tym cyklu coś, co mnie strasznie pociąga i chyba nie potrafię go konstruktywnie krytykować ani oceniać :D
Córka Homera Gravesa. Nie spodziewałam się po autorze powieści o Klaudiuszu czegoś tak nijakiego. Coś, co - jak głosi okładka - jest szczytem błyskotliwości i zapewnia przyjemność i satysfakcję, jest po prostu nudne. Po przeczytaniu pierwszych rozdziałów miałam ochotę rzucić tym o ścianę, ale się powstrzymałam, i dobrze, bo później akcja trochę się rozkręca. Trochę. Do furii i pasji doprowadzała mnie główna bohaterka, narratorka. Ale tak chyba bywa, gdy facet próbuje wczuć się w kobietę i jeszcze uczynić postać realistyczną :P Porażka, panie Graves ;)
Wielki Testament Villona. Jeszcze żaden utwór nie działał na mnie tak usypiająco... Może to ta melodia wierszy tak działa? ;) Pod koniec musiałam przeskakiwać od ballady do ballady, omijając tę, hm, część zasadniczą. Ale i tak bardzo mi się podobały (i to wcale nie dlatego, iż jedną z moich ulubionych piosenek jest "Villon" Maleńczuka ;) )
Dzięki PBI pokonałam Kandyda Voltaire'a :D Urzekł mnie język i subtelne żarty, nadające lekkości. Bardzo fajnie mi sie to czytało :)
Dzięki MBP :P zapoznałam się z Chłopakami Anansiego Gaimana. Świetna książka... chociaż ja przecież nie lubię Gaimana? Chyba muszę zweryfikować opinię... Od "Chłopaków..." nie mogłam się oderwać. Nie odstraszała mnie nawet koszmarna okładka. ;) Bardzo fajna, lekka książka, w sam raz na przerwę świąteczną ;) Przy najbliższej okazji będę musiała przypomnieć sobie "Amerykańskich bogów". Może się nawrócę? ;)
Ukoronowaniem tegorocznego czytelnictwa :P były Wieki światła McLeoda. Skończyłam je przed chwilą i nie jestem w stanie objąć całości rozumem ;) Jedna z lepszych książek, jakie ostatnio czytałam. Niesamowity klimat, jak w "Malafrenie" ;) Industrialny krajobraz, biedne dzielnice miast, nienaruszalny podział społeczny i rodzący się socjalizm i próby zakończenia Wieku drobną rewolucją ;) Polecam... książka, do której wraca się myślami długo po przeczytaniu ostatniej strony. Niewiele jest takich. :)
Dalszych planów czytelniczych na razie nie mam. Zaczęłam "Krew i złoto" Rice ale na razie bardzo mi się nie podoba. Narracja bardzo różni się od tej z "Wywiadu z wampirem", jest naiwna i zdecydowanie zbyt natchniona. Pewnie nie doczytam do końca. Szkoda, liczyłam na coś więcej...

Kamila - 2006-12-31, 19:52

Skończyłam Rok 1984 i Niezwykłą księgę hipnotyzmu Molly Moon... Obie książki cudowne :D Wciągnęły mnie... :D
Za to Klatka pełna aniołów Andrzeja Zimniaka była fatalna. Główny bohater ciągle się bił... Nie wiedziałam, o co chodzi... Najgorsze jednak były wulgaryzmy w co drugim zdaniu i to, w jaki sposób autor zwracał się do czytelnika. Cóż, ja się nie uważam za pewną część ciała... :evil: Jak tylko zaczęłam czytać tę książkę, to czekałam, żeby się skończyła. I od początku do końca byłam bardzo zniesmaczona :/
Teraz jestem w trakcie czytania (i raczej do końca tego roku nie skończę :P ) Z miłości do dziecka Betty Mahmoody. Są tu opisane historie osób, których partnerzy (z innego kraju) "porwali" ich dzieci i nie pozwalali praktycznie się z nimi widzieć. Bardzo ciekawa książka :)

Sin - 2007-01-07, 21:52

Przeczytane przez ostatnich kilka miesięcy: :P
Dwanaście opowiadań tułaczych Marqueza,
Tropem Xameleona Dębskiego,
Ostatnie Promienie Słońca Kaya,
Drużyna Pierścienia wiadomo kogo, wreszcie w wersji oryginalnej,
Extensa Dukaja,
Kuzynki, Księżniczka i Weźmisz czarno kure... Pilipiuka,
Mur Hadriana Williama Dietricha,
Zapach szkła Ziemiańskiego :P

I coś tam jeszcze, ale nie pamiętam co :P Komentarza dłuższego nie będzie, bo nie chce mi się tyle pisać :P Ogólnie, wszystkie książki świetne :P Oby takich więcej :D

Lierre - 2007-01-07, 21:55

Sinwen napisał/a:
Dwanaście opowiadań tułaczych Marqueza,
Sinwen napisał/a:
Ostatnie Promienie Słońca Kaya,
Sinwen napisał/a:
Extensa Dukaja,

Do odpowiednich tematów, natychmiast! Recenzje napisać! Dyskusje zacząć! A nie wymieniać tylko! To się nie godzi... :P Zrozumiano? :>

Sin - 2007-01-07, 22:06

Earwen napisał/a:

Do odpowiednich tematów, natychmiast! Recenzje napisać! Dyskusje zacząć! A nie wymieniać tylko! To się nie godzi... :P Zrozumiano? :>


Taaak, zrozumiano :P Napiszę coś w najbliższym czasie :> Trzeba się w końcu reaktywować forumowo, zanim całkiem się tutaj o mnie zapomni :D

A zresztą w temacie o Kayu już kiedyś napisałam o Ostatnich Promieniach :>

Lierre - 2007-01-07, 22:10

Odpowiednie podejście. A już się zastanawiałam, co Ci zrobić, gdy odpowiedź będzie negatywna :>

Czekamy na ładne, obszerne, wyczerpujące temat posty :D

Merrox - 2007-01-08, 00:40

Miasto śpiących książek Waltera Moersa - zaiste, książka intrygująca. Oryginalny świat, oryginalne postaci, orygianlne podejście do fantastyki generalnie. I książkiiii :potrof:. Czyli jestem pod wrażeniem i polecam. I nawet tłumaczenie nic zbytnio nie psuje.

Następnie Imię Róży Uberto Eco, wreszcie. Aż dziw, że tak późno. Książka zapewne znana i wiele mówić nie muszę :-) .

Wiersze i poematy Broniewskiego, Utwory zebrane Baczyńskiego, po raz enty Wiersze i piosenki Stachury i Poezje Leśmiana.

Wszystko to okraszone potężną dawką Pratchetta czyli Ostatni kontynent, Trzy wiedźmy, Piąty elefant, Ruchome obrazki i Kolor Magii, w ramach tzw. nadrabiania zaległości.

W kolejce już czeka Lux perpetua Sapkowskiego oraz Miłość w czasach zarazy Marqueza.

_Kate_ - 2007-01-08, 15:22

Moje ostatkie książki:
Czarownicy Dzikowskiej - opisuje jak leczą różnego rodzaju szamani, czarownicy.. takie sobie
Chatka Puchatka - hmmm... pierwsza była lepsza :D
Piąta góra Paulo Coelho - pierwsze spotkanie z tym panem. Ogólnie nawet fajne, ale wolałabym żeby nie był to temat religii...
Teraz czytam Jeźdźców smoków Anne McCaffrey. Zakupiony w bibliotece. Nawet fajny, choć trochę przewidywalny.
Przeglądam też zakupioną Ewolucję czarów T. Thorn Coyle. Szczerze mówiąc myślałam że będzie o zupełnie czym innym...

Kamil M. - 2007-01-09, 19:01

Cóżem to ja przeczytał wciągu ostatnich miesięcy... Hm... Metodą cofania jakoś do tego dojdę :P
Na pewno Nowy wspaniały świat Aldousa Huxleya. W ogóle - lubię utopie i to już daje książce duży plus. To, co spodobało mi się w tej książce, to skontrastowanie świata starego z tym Nowym i Wspaniałym poprzez wprowadzenie do opowieści rezerwatów i ich mieszkańców. A także zupełne niezrozumienie mieszkańców nowego świata dla przeszłości (choć dość zrozumiałe, biorąc pod uwagę pranie mózgu). No, i jak to utopia, i wizja Huxleya może znaleźć przełożenie na dzisiejszą rzeczywistość. We współczesnym świecie wciąż dąży się do Nowego Wspaniałego Świata, co samo w sobie nie jest złe, ale sposób, w jaki niektórzy go sobie wyobrażają, przypomina sposób książkowy. Obawiam się, że Nowy Wspaniały Świat musi być odwołany, póki się nie odczłowieczymy.

Na pewno Kota w stanie czystym Pratchetta. Ta książka bardzo wiele mi wyjaśniła, naprawdę. Nareszcie wiem dlaczego mój kot jest w dość dużym stopniu Prawdziwym Kotem i co porabia, kiedy go nie ma oraz jaki może być jego ewentualny stosunek do zamykania w pudełkach ze śmiercionośnymi substancjami.

Na pewno Gajusza Juliusza Cezara Aleksandra Krawczuka. Ja wiem, że to tylko jedna książka o Cezarze; ja wiem, że obraz w niej zawarty może być idealizowany, ja wiem, że może dzisiaj wiemy więcej. Ja to wszystko wiem. Ale przynajmniej teraz wiem także, dlaczego powtarza się, że "Juliusz Cezar wielkim wodzem był" - no, bo naprawdę był wielki. Pozycja bardzo mi się podobała, bo była bardzo przystępna dla mojego umysłu wbrew moim początkowym obawom. No, i zakończenie - może to takie moje odczucie, ale zakończenie mnie wcisnęło w fotel. Nie dlatego, że było niespodziewane, ale dlatego, że było bardzo trafne, a zarazem ciut patetyczne (a taka szczypta dodała smaku).

Zapomniałem o czymś... Ale jak sobie przypomnę, to napiszę.

Lóru - 2007-01-11, 16:32

Przeczytałem dziś Kota w stanie czystym. Wziąłem tę książkę do szkoły, żeby mieć co czytaj, jak będę wracał autobusem, a przeczytałem ją już na pierwszej lekcji. :nieuczesany: Genialna jest. :D Nigdy nie miałem kota, ale dokładnie tak sobie koty wyobrażam. ;) I utwierdziłem się w przekonaniu, że koniecznie muszę się kiedyś poddać terapii odczulającej i przygarnąć takiego małego futrzastego potworka. ;) (BTW jest w ogóle takie słowo jak "futrzasty"? :P )
Narbeleth - 2007-01-12, 10:24

Lórin napisał/a:
BTW jest w ogóle takie słowo jak "futrzasty"? :P

Nie ma :P A przynajmniej nie figuruje w żadnym z moich słówników. Jest jedynie futrzany (dostarczający futra albo z niego wyrabiany) albo futrzarski (przym. od futrzarstwo).
Ale przecież trzeba poszerzać słownictwo :uderzony:

Feadin - 2007-01-20, 22:38

pomijając książki od biologii tudzież od innych gadzin ;)
to ostatnimi czasy udało mi się przeczytać <nie pamiętam kiedy ostatnio post pisałam więc mogę się powtórzyć :P >

Michelle Paver - Wędrujący duch
Hanna Krall - Zdążyć przed Panem Bogiem
Tadeusz Borowski - Opowiadania
Iwona Surmik - Ostatni Smok
Gombrowicz - Ferdydurke
Pratchett - Kot w stanie czystym


coś jeszcze pewnie w miedzy czasie śmigneło mi ;)
a na tapecie aktualnie: Autostopem przez Galaktykę, Paradyzja, Muminki, Mały Książę i Inny Świat ;)

Pan Zegarek - 2007-01-23, 18:32

Oskar i Pani Róża E.E.Schmitta. Ocena: 5/6. Książka rzeczywiście bardzo ładna (jeśli można tak książkę określić) oraz niezwykle wzruszająca. Oskar, pomimo swoich niedoskonałości, jest jedną z bardziej sympatycznych postaci literackich. Początek jest bardzo dobry, ale końcówka jeszcze lepsza. Mimo wszystko czegoś mi w "Oskarze i Pani Róży" brakuje, ale sam nie wiem czego.
W 80 dni dookoła świata Juliusza Verne. Ocena: 5/6. Czytało się szybko i przyjemnie. Książka miała wspaniały klimat. Poza tym muszę pogratulować autorowi pomysłowości w wymyślaniu przygód; fabuła bardzo często zaskakuje.
Baśnie Andersena. Ocena: 4/6. Spodziewałem się czegoś lepszego po tej książce. W końcu jest to jedna z najbardziej znanych pozycji w literaturze młodzieżowej (co nie znaczy, że nie nadaje się dla dorosłych ;) ). Kilka baśni rzeczywiście mi się spodobało (zwłaszcza "Calineczka" i "Kalosze szczęścia"), niektóre średnio (np. "Rusałeczka", "Latający kufer" i "Słowik"), a jeszcze inne wręcz mi się nie podobały (chyba najgorsza była "Królowa śniegu").
Podróże Guliwera Jonathana Swifta (w opracowaniu Cecylii Niewiadomskiej). Ocena: 5/6. Początkowo trochę się zniechęciłem, bo nie lubię za bardzo książek pisanych w pierwszej osobie, ale wkrótce przekonałem się, że to wcale nie jest takie złe. ;) Okazało się, że książka stała się dzięki temu bardziej ciekawa. Zarówno przygody u Liliputów, jak i u Olbrzymów są naprawdę rewelacyjne (jedynie końcówka pierwszej księgi była trochę gorsza).

Lierre - 2007-01-26, 21:07

Pierwszy tegoroczny raport czytelniczy ;)
Perfekcyjna niedoskonałość Dukaja, lektura powtórna w celu zorientowania się, czy zrozumiem więcej niż za pierwszym razem (i zgłębienia tematu phoebe ;) ). Zrozumiałum więcej, zauważyłum nawet jakąś akcję, mam mniej więcej jakieś pojęcia, o czym jest ta książka i jestem na głodzie, bo chcę już następny tom. Ileż można czekać?
Siekierezada Stachury. Uwielbiam prozę Stachury... Jego wiersze aż tak do mnie nie przemawiają - ale książki... Cudowne. Może ta akurat nie była najlepsza spośród tych, które już czytałam - ale to, jak pisał o swojej Gałązce Jabłoni, podwyższyło ocenę. Jeżu, jak można tak pięknie o kimś pisać..
Następne było wspomniane już w poprzednim poście Krew i złoto Rice, czyli któryśtam - siódmy? dziewiąty? :P - tom "Kronik wampirzych". Początek był tak beznadziejny, że miałam ochotę rzucić w kogoś tę książką, relacje międzyludzkie, czy raczej międzywampirze męsko-męskie :P były opisane koszmarnie. Rice się uparła, żeby ich przerobić na odmienną orientację? I to jeszcze w tak głupi sposób? :P Obrzydliwe. Na szczęście, gdy zaczęła się akcja właściwa, czytało mi się trochę lepiej, niestety końcówka też była okropna i wrażenia zostały mi raczej negatywne. Tym bardziej, że pojawił się tutaj jeden z moich ulubionych bohaterów i przez to pojawienie się przestał być ulubiony. Więc chyba wychodzi na to, że na zdrowie by mi wyszło nieczytanie tego :P No ale trudno...
Później przyszła paczka z antykwariatu i zaczęłam rozprawianie się z jej zawartością od "Wielkiego Guslaru i okolic" Bułyczowa. Urocze opowiadanka. Bardzo mi się podobały :) Ale nie potrafię napisać o nich czegoś konkretnego. Po prostu... urocze ;)
W tzw. międzyczasie, na lekcjach ;) czytałam Historię twojego życia Chianga, czyli chyba cały dorobek wielu lat pracy tego autora :P Liczyłam na więcej... ale nie zawiodłam się bardzo. Tylko troszeczkę ;) Może dlatego, że najbardziej podobało mi się pierwsze opowiadanie i reszta zostawiła lekki niedosyt.
Później, chcąc sprawdzić, jak bardzo zepsuty został film :P przypomniałam sobie Hrabiego Monte Christo. Z rozdziału na rozdział film coraz mniej mi się podobał, aż w końcu stwierdziłam, że jest on właściwie profanacją tego genialnego dzieła. Te ponad 1200 stron przeczytałam w trzy dni, nie mogąc się oderwać... Cudowna narracja, wspaniali bohaterowie, i ta fabuła... Misterna intryga, przeplatające się wątki, drobne zdarzenia będące częściami Wielkiego Planu Ostatecznej Eksterminacji wszystkich, którzy dorobili się szczęścia lub fortuny kosztem przyszłego szczęścia i zapewne także fortuny niejakiego Edmunda Dantesa. Fascynująca była obserwacja powolnej realizacji tego planu, wyzwalania oczekiwanych reakcji i ukazywania małości wielkich tamtego świata. Jaki piękny musiał być Paryż na początku XIX wieku... I w ogóle jaka to musiała być piękna epoka :) Ech, więcej takich książek...

Nienor - 2007-01-30, 17:23

A co ja czytam :?: Władcę Pierścieni :P
Elanor - 2007-01-30, 22:09

Gdzieś mi się poprzedni raport zgubił w przeniesionej notce, więc powtarzam gwoli kronikarstwa:

- "Piąty elefant" - mniej humoru, więcej fabuły niż zwykle u Pratchetta, ale uważam, że wyszło to na dobre.
- "Sharpe's Eagle" Bernarda Cornwella - brytyjskie redcoaty w czasie wojen napoleońskich, mniam.
- "Głupiec na wzgórzu" Matta Ruffa - całkiem sympatyczne urban fantasy, z którego niestety nic nie wynika.

I nowy pakiet:

- "Smiercionośny jacht" i "Kanalia" Bernarda Cornwella - niegłupie thrillery, tylko strasznie dużo w nich pływają
- "Dziedzictwo Heorotu" autorów rozmaitych - dziewaczne skrzyżowanie historii o kolonistach z Alienem
- "Zdrada w Krondorze" Feista - książka koszmarna we wszystkich aspektach, ale jakie sentymentalne mam z nią skojarzenia... kto grał kiedyś w legendarną już grę komputerową, ten zrozumie
- "Akwarium" Suworowa - klasyka powieści szpiegowskiej no i ile ciekawostek
- "Przejście" Connie Willis - sympatyczne, chociaż trochę przydługawe niby-sf o naukowcach
- "Sharpe's Gold" i "Sharpe's Company" Cornwella - ciąg dalszy cyklu
- "Wody głębokie jak niebo" Brzezińskiej - książka ciekawa, chociaż napisana uciążliwym stylem
- "Pożeglować do Sarancjum" Kaya - nic nie napiszę, bo boję się librowej inkwizycji :>
- "Bez skrupułów" Clancy'ego - kolejna pozycja w moim rozwoju w dziedzinie thrillerów
- "Krzyżacki poker t.1" Dariusz Spychalskiego - zabójczy koncept na świat, niestety autor zapomniał przy okazji jego rozwijania, że pisze jeszcze książkę...

Lierre - 2007-01-31, 13:24

Elanor napisał/a:
nic nie napiszę, bo boję się librowej inkwizycji

Przecież nie ma się czego bać... Inkwizycji nie stać na opał i zapałki. Wypowiedz się, śmiało ;)

Elanor - 2007-01-31, 14:59

Earwen napisał/a:
Przecież nie ma się czego bać... Inkwizycji nie stać na opał i zapałki. Wypowiedz się, śmiało ;)


No może to przez to, że nie jestem żadnym znawcą historii, więc większość aluzji do postaci i faktów rzeczywistych spłynęła po mnie jak po kaczce. W każdym razie książka jest ładna, setting pomysłowy, jeno że troszkę... nudna :angel:

Kamila - 2007-02-02, 14:45

Ale ja mało czytam... Ale ja mało czytam... :P

Co przeczytałam w styczniu:

Latarnik - Henryk Sienkiewicz - bardzo ładna... eee... nowela? :) (ogólnie rzecz biorąc - fajne mam lektury na polski :mrgreen: )
Enneagram - Helen Palmer - test mówił, że jestem 4w5... A po przeczytaniu książki stwierdziłam, że w większym lub mniejszym stopniu pasują do mnie opisy wszystkich typów oprócz 7... :P No, ale czytało się lekko (chociaż książka jako taka trochę miejsca w plecaku zajmowała... I wcale nie powodowała, że stawał się on mniej ciężki... :P ), miło i przyjemnie :D
Pielgrzym - Paulo Coelho - dotychczas jedyna książka tego autora, którą oceniłam na biblionetkowe 3. Nudziłam się przy niej... I to właściwie od samego początku.
Carpe Jugulum - Terry Pratchett - świetne :D Na początku szło tak średnio, ale pod koniec już się oderwać nie mogłam :P
Demon i panna Prym - Paulo Coelho - wkurzała mnie trochę główna bohaterka, ale jednocześnie byłam ciekawa, jak wszystko się skończy :P

Teraz jestem w trakcie czytania Rio Anaconda Wojciecha Cejrowskiego ;) Jest to książka o jego pobycie wśród Indian. Oprócz opisu wydarzeń jest wiele "przerw" - krótkich rozdziałów na temat życia mieszkańców tropikalnych lasów Ameryki Południowej. W trakcie czytania często wybucham śmiechem... Na przykład widząc "kłótnie" autora i tłumaczki (a jest to jedna i ta sama osoba :twisted: ) w przypisach (na początku książki była informacja, że nie należy ich czytać... :P ). No i jest też wiele świetnych zdjęć :D

Zaczęłam również Hołd pruski Marii Boguckiej... Na razie wiem tyle, że nauka ze wszystkich innych źródeł niż podręczniki jest o wieeele, wieeele bardziej skuteczna :P I ciekawsza :D I przyjemniejsza :D

Lóru - 2007-02-02, 15:33

Kamila napisał/a:
dotychczas jedyna książka tego autora, którą oceniłam na biblionetkowe 3
Tak wysoko, czy tak nisko? :uderzony: Wiem, to wynika z następnego zdania. :P Ale nmsp. :potrof:
_Kate_ - 2007-02-02, 20:06

Jak ja tu dawno nie pisałam...
Książki ze stycznia:
Jeźdźcy smoków (McCaffrey Anne) – nawet fajna s-f...
Najgorszy (Łysiak Waldemar) – początek ciekawy, ale im było dalej tym gorzej... po prostu wszystko było wg takiego samego schematu, który zaczął mnie nudzić... ale zakończenie było dobre.
Makbet (Shakespeare William) – muszę przyznać że jedna z nielicznych lektur, która nie była beznadziejna - ale fajna też nie...
Czarnoksiężnik z Archipelagu (Le Guin Ursula Kroeber) – nareszcie zdobyłam! I bardzo ciekawa, ale niestety nie na 6...
Molly Moon zatrzymuje czas (Byng Georgia) – hmmm... troszkę gorsza od jedynki...
Dziesięciu Murzynków (Christie Agatha) – pierwsza przeczytana książka tej autorki, i nawet ciekawa
Świat po Harrym Potterze (praca zbiorowa) – ja nie bardzo wiem co te niektóre teksty miały wspólnego z Harrym, ale przyjemnie się czytało
Antykwariat ze starymi mapami (Moore Ulysses) – bardzo fajne
Opowieści o piratach (Lethbridge Lucy) – też fajne
Kapelusz pełen nieba: Opowieść ze świata dysku (Pratchett Terry) – oczywiście cudowne...
Oskar i pani Róża (Schmitt Éric-Emmanuel) – dosyć ciekawie napisane
Znaki życia (Thompson Frank) – coś z Losta, nie porywa jednak stylem...

Z lutego:
Purpurowy cesarz (Brennan Herbie) – fajne i szybko się czytało
Koń i jego chłopiec (Lewis Clive Staples) – nieee, było niestety momentami nudne... Drugi tom z 'opowieści', który dostał u mnie 3...

A teraz czytam Pianistę.

M.L. - 2007-02-17, 01:15

Ostatnio wróciłem do Ursuli Le Guin i jej cyklu o Ziemiomorzu.

Przeczytałem wszystko co zostało wydane po polsku:
Czarnoksiężnika z Archipelagu,
Grobowce Atuanu,
Najdalszy Brzeg,
Tehanu,
Inny wiatr i
Opowieści z Ziemiomorza

Po raz kolejny doszedłem do wniosku, że z postaci najbardziej lubię Ogiona Milczącego. To co sie zmieniło, to tym razem Tehanu, za którym to tomem nie przepadam, przeczytałem tym razem z niejaką przyjemnością. :D D

Nadal jednak najbardziej lubię Najdalszy Brzeg.

Inna sprawa, ze ten cykl jest dowodem, ze autor nie powinien deklarować, ze coś kończył, bo później to głupio wygląda. :D

Wroobel - 2007-02-17, 13:56

M.L. napisał/a:
Przeczytałem wszystko co zostało wydane po polsku:
Czarnoksiężnika z Archipelagu,
Grobowce Atuanu,
Najdalszy Brzeg,
Tehanu,
Inny wiatr i
Opowieści z Ziemiomorza


M.L.u czy ti jest odpowiednia kolejność czytania? Jestem po lekturze Czarnoksiężnika... i zastanawiam się, czego szukać dalej...

Nienor - 2007-02-17, 13:58

:dance: W końcu dostałam w swoje łapki Wiatrem malowane. Wroobelek zaprowadził mnie do biblioteki i teraz będę tam częstym gościem :)
M.L. - 2007-02-17, 14:11

Wroobel napisał/a:
M.L.u czy ti jest odpowiednia kolejność czytania? Jestem po lekturze Czarnoksiężnika... i zastanawiam się, czego szukać dalej...

Nastepne są Grobowce Atuanu, a po nich Najdalszy Brzeg, dalej Tehanu i Inny Wiatr.

Choć jednocześnie te dwie ostatnie części stanowią odrębna całość w ramach cyklu dlaczego? Przekonasz się sam.

Co do Opowieści z Ziemiomorza, to jest to zbiór opowiadań. W cykl powieściowy bezpośrednio wplata się, ostatnie z tam zamieszczonych, czyli Ważka, które trzeba czytać po Tehanu a przed Innym wiatrem.

Pozostałe opowiadania dzieją się w Ziemiomorzu, ale na obrzeżach wlaściwego cyklu. W jednym występuje Ogion Milczący (Kości Ziemi) i dzieje się ono przed cyklem o Gedzie, w drugim (Historia z Górskich Moczarów) występuje sam Ged, jako młody arcymag. :D

Tjo chiba tyle. :D D

Narbeleth - 2007-02-26, 15:55

Coś dawno tu nie pisałam. Ale też czytam zdecydowanie mniej, niż bym sobie życzyła.

Skończyłam Lalkę, już dawno temu. Zbyt dawno. Tzn. w ogóle za wcześnie ją przeczytałam jak na potrzeby szkolne :P
W między czasie, takoż na potrzeby szkolne, ale nie bez przyjemności, Nie-Boską Komedię Krasińskiego.

Potem... eee... mam dziury w pamięci :P Potem przyjaźniłam się głównie z różnymi dziwnymi rzeczami :P

Ostatnio przeczytane: Mgły Avalonu, książka, która od dawna leżała w domu w charakterze wyrzutu sumienia. Potem, czyli całkiem niedawno, Obiecaj mi Cobena, czyli nowa powieść z mojej zdecydowanie ulubionej serii sensacyjnej. Ghhhhraaau... Ja już proszę następną... ;)
Dalej, Mnie zabić Chmielewskiej, pozycja nieco rozczarowująca. Reasumując, ostatnio gównie książki z gatunku lekkostrawnych, z przerwami na poezję (Krynicki, Barańczak, Lec)
A teraz - nareszcie - zabieram się do Nietzschego.

Eru, jaki chaos mi tutaj powstał. Zgroza :P

Nienor - 2007-02-26, 17:28

Wiatrem Malowane Catty Cash Spellman skończyłam na drugi dzień po dorwaniu :) Kończę Władcę tom II. Czas na wyprawę do biblioteki.
Hybrid - 2007-02-28, 10:52

Kamienie na Szaniec, Popiół i Kurz oraz Książe Kaspian to książki które obecnie czytam. Co prawda w dziwny sposób, bo każdej po trochu, ale jakoś sobie radze ;)
Lambendil - 2007-03-07, 13:14

Metamorphoses Owidiusza, Aeneida Wergiliusza, Jean le Bleu Jeana Giono, Antygona Sofoklesa i jakies krotkie opowiadania francuskie, a to tylko lektury o_O :P
Lierre - 2007-03-11, 21:35

Drugi tegoroczny raport czytelniczy:

Książę Machiavelliego. Przeczytany, przyznaję, głównie dla szpanu - czasami trzeba powiedzieć coś mądrego na lekcji polskiego ;) a że "Księcia" dostałam już dawno temu i zbierał kurz na półce, stwierdziłam, że czas się z nim rozprawić. Byłam mniej więcej zorientowana, czego się spodziewać, ale i tak czytałam to dzieło z fascynacją... Wizja świata jest tak porażająco cyniczna i przy tym tak prawdziwa... Zdecydowanie polecam. Można sobie uświadomić, że lajf naprawdę ys brutal ;) albo stwierdzić, że otaczający nas świat jednak nie jest taki zły... :P
Jesień średniowiecza Huizingi. Poniekąd też dla szpanu ;) ale nie do końca, bo i tak od dawna chciałam to przeczytać, tylko nie miałam motywacji, żeby przynieść sobie taką ciężką książkę z biblioteki ;) W stylu tego pana można się zakochać. Nie spotkałam się jeszcze z tak porywającym pisaniem o historii. Jakby tak pisano podręczniki... ;) Mnóstwo tekstów pieśni, wierszy, ciekawostek obyczajowych - fascynujący opis epoki i ludzkiej mentalności.
Blaszany bębenek Grassa. Ten pan Nobla dostał absolutnie zasłużenie. Tematyka II WŚ nie jest tym, co lubię najbardziej, ale to czytało mi się wspaniale, nawet mimo doprowadzającego mnie do ciężkiej wścieklizny głównego bohatera i jego mieszanej narracji. Nie wiem, co mi się tam najbardziej podobało - chyba po prostu wszystko było w odpowiednich proporcjach. ;)
Romeo i Julia Szekspira. Bo podobno to czytałam i omawiałam w szkole. Taak, jasne... Upadła tu niestety moja teoria, iż nie lubię Szekspira ani w ogóle form dramatycznych. Błąd. Jednak lubię :P
No i na koniec - Fionavarski gobelin Kaya. Ilmare, nawet nie wiesz, jaką mi sprawiłaś radość ;) Podchodziłam do tego jak przysłowiowy pies do Jeża :P Wiedziałam, że następnym książkom Kaya nie dorasta do dolnego marginesu. I tak jest w istocie, ale... Ale i tak wciąga, mimo naiwności, jawnych i niepokojąco licznych podobieństw do "Władcy Pierścieni", banalności i mnóstwa innych wad. Ten pan umie cudownie pisać chyba o wszystkim... Mam ochotę przypomnieć sobie wszystkie jego książki :) Niech ja tylko odzyskam moją Tiganę :D
Ciekawe co by mi zrobiła Ilmare, jakbym jej nie oddała... :zeby: ;)

Elanor - 2007-03-18, 22:56

Ostatnio zaliczone:

- "Kryzys" - Robin Cook - pierwszy thriller medyczny jaki czytałam, przypadkiem zresztą, bo dostałam do zrecenzowania. Całkiem ciekawe.
- "Noc noży" - Ian Cameron Esslemont - początek drugiej serii powieści z Eriksonowego świata Malazańskiej księgi poległych. Nie dużo gorsze od Eriksonów.
- "Modyfikowany węgiel" - Richard Morgan - sf z dosyć przekombinowanym konceptem świata, chociaż bardzo sensownie rozegranym. Fabuła niestety mało porywająca.
- "Trzej muszkieterowie" - Aleksander Dumas - no co, powtórzyłam sobie :P
- "Czwarty protokół" - Frederick Forsyth - jakby się w książce troszkę więcej działo zamiast samych spekulacji politycznych, to by była ciekawsza.
- "Stan zagrożenia" - Tom Clancy - miodzio, na dodatek znany mi już film jest bardzo luźną adaptacją książki, więc autentycznie nie wiedziałam co będzie dalej.

Alixana - 2007-03-20, 12:53

Jestem w trakcie "Piekła i Szpady" Kresa... Przyznam że się rozczarowałam, i to dość mocno ;) Słyszałam że Kres potrafi tworzyć niepowtarzalny klimat... może i tak, ale jak czytam "Piekło i Szpadę" to mam wrażenie, że pisał to na siłę, że musi to skończyć i dlatego to ciągnie, chociaż dawno mu sie już znudziło... Mnie też się nudzi i dośc szybko odkładam książkę, by za kilka godzin dojść do wniosku że muszę ją wreszcie przeczytać i oddać koledze... Szerszy komentarz może nastąpi w innym miejscu, chyba muszę wypchnąć z siebie odczucia odnośnie tej książki, żeby nie zepsuły mnie od środka :P

Wcześniej czytałam Gaimana "Dym i lustra"... i tym sie bardzo pozytywnie zaskoczyłam :D Do Gaimana podchodziłam sceptycznie, ale wybitnie trafił w mój gust opowiadaniowy... głębia, niedopowiedzenia, świetny styl i idealnie dobrana długość... trochę przypomina mi to "Szklany Szpon" Dębskiego, przynajmniej stylem i moimi zachwytami :D

Zaczęłam też czytać "Lwy Al -Rassanu" Kaya, ale książka niestety została w Inowrocławiu, więc wrócę do niej dopiero za półtora tygodnia ;)

Tak dla przypomnienia, przed wydaniem drugiego tomu, przeczytałam też "Pana Lodowego Ogrodu" Sami - Wiecie - Kogo :D Im więcej razy czytam tę książkę tym bardziej genialna mi się wydaje... Ach, ja chcę już Pyrkon... :D :D

Edit: No i zapomniałam o Brzezińskiej ;) czytałam też "Wody głębokie jak niebo". Do kupna książka zachęcił mnie tytuł, który naprawdę mi sie podoba, i okładka, która moim zdaniem jest naprawdę świetna. Jeśli chodzi o treść - na pewno nie jest to to czego się spodziewałam, styl pani Brzezińskiej jest trochę męczący, ale czyta się nieźle... Trochę trudniej było mi przywyknąć do formy, poszczególne części były ciut za długie na opowiadania i zmienność bohaterów bywała denerwująca... w momencie gdy człowiek zaczynał się przyzwyczajać, i liczył na coś więcej o danej historii to opowiadanie się kończyło, a w następnym pojawiają się dalecy potomkowie bohaterów... Ale cóż, taki już jej urok ;) książka jak dla mnie średnia, ale ciekawa. No i nadal ma świetną okładkę :D

Sin - 2007-03-28, 16:32

A myślałam, że niedawno tu pisałam... :D

Ale to tak jest, ostatnio niewiele czytam bo czasu mało, toteż i aktywność na forum lekko podupadła. No ale teraz wiosna idzie, czas się forumowo reaktywować :mrgreen:

Oto więc przedstawiam krótkie czytelnicze sprawozdanie z ostatnich dwóch miesięcy (chyba :P )

Xavras Wyżryn i inne fikcje narodowe Dukaja - ciekawa wizja alternatywnej przyszłości. Opowieść o Xavrasie była chyba najlepsza, z pozostałych opowiadań świetna była "Sprawa Rudryka Z.", "Gotyk" też, a "Przyjaciel Prawdy" mi się nie podobał. Ogólnie mówiąc cały zbiór opowiadań dobry, aczkolwiek moim zdaniem trochę nierówny pod względem poziomu zamieszczonych w nim tekstów.

Bohun Jacka Komudy - Świetnie napisana, dość przekonująca rekonstrukcja wydarzeń z wojny polsko-kozackiej w XVII wieku, choć wiadomo, że nie w stu procentach wierna historii. W każdym razie fantastyki było tam niewiele, chyba że jako fantastykę traktować miejscami dość swobodną interpretację znanych historycznych faktów. Z drugiej strony oczywiste jest, że powieść to nie podręcznik historii, dlatego nie mam nic przeciwko wykorzystywaniu rzeczywistych wydarzeń jako tło do opowieści będącej wytworem wyobraźni autora. Książka jest naprawdę dobrze napisana, wciągająco, realistycznie, lekko archaizowanym ale w żaden sposób nie utrudniającym czytania językiem. Polecam :)

2586 kroków Pilipiuka - Zbiór opowiadań, lepszych i gorszych, jak to zwykle bywa. Podobały mi się zwłaszcza początkowe, szczególnie "Wieczorne dzwony" i tytułowe "2586 kroków", najbardziej klimatyczne, naprawdę działające na wyobraźnię. "Samolot do dalekiego kraju" jest oparty na ciekawym pomyśle i dobrze napisany, dwa krótkie opowiadanka w formie list - odpowiedź zyskują przez zawarty w nich humor. Dobra jest też "Strefa", ale poza wymienionymi pozostałe opowiadania nie zrobiły na mnie większego wrażenia. Ogólnie jednak cały zbiór polecam, choćby dla tych opowiadań o których wspomniałam.

Zielona Mila Stephena Kinga - Książka chyba znana, zwłaszcza że jej ekranizacja jest dość popularna, tak że dużo opisywać nie będę. Lubię książki w "więziennym" klimacie, o ile są dobrze i przekonująco napisane. Ta jest. I duży plus za Pana Dzwoneczka, naprawdę bardzo sympatyczny wątek, który jednak, wbrew pozorom, pasuje do surowego i brutalnego klimatu całej opowieści.

Wieszać każdy może Pilipuka - Najnowszy zbiór opowiadań z Jakubem Wędrowyczem w roli głównej. Dobry, jak wszystkie inne, pełen humoru, wciągający. Wolę wprawdzie starsze opowiadania o Wędrowyczu, ale te też są naprawdę niezłe; jako lektura lekka i wesoła, ale w miarę na poziomie - wspaniałe.

Serca Atlantydów Stephena Kinga - Ciekawe, chociaż brakowało mi charakterystycznej dla Kinga grozy. Miał to być thriller, a jest zbiór pięciu opowiadań, z których chyba tylko jedno zawiera motywy fantastyczne, pozostałe to po poprostu opowiadania obyczajowe. Niezłe, to fakt, ale ogólnie spodziewałam się czegoś innego.

Po słowiczej podłodze Lian Hearn - Pierwszy tom planowanego na pięć tomów cyklu "Opowieści rodu Otori". Chociaż akcja dzieje się, jak sama autorka napisała, "w wymyślonym kraju", to opisany świat nawiązuje do rzeczywistości w sposób podobny jak u Kaya - w prawdziwych, historycznych realiach z pewnymi modyfikacjami (głównie w nazwach), dzieje się fikcyjna historia. Mamy więc klimat średniowiecznej Japonii, tworzony przede wszystkim przez opisy przyrody, budynków i obyczajów. Książka napisana jest świetnie, tak że trudno się od niej oderwać. Piękne opisy, fascynujące realia, bardzo ciekawa fabuła, podobnie jak bohaterowie. Już szukam drugiego tomu :) I polecam, baaardzo. Bo warto :D

Lóru - 2007-03-30, 14:06

Skończyłem dziś czytać Starożytną filozofię chińską Tadeusza Czarnika. (BTW kupioną na zjeździe w Krakowie.) To krótkie dziełko jest doskonałym wprowadzeniem do mądrości Wschodu. Opisuje sześć szkół filozoficznych: szkołę yin-yang, taoizm, konfucjanizm, moizm, szkołę nazw i szkołę legistów, każdemu poświęcając jeden rozdział. Poza pierwszym rozdziałem, który poświęcony jest Księdze przemian, każdy inny jest podzielony na podrozdziały omawiające poglądy głównych przedstawicieli danej szkoły. Części poświęcone taoizmowi oraz konfucjanizmowi są oczywiście najdłuższe i dość obszernie (jak na 130 stronicową książkę) tłumaczą ich podstawy. Moizm, szkoła nazw i szkoła legistów są niestety potraktowane dość pobieżnie, co pewnie wynika z faktu, że były mniej popularne i mniej dzieł przetrwało, w związku z czym opis jest bardzo powierzchowny. Mimo przeczytania książki mam tylko bardzo blade pojęcie o naturze tych trzech szkół. Starożytna filozofia chińska w żaden sposób nie wyczerpuje tematu, ale jest niezłym wprowadzeniem. W poszerzaniu wiedzy pomagają listy literatury uzupełniającej do każdego rozdziału oraz bibliografia na końcu całości, które podpowiadają, po co sięgnąć, aby dowiedzieć się więcej.
Kamil M. - 2007-04-01, 13:02

Cóż.
Przeczytałem Makbeta - lektura. Nie uargumentuję dlaczego, ale bardzo mi się spodobał. Może to dlatego, że książka miała ciemnozieloną okładkę i wprowadzała w ciut celtycki klimat. Może dlatego, że rzecz się działa w Szkocji. Może dlatego, że nie było w rzeczywistości tam żadnego fatum, tylko głupota Makbeta, a jeszcze bardziej głupota jego żony. Tak czy siak podobało mi się i mam smaka na spektakl w Teatrze Śląskim...
Czytam sobie Pamięć i tożsamość Jana Pawła II, tak od czasu do czasu. Kupiłem ze dwa lata temu, ale jakoś nie chciało mi się czytać. A teraz czytam. I mimo że to niby książka o świecie współczesnym to porusza kwestie baardzo ponadczasowe, a to mi baardzo się podoba.

W sumie tyle starczy, bo ostatnio książki sobie rozważnie dawkuję...

Narbeleth - 2007-04-26, 20:37

No to tak...

Już teraz to się w ogóle pogubiłam z kretesem, co kiedy czytałam, ale postaram się jakoś nad tym bałaganem zapanować ;)

Po Mnie zabić poszłam za ciosem, sięgnęłam na półkę z innymi zgromadzonymi książkami Chmielewskiej, z nieśmiertelnym Babskim motywem na czele, który to Motyw szczerze uwielbiałam i uwielbiam nadal ;) Po nim jeszcze Nawiedzony Dom i Skarby, po czym odczepiłam się definitywnie od Chmielewskiej.

Gdzieś w między czasie, wcześniej, potem, jednocześnie, chyba to pierwsze połączone z tym trzecim, przebrnęłam – jestem genialna – przez Nad Niemnem. Masakra w stanie czystym. Już nawet nie te długie, wylewne opisy, opisy bym jakoś przeżyła, najgorsi byli bohaterowie, a właściwie jakieś schematy zachować imitujące bohaterów. Ta kobieta potrafi przez dwadzieścia stron charakteryzować na sucho bohatera, a już więcej życia ma w sobie opis gatunków we Wstępie do Poetyki. Podobnie z powstaniem, Balbus z większym sercem pisał o "zagładzie gatunków" (literackich) niż ona o martwych żołnierzach.
Uf. Lepiej mi.

Potem, Zbrodnia i kara Dostojewskiego.
Potem Rok 1984, na który miałam ochotę długo, ale jakoś nigdy nie miałam czasu ani możliwości. Teraz natomiast postanowiłam odciążyć z nieprzeczytanych półkę z książkami Kapuścińskiego i wzięłam sobie Imperium. Mam silne poczucie, że coś było po drodze, ale nie pamiętam co, a właśnie mnie wyrzucają... :P

Lierre - 2007-04-28, 21:13

Ostatnio pisałam o Fionavarze? O Eru... Raport z ostatnich kilku tygodni:
Pachnidło Suskinda, bardzo miła książka, po której o wejściu do sklepu zaczęłam decydować po zapachu... :P Zmienia spojrzenie na świat, bardzo zmienia. Chociaż "spojrzenie" to nie najlepsze słowo ;)
Maraton z Gaimanem, czyli Gwiezdny pył, Nigdziebądź, Dym i lustra, Rzeczy ulotne i M jak magia ;) Z ilości wywnioskować można, że mi się podobało.
Dwa Pratchetty: Piąty elefant i Wolni Ciutludzie. Oba bardzo mi się podobaly. Elefant jest genialny :D Ach, ten Marchewa... A Ciutludzie mnie pozytywnie rozczarowali, podchodziłam do tej książki jak do przysłowiowego Jeża ;) a okazało się, że jest bardzo fajna. Muszę upolować "Kapelusz pełen nieba" :)
Drogi do świętego Graala Moniki Hauf. Opis obiecywał, że będzie sporo o jego poszukiwaniach bliższych współczesności, a okazało się, ze większość zajmują streszczenia legend i porównania różnych wersji. Bu.
300 Millera, czyli moje pierwsze poważne spotkanie z komiksem. Zapewne nie ostatnie.
O bibliotece U. Eco. Jak wskazuje tytuł - esej o bibliotekach składający się głównie z opisu bibliotek idealnych i bibliotek od ideału bardzo dalekich. Miły.
W stronę Swanna Prousta. Chciałam sobie przeczytać coś ambitnego, ale się okazało, ze chyba za wysoko mierzę :P Jakie to nuuudne... Akcję można by skondensować do najwyżej 100 stron :P Dalsze tomy zapewne przeczytam, mają fajne tytuły :D ale może za jakiś czas. Będę sobie powoli dawkować ;)
Święto kozła Llosy. Pierwsze zetknięcie z autorem, którego nazwisko mnie straszy, ilekroć szukam Maqueza w bibliotece :P - okazało się, bardzo trafione. Wspaniała książka. Opis rządów małego dominikańskiego tyranka, który wzbudził we mnie taką samą sympatię, jak jego zamachowcy :lol: . Czytelnicze rozdwojenie jaźni... Genialnie napisana, choć nieco dziwnie - gubiłam się w chronologii, akcja zatacza krąg, całość jest właściwie retrospekcją, równolegle opowiadana jest przeszłość i teraźniejszość, przeszłość dzieli się na kilka wątków, a pierwsze wydarzenie z przeszłości jest chronologicznie późniejsze niż ostatnie ;) trochę zakręcone. Ale i tak genialne :D

Elanor - 2007-05-24, 20:40

Gdzieś od końca marca do spisu doszły:

- "Most Pegasus", Stephen Ambrose - ciąg dalszy dokształcania się w dziedzinie drugiej wojny światowej; bardzo przystępnie opisany epizod z lądowania w Normandii.
- "Suma wszystkich strachów" - Tom Clancy - o Jacku Ryanie cd.
- "Mroczne widmo" i "Zemsta Sithów" z serii nowelizacji starwarsowych - pierwsze koszmarne, drugie całkiem ciekawe, chociaż wysoka literatura to nie jest.
- "Muzyka duszy" - Terry Pratchett - milutkie, chociaż trochę za bardzo przefilozofowane, jak zresztą zwykle w wątku śmierciowym.
- "Kwestia honoru" - David Weber - kolejna część z cyklu o Honor Harrington, który wbrew pozorom z czasem robi się coraz lepszy
- "Dług honorowy" - Tom Clancy - kończący się czymś w rodzaju cliffhangera, a kolejnego tomu jeszcze nie mam
i na koniec "Dzieci Hurina"

Yávië - 2007-06-08, 00:33

Strasznie dawno tu nie pisałam i już nawet nie pamiętam, od czego powinnam zacząć...
Była Lolita Nabokova, o której wiem, że będę musiała jeszcze nie raz przeczytać, żeby dobrze zrozumieć.
Była Rzeźnia nr pięć Vonneguta, skończona na kilka dni przed tym, jak dowiedziałam się o śmierci autora.
Był Świat Zofii Gaardnera, nad którym początkowo się męczyłam. Potem poszło w miarę gładko, choć cały czas irytował swoją naiwnością - powinnam była czytać tę książkę jakieś pięć lat wcześniej.
Był Sekret hiszpańskiej pensjonarki Mendozy, bo na drugi dzień po tym, jak przeczytałam u Lorina, że człowiek jest z Barcelony i pisze o Barcelonie musiałam zobaczyć co to. I zobaczyłam - świetne!
Jeszcze Potop Sienkiewicza, czytany z niejakim wstydem, że dopiero teraz sięgnęłam po tę książkę i w niejakim pośpiechu - przeczytany w tydzień (dla mnie to szybko :czytam: ) - żeby zdążyć na wypracowanie klasowe, które i tak było, o ironio losu, z Lalki.

Poza tym parę dni temu, będąc strasznie zdenerwowana szukałam jakiejś książki, żeby się na nią rzucić i jednocześnie uspokoić (zawsze tak robię, gdy nie panuję nad nerwami) i wpadła mi w ręce Gra Endera, przeczytana po raz drugi z wielką przyjemnością.

Aktualnie męczę jeszcze Nad Niemnem Orzeszkowej - w szkole nie ma letko - oraz żeby nie zwariować do reszty - Szkatułkę z kości słoniowej Somozy.

Z ogromnym uśmiechem na twarzy muszę stwierdzić, że po część tych książek, jak i wszystkiego, co czytam, nigdy bym nie sięgnęła, gdyby nie to forum. Dzięki, Librae!

PS: Mój 50 post, hyk hyk :P .

Nienor - 2007-06-12, 13:17

Właśnie skończyłam Chłopaki Anansiego Gaimana, jestem zachwycona książką :) W kolejce czekają Amerykańscy Bogowie tegoż autora. W międzyczasie podczytuje Sandmana Gaimana :P i kilka innych pozycji, które ciągną się za mną od dłuższego czasu.

Aaa.. jeszcze dwie książki Lovecrafta leżą grzecznie na półce i czekają na swoją kolej :)

Aldawen - 2007-06-16, 19:01

Nie napisałam ani słówka na temat stosu książek przeczytanych w ramach miesiąca dobroci dla Aldy ;) , za to teraz, kiedy nie mam prawie na nic czasu, zebrało mi się na spamienie.. :P
W ramach odskoczni od wszelakich dzieł niezbędnych mi do pomyślnego zakończenia semestru czytam sobie wykopanego z otchłani szafy "Tomka u źródeł Amazonki". Za sobą mam już lekturę "Tomka wśród łowców głów". Niedługo trzeba będzie skorzystać z biblioteki, bo "Gran Chaco" już w zbiorach nie posiadam. Hmm.. wypadałoby uzupełnić :hmmm:

Taki sympatyczny powrót do troszkę już oddalonej, wczesnopodstawówkowej przeszłości ;)

Elewen - 2007-06-20, 07:03

Koniec z lekturami szkolnymi na ten rok, można zacząć wakacje czytelnicze. :dance:

Zamówienie z Empiku przyszło, więc aktualnie czytam dwie książki (choć w planach było przeczytanie jednej, a potem drugiej ;) ): 13 małych błękitnych kopert autorstwa Maureen Johnson i Rzeczy ulotne Neila Gaimana. Nie mogłam się powstrzymać przed czytaniem tej drugiej zanim skończę pierwszą. :P Obie lektury bardzo mi się podobają, co oznacza, że przed wyjazdem przeprowadzę 'najazd' na księgarnię. :->

Narbeleth - 2007-06-20, 10:17

Przeczytane przez ostatnie kilka tygodni, wyjąwszy to, o czym zapomnę.

Uparcie polując na książki własnej matki wzięłam się wreszcie za Sto lat samotności Marqueza, które wołało mnie już od dawna. Czytało mi się wyśmienicie, chociaż po niewczasie żałuję, że nie stworzyłam drzewa genealogicznego, pochodzenie jednego członka rodziny stanowi dla mnie zagadkę :P
Tortilla Flat Steinbecka, bardzo miła książka ;)
Po drodze ogarnął mnie humor na powtarzanie, wzięłam więc sobie Pomniejsze Bóstwa Pratchetta, moją ulubioną chyba pozycję tego autora.
Nigdziebądź i Gwiezdny Pył Gaimana, czyli pozycje odkładane na „kiedy wreszcie będę miała pieniądze” :P Pieniędzy, co prawda, nie miałam, ale i tak udało mi się je wydać ;)
Mam wrażenie, że gdzieś czytałam jeszcze Poskromienie złośnicy. Ale może to wcześniej było… Ech, skleroza.
Postanowiłam rozprawić się wreszcie z Mitami, snami i misteriami, straszącymi mnie z półki (autorem jest Mircea Eliade, pan którego teksty bardzo lubię), zachłannie zaczęłam, niestety w drogę wszedł mi Żeromski z Ludźmi bezdomnymi. Przy ostatniej lekturze zmieniłam zdanie o Orzeszkowej. Może Nad Niemnem nie jest szczególnie pasjonujące, ale działało na mnie tylko usypiająco. Nie miałam ochoty mordować… przynajmniej nie tak często.
Jako gwałtowną odtrutkę nad Żeromskiego, jeszcze przed skończeniem Ludzi.. uciekłam w kierunku Sapkowskiego i nieśmiertelnej sagi o Wiedźminie. Z uknutego planu powtórzenia opowiadań wyszło, koniec końców, powtórzenie całości, zaraz skończę Chrzest Ognia. Jak znam życie, to po Sapkowskim będę chciała przeczytać Kossakowską, bo czemu by nie :P
Dodatkowo, życie urozmaicam sobie Tatarkiewiczem, przez którego Historię Filozofii postanowiłam w końcu przejść porządnie, po kolei i w sposób uporządkowany. I jeszcze moją świeżo przybyłą filozofią starożytną ;)

Lierre - 2007-06-25, 19:53

Strasznie dawno tu nie pisałam i lista książek do opisania mnie przeraża... ale spróbujmy ;)

Diariusz najmniejszy U. Eco, o ile mnie pamięć nie myli, zbiór różnych krótkich form, felietonów, opowiadań, fikcyjnych sprawozdań i różnych takich ;) Czytałam to okropnie dawno temu i gdyby nie specjalny plik, w którym zapisuję tytuły przeczytanych książek, pewnie bym o nim zapomniała ;) Z czego wyciągam wniosek, że nie zachwycił.
Pierścień i róża W.M. Tkackeraya, w ramach przypominania lektur dzieciństwa ;) Trochę infantylne, ale świetnie się przy tym bawiłam :)
Ostatni jednorożec P.S. Beagle'a. Zawsze chciałam to przeczytać, naczytałam się wielu pochlebnych recenzji i spodziewałam się zbyt wiele, bo mnie zupełnie nie zachwyciło. To chyba miało być baśnią, ale nie wyszło :P
Posoka smoka Z. Wojnarowskiego. Nagroda z pewnej Zaprzyjaźnionej Strony. :) Na pewno nie sięgnęłabym po nią z własnej woli, i wiele bym straciła, bo książka jest świetna :)
Maraton z Pratchettem: Równoumagicznienie, Wyprawa czarownic, Trzy wiedźmy, Maskarada, Carpe jugulum w celu obserwowania postaci babci Weatherwax :) oraz Kapelusz pełen nieba i Prawda - pierwszy dość nieciekawy, drugi wręcz przeciwnie, choć trochę przegadany.
Kronika zapowiedzianej śmierci Marqueza. Ten tytuł mnie zawsze fascynował i cieszę się, że wreszcie to przeczytałam ;)
Cztery zeszyty Gunslinger's Born, komiksu na podstawie "Mrocznej Wieży" Kinga :) Mimo dość kiepskiej znajomości angielskiego poziom zrozumienia był dość wysoki i dowiedziałam się sporo ciekawych rzeczy o świecie Rolanda ;)
Pan Światła Zelaznego, kolejna przereklamowana książka, nastawiłam się na arcydzieło i się zawiodłam. Kiedyś do niego wrócę i może wtedy docenię ;)
491 stopni Fahrenheita Bradbury'ego, kolejne arcydzieło... no jakie, jakie? Przereklamowane ;) A było takie drogie :P
Małże na kolację B. Vanderbeke, ponoć arcydzieło współczesnej literatury niemieckiej, no cóż, chyba to nie jest to, co lubię najbardziej ;)
Księżniczka J.P. Sasson, jedna z książek z serii opowieści o uciskanych kobietach innych, barbarzyńskich kultur :P Fajnie napisana, ale opisy, które miały wstrząsnąć, nie wstrząsnęły. Ale może to ja mam problemy z wrażliwością ;)
Tajemniczy płomień królowej Loany Eco, lektura bardzo przyjemna i, jak na tego pana, przystępna. Niestety zakończenie było dziwne i zepsuło pozytywne wrażenie.
Wilczarz M. Siemionowej, czyli kolejna nagroda z Zaprzyjaźnionej Strony ;) Po tę książkę też bym sama nie sięgnęła i straciłabym bardzo wiele. Jedna z najlepszych książek, jakie ostatnio przeczytałam, bardzo świeża i działająca na wyobraźnię :)

Ninquelen - 2007-07-01, 18:01

Po powrocie wczoraj wieczorem z Empiku z miejsca rzuciłam się na dziesiąty tom Vampire princess, bo naczekałam się na niego okropnie długo ;) Nie rozczarował mnie :)
Potem zabrałam się za Prawdę. Przeczytałam w jeden wieczór.. I muszę powiedzieć, że nie jest to najlepsza książka z cyklu. Niby nie jest zła, wszystko co trzeba jest... A jakoś coś nie gra. Może muszę przeczytać ją drugi raz, bo jakiś się nie wciągnęłam. Nie mówię, że Prawda jest słaba. Ale jakbym miała kogoś zachęcić do poznania Pratchetta, nie poleciłabym mu Prawdy na początek. Może za mało Vimesa było? Sama nie wiem ;)
Parę dni wcześniej zrobiłam sobie powtórkę z twórczości Magdaleny Samozwaniec i w ciągu kilku dni wchłonęłam Marię i Magdalenę, Zalotnicę niebieską, Moją wojnę trzydziestoletnią i Tylko dla dziewcząt, czyli to, co posiadam w domu. Uznałam, że muszę upolować resztę felietonów ;)
Zapewne czytałam ostatnio wiele innych rzeczy, ale nie mam głowy do przypominania sobie, co to takiego ;) A dziś zabieram się za pierwszy tom Kupców i ich żywostatków Robin Hoob :)

Sin - 2007-07-01, 21:48

Mam koszmarne zaległości w tym temacie.. :D Większe niż myślałam. Jak ich teraz nie nadrobię to będzie źle. :D
Dary Ursuli Le Guin. Podobały mi się. Świetny klimat, świetnie napisane, ogólnie książka robi wrażenie. Mogłaby tylko być trochę dłuższa, ale mimo to naprawdę polecam :wink:
Rycerz Mrocznej Chwały Davida Gemmela, dość typowe fantasy, ale ogólnie przyjemnie się czytało. Początek średni, z czasem jednak książka wciąga coraz bardziej, nie trzeba się zniechęcać. A koniec mnie zaskoczył :)
Taliesin Stephena Lawheada, pierwszy tym cyklu "Pendragon". Połączenie legend brytyjskich i mitów o Atlantydzie, świetnie napisane i ogólnie dużo lepsze niż się spodziewałam. Duży plus za ciekawych bohaterów i generalnie bardzo oryginalny pomysł. Zainteresowało mnie, tak że z przyjemnością przeczytałabym następne części.
Las Ożywionego Mitu Roberta Holdstocka, pierwszy tom serii o tym samym tytule. Kiedyś, bardzo dawno temu przeczytałam tom drugi który mnie zafascynował i od tego czasu szukałam pierwszego. Znalazłam w końcu na Allegro :wink: Ogólnie jest to jedna z najoryginalniejszych i chyba najdziwniejszych fantasy jakie czytałam, jest w tym coś z legend, coś z mitologii, coś z powieści psychologicznej, coś z obyczajowej.. I do tego cudowny nastrój. Bardzo polecam, aczkolwiek ostrzegam że książka jest bardzo trudno dostępna :)
Makbet wiadomo czyj, lektura szkolna, a w liceum postanowiłam czytać lektury :D Rozpisywać się nie będę bo chyba każdy czytał, w każdym razie podobał mi się.
Wyspy Szaleństwa Gravesa, powieść historyczna, jak można się domyślić, o hiszpańskiej kolonizacji Wysp Salomona. Ciekawy okres w dziejach, dobrze opisany, dużo wątków, ale bez wrażenia chaosu. Wyjątkowo dużo humoru, miejscami nie mogłam powstrzymać ataków śmiechu. :D Warto przeczytać, naprawdę.
Lions of Al-Rassan Kaya, tytuł w oryginale bo w oryginale czytałam, co każdemu polecam. :) Wrażenie jest o niebo lepsze, opisy i niektóre dialogi są zupełnie bez porównania z tłumaczeniem. Teraz mam ochotę dorwać resztę książek Kaya w oryginale, różnica jest ogromna, pomimo że tłumaczenia tego autora są ogólnie niezłe. Co do samej książki, jestem pod wielkim wrażeniem. Arabskie klimaty to coś co baaardzo lubię, opisywane czasy to także jeden z moich ulubionych okresów w historii, tak że same realia jest już wielki plus. Za cudowne opisy drugi. Za bohaterów następny. Do tego jeszcze jeden za oryginalnie przedstawiony wątek miłosny. Za fabułę też plus, zwłaszcza za zakończenie. Ogólnie same plusy, wspaniała książka :)
Autostopem przez galaktykę Douglasa Adamsa, genialna satyra, pełna humoru, Pękałam ze śmiechu :D A przy tym wszystkim książka jest naprawdę mądra. Wielkie brawa dla autora.
Kolor magii Pratchetta. Wreszcie dorwałam coś ze "Świata Dysku" :D Styl pisania i komizm podobny jak w "Autostopem...", poza tym widać że autor ma nieograniczoną wyobraźnię. No i talent, talent też ma, bez wątpienia. Chcę następne tomy :D
Na posłaniu z trawy i W blasku księżyca Lian Hearn, cudowne książki. Czytając "Po słowiczej podłodze" obawiałam się że następne tomy jej nie dorównają, ale niepotrzebnie. :) Pozostał wspaniały klimat, akcja wciąga coraz bardziej. Polecam cały cykl, zwłaszcza jeśli kogoś interesuje kultura japońska, naprawdę warto :)
Zahir Paulo Coelho, co do którego mam dość mieszane uczucia. W wielu kwestiach zgadzam się z głównym bohaterem i z jego poglądami na życie i niektóre inne sprawy, tak że ogólnie pod względem filozoficzym książka do mnie trafiła. Nie podobał mi się natomiast wątek Michaiła i jego działalności, ta część książki zbytnio przypominała "Pielgrzyma" którego lubię najmniej spośród książek tego autora. Mimo to myślę że było warto przeczytać, książka skłania do refleksji , a część zawartych w niej poglądów moim zdaniem naprawdę ma sens :)
Wir Jose Eustasio Rivery, mało znana, chociaż świetna książka. Południowa Ameryka, farmy, plantacje kauczuku. Powieść obyczajowa, oparta na faktach. Duży plus za piękne opisy.
Siedemdziesiąt razy siedem Dalmiro Saenza, zbiór opowiadań, ogólnie dobrych, aczkolwiek szczególnie podobało mi się tylko jedno. :) Przeczytać warto, bo w opowiadaniach poruszone jest wiele różnych zagadnień i problemów, są dobrze napisane i większość ma naprawdę zaskakujące zakończenia.
Zabawki diabła Anny Kańtoch, genialne. Wspaniała, mroczna atmosfera, świetnie połączone wątki kryminalne, fantastyczne i obyczajowe, no i Domenic Jordan, jeden z bardziej oryginalnych ksiązkowych bohaterów jakich znam. Mistrzostwo :D
Miasto w zieleni i błękicie, tej samej autorki. Początek mnie zafascynował, bo pomysł był naprawdę genialny. Świetne opisy Miasta Snów, ciekawa postać Mel, rywalizacja tradycji z nowoczesnością, przeszłości z teraźniejszością, magii z chrześcijaństwem... Mogłaby wyjść z tego wspaniała historia, a mam wrażenie że później autorce zabrakło inwencji. Nie mogę powiedzieć żeby rozwój akcji mi się nie podobał, ale byłam lekko rozczarowana, po świetnym początku spodziewałam się jednak czegoś innego. Ogólnie książkę mimo to polecam, po pod wieloma względami jest naprawdę dobra. :)

Alixana - 2007-07-02, 20:28

Ostatnio:
Ziemkiewicz - "Coś mocniejszego", zbiór bardzo fajnych opowiadań, pisanych z humorem i dużym dystansem do pisarstwa, życia i przedstawianych historii ;)
Zajdel - "Dokąd jedzie ten tramwaj" - po raz drugi się do tego zabierałam, tym razem z własciwym nastawieniem i bardzo mi się podobało, pewne schematy wydają się dość proste i czasem nawet odtwórcze, ale jak sie weźmie poprawkę na to kiedy opowiadania te były pisane to naprawdę robią wrażenie
Zajdel - "Cylinder van Troffa" nadrabiam klasyczne zaległości ;) ciekawe, trochę katastroficzne, smutne, pomysłowe i chwytające za różne części ciała :P trzeba bliżej przyjrzeć się twórczości tego pana :D
Prattchet - "Zbrojni" - książka czytana po raz kolejny, z uwielbienia dla Havelocka... :D

Feadin - 2007-07-03, 22:01

Właśnie skończyłam
Przenajświętszą Rzeczpospolitą - Piekary i jestem pod niesamowitym wrażeniem.
W podróży zaczęłam się pastwić nad Diuną i stwierdzam, ze brakowało mi tej lektury ;)
A rano sięgnęłam po Le Guin i jej Jesteśmy Snem.

Zobaczymy co z tego wyjdzie ;)

Ninquelen - 2007-07-03, 22:10

Pierwszy tom Żywostatków próbowałam czytac jak najwolniej, bo nie zakupiłam od razu drugiego i to był bład, jak się okazało :) Lubię Robin Hobb :)
Całkiem jak w przypadku pozostałycb książej Hobb, wciagnęlam się natychmiast i czytało sie śwetnie. Ja chcę już drugi tom <łamie postanowienie i leci do empiku zamówić>
Statki sa zachwycające... Postaci wyraziste. Co tu dużo mówić... Wpadłam znów w świat wykreowany przez autorkę i ciężko mi go będzie opuścić ;)
Wybaczcie, że nie napiszę nic mądrego ;)

Indil - 2007-07-06, 13:47

Diunę (cały cykl) na przemian z Małym Ponurnikiem Kłapouchego.
Z tym ostatnim odczuwam pokrewieństwo duchowe, które się przypisuje również Snape'owi.
I jestem z tego dumna :mrgreen:

Lóru - 2007-07-08, 00:33

W Grecji przeczytałem Inne pieśni Dukaja (w końcu!!!), ale napisze o nich w innym temacie. Dukaj za wcześnie mi się skończył, więc sięgnąłem po Krytykę zbrodniczego rozumu, która była akurat pod ręką. Jako czytadło całkiem niezłe, ale nie znalazłem tej intelektualnej uczty zapowiadanej na okładce. :P (Może to zależy od intelektu czytelnika? Dla niektórych samo nazwisko Kanta musi być niecodziennym widokiem. xP) Mroczna strona duszy Kanta niezbyt mnie przekonała. A książka jest napisana takim wkurzającym stylem, że wszystkie dramatyczne zwroty akcji da się przewidzieć jeszcze w poprzednim rozdziale. :P Rozwiązania byłem ciekaw, bo intryga jest nawet całkiem niezła, ale jak na kryminał (?) napięcie jest za szybko rozładowywane. Wcale ta książka nie taka mroczna, jaka miała być. Ale idealne czytadło na wakacyjne lenistwo. ;)
Yávië - 2007-07-08, 15:07

Ostatnio przeczytałam Oliwkowy labirynt Mendozy. Chyba troszkę mniej mi się podobał od pierwszej części przygód szalonego detektywa :P , ale tylko troszeczkę.

Następnie Samobójczynie by Jeffrey Eugenides, znane też jako Przekleństwa niewinności. Bardzo, bardzo poruszająca książka opowiadająca o nastolatkach z amerykańskiego przedmieścia. Nie mówi ona jednak o popularnych zawodnikach drużyny i cheerleaderkach oraz frajerach z high school ;-) tylko o dramacie pięciu sióstr, które przez swoją tajemniczość fascynują wszystkich spotykanych przez siebie chłopców. Niezwykła powieść, dla mnie napisana w sposób dziwnie szczery, realistyczny i prawdziwy.

I jeszcze Amerykańscy bogowie. Cóż, chyba Gaiman mnie nie porywa. Nie jest zły, jest dobry, w porządku, ok, ale niestety nic więcej. Kilka świetnych fragmentów, całość bardzo fajna :-P , ale żadnych zachwytów. Może kiedyś :uderzony:

A teraz (wreszcie!) zabieram się za Tiganę Kaya. Będzie świetna, prawda? Powiedzcie, że tak, mam ochotę na coś naprawdę fantastycznego :mrgreen: .

Narbeleth - 2007-07-09, 09:58

W ramach pięknej pogody nad morzem, miałam dużo czasu dla książek. I dobrze, bo dotargałam ich jakąś dziwną ilość... :P

Zaczęłam od Pratchetta i Carpe Jugulum. Chyba się stęskniłam za tym panem, bo czytało mi się znowu bardzo dobrze, prawie tak, jak dawno temu, kiedy się dopiero z nim zaprzyjaźniałam. Poza tym, obecność wampirów w tej książce zdecydowanie podniosła jej atrakcyjność ;)

Dalej, Mini-wykłady o maxi-sprawach Kołakowskiego, po części z chęci, po większej części z wyższej konieczności. Prawdę powiedziawszy, w większości mało odkrywcze, widać od razu, że adresat (wykładziki stworzone dla telewizji tudzież drukowane w gazetach, czyli raczej dla szerszej publiczności) mocno wpłynął na.. hm, jakość? książki (ten człowiek, który wali gdzieś tu młotem, tak, że go w zębach czuje źle na mnie działa - tak, tak, dobrze mieć jakąś wymówkę :P ), kiedy porównam Mini-wykłady... z początkiem Horror metaphysicus, którego początek miałam przyjemność kiedyś przeczytać, mam wrażenie, że to nie ten sam pan pisał. Tzn. miałabym takie wrażenie, gdyby nie dość charakterystyczny styl Kołakowskiego, czasowników przestawianie, którego z niczym innym pomylić się nie da :P

W ramach czytania zboru esejów Widzenia nad Zatoką San Francisco Miłosza, po którymś z kolei eseju, z za dużą ilością kwestii religijnych jak na moje skromne potrzeby, uciekłam w kierunku "Przyjdź i zgiń" Agathy Christie, co by Miłosza nie utopić. Po skończeniu rzeczonego kryminału, do Widzeń... powróciłam, i prawie je zakończyłam, zostały mi jakieś dwa eseje. Ha ;)

Ku zgrozie mojej osobistej przyjaciółki, dotargałam sobie tom pierwszy Tatarkiewicza jak również tom pierwszy filozofii starożytnej (ach, ten dylematy). Z Tatarkiewicza zdążyłam przeczytać niewiele, z filozofii starożytnej trochę więcej. Mhry ;)

W domu muszę się w pierwszej kolejności odtęsknić za tym, co mi się już nie zmieściło, a potem będę kończyć Widzenia... i triumfalnie kierować się w stronę Herberta. I Stasiuka.

Alixana - 2007-07-22, 16:51

Nadrabiania zaległości w polskiej SF ciąg dalszy ;)

Zajdel - "Wyjście z cienia" - ciekawa, szybko się czyta, ale albo autor był mało pomysłowy, albo ja za dużo SF się naczytałam :P

Zajdel - "Paradyzja" - patrz wyżej :P

Wiktor Żwikiewicz - "Delirium w Tharsys" - dziwna, pokręcona, momentami bardzo niezrozumiała, męcząca ;) czyta się wolno i jakby w innym języku, ale ma w sobie coś co przyciąga i kusi do następnego podejścia obiecując że teraz będzie łatwiej... zobaczymy za jakiś czas, jak uda się jej złamać moją silną wolę :D

A poza tym, nadal z uwielbienia na Havelocka: "Straż! Straż!" i "Bogowie, honor, Ankh-Morpork" :D

btw, czy ja komuś nie pożyczałam "Na glinianych nogach"? zniknęła z mojej półeczki i nie mam pojęcia gdzie teraz jest... taka samotna, zagubiona... pewnie płacze za mną... ;)

Pzdr,
Mahoniowy Budyń :D

Lierre - 2007-07-28, 14:44

Przeczytałam ostatnio:
Dwa tomy trylogii Inkowie francuskiego zespołu autorów, opowieść o podboju państwa Inków przez Hiszpanów. Historia dość krwawa i ogólnie nieprzyjemna, ale równoważy ją dość specyficzny wątek miłosny, między jednym z Hiszpanów a inkaską kapłanką, bo jakże mogłoby być inaczej? ;) Cykl dość interesujący, choć przeszkadza trochę narracja w czasie teraźniejszym, do której można się jednak przyzwyczaić. Atutem jest z pewnością to, że jednym z autorów jest wyspecjalizowany historyk, więc można założyć, że jakaś część przedstawionych tam informacji może pokrywać się z prawdą ;)
Wahadło Foucaulta Eco. Od dawna chciałam je przeczytać, ale nie było to dobrym pomysłem, bo niestety mnie pokonało. Doczytałam do końca, ale nie było to zbyt miłe ;) Mam wrażenie, że nie zrozumiałam 2/3 treści, chyba jeszcze do tej książki nie dorosłam :P Kiedyś spróbuję jeszcze raz :)
Pasję życia Stone'a, czyli słynna opowieść o życiu van Gogha. Polecam :) Bardzo realistycznie napisana, wierna biografii, fascynująca :)
Człowiek do przeróbki Bestera. Ponoć klasyka SF, ale w rzeczywistości - nic ciekawego ;) Fajnie się czytało, ale liczyłam na coś więcej. Spodobała mi się sama idea "przeróbki" i teoria, wg której, bodajże, osób wybijających się spośród społeczeństwa w sposób negatywny nie można izolować, lecz przerabiać na osoby wybijające się w sposób pozytywny :P Trochę straszne ;)
Miasto Śniących Książek Moersa. Książka o książkach, wizja raju bibliofila ;) Pięknie wydana i świetnie napisana. Zdecydowanie polecam, niesamowite czytelnicze przeżycie ;)
Upiór opery Lerouxa, pierwowzór wszystkich opowieści o Upiorze. Polecam miłośnikom tematu, pozostałym radzę zastąpienie tego... czegoś :P "Maskaradą" Pratchetta ;)
Wyznania Konstancji Mozart Duquesnoy, pamiętnik żony Mozarta, fikcyjny, ale oparty jednak na solidnych podstawach, wierny biografiom, listom, obyczajowości epoki. Polecam :)
Patrol zmroku i Nocny patrol Łukjanienki. Uwielbiam Moskwę Łukjanienki. Uwielbiam jego styl. Gdyby ktoś mi zaproponował przeniesienie się do świata wykreowanego w „Patrolach”, nie zawahałabym się ani chwili ;)
Agent FK i Miasto na górze Bułyczowa. Pierwsza z książek raczej nieciekawa, druga - straszna i klaustrofobiczna, ale warta polecenia ;)
Smok i jerzy Dicksona, typowe fantasy, może i pomysł dość ciekawy, i wykonanie nie najgorsze, ale czegoś mi tam brakowało. Ot, wakacyjne czytadło.
Świat Rocannona Le Guin, który przeleżał sobie na półce prawie rok, bo byłam pewna, że już go czytałam, a okazało się, że czytałam tylko prolog ;) Świetna książka, jedna z najlepszych Le Guin, w cyklu haińskim - kilka kroków za "Lewą ręką ciemności" ;)

Narbeleth - 2007-07-28, 22:52

Wszystko czerwone Chmielewskiej, na które gwałtownie miałam ochotę po dokończeniu Miłosza. Podziałało zgodnie z przeznaczeniem ;)
Eseje: Martwa natura z wędzidłem Herberta. Ciekawe, moim zdaniem ciekawsze niż początek Barbarzyńcy w ogrodzie, nie mogę się wypowiadać co do całości, bo na razie nie dokończyłam :P Lubię styl Herberta (zwłaszcza po Miłoszu), jego – dosyć subtelne – poczucie humoru, i plastyczność wypowiedzi. A nie sądziłam, żeby bardzo mnie porwały eseje o Holandii i holenderskim malarstwie ;)
Dalej, Zagajewski, W cudzym pięknie. Bardzo zgrabnie napisane eseje, oscylujące wokół Krakowa, jakby nieuporządkowane. Miejscami nadmiernie „natchnione”, jak na mój skromny gust, ale czytało się dobrze.
Potem Szczeliny istnienia, nazwiska autorki zapomniałam. Nie skończyłam, właściwie trudno mówić, żebym zaczęła, poległam na którejś z kilkunastu pierwszych stron. Nie zamierzam kończyć, zraziła mnie miłość autorki do wiśni i jej wieszcze natchnienie tymże owocem. Chodzi o to, żeby zobaczyć siebie przez owoc wiśni (cytat z pamięci, ksiązka jest za daleko :P ), Nie widzę w wiśniach nic bardziej metafizycznego niż w czereśni, winogronie czy innej gruszce, w wszechświecie widzianym z perspektywy czy też przez pryzmat wiśni nie dostrzegam niczego inspirującego. Przykro mi, widocznie jestem nieczuła, a ilość ontologicznych powiązań wiśni na kolejnych stronach tylko mnie w tej nieczułości utwierdza, brr…
Od pani, która popełniła Szczeliny istnienia uciekłam z powrotem do Herberta i Labiryntu nad morzem, który właśnie wykańczam. Jakkolwiek tematyka Labiryntu.. jest mi bliższa, to Martwą naturę…. czytało mi się lepiej. Co nie znaczy, że Labirynt… nie jest ciekawy.. ;)

Aaa, w ramach odskoczni od esejów, przeczytałam Kubusia Puchatka i Chatkę Puchatka. A co ;)

Ninquelen - 2007-07-30, 00:54

Dzięki uprzejmości Drania dorwałam się do ostatniego to,mu sagi o Elryku Moorcocka, czyli Zwiastuna burzy. Nie mogłam tego tomu znaleźć i przez bardzo długi czas żyłam w niewiedzy co do losów albinosa, do którego mam słabość ;)
O Elryku nie czytałam już dawno. Zaczęłam czytać, i prawie równocześnie zaczęłam zastanawiać się, co ja w tym widziałam, ponieważ język wydał mi się mocno prymitywny, jakby mi ktoś przyniósł do oceny coś tak napisanego, wyszydziłabym go bezlitośnie. Nieco uspokoiła mnie wiedza, iż podobno polskie tłumaczenia są kiepskie, gorsze niż oryginał. No owszem, są. Czytałam sobie, irytując się co i i rusz na tłumacza, i nawet nie zauważyłam, jak historia mnie wciągnęła, niemal zapomniane imiona przypominają się, i nie mam już problemów z postaciami i miejscami... A jakoś w okolicach połowy przypomniałam sobie, za co jak tak lubię historie o wiecznym wojowniku. Mają w sobie coś, co mnie uwiodło, gdy miałam szesnaście lat, i uwiodło mnie ponownie teraz. Nie umiem opisać, co to takiego... Klimat, może ta mityczność i tajemnica.. nie mówiąc już o głównym bohaterze, który zachwycił mnie od pierwszych chwil, od dawna mam słabość do albinosów ^^
Podsumowując- książkę się miło czyta, zwłaszcza, jak sobie uświadomić, że w czasach, gdy powstawała, motywy nie były jeszcze stare. Wyjaśnia bardzo wiele.. I przyznam, że nawet mnie to wyjaśnienie nieco zaskoczyło.
Spoiler, dla uprzedzenia tych, co może nie przeczytali, a by chcieli.




Kończy się smutno. Nie lubię, jak mi bohaterów uśmiercają, zwłaszcza takich przystojnych.
Czyli... warto doczytać i dotrwać do ostatniej części.

Sin - 2007-08-19, 22:43

Zapakowałam do walizki parę leżących od dłuższego czasu na półkach książek, tych które miałam ochotę przeczytać, ale jakoś nie mogłam się za nie zabrać. I dobrze, że je wzięłam - wszystkie mi się spodobały, niektóre nawet bardzo :wink:
Pierwszy tom Kronik Hjorwardu Nika Pierumowa - typowe fantasy, ale napisane ciekawie i ogólnie z pomysłem. Gdy nie wraca się szczególnej uwagi na niektóre wątki, które wydają się zapożyczone z innych książek, a przynajmniej z jednej, dobrze większości z nas znanej, czyta się przyjemnie, a książka wciąga już od początku. Nie ma zbyt wielu skomplikowanych przemyśleń czy rozważań, większość treści to czysta akcja, tak że książka to krótko mówiąc czytadło, ale niezłe i napisane z wyobraźnią. Planuję dorwać następny tom.
Tysiąc Drzewek Pomarańczowych Kathryn Harrison, cudowna, fascynująca książka. Miejscami baśniowa, miejscami realistyczna, świetnie napisana opowieść o marzeniach, fantazji i magii obecnej w życiu ludzi. Polecam :)
Ogniste Wrota Stevena Pressfielda, które opiszę krótko. Najlepsza książka o wojnie i wojownikach jaką kiedykolwiek czytałam. Spartanie walczący pod Termopilami przestają być tylko bohaterami z kart historii, stają się zwykłymi ludżmi, opisane są ich myśli, uczucia, obawy, wątpliwości. Dodatkowym wielkim plusem jest oryginalny sposób proawdzenia narracji, ale nie zdradzę o co chodzi. Przeczytajcie i zobaczcie sami, warto, naprawdę :wink:
Poza tym przeczytałam Inne Pieśni Dukaja, o których napiszę obszerniej w temacie o Dukaju, teraz powiem tylko że podobały mi się najbardziej ze wszystkich jego książek. Pomimo obecności mnóstwa neologizmów i innych komplikacji językowych, książka wydawała mi się mniej więcej zrozumiała, przy czym podziwiam wyobraźnię autora. Wśród licznych nazw i pomieszanych wątków łatwo się początkowo pogubić, z każdą następną stroną rozumie się jednak coraz więcej i jako całość książka jest naprawdę świetna. Nie trafiło do mnie tylko zakończenie, spodziewałam się czegoś innego, aczkolwiek trudno mi w tej chwili sprecyzować czego. W każdym razie nie tego :D
Miasteczko Salem Kinga, miejscami ciekawe, ale po tym autorze oczekiwałam jednak czegoś lepszego. Mało mrocznego klimatu charakterystycznego dla większości jego książek, mało akcji, ogólnie jakieś takie nijakie.
Milczenie Endo Shusaku, efekt odkrycia w bibliotece półki z literaturą japońską. Ciekawe, oryginalne. Opowieść o portugalskim misjonarzu na misji w Japonii, czasy o ile dobrze pamiętam późnego średniowiecza. Przyjemny japoński klimat książki, dużo refleksji, dobre opisy. Książka może mało znana, ale przeczytać warto :)

Lierre - 2007-10-01, 20:54

Strasznie dawno tu nie pisałam. Jakbym nic nie czytała... Hm, w pewnym sensie, coś w tym jest :P Przez ostatnie dwa miesiące czytałam głównie fanfiki (wszystko przez Ninquelen - podsunęła mi trylogię Enahmy i przepadłam. Nie ma już dla mnie nadziei).

Ale oprócz takiej nieoficjalnej twórczości przeczytałam kilka zwyczajnych książek... ;)

Pamiętniki hrabiego Monte Christo Taillandiera. W sumie też fanfik. Próba wyjaśnienia kilku zagadek powieści Dumasa i napisania dalszego ciągu. Niestety, nieudana. Te oficjalne fanfiki zwykle są beznadziejne...
Maraton z Rowling: HP & Kamień filozoficzny, Zakon Feniksa, Deathly Hallows, Książę Półkrwi, Komnata Tajemnic, znowu Deathly Hallows i The Prisoner of Azkaban - dwujęzycznie i dość chaotycznie ;) Co tu dużo mówić - zakochałam się w tym cyklu na nowo. A może nawet bardziej niż kiedyś? Ten świat stał mi się bardzo bliski. Kanon pobudza wyobraźnię, a fanfiki wywołują i ciągle zwiększają fascynację, dopełniając ten świat, nadając mu głębię. Ech, że też mnie dopadła na stare lata potteromania :D
Tehanu Le Guin, tom "Ziemiomorza", którego długo nie mogłam upolować. Teraz pamiętam go słabo, ale podobał mi się :) Cieszę się, że wreszcie mogę powiedzieć, że przeczytałam ten cykl.
Galilee Barkera. Bardzo oryginalna powieść, trochę saga rodzinna, bardzo wciągająca, choć obiecanej na okładce grozy się nie doszukałam. I dobrze. :)
Polska Piastów Jasienicy. Czytana poniekąd z przymusu, co może usprawiedliwiać fakt, że mi się nie podobała. A może po prostu nie znoszę tej epoki...
Antologia Czarnoksiężnicy z Krainy Osobliwości. Lubię humoreski, zwłaszcza w wykonaniu takich mistrzów jak Dick czy Vonnegut. Jednak nawet ich teksty nie uratowały zbiorku. Nie wiem, kto dobierał teksty, ale miał dziwne poczucie humoru. Nie śmieszyło mnie ani jedno opowiadanie. Raczej mnie nudziły... Nie polecam.
Faust Goethego. Niby lektura ;) ale bawiłam się przy niej wspaniale. Nie wiem, czy to kwestia kunsztu Goethego czy talentu tłumacza... Jakkolwiek, bardzo mi się podobał :) Więcej takich lektur...
I na deser: trylogia Lian Hearn "Saga rodu Otori" - Po słowiczej podłodze, Na posłaniu z trawy, W blasku księżyca. Cudowna opowieść. Zakochałam się od pierwszej strony w świecie wykreowanym przez autorkę, tak odmiennym od wszystkich, o jakich dotychczas czytałam. Tak jak napisała Sin - przypomina trochę klimat książek Kaya. Równie subtelny i czarujący, co zapowiadają nawet same tytuły - nie będę ukrywać, że to one nakłoniły mnie do sięgnięcia po te książki. Jedne z najbardziej klimatycznych tytułów, z jakimi się spotkałam. Same w sobie są fascynujące, prawda? Zwiastują równie fascynującą treść.
Naprawdę mają być jeszcze dwa tomy? Mam nadzieję, że ukażą się szybko, i że utrzymają poziom trzech poprzednich. Polecam, bardzo, bardzo polecam. :D

Elewen - 2007-10-09, 19:14

Nareszcie skończyłam Grę o tron Martina, którą czytałam długo, oj, długo (hmm, miesiąc? :P ). Wytrwałość jednak się opłaciła i wszystko skończyło się chęcią szybkiego nabytku kolejnej książki z tego cyklu.
Pod koniec września zabrałam się za Autostopem przez galaktykę i trochę zawiodłam się na tej książce. Trochę brakuje mi tego poprzedniego humoru, lekkości.
Później jakimś dziwnym trafem wypożyczyłam z biblioteki Ostatnie życzenie autorstwa Andrzeja Sapkowskiego. To okazało się dobrym wyborem. ;)
Teraz mam napoczęte W 80 dni dookoła świata (lektura) i ta pozycja trochę mnie nudzi. Staram się jednak czytać szybko, bo czekają na mnie dwie kolejne książki Sapkowskiego. ;)

Yávië - 2007-10-09, 20:19

Zacznę tego posta bardzo typowo dla tego tematu: strasznie dawno tu nie pisałam ;-) , po trosze z zapominalstwa, po trosze z braku czasu. W każdym bądź razie ostatnio czytałam:

Władcę Much Goldinga - dość smutny obraz tego, jakie mogą być i jakie są dzieci - ukształtowane rzecz jasna przez dorosłych. Ale najsmutniejsze było to, że gdy mówiłam komuś, co czytam, spotykałam się z dziwnymi uśmieszkami i spojrzeniami, no i musiałam tłumaczyć, że książka pojawiła się dużo wcześniej niż serial. Ja naprawdę myślałam, że ludzie wiedzą takie rzeczy :neutral: .

Wesele Wyspiańskiego - z tzw. przymusu. Pewnie nie doceniam tego dzieła, albo go po prostu nie rozumiem... Zaczęło mi się podobać od końcówki drugiego aktu, reszta jakoś do mnie nie przemawia, poza moim ulubionym cytatem :uderzony: :

Od miesiąca chodzę boso,
od razu się czuję zdrowo,
chadzam boso, z gołą głową;
pod spód więcej nic nie wdziewam,
od razu się lepiej miewam.


Słoneczniki Haliny Snopkiewicz, czyli stara książka wygrzebana z szafki, z podpisem mojej cioci na okładce :P . Nie czytałam jej wcześniej, ale wydała się naprawdę miłym powrotem do literatury "dla nastolatek" (brzmi to beznadziejnie, prawda?).

Ludzie bezdomni Żeromskiego - nie mamy tematu o Żeromskim, więc tu się trochę rozpiszę. Byłam raczej zniechęcona do tej książki [czyżby Syzyfowe prace? (Ea, nie bij ;) )] i faktycznie, czytało się ją ciężko. Czasami musiałam wykrzesywać z siebie spore pokłady silnej woli, żeby brnąć dalej i dalej... Ale muszę przyznać, że było warto. Mimo pewnych, zdecydowanie nieprzyjemnych opisów brudu, nędzy i generalnie rzecz biorąc tragicznego stanu dziewiętnastowiecznych miast, mimo tego, że czasami wszystko wydawało się jednym wielkim smutem, Ludzie... urzekli mnie trafnością porównań, świetnym opisem uczuć i niesamowitym, naprawdę niesamowitym oddawaniem nastroju poszczególnych bohaterów.

Mansfield Park Jane Austen - jestem raczej na początku niż na końcu, a książkę wypożyczyłam z biblioteki bo zdawało mi się, że może być przydatna do mojej prezentacji maturalnej o trudach dorastania. Temat prezentacji już zmieniłam :zeby: . Austen jak Austen ;) , ale doczytam jak skończę...

Jonathana Strange'a i pana Norrella Clarke - jejujejujej. Świetne. Napiszę więcej w odpowiednim temacie, jak przeczytam całość. Jeszcze tylko 1,5 tomu... :czytam:

Narbeleth - 2007-10-10, 22:19

Jan Józef Szczepański, Przed nieznanym trybunałem. Eseje, a jak. Z tego, co pamiętam, ciekawe. Problem polega na tym, że ich za dobrze nie pamiętam, nie wiem, w jakim stanie umysłowym je czytałam :P

Stempowski, Esej dla Kassandry, który zresztą kończę i Tekturowy samolot Stasiuka, ten ostatni dobry, ale nieco ciężkostrawny. Pisany w myśl zasady, że eseje należy przyswajać kilkakrotnie. Taaaak, tylko kiedy, skoro koniec listopada jest terminem nieubłaganym? ;)

Esej od strony teoretycznej – czyli artykuły o eseju, nazwisk autorów, poza Głowalą, nie pamiętam i Nowoczesny esej. Studium historycznej świadomości gatunku Sendyki, które to Strudium.. jest najbardziej natchnioną pozycją teoretycznoliteracką, jaką miałam okazję spotkać. Autorka bardziej niż badaczką eseju okazuje się jego kapłanką. Cóż, bywa.

Jakoś gdzieś po drodze doczytałam Amerykańskich bogów i Koralinę Gaimana. A teraz powtarzam Martwą naturę z wędzidłem Herberta, patrząc na nią pod kątem mojej pracy w czasie przyszłym, doszukując się wielopostaciowych prawd i symboliki tulipana ;)

Nienor - 2007-10-16, 14:15

Ostatnimi czasy coś tam sobie poczytałam.
Lew Macedonii Davida Gemmell'a, ogólnie to jego pierwsza książka, przez która przebrnęłam, bo wszystkie inne po wstępie jakoś mi nie wchodziły.

Opowieść o Despero Kate DiCamillo, przesłodka bajka o małej myszce, zakochanej w królewnie Pi.

Równoumagicznienie Pratchetta, to pierwsza jego książką, którą przeczytałam i zakochałam się :) Wyruszam zdobywać inne :)

Mam jeszcze na staniePiknik na skraju drogi Strugackich :)

Nie wiem, czy pisałam wcześniej, ale skończyłam wreszcie Historyka Kostovej. A jeszcze wcześniej Dary Le Guin.

Nienor - 2007-10-18, 13:22

I jeszcze raz ja :) Dostałam dzisiaj od mojego kochanego Wroobelka Gwiezdny pył Gaimana :) Jestem już w połowie i muszę szybko skończyć, bo film czeka :)
Hybrid - 2007-10-18, 16:25

Trochę się tego nazbierało :D

Paulo Coelho - Alchemik

Paulo Coelho - Zahir

Dorota Terakowska - W Krainie Kota

Jospeh Murphy - Moc przyciągania pieniądza - dzięki Belu ;)

Brian Lumley - Nekroskop

Sofokles - Król Edyp

Niby szkoła średnia a mam więcej czasu na czytanie :D

Nienor - 2007-10-18, 18:41

Cytat:
Brian Lumley - Nekroskop


Kochaniutki, ile części :?: Masz wszystkie 5 pierwszych i 10 pozostałych :?: :D Polecam pierwsze 5, reszta trochę naciągana :)

Hybrid - 2007-10-20, 07:25

Niestety tylko pierwszy, bardzo stary i zniszczony tom. Niemniej jednak książka bardzo mi się podobała... Aż się nie chciało spać po nocach... :D
Narbeleth - 2007-10-26, 13:51

Ostatnio: Prawda Pratchetta, Obrońcy Królestwa Kossakowskiej i Dobry Omen - czyli system polskiego szkolnictwa zachęca do czytania :P

Na przemian z esejami z Kosmopolityzmu i sarmatyzmu..., przez którą to antologię nieszczęśliwie zakochałam się w Ludwiku Flaszenie. Gdzieś zapodziały mi się jeszcze Nowe lektury nadobowiązkowe Szymborskiej ;)

I przeczytałam - albo raczej przejrzałam :P - dwa pierwsze tomy Chłopów Reymonta. Koszmar.

Mitheithel - 2007-10-26, 16:09

Czas zacząć pisać w tym temacie... :P

Zebrane chyba z ostatniego miesiąca (pewnie i tak zapomniełem o czymś :P ):
- Złodziej czasu Terry Pratchett
- Wahadło Foucaulta Umberto Eco
- Amerykńscy bogowie Neil Gaiman (Alda :kwiatek: )
- Gwiezdny pył Neil Gaiman (Alda :kwiatek: )
- Popiół i kurz Jarosław Grzędowicz (Alda :kwiatek: )

Jeszcze coś było, ale skleroza już człowieka w tym wieku dopada...

Nienor - 2007-10-27, 19:35

Hmm.. Ald ma wypożyczalnię, szkoda, że tak daleko :D
Sin - 2007-11-01, 22:46

Znów mam tu zaległości, jeszcze większe niż ostatnio... :D

Restauracja na końcu wszechświata Douglasa Adamsa, kontynuacja "Autostopem przez Galaktykę". Nadal dużo humoru, trochę inteligentnej satyry i ciekawych refleksji ale ogólnie chyba na nieco niższym poziomie niż pierwszy tom. Niektóre pomysły wydają się nietrafione, niektóre wątki jakby ciągnięte na siłę, miejscami wydaje się że autorowi zabrakło wyobraźni. A w pierwszym tomie tego nie było.

Duma i uprzedzenie Jane Austen. Romans, sama się sobie dziwię że się za to zabrałam, ( :wink: ) ale naprawdę mi się spodobał. Dobrze oddany klimat epoki, wyraziści bohaterowie i bohaterki, ciekawie poprowadzony, choć trochę przewidywalny, wątek Elizabeth i pana Darcy'ego. Nie żałuję, że przeczytałam, choć zwykle nie czytuję książek tego typu.

Lituma w Andach Llosy. Książka bardzo dobra ale ciężka, smutna i brutalna. Zapada w pamięć zarówno mrocznym przesłaniem, jak i piękną formą, wspaniałymi opisami i cudownym klimatem. Z innych książek tego autora zaczęłam Wojnę końca świata ale jej nie skończyłam. Nie trafiła do mnie. Po kolejne narazie nie sięgam, ale może kiedyś.. :)

Klub Dumas Arturo Perez-Reverte, poszukiwany odkąd obejrzałam jego ekranizację. Dobra książka, mroczna, wciągająca, z ciekawą intrygą i oryginalnymi bohaterami. Inna niż film, na pewno nie gorsza ale chyba i niewiele lepsza. Powiedzmy że porównywalna ;)

Droga morska do Indii, antologia niemieckich opowiadań marynistycznych. Przypadkiem trafiłam na to w bibliotece. Kilka opowiadań dobrych, o ile pamiętam jedno czy dwa nawet bardzo dobrych, ale reszta jakoś do mnie nie trafiła. Cały zbiór jest dość nierówny, niektóre opowiadania kompletnie do siebie nie pasują, poza tym bardzo się różnią poziomem. Całości nie polecam :)

Czekolada Joanne Harris. Cudowna, magiczna, podobnie jak jej ekranizacja. Pięknie opowiedziana historia, która wciąga, wzrusza, fascynuje. Dodatkową zaletą książki jest wspaniałe zakończenie, nieco inne niż w filmie. Bardzo polecam! ;-)

Świętoszek Moliera. Lektura. Mądre, pomysłowe, napisane z talentem. Doceniam, aczkolwiek tragikomedie nie należą do moich ulubionych gatunków literackich.

Lewiatan Borysa Akunina, kryminał. Niezbyt długi, ale to może i lepiej bo ciężko przerwać czytanie i zająć się czymś innym :wink: Ciekawa intryga, ciekawy pomysł, bohaterowie też ciekawi. Fajnie napisane, bardzo wciąga. Polecam.

No i... Trylogia. Odwołuję wszystko złe co kiedykolwiek powiedziałam o polskiej literaturze, lekturach szkolnych i wszystkim co można by powiązać z Sienkiewiczem. Ogniem i mieczem genialne, cudowne, facynujące. Porywający klimat Dzikich Pól, wspaniałe opisy przyrody i walk, niepowtarzalni bohaterowie... nic więcej nie potrzeba. :wink: Archaizacja języka nie przeszkadzała mi ani trochę, czyta się to świetnie a dużo łatwiej poczuć atmosferę epoki. Książka jest wspaniała, gra na emocjach, wciąga, działa na wyobraźnię. Autor stworzył genialnych bohaterów, Zagłobę, Wołodyjowskiego... Skrzetuskiego lubiłam mniej, był zbytnio wyidealizowany i przez to trochę mało realistyczny, za to Bohun zafascynował mnie od pierwszej sceny w której się pojawił. Nie rozumiem Heleny... :wink: No ale musiało być tak jak było, w końcu Bohun miał być w powieści "tym złym". Ale dziękuję Sienkiewiczowi, że w zakończeniu zostawił go przy życiu :wink: Potop podobał mi się trochę mniej, wewnętrznej przemianie Kmicica trochę brakowało realizmu, poza tym akcja rozciągnięta na trzy tomy pełne niemal nieustannych bitew bywa miejscami nużąca, chociaż nie mogę powiedzieć żeby mnie nudziła. Lubię opisy walk, nawet tak długie i szczegółowe jak tam :wink: Minusem jest zakończenie, zbyt krótkie, zbyt nagłe, niepasujące kompozycyjnie do całości książki, no i raczej przewidywalne. W każdym razie od "Potopu" znacznie lepszy jest Pan Wołodyjowski. Na początku dużo poplątanych wątków miłosnych, ale świetnie opisanych, więc czyta się bardzo dobrze. Pomimo kilku dramatycznych momentów ta część książki jest raczej pogodna, podobnie jak później wspólne życie Wołodyjowskiego i Basi. Za to bitwa o Kamieniec Podolski tragizmem i siłą oddziaływania na czytelnika dorównuje oblężeniu Zbaraża z "Ogniem i mieczem". A zakończenie... straszne. Nie powiem jakie, wystarczająco dużo szczegółów fabuły już zdradziłam. Ogólnie "Trylogia" jest jak dla mnie genialna, fascynująca opowieść o jednym z najbardziej burzliwych okresów w polskiej historii, cudownie opowiedziana. Rozumiem, że do niektórych proza Sienkiewiecza kompletnie nie trafia i nie zachwyca ale i tak polecam ;-)

Aldawen - 2007-11-12, 21:25

Hmm.. zaległości w tym temacie mam niemożliwe.. Trudno, nie będę nadrabiać, przepadło :P

Aktualne lektury:
"Gry fabularne - nowe zjawisko kultury współczesnej" Jerzy Zygmunt Szeja
"Technopol - triumf techniki nad kulturą" Neil Postman
"Badanie kultury. Elementy teorii antropologicznej" pod redakcją Mariana Kempnego i Ewy Nowickiej
"Aspekty mitu" Mircea Eliade
"Opowieści z Narnii" C.S. Lewis ;) Jestem na etapie podróży na wschód na pokładzie Wędrowca do Świtu ^^


Sin napisał/a:
Duma i uprzedzenie Jane Austen

Czytałam w czasie zeszłych wakacji. Takie.. sympatyczne ;) Lubię książki Austen ze względu na ich klimat. Działają na mnie uspokajająco :)

Sin napisał/a:
Klub Dumas Arturo Perez-Reverte, poszukiwany odkąd obejrzałam jego ekranizację. Dobra książka, mroczna, wciągająca, z ciekawą intrygą i oryginalnymi bohaterami. Inna niż film, na pewno nie gorsza ale chyba i niewiele lepsza. Powiedzmy że porównywalna

Zaiste, książka inna niż film ;) Polański wybrał sobie jeden wątek z "Klubu" i lekko go zmodyfikował :P Szczerze mówiąc, "Dziewiąte wrota" wydały mi się niezbyt szczęśliwą produkcją.. Może dlatego, że książkę poznałam długo przed obejrzeniem filmu. Poza tym, niemal zawsze czepiam się ekranizacji ;) Natomiast "Klub Dumas" polecam z czystym sumieniem. Podobał mi się ogromnie :)

Sin napisał/a:
Czekolada Joanne Harris.

Książka rzeczywiście magiczna, pisana świetnym, plastycznym językiem. Miejscami dość surowa, nie tak ciepła jak film, ale wspaniała ^^

Nienor napisał/a:
Ald ma wypożyczalnię, szkoda, że tak daleko

Żałuj :P Mith z kolei prowadzi wypożyczalnię muzyczną ;) :kwiatek:

Ninquelen - 2007-11-12, 23:25

Aldawen napisał/a:
Natomiast "Klub Dumas" polecam z czystym sumieniem. Podobał mi się ogromnie :)

O tak, Klub Dumas to świetna książka^^ Przeczytałam ją jeszcze przed filmem, więc nie miałam żadnych spaczonych wizji ;) Film był kiepski, przyznam, ze co jak co, ale po Polańskim oczekiwałam czegoś lepszego. Widać jednak takie dzieło, jak Dziecko Rosemary, robi się raz w życiu...
Natomiast książka jest cudna :) Uwielbiam książki, które wymagają tyle od czytelnika. I tłumaczenie.... Ach, takie tłumaczenie nie zdarza się często, a szkoda. Perełka ^^
a co ja obecnie czytam...? Hm, robie powtórkę z Neila, zapewne dziś zagrzebię się też w Klubie Dumas, bo jakoś dawno nie czytałam, no i czekam aż empik zrealizuje zamówienie na nowego Pratchetta...

Narbeleth - 2007-11-14, 21:30

Poza lekturami szkolnymi - Przedwiośniem Żeromskiego, które czytałam bez szczególnego zainteresowania, ale też bez jakiejś szczególnie wielkiej irytacji (znaczny postęp w stosunku do Ludzi bezdomnych :P ) miałam zdecydowany sezon na powtórki.

I tak, naszło mnie na przeczytanie sobie Białołęckiej. Tkacz Iluzji, Kamień na szczycie, Piolun i miód, dwie ostatnie z poślizgiem potrzebnym na zakup ;) Przy okazji odkryłam, że za pierwszą stycznością z wymienionymi odkryłam istnienie bohatera, którego za pierwszym razem zignorowałam. Niesamowite, cyniczny, złośliwy, nikt go nie lubi, a poza tym (spoiler! ;) ) jak to powiedziałam mojej przyjaciółce nie dość, umarł to jeszcze na dodatek żyje. Faktem, że zignorowałam podobne bliskie ideału zjawisko dogłębnie mną wstrząsnął. To chyba jakiś znak ewolucji światopoglądowej albo czegoś takiego :P

Poza tym, Nigdziebądź Gaimana i Ostatnie Promienie Słońca Kaya. Chyba wszystko ;)

Aldawen - 2007-11-27, 20:17

Następna porcja ;)

"Milczenie owiec" Thomas Harris
- już przeczytane, w kolejce czeka "Hannibal". Warte polecenia, ale niekoniecznie osobom delikatnym i o słabych nerwach. Książka nie jest wypełniona szczególnie drastycznymi opisami, ale parę razy w trakcie lektury zrobiło mi się, hmm.. wysoce nieprzyjemnie.

"Lwy Al-Rassanu" G.G. Kay (Mith :kwiatek: ;) ) - co tu dużo mówić - Kay ^^

"Kot w stanie czystym" Terry Pratchett
- śliczne :mrgreen:

W kolejce oprócz "Hannibala" leży grzecznie siódmy tom "Mrocznej Wieży" Kinga. Mam nadzieję, że przypomnę sobie, co było w tomach poprzednich :P Bardzo długo nie mogłam upolować finałowej części ;)

Narbeleth napisał/a:
cyniczny, złośliwy, nikt go nie lubi

Umm.. czyżby Promyczek? Ale nie wierzę, że byłaś w stanie kiedykolwiek zignorować pana Brin-ta ena.. :shock: :P

Nienor - 2007-11-27, 22:44

Postanowiłam sobie przypomnieć Diunę Herberta :) także się zaczytuję w tomie pierwszym, póki co. Na półce leży Mesjasz Diuny.

U Wroobelka był Mikołaj :P jakiś taki wczesny i przyniósł mu Trylogię Husycką Sapkowskiego, myślę więc, że to kolejna lektura do przeczytania.

Z Allegro coś przyleci, ale o tym, jak już będzie na miejscu :)

Lierre - 2007-12-02, 18:57

Dawno tu nie pisałam i mam straszne zaległości... Cóż, trzeba nadrobić ;)

Najpierw były traumatyczne Cierpienia młodego Wertera. Jestem bliska stwierdzeniu, że twór ten gorszy jest od "Pielgrzyma" Coelho. Nie sądziłam, że jakąś książkę spotka taki wątpliwy zaszczyt :P Sięgając po nie wyzbyłam się wszelkich uprzedzeń z przekonaniem, że przecież aż tak źle być nie może. Myliłam się, było jeszcze gorzej ;) Dlaczego on się nie zastrzelił od razu, tylko swoimi głupimi rozważaniami zajął mój cenny czas? ;)
Następnie przeczytałam Przemiany obyczajów w cywilizacji Zachodu N. Eliasa. Dość interesujące, ale nie aż tak, jak się spodziewałam.
Później upolowałam nareszcie Lux perpetua Sapkowskiego. Bardzo miłe zakończenie trylogii. Czytałam mnóstwo krytycznych recenzji, ale się z nimi nie zgadzam ;)
Razem z książką Sapkowskiego w bibliotece przygarnęłam Podróż ludzi Księgi Tokarczuk. To był mój pierwszy kontakt z twórczością tej pani i zapewne nie ostatni, aczkolwiek zachwycona nie byłam. Fajny klimat, ale nic specjalnego ;)
Później był lekturowy maratonik z Mickiewiczem. Ktoś układający listę lektur chyba strasznie go nie lubił i chciał, żeby przyszłe pokolenia również go znienawidziły :P Pokonałam trzy części Dziadów, Konrada Wallenroda i Pana Tadeusza i mam serdecznie dość. Mickiewicz wielkim poetą był, ale na Litość, nadmiar szkodzi :P
W międzyczasie pisałam pracę na olimpiadę i przeczytałam mnóstwo książek o komunikacji niewerbalnej :P Polecić pragnę dwie: Zwierzę zwane człowiekiem Morrisa i Księgę znaków Colletta. Morris w sposób absolutnie genialny pisze o naszym bliskim pokrewieństwie do reszty świata zwierząt, zmieniając w jakimś sensie światopogląd ;) No i opisał mimikę krokodyla, za co kocham go bezgranicznie :D Druga książka jest klasyczną pracą na temat mowy ciała, napisaną jednak świetnym językiem i zawierającą mnóstwo ciekawostek - o różnicach kulturowych, o mowie ciała w polityce i wielu innych :)
Równolegle do lektur szkolnych i lektur olimpiadowych odmóżdżałam się Madame Mao A. Min, fabularyzowaną biografią żony mojego ulubionego Przewodniczącego ;) i 13 aniołem Kańtoch, która z każdą przeczytaną przeze mnie książką awansuje coraz bardziej w moim prywatnym rankingu. "13 anioł" jest genialny, oryginalny, trzymający w napięciu i chwilami nawet trochę przerażający. Niesamowity :D Dodatkowym atutem było imię jednej z bohaterek brzmiące tak dziwnie... znajomo ;) Bardzo, bardzo miły akcent.
Żeby nie było tak wesoło, następną książka był Łuk triumfalny Remarque'a, idealna lektura na listopad ;) Wpędziła mnie we wzorowego jesiennego deprecha, jest strasznie smutna, przygnębiająca, szaro-deszczowo-jesienna i napawająca poczuciem absolutnej beznadziei :P Aczkolwiek trochę się rozczarowałam, spodziewałam się czegoś gorszego ;) Mama mi podpowiada, że w takim razie powinnam przeczytać "Czarny obelisk". Zapewne niebawem to uczynię ;)
Następna była... hm... coś w rodzaju antologii zatytułowanej Nietolerancja i zabobon w Polsce w XVII i XVIII wieku ;) Pożyczyłam to z zamiarem wpisania do listy lektur na olimpiadę, ale po bliższym przyjrzeniu się doszłam do wniosku, że się nie nadaje :P To zbiorek różnych artykułów, dokumentów, fragmentów książek z epoki. Niektóre interesujące, inne mniej, zdecydowanie najciekawszy był rozdzialik "jak rozpoznać opętanego". Mam większość objawów :P Jeśli ktoś też chciałby sprawdzić, służę skanem :D
Przed chwilą zaś skończyłam (po raz drugi) czytać Wieki światła MacLeoda. Jedna z moich ukochanych książek, też bardzo... listopadowa, szara, smutna, jesienna, ale absolutnie wyjątkowa i fascynująca :)

Indil - 2007-12-04, 19:31

Cytat:
13 aniołem Kańtoch, która z każdą przeczytaną przeze mnie książką awansuje coraz bardziej w moim prywatnym rankingu. "13 anioł" jest genialny, oryginalny, trzymający w napięciu i chwilami nawet trochę przerażający. Niesamowity Dodatkowym atutem było imię jednej z bohaterek brzmiące tak dziwnie... znajomo Bardzo, bardzo miły akcent.


A więc w końcu wykorzystała moje pozwolenie :mrgreen:
Dawno, dwano temu w odległej galaktyce zapytała się, czy może sobie pozyczyć moją ksywkę. Powiedziałam, że tak. Wypada przeczytać, co tam naspamiła :) .
Żeby nie był całkiem offtop - fice z biblioteki Minas Tirith. I kurs quenyi.

Elewen - 2007-12-09, 18:59

<usiłuje nadrobić zaległości w temacie>

W 80 dni dookoła świata (lektura) - nie, nie, nie. Oczywiście czytałam zupełnie niepotrzebnie, po przejrzeniu zadań okazało się, że był potrzebny tylko spis treści. :P

Miecz przeznaczenia, Krew elfów i niedoczytane, niestety, Coś się kończy, coś zaczyna, czyli kontynuacja maratonu z Sapkowskim. ;) Zostaną miłe wspomnienia i chęć zwędzenia skądś reszty. <wymowne spojrzenie w strone portfela rodzicielki>

W bibliotece w oko wpadła mi Księga smoków. Niektóre opowiadania mnie nudziły (skleroza nie boli :P ), ale warto, warto było! Zwłaszcza Smoczy biznes Kołodziejczaka mnie pozytywnie zaskoczył. :)

Lektura, Kłamczucha Małgorzaty Musierowicz, tym razem okazała się ciekawa i miła w czytaniu. ;) Cieniuśka książeczka, w 1 dzień pochłonięta - ale zapamiętana i to pozytywnie. :) Szkoda tylko, że potem musiałam szczegółowo analizować relacje Anieli i Robrojka. :P

Po trzymiesięcznej przerwie skończyłam 1859 dni Warszawy. Muszę jednak to przeczytać jeszcze raz, mam wrażenie, że coś mi umknęło.

Starcie królow autorstwa George'a Martina przemknęło w tydzień (i oświadczam, nie będę czytać w szkole jeśli nie przestaną mi zadawać głupich pytań w trakcie procesu czytelniczego, no! :P ). Została chęć naciągnięcia kogoś na kolejną część. :P No, i miłe wrazenia, co za tym idzie. ;)

Kolejna lektura (ostatnia w tym semestrze) - Przygody Odyseusza - znów jeden dzień. :P Zapamiętane to to dobrze nie zostanie, jako że na mity greckie mam chyba alergię. :P O zgrozo, następna lektura to Mity greckie... :P

Zaczęłam Złodzieja czasu. Czyta się przyjemnie, ale jakoś mi się dłuży i nie mam motywacji do sięgnięcia po książkę...

A teraz idę odpowiedzieć na wezwanie podręcznika do historii. :P

Ninquelen - 2008-01-06, 12:57

Wczoraj skończyłam Zimistrza, którego niespodziewanie kupiła mi mama ^^ No i tak: przede wszystkim jakoś nie leży mi tytuł. Wintersmith brzmi prześlicznie, zaś polskie tłumaczenie mi strasznie zgrzyta... Poza tym wreszcie jest Tiffany, a nie Akwila. Ale z kolei została nagle obdarzona nazwiskiem Obolała, co jest moim zdaniem wyjątkowo idiotyczne. W zasadzie ma nawet uzasadnienie, w oryginale jest Aching, ale i tak mi się nie podoba. Głowę dam, że Pratchettowi nie chodziło o takie znaczenie :P A, i mała wzmianka o współżyczu mnie zdezorientowała, bo dostał on jakieś nowe, dziwne miano i musiałam chwilę poświęcić, aby zgadnąć, co to jest.
Tyle o tłumaczeniu, teraz treść ;) Co tu mówić.. dobre. Może nie aż tak, jak pierwsza książka o Tiffany, ale nie jest zła, podobało mi się. Zwłaszcza nawiązanie do dębu :)
Chyba mi wena na post umarła. W każdym razie wrażenia są pozytywne :)

Narbeleth - 2008-01-06, 14:35

Yyy... pogubiłam się. Nie dość, że czytałam ostatnio mało, to jeszcze nawet nie pamiętam, co konkretnie. Zgroza, zgroza :P

Na pewno lektury - Granicę Nałkowskiej i Cudzoziemkę Kuncewiczówny, obie wymienione czytałam po nocach, ach, skleroza :P Zupełnie natomiast zapomniałam o Gombrowiczu i przy Ferdydurke uciekałam się tylko do twórczej improwizacji i pamięci, która całkiem pozytywnie mnie zaskoczyła. Udało mi się zatuszować fakt, że czytałam tę książkę jakiś rok temu :P
Proces Kafki, w myśl zasady, że udanych eksperymentów nie należy powtarzać, już przeczytałam. Zaraz natomiast wracam do Mistrza i Małgorzaty, uwielbiam lektury w trzeciej klasie :D Oczywiście te po Żeromskim... :P

A z innych... Hm, przeczytałam pół Dymu i luster Gaimana, przejrzałam tomik Rozmowy w zimie Venclovy (eeech, a najpierw tyle na niego czekałam :P ), i skończyłam Złodzieja czasu. Ech, mało. Ale teraz się raczej poświęcę słownikom ;)


Btw. ;) <ach, spostrzegawczość :P >
Alda napisał/a:
Umm.. czyżby Promyczek? Ale nie wierzę, że byłaś w stanie kiedykolwiek zignorować pana Brin-ta ena.. :shock: :P

Też nie wierzyłam, bo to straszne :P Pocieszam się, że może nie zignorowałam, tylko zapomniałam... Ale, uczciwie mówiąc, pocieszenie jest cokolwiek mało budujące :P Niemniej, tym razem z całą pewnością nie został ani zignorowany, ani zapomniany ^^

Yávië - 2008-01-16, 17:49

Brr, piszę tego posta ponownie, poprzednio coś go pożarło. Za to mam dwie książki więcej :D

Najpierw lektury szkolne:
Proces Kafki - od początku wiedziałam, że mi się nie spodoba. Denerwuję się przy takich książkach, gdzie jednostka bezsilna wobec władzy, totalitaryzm, system, ogólnie nie wiadomo o co chodzi - kto jest kim i co robić. Z pewnością o to właśnie chodziło autorowi i książkę trzeba by ocenić raczej dobrze, nie zmienia to jednak faktu, że przy takiej literaturze zawsze się frustruję...
Następnie Ferdydurke Gombrowicza i pierwszy wniosek - on był zryty :D . Przeplata się we mnie myśli o genialności autora i utworu z generalnym poczuciem bezsensu i "ipocomymamytowszystkoczytać". I znów - czy nie o to przypadkiem chodziło? ;-)

Teraz prezenty urodzinowe:
Lala - Jacek Dehnel. Tu jestem najbardziej zła, jako że w tym pożartym poście trochę się o tej książce rozpisałam i... Ach. Narratorem powieści jest wnuk swojej babci, tytułowej Lali. To właśnie ona - kobieta o nieprzeciętnym charakterze i darze niezwykłej narracji, która, jak sama o sobie mówi, ma więcej szczęścia niż rozumu - snuje na kartach książki opowieści, a może raczej Opowieści. Mówią one o losach Lali oraz jej przodków, w tle mając historię dwudziestowiecznej Europy. Początkowo opis z okładki książki wydawał mi się dziwny, lecz po przeczytaniu jej muszę przyznać - faktycznie opowiada ona "o bliskości - o tym, jak obce miejsca i osoby stają się nam bliskie dzięki opowieści". Wspaniała, niezwykle ciepła powieść, którą czyta się z uśmiechem i fascynacją. I dlatego bardzo szkoda, że Dehnel ma na swoim koncie program "Łossskot"
Dalej Ostatni powiernik pierścienia Jeskowa. Nie umiem się oprzeć wrażeniu, że gdybym czytała tę książkę parę lat wcześniej, podobałaby mi się ona dużo bardziej. Teraz, szczególnie po zachwaleniu jej pod niebiosy przez znajomego franciszkanina ;-) wydaje się jedynie... Wystarczająco dobra, i to mnie niezbyt satysfakcjonuje. Może kiedy dokończę, zmienię zdanie.

W ramach, hm, chyba ferii :P postanowiłam nadrobić zaległości harrypotterowskie i doczytałam to, czego dotychczas mi się, z różnych powodów, nie udało, czyli Harry'ego Pottera i Zakon Feniksa oraz Harry'ego Pottera i Księcia Półkrwi. Krótko i łatwo mogę podsumować w jeden sposób: niedosyt.

Narbeleth - 2008-02-02, 19:55

Ech, mam wrażenie, że jakiś czas temu pisałam baaaardzo podobnego posta. :P

Powtórka szeroko rozumianego romansu z esejem. Kołakowski (Mini-wykłady..., dwie serie), Miłosz (Widzenia...), Stasiuk (Tekturowy samolot), Herbert (Martwa natura z wędzidłem, Labirynt nad morzem). Eseje Herberta są świetne. ;)

Przejrzałam Próby Montaigne'a, bez większych sukcesów. Przeczytałam Uciekiniera z Utopii - o poezji Z. Herberta Barańczaka. Wszelkie odczucia i refleksje wymagałyby myślenia, więc na tym optymistycznym akcencie skończę. :P

Lierre - 2008-02-02, 21:18

Mam ostatnio strasznie mało czasu na czytanie. To przerażające... A wszystko wskazuje na to, że będzie coraz gorzej. Echh...

W ciągu dwóch ostatnich miesięcy znalazłam czas na Rudą sforę M.L. Kossakowskiej. Czasami dobrze kupić prezent i dopiero później dowiedzieć się, że impreza została przełożona - mogłam tenże prezent spokojnie przeczytać i przekonać się, że dokonałam całkiem niezłego wyboru ;) Może nie jest to wybitne dzieło, ale czytało mi się bardzo fajnie - o wiele lepiej niż chociażby "Siewcę wiatru". Może dlatego, że świat jest ciekawszy? Bo na pewno nie można mówić o jakiejś oryginalnej koncepcji - oś akcji jest absolutnie banalna ;) Tylko realia ciekawsze - Syberia, jakuckie plemiona ze swoimi wierzeniami, mitami... Szamanizm, rewolucyjna Rosja, Górny i Dolny Świat, kosmiczny Modrzew... :) Nie spotkałam się wcześniej z tym kręgiem kulturowym, ale dość szybko się w nim zadomowiłam ;) Bardzo ładnie opisany. Tylko zakończenie mi sie nie podobało, spodziewalam się czegoś zupełnie innego. Mniej banalnego... Ale cóż, nie można mieć wszystkiego ;)
Następny był drugi tom Pana Lodowego Ogrodu Grzędowicza. Byłam pewna, że już gdzieś pisałam, że mi się strasznie podobał... ale chyba jednak nie... Nieważne, mogę napisać jeszcze raz ;) Może nie jest aż tak dobry, jak pierwszy tom... A może po prostu inny? Trudno mi określić. W każdym razie, uwielbiam PLO, chcę trzeci tom, wrrr ;)
Później było trochę lektur - Kordian, Spór o Stanisława Augusta, Kronikarze kultur prekolumbijskich i Ostatni Waza na polskim tronie. Potem pseudolektura, czyli Tekstylia: O "rocznikach siedemdziesiątych" - antologia tekstów twórców młodego pokolenia (Maslowska koło Dukaja, brr). Po lekturach w ramach odstresowania przeczytałam dwa najnowsze Pratchetty - Złodzieja czasu i Zimistrza, a potem Mitologię Celtów, bowiem czytany fanfik uświadomił mi, że nie mam o tejże mitologii najmniejszego pojęcia.
Przed chwilą zaś skończyłam czytać kupiony na zjeździe zbiorek opowiadań Róża Selerbergu Białołęckiej. Bardzo, bardzo polecam! Są świetne :D Zdecydowanie najlepsze są te, które powstały wkutek odpotterowania fanfików... zostały nie tylko pozbawione tych niepozwalających na publikację elementów, ale też bardzo wzbogacone, są wyraźnie bardziej dopracowane. Pani Białołęcka awansuje do grona moich ulubionych autorów, muszę w najbliższym czasie bliżej zapoznać się z resztą jej twórczości... Chociaż druga część zbioru, opowiadania o smokach, podobała mi się nieco mniej. Ale to pewnie dlatego, że nie było tam tego delikatnego wrażenia istnienia Seva, choćby nawet przed przeróbką ;)

Najbliższe plany czytelnicze obejmują stos przyniesiony z biblioteki, "Nie-Boską komedię", "Nad Niemnem", "Lalkę" i "Potop". Nie napawa mnie to zbytnim optymizmem ;)

Ninquelen - 2008-02-12, 09:44

Ostatnia dostawa z empiku pochłonięta w połowie ;) Czyli:
Róża Selerbergu Ewy Białołęckiej. Boskie. Piękne. Faktycznie bardziej dopracowane niż wersje fikowe, a na dodatek jest tego więcej... Prześliczne. Komentarza sensownego brak.
Obrońcy królestwa Kossakowskiej. I pomyśleć, że jak to tylko wyszło, to ja nie chciałam tego czytać, bo o aniołach... Czemu nikt mi wtedy nie dał po łbie, żebym sie opamiętała? To jest świetne.
Siewca wiatru, autorka jak wyżej. I ocena też jak wyżej. Niesamowite ^^ Komentarz zawierający sens może kiedy indziej. Narb, czekaj na kiri :) Jak tylko choćby nabazgrzę Daimona Freya, który mi się zagnieździł na dobre w głowie ;)

Narbeleth - 2008-02-12, 13:51

Ninquelen napisał/a:
. I pomyśleć, że jak to tylko wyszło, to ja nie chciałam tego czytać, bo o aniołach... Czemu nikt mi wtedy nie dał po łbie, żebym sie opamiętała? To jest świetne.

Też początkowo miałam - nieduże, ale zawsze - obiekcje przed tematyką. Ale dostałam Siewcę... na urodziny, więc zaczęłam czytać. ;) Cóż, nie powiem, żeby parę rzeczy o strategicznym znaczeniu, które miałam zrobić, na tym skorzystało.. :P

Ale Obrońców... przeczytałam sporo później. Cały czas kupowałam zamiast nich coś innego. Obiektywnie patrząc, karygodny błąd. ;)

Ninquelen napisał/a:
Narb, czekaj na kiri :)

^^

Mitheithel - 2008-02-18, 12:12

Czas uzupełnic listę... I tak pewnie połowy nie pamiętam :P

- Klub Dumas Arturo Perez-Reverte (Ald :kwiatek: )
- Trzy Wiedźmy Terry Pratchett
- Zbrojni Terry Pratchett
- Wyprawa Czarownic Terry Pratchett
- Nauka Świata Dysku I Terry Pratchett
- Równoumagicznienie Terry Pratchett
- Zimistrz Terry Pratchett
- Kot w stanie czystym Terry Pratchett (Ald :kwiatek: )
coś ostatnio monotematyczny jestem :P
- HP7 J.K. Rowling - zdecydowanie największe rozczarowanie ostatnich miesięcy... ;P
- Naznaczeni błękitem Ewa Białołęcka
- Kamień na szczycie Ewa Białołęcka
- Piołun i miód Ewa Białołęcka
Za polecenie tych trzech podziękowania dla wiadomej osoby ;)
- Kuzynki Andrzej Pilipiuk
- Miasteczko Salem Stephen King

Kamila - 2008-02-21, 20:54

Ostatnio tu spamiłam ponad rok temu... eee... <rozgląda się, gdzie uciec, po czym dochodzi do wniosku, że jest zbyt leniwa, żeby uciekać, skoro już tu dotarła> :P

No to może tak:

Koralina* - Neil Gaiman - bardzo przyjemna książka, lekko się czytało i cały czas byłam ciekawa, co będzie dalej. "Koralina" + "Opowieści z Narnii" = trzeba uważać, gdzie się wchodzi... :uderzony:

Tomek na tropach Yeti - Alfred Szklarski - zaczęłam 20 grudnia, skończyłam 20 lutego. To najnudniejsza z czterech pierwszych książek o Tomku, które przeczytałam :P Może przejadły mi się te życiorysy odkrywców, informacje o zwierzętach, górach itp. i styl pisania... taki... wypracowaniowy :P (teraz zwróciłam na niego uwagę :twisted: ) Ale zamierzam przeczytać pozostałe książki o Tomku, choćbym miała umrzeć z nudów! :uderzony:

Harry Potter i Książę Półkrwi - J.K. Rowling - niecałe dwa tygodnie przed polską premierą siódmego tomu przeczytałam szósty :uderzony: Nie było źle, zakończenie - buu :twisted: , ogólnie może być ;)

Morderstwo to nic trudnego - Agatha Christie - trochę drażnili mnie bohaterowie, ale książka mi się podobała :D No i oczywiście zbrodniarzem był ktoś, kogo najmniej się podejrzewało :zeby:

Rzeź bezkręgowców - Joanna Chmielewska - na jednym z minizjazdów wrocławskich Mith znalazł mnie w Empiku kwiczącą nad tym :D Ale jeśli za kilka dni ma się sprawdzian z biologii z systematyki i głowa jest wypełniona najróżniejszymi pierścienicami, płazińcami itd., a czyta się, że pijawka to chyba jakiś płaziniec... :D No i oczywiście normalna gupaffka przy książkach Chmielewskiej :D W każdym razie jakiś czas po tym zjeździe wypożyczyłam "Rzeź bezkręgowców" z biblioteki szkolnej, przeczytałam... I podobała mi się :D

Dary - U.K. Le Guin - trochę dziwna książka... Ale ogólnie mogła być ;) Biblionetkowe 4 :P

K-PAX** - Gene Brewer - świetne! :D W sumie cały czas byłam ciekawa, czego doktor dowie się od prota... Postaram się przeczytać następne części :D

Nostalgia anioła*** - Alice Sebold - lubię książki, w których narratorem jest ktoś zmarły i pisze, co robi po śmierci i co sądzi o tym, co się dzieje na Ziemi... Ech, skrzywienie :P W każdym razie troszkę też sobie popłakałam nad książką :P I najchętniej bym nie oddawała ;)

Zorro. Narodziny legendy - Isabel Allende - o tym, jak Zorro został Zorro :D Ale i tak wolę Jeźdźca w Masce niż Diega de la Vegę :P Ta młodość... jakoś tak... dziwna trochę :P

Amerykańscy bogowie* - Neil Gaiman - za dużo dla mnie pomieszania z poplątaniem... Właściwie nie wiedziałam przez całą książkę, co, gdzie, jak i dlaczego :P I się najnormalniej w świecie nudziłam, ale jakoś dobrnęłam do końca :P

Chłopaki Anansiego - Neil Gaiman - ooo, to już lepsze było :P Wprawdzie do przebrnięcia przez kilka pierwszych rozdziałów się zmusiłam, ale potem sama byłam ciekawa, co będzie dalej ;) I jak w bibliotece następnego dnia zobaczyłam pająka, to wcale nie wydawał mi się on brzydki, straszny i okropny... xP Tak ładnie sobie siedział :D

Opowieść o 47 roninach - John Allyn - wpisywałam numery UKD (nie wiem co to, wiem tyle, że potrafi być strasznie długie xP) w książkach w bibliotece (wolontariat ;) ) i trafiłam na tę... I jakoś mnie zaciekawiła :) Więc od razu pani bibliotekarka mi udostępniła i mogłam wypożyczyć :D Prawie się nie mogłam oderwać... I zupełnie nie mogłam się spodziewać, czy plan się powiedzie czy nie ;) Jedynym problemem było to, że na każdą wzmiankę o seppuku przed oczami miałam ten obraz... I aż mi się płakać chciało :P Ech, trauma pozjazdowa? :twisted:

Teraz za to zabieram się za Syzyfowe prace Żeromskiego (lektura na poniedziałek :P ) - na razie jestem na którejś stronie wstępu (mam wydanie Biblioteki Narodowej, gdzie pół książki to informacje o autorze, historii dzieła itd. :P ) i nawet nieźle mi idzie :P Oby tak dalej xP

* - :kwiatek: biblioteczka Ald ;) Dziękuję :D
** - :kwiatek: Dziękuję, Mith! :D :D :D
*** - :kwiatek: biblioteczka Ninquel :) Dziękuję :D

Narbeleth - 2008-02-29, 00:07

Lista feryjno-olimpijska. ;)

W ramach uczenia się do olimpiady z wosu przeczytałam Harry'ego Pottera i Insygnia Śmierci. Nie powiem, żeby była to bardzo kształcąca lektura, ale przynajmniej się nie sfrustrowałam, jak zobaczyłam test. O książce napisałam w stosownym temacie, chociaż przymierzam się do reedycji tamtego posta. Poza tym, w ferie zaprzyjaźniłam się z ksiązką Jonathan Strange i Pan Norrell, którą miałam w czytelniczych planach jakiś czas. Świetna ;) (o niej też pisałam - tu - więc nie będę się powtarzać).

Dalej jest trochę mniej przyjemnie. Chociaż tylko trochę.
Na początek, 22xSzymborska Tadeusza Nyczka, analizy wierszy. Jedne z lepszych analiz, jakie czytałam. Po autorze widać, że interpretowaną poezję lubi i, że nie rości sobie praw Jedynego Słusznie Ją Rozumiejącego. I, że ma do powiedzenia coś od siebie. ;) Poza tym, Wisława Szymborska - czytani dzisiaj (Legeżyńska) i Świat ze wszystkich stron świata (Balbus). I, oczywiście, Szymborską samą w sobie. ;)
Trochę gorzej z Głowińskim - i jego Nowomową po polsku - ale, jak na moje obawy, nawet nie tak źle. Komentować nie będę, jakoś nie widzę tłumu chętnych do książek o nowomowie. :P

I do szkoły, Zdążyć przed Panem Bogiem Krall. Ponowne przeczytanie tej książki utwierdziło moją bardzo pozytywną opinię o niej. Chyba wszystko. ;)

Lóru - 2008-03-10, 18:51

W końcu przeczytałem Wyzwolenie zwierząt Petera Singera. Lektura nie była zbyt przyjemna, pod względem treści. Rozdziały o przemysłowej hodowli zwierząt i eksperymentach są dość przerażające. Ciągle pojawiała się myśl: „Ale teraz już jest lepiej, prawda?” Niestety obawiam się, że niekoniecznie. :| Ze wszystkimi tezami książki się właściwie zgadzam. Też uważam, że powinienem być wegetarianinem, choć z innych powodów. :P Ciekawa jest historia gatunkowizmu/szowinizmu gatunkowego. Zabrakło mi tylko słowa o zwierzętach domowych. Czy trzymanie w domu psa jest według autora przejawem gatunkowizmu? Książka ogólnie pouczająca, ma tylko jedną wadę. Chrześcijanina (ani żyda i muzułmanina pewnie też) nie przekona. :P Ale, że tak powiem, to już nie autora wina. :nieuczesany:
Narbeleth - 2008-04-07, 22:37

Post dla odreagowania nadmiernego wysiłku intelektualnego.

Ostatnio przeczytane: Albert Camus, Dżuma. Dorota Wojda: Milczenie słowa. O poezji Wisławy Szymborskiej.
Dystopie: Huxley, Nowy wspaniały świat, Atwood, Opowieść Podręcznej. Dwie ostatnie teoretycznie miały być czytane w celach edukacyjnych. Jasne. ;)
Różnorakie szkice o poezji Szymborskiej (Barańczak, Miłosz, Balcerzan) i jakieś analizy porównawcze, w tym wyjątkowo idiotyczne. ;) Lektury nadobowiązkowe Szymborskiej, świetne. ;) Początek książki Bralczyka (O języku propagandy i polityki), powinnam przeczytać całość, ale co tam. Połowę Struktury kłamstwa Wierzbickiego, mialam zamiar przeczytać całość, ale przestałam komunikować, a książka w bibliotece była dostępna jedynie na miejscu. Ale to zdecydowanie najlepsza pozycja o mojej ulubionej nowomowie, chętnie bym sobie tę rozprawkę nabyła, tylko nie za bardzo ją sprzedają. :P
I trochę poezji (Barańczak, Szymborska, Herbert). Chyba wszystko.

Lierre - 2008-05-06, 20:23

Skrótowy raport czytelniczy z ostatnich... :liczy: trzech miesięcy?

Królikarnia M Guzka, którą absolutnie polecam, rewelacyjna książka, wciągająca i też... inspirująca. Polska jako magiczne imperium, Ezoteryczny Poznań, mnóstwo takich typowo polskich motywów opisanych w świetny sposób. I coś, z czym spotkałam się pierwszy raz - przerobienie poezji na prozę. Ściślej mówiąc - "Romantyczności" na opowiadanie. Może trudno w to uwierzyć - ale rewelacja. Absolutna rewelacja...
K-PAX Brewera, po którym spodziewałam się czegoś innego, niż otrzymałam. W sumie chyba trochę się zawiodłam... ale z drugiej przeszedł moje oczekiwania... Zresztą, chyba już o nim pisałam. Cieszę się, że to przeczytałam, w każdym razie.
Nad Niemnem Orzeszkowej. Po wszystkich opiniach nastawiłam się na dzieło miary "Cierpień Wertera" i pozytywnie się rozczarowałam. Właściwie, to mi się podobało. Mam mocne postanowienie powrotu do tych słynnych opisów, miałam za mało czasu, żeby dokładnie się im przyjrzeć. Ale wydawały mi się ładne ;)
Gra o tron Martina, moje małe, prywatne objawienie. Chcę następne tomy. Na własność.
Penelopiada Atwood. Bardzo przyjemna :) Lubię styl tej pani i jej niezbyt natrętny feminizm. W jej ksiązkach jest coś, co bardzo mocno do mnie przemawia.
Lalka Prusa, jedna z najfajniejszych książek, jakie zdarzyło mi się czytać z przymusu.
Damy z Grace Adieu S. Clarke. Uwielbiam tę powolną narrację i niesamowity klimat. I tak ładnie wydane książki ;) Mrrrrau.
Artur Rex Bergera. Bardzo dziwna wersja legendy arturiańskiej. Chyba wiem, co autor chciał osiągnąć. Prawdopodobnie miał aż dwa cele. Różne. Nie powinien ich był łączyć w jednej powieści. Efekt wyszedł dość... ciężkostrawny. Ale lektura była bardzo interesującym przeżyciem. A te wszystkie cytaty o złu i deprawacji! Chyba mimo wszystko mogłabym polecić ;)
Nowy wspaniały świat i Opowieść podręcznej, o których powinnam wypowiedzieć się szerzej, ale brak mi odwagi ;)
Pieśń dla Arbonne Kaya. Nie wiem, co napisać. Byłam tą książką zachwycona. Jest wspaniała... Słyszałam wiele głosów krytyki, zapewne słusznej, ale... Ja właśnie to lubię w powieściach. Chcę wakacji i czasu na powtórzenie sobie Kaya. W tym "Pieśni...". Raz, albo dwa...
Antologia poezji francuskiej, miłe dopełnienie dla Kaya. Dzięki tym dwóm książkom zakochałam się w poezji trubadurów prowansalskich ;)
Poza tym - trochę pozytywistycznych nowelek (wiem, że to szokujące, ale - Konopnicka rzondzi!) i obecnie męczony "Potop". Czy raczej - obecnie mnie męczący "Potop". Zawsze chciałam go przeczytać. Czemu nie zrobiłam tego wcześniej, zamiast zostawiać na chwilę, kiedy z tej chęci już się wyleczę...?

Silmethule - 2008-05-09, 13:58

Cytat:
Gra o tron Martina, moje małe, prywatne objawienie. Chcę następne tomy. Na własność.


Nie chcesz... Uwierz, nie chcesz. I nie dlatego, że później książki są złe, o nie, są rewelacyjne i to jest przerażające. Nie wiem ile z cyklu przeczytałaś, ale zaczniesz rozumieć jak połowa ludzi, których uważasz za "głównych bohaterów" zginie, a później jeszcze bardziej jak zauważysz, że skończyłaś czytać wszystko, co wyszło, a autor się wcale nie śpieszy, żeby wydawać kolejne tomy. A już w ogóle przerazisz się, gdy sobie uświadomisz, że to, co czytałaś, to w rzeczywistości dopiero wstęp do długiej historii.

Ja to uświadamianie mam za sobą.

Narbeleth - 2008-06-02, 20:39

Ostatnio czytałam podejrzanie mało, ale, żeby nie było, że tylko kupuję... :P Zaraz po olimpiadzie, Lwy Al-Rassanu Kaya, zaczęłam i nie mogłam porzucić. ;) Potem miałam długi okres zadawania się jedynie z podręcznikami do historii. Ewentualnie krążenia wokół tychże podręczników i posyłania im niechętnych spojrzeń typu „wy coś wiecie, ja nie i ten stan rzeczy już się nie zmieni”. Potem Pan Lodowego Ogrodu Grzędowicza i Burza Szekspira. A w międzyczasie trochę poezji, szczególnie Gałczyńskiego (Euś, przez Twoją zagadkę :D ).
Lierre - 2008-06-07, 20:44

Raport czytelniczy:

Melduję, iż zostałam pokonana przez Potop. Udało mi się wygrać batalię o ostatni rozdział pierwszego tomu, ale później poległam i nie miałam już najmniejszych szans. Cóż, życie ;)
Później, w ramach zagłuszania wyrzutów sumienia, dokształcałam się w dziedzinie poezji. Przeczytałam trzeci tom Antologii Poezji Francuskiej (nie sądziłam, że coś może podobać mi się mniej niż polski romantyzm. Myliłam się. Francuski był gorszy.) i pierwszy z dwóch tomów antologii Od Staffa do Wojaczka, który podobał mi się zdecydowanie bardziej. I jeszcze w międzyczasie były Sonety Szekspira, na których się trochę zawiodłam. Chyba spodziewałam się zbyt wiele.
Następnym zagłuszaczem wyrzutów sumienia po "Potopie" była rewelacyjna Zbrodnia i kara. Podobała mi się strasznie i tylko boję się, że wrażenie zepsuje pisanie z niej sprawdzianu we wtorek. Ech.
Później już nie miałam co zagłuszać, więc przeczytałam zaległego Pratchetta - Straż nocną. Podobała mi się jako książka, ale nie - jako część "Świata dysku". Zupełnie, zdecydowanie, absolutnie nieśmieszna.
Następna była Naga kobieta Morrisa. Uwielbiam tego człowieka. I to nie tylko dlatego, że pisał takie peany ku czci płci-wręcz-przeciwnej-do-swojej (pewnie bardzo kocha swoją żonę. Albo bardzo się jej boi.), ale też dlatego, że zrobił to w bardzo interesujący i wciągający sposób. Wprawdzie kilka teorii było mocno naciąganych, ale z wieloma zgadzam się w 100% i zamierzam je szerzej rozpropagować. Nareszcie ktoś opisał różnice między płciami tak, że można na tej podstawie ładnie sformułować zasady równouprawnienia i wytłumaczyć wszelkie w tej teorii punkty sporne. A przynajmniej tak mi się wydaje. ;) Zdecydowanie polecam, nie tylko kobietom ;) A może właśnie przede wszystkim nie kobietom :P
Obecnie zaś krążę między czwartym tomem japońskiego cyklu Lian Hearn, obszernym tomem twórczości Bursy, jaki upolowałam w bibliotece i zbiorem wierszy Jamesa Merrila w tłumaczeniu Barańczaka. Ale i tak wygrywa "Magnus" ^^

Narbeleth - 2008-06-26, 22:25

Przeczytane:

Z serii: przyjemne. Narrenturm, Boży bojownicy, Lux Perpetua Sapkowskiego. Kiedyś zapewne napiszę posta w stosownym temacie, tutaj ograniczę się do stwierdzenia, że czytało mi się bardzo dobrze i dobrze się bawiłam. O dziwo, nie doprowadzał mnie do szału główny bohater. ;)
Ponieważ myślałam, że Sapkowski przyda mi się do celów edukacyjnych, przeczytałam jeszcze Coś się kończy, coś się zaczyna i rozmowy z Beresiem (Historia i fantastyka). W tym ostatnim irytował mnie albo jeden dysputant, albo drugi, ewentualnie obaj równocześnie, niemniej jednak nie rzuciłam książką w kąt. Założenie z celami edukacyjnymi okazało się, oczywiście, błędne.

Z serii: pożyteczne. Nietzsche, Tak mówił Zaratustra. W końcu mi się udało, zabierałam się do lektury ponad rok. ;) I o Nietzschem: Obrona Nietzschego Stanisława Łojka i Płomień wieczności Michalskiego. Całkiem nieźle wybrałam, zwłaszcza, że zupełnie intuicyjnie. ;) Jakkolwiek książkę Michalskiego przyozdobiłam serią trywializujących komentarzy - denerwowały mnie jego dygresje i musiałam jakoś to zdenerwowanie rozładować. :P

Narbeleth - 2008-07-14, 21:07

Ostatnio czytałam prawie same pożyteczne rzeczy. Taaaaak, zdecydowanie czas na wakacje. ;)

Nietzche: Z genealogii moralności i Narodziny tragedii. Wniosek z lektury: filozofów ciężko się czyta, zwłaszcza, kiedy ma się ich dość. ;)

O Nietzschem: Zbigniew Kuderowicz, Nietzsche. Bardzo mało odkrywcza pozycja, ale przynajmniej zrozumiała. W obliczu Filozofii interpretacji Markowskiego bardzo to doceniłam. Filozofia…, jakkolwiek bardziej odkrywcza i całkiem ciekawa, pogłębiła gwałtownie mój kompleks niższości i poczucie własnej ignorancji. Po triumfalnym ukończeniu popadłam w krótkotrwałe samouwielbienie, ale mam ogólne wrażenie, że muszę przeczytać to jeszcze raz. Za jakieś 10 lat, jak będę trochę mądrzejsza. ;)

Inne: wiersze Szymborskiej w dużej ilości (Wybór z wydawnictwa a5, Rymowanki dla dużych dzieci, Dwukropek, Chwila), Szkice o tejże Szymborskiej, resztę interpretacji Nyczka (uwielbiam, polecam, są świetne). A, i ponownie Lektury nadobowiązkowe i Nowe lektury nadobowiązkowe, żeby nie było monotonnie, Szymborskiej. I, już dla odmiany, Prometeusza skowanego Ajschylosa. Przyznam szczerze, że czytałam to w stanie takiego otępienia, że nie mam pojęcia, czy mi się podobało czy nie. :P

Dla rozluźnienia poczytałam sobie Ostatnie życzenie Sapkowskiego, trzy opowiadania z Obrońców Królestwa Kossakowskiej i drugi tom Pana Lodowego Ogrodu Grzędowicza.

Lierre - 2008-07-15, 19:55

W ramach wakacyjnego nadrabiania zaległości czytelniczych pokonałam:
Wybór poezji Jamesa Merrilla, która okazała się dość... hermetyczna. A może to wina tłumaczenia Barańczaka? Bo ja z tym panem jestem raczej niekompatybilna... Podobało mi się jedno: motyw seansów spirytystycznych, rozmów z duchami i pisania poezji za pomocą filiżanki poruszającej się po planszy, przesuwanej przez przywołane dusze :zeby: Boskie. Merrill musiał być strasznie zakręconym człowiekiem.
Eseje U. Eco Interpretacja i nadinterpretacja, które okazały się czytelniczą porażką.
Krzyk czapli L. Hearn, czyli czwarty tom cyklu Otori. Niestety, poprzednim tomom nie dorasta do... no, po prostu nie dorasta. Czytając tę część ciągle wracałam myślami do pierwszego tomu, który jest rewelacyjny, i do mojej ulubionej postaci, która oczywiście ginie niemal na samym początku. Ech, życie.
Wieczny wojownik, który utwierdził mnie w przekonaniu, że Moorcock nie jest zbyt dobrym pisarzem. Co bynajmniej nie oznacza, że porzuciłam zamiar zebrania wszystkich jego książek i przeczytania ich. ;) To chyba jakaś forma czytelniczego masochizmu albo wyższego stopnia bibliomanii.
Harry Potter - filozoficzny czarodziej, Książka Z Potencjałem. Zmarnowanym. To chyba częsty problem tego typu pozycji - niezbyt wiadomo, do kogo są skierowane. Bo jeśli do dzieci, to tematyka jest mocno chybiona. Jeśli do dorosłych - można było potraktować temat poważniej. A tak - niby dla wszystkich, ale jednak dla nikogo. Ale nie było tak źle - czytało mi się bardzo przyjemnie. I nawet wynotowałam sobie kilka nazwisk, którymi chcę się zainteresować ;)
Smok Jego Królewskiej Mości N. Novik - absolutna rewelacja. Zdecydowanie polecam. Urocza powieść, ot, taka do poczytania w upalny dzień. Lekka, prosta, pełna humoru, słodka i w ogóle genialna :)
Na promieniu światła G. Brewera, drugi tom K-PAX. Niby fajne, ale jakoś nie chcę mi się sięgnać po trzeci tom... Pewnie przeczytam, bo czeka na półce, ale jest w tym cyklu coś, co, mimo interesującej tematyki, odpycha mnie.
Król mrówek, czyli dokładnie to, co najbardziej uwielbiam u Herberta. To się chyba fachowo nazywa „proza poetycka”, tak? ;) Nie potrafię powiedzieć nic poza tym, że Herbert jest genialny.
Wielki zbiór Poezji Rilkego, które mi się zupełnie, zupełnie nie podobały. Nie wiem dokładnie dlaczego, ale spośród kilkuset wierszy nie zaznaczyłam ani jednego, do którego chciałabym wrócić.
Biegnąca z wilkami C.P. Estes. Książka, która - zgodnie z opisem na okładce - miała zmienić moje życie. Cóż, z pewnością w jakiś sposób zmieniła - będę o wiele ostrożniej podchodzić do książek, które mają sprawić, że spojrzę na świat inaczej. Bo może się okazać, że trafię na żeńską wersję Coelho nakazująca zbieranie kości. Co chyba było metaforą, ale nie jestem do końca pewna.
Pierwsza część Ustroju świata Stephensona, czyli „Daniel Waterhouse po sześciu tomach wreszcie dopłynął”. I fajnie, szkoda tylko, że zgodnie z pewną uniwersalną tendencją, panu Stephensonowi trochę nie wychodzi końcówka cyklu... Ale i tak jest genialnie. :)
Od Walta Whitmana do Boba Dylana: Antologia poezji amerykańskiej w wyborze Barańczaka, bardzo ciekawa, choć drażniło mnie straszliwie, że często poetę prezentował tylko jeden wiersz... Trudno w takiej sytuacji zdecydować, czy dany twórca był geniuszem, czy po prostu raz mu się udało stworzyć coś sensownego.
Lutnia Puszkina Puszkina ;) , zbiór poezji, który okazał się absolutnie genialny, na co w życiu bym nie wpadła i z własnej woli nie sięgnęła. Ha, klasyka czasem też bywa fajna.
A obecnie czytam Mistrza i Małgorzatę, chyba po raz trzeci, tym razem grzecznie robiąc notatki, żeby mieć o tej książce za parę miesięcy jakieś pojęcie oraz Lód, który jest chyba pierwszą książka, do której pasuje mi słowo „szacunek”. To chyba nie jest powieść, która może się podobać lub nie. Nie odważyłabym się opowiedzieć za którąś opcją. Ja tę książkę szanuję, powoli sobie dawkuję i absolutnie nie rozumiem, ale już uwielbiam, chociaż przeczytałam zaledwie 250 stron...

Lóru - 2008-08-04, 13:51

Ostatnio przeczytałem:

Martwą naturę z wędzidłem, Barbarzyńcę w ogrodzie, Labirynt nad morzem Zbigniewa Herberta — Najbardziej mi się podobał Labirynt, pewnie dlatego, że opisywane miejsca widziałem na żywo, a najmniej Barbarzyńca, w którym było za dużo średniowiecza i miejsc, których nie znam. Oczywiście chodzi tu o stopniowanie boskości.

Opowiadania zebrane Gustawa Herlinga-Grudzińskiego — Trzy z nich omawiałem w szkole (z przerażeniem odkryłem, że w Moście robiłem notatki...) i od dawna planowałem przeczytanie reszty. Większość bardzo mi się podobała, świetna narracja.

Wisławy Szymborskiej pamiątkowe rupiecie, przyjaciele i sny Anny Bikont i Joanny Szczęsnej — Wspaniała biografia noblistki, świetnie napisana, dopuszczająca do głosu przyjaciół poetki oraz jej wiersze. Mało tu CV, więcej odkrywania jaką osobą jest Szymborska. Nieraz miałem wrażenie, że przeglądam pamiętnik, czy skrzynkę z tytułowymi pamiątkowymi rupieciami. Dużo się można dowiedzieć, a czytanie to czysta przyjemność.

Występek. Eseje o pisaniu i czytaniu Michała Pawła Markowskiego — Tytuł zapowiadał coś ciekawego, ale to było straszne. Przeintelektualizowane i zbyt wydumane. Niektórych esejów nie doczytałem do końca, gdy miałem wrażenie, że robi się zbyt bełkotliwie. Właściwie spodobał mi się tylko esej zatytułowany „Co to znaczy czytać?”. Niezwykle rozbawiły mnie fragmenty o psychoanalizie, aż zacytuję kawałek:
Cytat:
Tekst pochodzi od textus, imiesłowu czasu przeszłego czasownika texo, co oznacza „tkać”: tekst to splot nachodzących na siebie sensów; z kolei także wszystko to, co wydaje się splecione, można czytać jako tekst. Tkwi w tym być może aluzja do hipotezy Freuda, wedle którego kobiety nauczyły się tkać, splatając włosy łonowe, by uczynić z nich fetysz penisa; sam tekst staje się w ten sposób swego rodzaju fetyszem, pisanie zaś perwersją.
Za dużo seksu i perwersji, za dużo zabaw etymologiami. Kogoś zaznajomionego ze wszystkimi aluzjami, pojęciami, ideami mogą te wygibasy intelektualne zainteresować; ja wolę konkretną treść, a co barwniejsze akapity to dla mnie po prostu przeintelektualizowany bełkot. (Cytując pewnego recenzenta Lodu Dukaja: ta książka jest dla mnie za mądra.)

Pegaz zdębiał Stanisława Barańczaka — Popadłem w zachwyt dla kunsztu autora, w operowaniu językiem, rymami jest mistrzem. Alfabetony, palindromadery, onanagramy i mankamęty mnie oczarowały; obleśniki mnie trochę zanudziły, są dosyć... monotematyczne; idiomatoły są zabawne, ale nie w takiej ilości; poliględźby nie wszystkie jestem w stanie podziwiać, za dużo włoskiego, którego nie znam; wymęczony przez trzy poprzednie rozdziały nie umiałem docenić katalogu liberyków; turystychy mnie zainspirowały i chyba je wcielę w życie; bezcenzje potwierdzają, że wszystko można zgnoić. Książka inspirująca, aż się chce wypróbować zabawy; niestety brak mi choć ułamku umiejętności Barańczaka...

W oparach absurdu Antoniego Słonimskiego i Juliana Tuwima — Pod wpływem zachwalań Bralczyka się trochę rozczarowałem, ale tylko trochę. Co jakiś czas głośno chichotałem, ale absurd w za dużej ilości chyba przestaje śmieszyć.

Javę i XML Bretta McLaughlina — Który to podręcznik zacząłem, zanudziłem się na śmierć i rzuciłem w kąt. Chciałem się dowiedzieć, jak użyć XML w Javie, a dostałem rozbudowaną dokumentację klas; tę sobie przeczytam online.

Kamień, szron Ryszarda Krynickiego — Wiersze mi się spodobały, bardziej rozbudowany komentarz by wymagał głębszego zastanowienia się.

To chyba wszystko.

Adiemus - 2008-08-11, 02:10

po raz kolejny (już nie pamiętam, który :potrof: ) Sto lat samotności :V:
Narbeleth - 2008-08-13, 19:22

Ostatnio przeczytane.

Kay: Tigana i Ysabel. Ładne to, ale czasem mój wewnętrzny korektor – ostatnio jest w słabej formie, muszę go chyba dokarmić ;) – czasami zgrzytał zębami (zwłaszcza na tę pierwszą). Na zdania z dwoma „że”, na powtórzenia, gdzieś dopatrzył się jakiejś dziwnej formy podmiotu, a czasem uważał, że „to zdanie można by napisać po polsku inaczej” i twardo się tej opcji trzymał. W kwestii redakcji tłumaczenia przyznaję mu rację, ale poza tym, wspólnie mieliśmy z lektury dużo przyjemności. Nawet jeśli Tigana miała przewidywalne zakończenie. ;)

W ramach ambitnych planów czytelniczych: Graves, Ja, Klaudiusz i Vonnegut, Kocia kołyska. Następnym ambitnym planom stoi na przeszkodzie fakt, że trochę się boję cokolwiek wyjmować z leżącej na parapecie sterty.

Korespondencja Zbigniewa Herberta i Stanisława Barańczaka. Ładnie wydana, zawiera kilka wierszy, kilka kopii rękopisów. Głównie z tych, estetycznych, powodów, książeczkę zakupiłam, listy jako gatunek nigdy mnie nie ciągnęły. Ale tak woziłam ze sobą, aż w pociągu zaczęłam czytać, jak już zaczęłam, to doczytałam. ;) Ogólnie całkiem ciekawa lektura, szczególnie interesujący jeden list Herberta.

W ramach wakacyjnego ogłupiania: Harlan Coben, Tylko jedno spojrzenie. Dłuższy czas czekało na półce, aż znajdę dla niego te kilka godzin. Głębszych refleksji płynących z lektury, z przyczyn obiektywnych, brak. ;)

I, perła w koronie, Poezja i duch Uogólnienia – eseje Stanisława Barańczaka, te, nieco pokerowo, kupione ze pieniądze na bilet powrotny do domu. Zdecydowanie warto, choćby za samą analizę wiersza Białoszewskiego. Przy okazji przydała mi się (ha, intuicja!) Liryka polska. Interpretacje, bo tam znajdował się tekst Sławińskiego, stanowiący przedmiot bardzo specyficznej polemiki Barańczaka. Artykuł, zgodnie z oceną samego autora, błyskotliwy, analiza fascynująca, zakończenie – świetne. Mój wewnętrzny polonista obudził się z letargu i bawiliśmy się doskonale. ;)

Aktualnie mam więc do Barańczaka stosunek jednoznacznie przepełniony zachwytem, szczególnie, że jestem też po literackim spotkaniu z Fioletową krową (kolejnym) i Pegaz zdębiał (drugim, ale po długiej rozłące). Obie książki, oczywiście, polecam. ;)

Lierre - 2008-08-13, 20:26

Raport czytelniczy ;)

Pasożytując na księgozbiorze Narb, upoetyczniałam się namiętnie - Wierszami wypranymi i Trzecią połową Świetlickiego, które bynajmniej nie pomogły mi znaleźć odpowiedzi na pytanie, czy lubię tego poetę :P , Tańcem z ziemią, Domem z otwartymi ścianami i Hymnem porannym genialnego J. Barana ^^ (odkrycie lata, zdecydowanie ;) ), To wróci i Zawsze od nowa J. Hartwig (drugie odkrycie lata ^^), Cząstkową próbą o człowieku bardzo dziwnego poety o nazwisku Wirpsza. Oprócz poezji przeczytałam też Kota w stanie czystym Pratchetta oraz Ex libris - wyznania czytelnika A. Fadiman, zbiór rewelacyjnych felietonów o różnych formach czytelnictwa, który zdecydowanie i z całego serca polecam.

Po zjeździe skończyłam zaczętą przed wyjazdem antologię polskiej poezji współczesnej autorstwa K. Karaska. Jej lektura była przeżyciem dość traumatycznym, w pamięć zapadł mi tylko dopisek pod jednym z wierszy - "W piątą rocznicę śmierci". Samego wiersza - napisanego najwyraźniej za pośrednictwem medium - już nie zapamiętałam. ;)

Później dopadł mnie lekki kryzys czytelniczy, który postanowiłam wyleczyć za pomocą Ysabel Kaya. Był to niezbyt dobry pomysł - wprawdzie książka niesamowicie mnie wciągnęła i ogólnie była rewelacyjna, ale teraz mam jeszcze większy kryzys. ;) Próbuję go wyleczyć Lwami Al-Rassanu. :D

Udaję, że nie pamiętam o lekturach i staram się doprowadzić do odpowiedniego stanu, by znów sięgnać po "Lód". Na razie bezskutecznie. ;)


Narb napisał/a:
W ramach ambitnych planów czytelniczych: Graves, Ja, Klaudiusz i Vonnegut, Kocia kołyska.

Napisz coś o "Kociej kołysce"! Najlepiej tutaj. Uwielbiam tę książkę i jestem bardzo ciekawa, co o niej sądzisz. :D

Narbeleth - 2008-09-09, 23:09

Przeczytane, zanim zapomnę.

Z poezji: Tym tylko byłem, wybór wierszy Brodskiego. Rozmowa w zimie Venclovy, też wybór wierszy, kupiony dawno temu, wyczekiwany i wytęskniony, a potem odłożony, o zgrozo. Piękne. I Gnijąca wisienka Marcina Barana, miejscami ciekawe, miejscami, powiedziałabym, rozczarowujące. Ale dla Przysposobienia nie piśmiennego warto było kupić. ;)

Z prozy: Kay, Pieśń dla Arbonne. Bardzo ładne. I dorwałam się do ołówka, mój wewnętrzny korektor na wymarciu nie musiał się frustrować. Coben, W głąb lasu, zakupione przez ojca. Miłe, czytać książkę, która nie kojarzy się z własnym bankructwem. Pratchett, Maskarada. Chyba wyczerpałam tą lekturą sezon na Pratchetta, bo porozumienie z Piątym elefantem mi nie wyszło. Może kiedyś. Cortazar, Gra w klasy. Świetna książka, ale za mądra. Może w przyszłym życiu przeczytam ją z większym zrozumieniem. :P

Tallis - 2008-09-12, 17:21

Pomijając lektury do dyplomu, które nadal trochę czytam to teraz czytam tylko fabulanki, czyli Pieśń lodu i ognia Martina. Z lektur do dyplomu wymienię jednak jedną, którą nie koniecznie trzeba traktować, jako naukową i użytkową wyłącznie. "Historia zycia prywatnego" t.1 pod redakcją Paola Veyne'a. Miodne :)
poz
tal

Narbeleth - 2008-09-26, 01:24

W końcu uzupełniłam swoje zaległości w znajomości Herberta i przeczytałam Barbarzyńcę w ogrodzie, książkę do której miałam wyjątkowego pecha (zaczynałam wcześniej ze dwa albo i trzy razy, ale za każdym razem coś mi przeszkadzało). Tym sposobem, nieco od końca, zaznajomiłam się z całą eseistyczną trylogią. Barbarzyńca… podobał mi się najmniej, co nie znaczy, że nie był świetny. Uwielbiam styl Herberta. ;) Swoją drogą, Król mrówek, którego czytałam jakiś czas temu, też był boski.
Z esejów sięgnęłam jeszcze po zbiór ZagajewskiegoPoeta rozmawia z filozofem, która to lektura posłużyła mi do skompletowania sobie listy potencjalnych tytułów do przeczytania „na potem”. Również ładne, styl Zagajewskiego jest miły mojemu zmysłowi polonistycznemu.
W ramach redukowania ilości nieprzeczytanych książek z kolekcji GW zapoznałam się z Nabokovem i Lolitą, która to Lolita straszliwie mnie znudziła. Owszem, ładnie to napisane, ale ileż można drążyć jeden temat? Z tego, co wiem, początkowo miało to być opowiadanie. I opowiadaniem mogłoby pozostać.
Z poezji, wreszcie przeczytałam porządnie, od początku do końca, Hymn poranny Józefa Barana.
Zachłannie rzuciłam się na Żegnam cię, nosorożcze Barańczaka i po raz kolejny popadłam w zachwyt nad geniuszem tego pana. Mhrrry. ^^
Ostatecznie zachęcona entuzjastyczną opinią Ei, zakupiłam i przeczytałam Smoka Jego Królewskiej Mości Novik. Zaiste, świetny. Czekam aż merlin przyniesie mi tom drugi. ;)
Porozumiałam się jednak z Piątym elefantem Pratchetta, z którego to porozumienia jasno wynikło, że jeden Pratchett na kilka miesięcy jest, jak dla mnie, dawką optymalną, a moja kompatybilność z cyklem o straży budzi zastrzeżenia. Niemniej, czytało się dość miło.
Poza tym przypadkiem odkryłam, że, jakiś czas temu, wyszła druga część felietonów Leszka K. Talko i Moniki Piątkowskiej, Talki z resztą. Część pierwsza, dawno temu, szczerze mnie zachwyciła. Druga też jest sympatyczna, znalazłam kilka perełek, chociaż wspomnianej poprzedniej, Talkom w wielkim mieście, nie dorównuje. Z pierwszą zresztą też odnowiłam znajomość. Z przyjemnością stwierdzam, że nadal te felietony niezwykle lubię, a mój sentyment do gatunku jest w pełni uzasadniony. ;) Cóż, a od felietonu do eseju jeden krok… ;)

Lierre - 2008-10-17, 22:01

W ciągu ostatnich dwóch miesięcy przeczytałam:

Dzieje Greków i Rzymian Kubiaka, trochę z poczucia obowiązku, trochę z czysto krukońskiej potrzeby ;) Z dużą ulgą musiałam w czasie lektury stwierdzić, że jestem z tym panem kompatybilna; dotychczas wszyscy historycy uznawani powszechnie za przyjemnych w odbiorze, jak Krawczuk czy Jasienica, okazywali się dla mnie zupełnie niestrawni. Myślałam już, że jestem skazana na Daviesa, ale na szczęście znalazł się ktoś jeszcze. ;) Może nie nauczyłam się z tego zbyt wiele, ale stwierdziłam za to, że znowu strasznie lubię antyk... No, może tylko wycięłabym Aleksandra. ;)

Trochę poezji: antologię poezji anglojęzycznej Od Chaucera do Larkina i zbiory Tuwima, Szymborskiej i Kawafisa. Antologia jak antologia, nierówna straszliwie, ale za to Tuwima i Szymborską lubię bardzo, a Kawafisa miejscami nawet też. ;)

Trochę lektur: Ludzie bezdomni Żeromskiego, którzy bardzo mi się podobali aż do przedostatniej strony, po przeczytaniu której miałam ochotę zamordować głównego bohatera, bo był niesamowitym chamem i idiotą; Rozdziobią nas kruki, wrony tegoż, czyli najobrzydliwszy kawałek prozy, jaki przeczytałam od dość dawna; Wesele Wyspiańskiego, które podobało mi się nawet bardziej niż te parę lat temu, kiedy czytałam je po raz pierwszy; jedna czwarta Chłopów Reymonta, którzy wbrew obawom też mi się podobali, tak, że nawet miałam zamiar przeczytać całość, ale jakoś nie wyszło; Moralność pani Dulskiej G. Zapolskiej, która również - to już się robi niepokojące - bardzo mi się podobała, a jest to tym dziwniejsze, że na uroki form dramatycznych zawsze byłam wyjątkowo odporna oraz Jądro ciemności Conrada, które chyba mi się podobało, ale właściwie nie pamiętam czytania, bo miałam jakąś ekstremalną temperaturę; to naprawdę miłe, że udało mi się ominąć wszystkie dotyczące tej lektury lekcje. ;) W tzw. międzyczasie dałam się namówić na konkurs i przeczytałam na niego biografię Stanisława Leszczyńskiego autorstwa J. Feldmana, książkę kolejnego historyka, z którym jestem kompatybilna. Szkoda, że on był tak mało płodny. ;)

Na lektury nielekturowe zostało mi niewiele czasu, przeczytałam tylko absolutnie genialną Madame A. Libery. Mimo wkurzającego, wszechwiedzącego, ogarniętego obsesją na punkcie nauczycielki bohatera książkę czytało mi się rewelacyjnie, polecam. ;) Jest bardzo bogata, erudycyjna, z mnóstwem aluzji i niuansów - na pewno nie jest lekkim czytadłem, ale wciąga niesamowicie. :)

Teraz natomiast czytam - uwaga, uwaga - Lód ;) Uwielbiam tę książkę, chociaż jestem dopiero w połowie i niewiele rozumiem. Zapewne dalej będzie gorzej. Ale to nic, najwyżej przeczytam drugi raz. ^^ Jedynym jej minusem jest nieporęczność. Naprawdę można było podzielić to na dwa-trzy tomy, wtedy dałoby się to czytać w łóżku, a tak - książka leżąca na poduszce jest za wysoka i oczy szybko się męczą... :P A podnieść tego nie można, bo trochę waży... beznadzieja. ;)

Narbeleth - 2008-10-24, 22:11

Ostatnio przeczytane. Ponieważ mam ogólny kryzys motywacji z przytupem, nie jest to lista szczególnie długa. ;)

Postanowiłam w końcu zawrzeć bliższą znajomość z stojącymi u mnie na półce Innymi Pieśniami Dukaja. Ograniczę się do krótkiego komentarza: fenomenalne.;)
Rozwinęłam moją znajomość z Novik – przeczytałam Nefrytowy Tron i Wojnę Prochową. Temeraire pocieszał mnie w sytuacji kryzysowej, tj. braku internetu, więc siłą rzeczy mam dla obu książek bardzo pozytywne uczucia. Zresztą, czym bardziej się wczytuję, tym mi z tym cyklem bardziej po drodze, ciekawe, do którego tomu utrzyma się ta tendencja. ;)
Dalej, KayPożeglować do Sarancjum i Władca cesarzy. Używanie ołówka przy lekturze tego pierwszego było kiepskim pomysłem, mam wrażenie, że czas lektury mi się przez to mocno wydłużył. Poza koszmarem wewnętrznego korektora, lektura jak najbardziej przyjemna. Może kiedyś dorosnę do tego, żeby napisać posta w stosownym temacie, wtedy się rozpiszę bardziej.
Sławomir Mrożek, Uwagi osobiste. Kupione przez czysty przypadek, format poręczny, forma lekka a inteligentna. Kilka perełek, kilka tekstów przeczytanych bezrefleksyjnie. Cena odstraszająca, ale to jak zwykle zauważyłam post factum.
Tomas Venclova, Niezniszczalny rytm. Eseje o literaturze. Najprościej rzecz ujmując: Venclova okazał się gorszym eseistą niż poetą. I tak bywa.

Poezja: Wiersze Koehlera. Do tej pory podświadomie przypisywałam ogólną niedostępność tego pana złośliwymi zrządzeniami losu i niesprawiedliwością dziejowa. Ale chyba jednak stwierdzenie, że jego wiersze są beznadziejnie przeciętne byłoby bardziej na miejscu. Poza Z Tagasty do Kartaginy, który to utwór podoba mi się w dalszym ciągu.
Baran, Dom z otwartymi ścianami. Barańczak, Geografioły. Od wierszy zoologicznych (z nielicznymi wyjątkami), moim zdaniem, słabsze, ale dalej świetne. Zagajewski, Antenty (dość dobre, ale nie zachwycające), Płótno (bardzo dobre). Z poezją Zagajewskiego nigdy nie byłam szczególnie kompatybilna, więc Płótno było miłym lekturowym zaskoczeniem.

Literatura, Którą Czytać Powinnam rysuje się na tym tle dość blado: krótki romans z Katullusem, nieco irytującym rzymskim poetą, długi romans z Iliadą, która dzieli się na części fatalne (batalistyczne) i fenomenalne (reszta), aktualnie romans z Odyseją, utrudniony przez niewymienionego z nazwiska tłumacza, który rymował, niech go muzy pokarzą i rozbiją na głowie replikę greckiej wazy. Z literatury na temat: czytam (od dłuższego czasu) Literaturę Greków i Rzymian Kubiaka i Ludzie, zwyczaje i obyczaje starożytnej Grecji i Rzymu Winniczuk, którą jednak porzuciłam. Z zakupionego za ciężkie pieniądze Lukrecjusza (O naturze wszechrzeczy) poznam tylko wymaganą ode mnie szóstą księgę, chyba, że moja ambicja ożyje. Ha, ha.

Tallis - 2008-11-19, 23:14

W tej chwili zaczynam się przedzierać przez gąszcz mitu i poezji, czyli Białą Boginię Roberta Gravesa. Cudo to jest, faktycznie, ale, choc chwilami fascynujące - tam, gdzie jest o mitach, chwilami też zbyt fachowym językiem znawcy poezji pisane - tam, gdzie jest więcej o poezji. I mój mało poetyczny móżdżek ciężko to znosi. :zeby: Ale ogólnie jest to tak smakowite, że przebrnę przez tą cegłę, zanim będę musiała przebrnąć przez 3 cegły podreczników grrr :/ Ponoć jest to klasyka i w sensie dzieł o mitach i antropologii, ale pewnie tym bardziej klasyka wśród dzieł o poezji dawnej. Jednak trzeba uważać we fragmentach o migracjach różnych antycznych ludów, bo wyczuwam tam przestarzałe dane. Np. to, że osadnicy w Irlandii, ci sprzed osadnictwa celtyckiego znani w celtyckich mitach, jako Lud boginii Danu - Thuata de Danaan byli przybyszami z Myken, odłamem greckich Achajów, za czym mają świadczyć dane lingwistyczne i mitograficzne. Hmm...Nie wiem co o tym sądzić, jakoś mi się to nie widzi. Ale w migracje celtyckie Graves utrafił, pisząc, że wczesne ich fale najazdów na Irlandie wywodziły się z półwyspu Iberyjskiego.
poz
tal

Narbeleth - 2008-12-10, 23:56

Wyznaczyłam sobie bardzo ambitne plany czytelnicze odnośnie Literatury, Którą Czytać Powinnam i teraz spokojnie obserwuję, jak mi się te plany rozjeżdżają z rzeczywistością. Z sukcesów: triumfalnie skończyłam Literaturę starożytnych Greków i Rzymian Kubiaka, niezbyt zresztą wiele z tej lektury wynosząc. Balansowanie na pograniczu beletrystyki i pracy literaturoznawczej jest dość trudne, mam wrażenie, że w tym wypadku nie do końca i nie zawsze się udawało.
Równie triumfalnie skończyłam Religijność starożytnych Greków Włodzimierza Lengauera , tu wrażenia mam jak najbardziej pozytywne. Druga książka tego pana, którą zaczęłam czytać wcześniej, nieco przerosła moją… eee… motywację, toteż żywiłam pewne obawy, ale szybko zmarły śmiercią tragiczną. ;)
Poza tym, zapoznawałam się wybiórczo z literaturą rzymską: przeczytałam całe dwie księgi pamiętników Cezara, kilka mów Cycerona (konkretnie: pięć i chwilowo mi starczy), które, połączone z pracą na Cycerona stylizowaną, jaką zmuszona byłam popełnić, spowodowały, że dwa dni myślałam zdaniami wielokrotnie złożonymi z inwersją, pytaniami retorycznymi i powtórzeniami stylistycznymi. Bolało. ;) Dobrze, że nie zrobiłam dogłębnej analizy środków retorycznych, a w pracy obroniłam się pamfletem, bo pewnie byłoby gorzej.
Na dobicie, wyprzedziłam program i przeczytałam Metamorfozy albo złotego osła Apulejusza . Zapowiadało się bardzo dobrze, ale w połowie zrobiło się nieco nużące, ileż można czytać o cierpiącym ośle. W jakimś przypływie silnej woli (ha, ha) kilka ostatnim ksiąg przeczytałam za jednym zamachem, co zaowocowało tym, że przy zakończeniu zrozumienie tekstu mi się wyłączyło. Rzymu mam dość, wracam do Danielewicza i Liryki starożytnej Grecji, porzuconych w połowie.
A, jeszcze, dwie (o zgrozo) biografie Cezara. Krawczuka ( Gajusz Juliusz Cezar ), którego panegiryczny ton zaczął mnie denerwować na pierwszej stronie, a przestał na ostatniej (no dobrze, z małą przerwą w środku), i Boskiego Juliusza Jacka Bocheńskiego , co do którego przeczucia żywiłam jak najgorsze i bardzo miło się rozczarowałam. Język tej książki, sposób jej napisania, są świetne (chociaż można się trochę pogubić), panegiryk i bezkrytyczny zachwyt zastąpiła ironia, pałęta się trochę innych, sympatyczniejszych osób, a Attyk rządzi. ;)

Z literatury innej: chwilowo ostatni tom Novik, Imperium Kości Słoniowej, które mnie mocno zirytowało. Zachciało się pani Novik całkiem otwartego zakończenia w tym akurat tomie, po którym następny jest nieprzetłumaczony. Niby fakt trzech (czterech? pięciu? :P ) tomów, które mają jeszcze zostać napisane mówi sam przez się, ale mimo wszystko. :P Ale poza tym, wrażenia mam jednoznacznie pozytywne. ;)
Wychodząc z założenia, że skoro już kupiłam pięć tomów White’a , to warto coś z tym dalej zrobić, przeczytałam Miecz dla króla i Wiedźmę z lasu. Z momentem trafiłam doskonale – czyta się miło, lekko i szybko, dobre do autobusu, dobre jako przerywnik między Kumanieckim a łaciną i w ogóle całkiem sympatyczne. ;) W ramach książek sympatycznych, powtórzyłam sobie po raz kolejny Babski motyw Chmielewskiej, książkę tradycyjnie poprawiającą mi humor. Tym razem ją komuś pożyczałam w takim właśnie celu, a skoro już zdjęłam z półki… ;)
Z nieco ambitniejszych książek: chwilowo porzuciłam Nyczka, ale Mistrza z Delft Herberta zignorować nie mogłam. Ograniczając się do krótkiego komentarza: mhrrry. ;)
Równie pozytywne wrażenia miałam po dwóch tomach Opowiadań zebranych Cortazara, chociaż ich nagminny pesymizm miejscami był monotonny. Tzn., monotonny był głównie fakt, że niezależnie od tego, jak się zaczynały, kończyły się zgonem. Stopniowo ta tendencja była coraz mniejsza, na szczęście. No i opowiadanie o korku czytane w godzinach szczytu w autobusie było pocieszające. :P

Z poezji: Przelotem Urszuli Kozioł, Poemat Odjazdu Mandaliana, Bez pożegnania i To wróci Hartwig, Jestem Julią Poświatowskiej. To ostatnie wspominam niezbyt miło, resztę wręcz przeciwnie.

Yávië - 2008-12-11, 23:06

Długo tu nie pisałam, co nie znaczy, że nic nie czytałam ;-) . Wszystkiego oczywiście nie pamiętam, ale ostatnio czytam sporo "ciekawych" rzeczy jak np. Żywot Łazika z Tormesu, Żywot młodzika niepoczciwego imieniem Pablos, czyli wzór dla obieżyświatów i zwierciadło filutów albo Sny. Godzina dla każdego, czyli Fortuna mózgiem obdarzona Francisco de Quevedo. To wszystko oczywiście moje lektury szkolne (nie lubię mówić "uczelnia" i tęsknię za szkołą ;-) ), i wśród nich jest kilka naprawdę ciekawych rzeczy.

Na pierwszym miejscu Przemyślny szlachcic Don Kichote z Manchy Miguela de Cervantes - momentami lekko nudna, bo trochę przydługa (850 stron w końcu), ale generalnie ciekawa książka. Momentami rozśmieszała mnie do łez (główny bohater robił naprawdę niesamowite i przezabawne głupoty), momentami zasmucała (człowiek ma wyrzuty sumienia gdy widzi, jak wszyscy stroją sobie żarty z biednego szaleńca) i jest IMO czymś, co naprawdę warto przeczytać. Choćby z czystego snobizmu :razz: .

Dalej kilka dramatów Pedro Calderona de la Barca, właściwie wszystkie na swój sposób ciekawe - najbardziej z nich Życie jest snem z motywem predestynacji i pytaniem, co właściwie jest rzeczywiste i skąd mamy to wiedzieć. Do tego rzecz dzieje się w Polsce (której stolica leży nad morzem, ale to taki detal) :D .

Z normalniejszych rzeczy - zaczęłam czytać Mechaniczną pomarańczę Burgessa - brnę przez nią strasznie z powodu tego parszywego slangu, to raz, dwa - jest przerażająca.

To tyle na razie, Librae - welcome back! :D

Lóru - 2008-12-12, 14:40

jam w temacie o zakupach napisał/a:
Następny post w tym temacie, mam nadzieję, dopiero po świętach.
No dobrze, to napiszę tutaj. :P

Przedwczoraj kupiłem i tego samego dnia przeczytałem Wisławy Szymborskiej dary przyjaźni i dowcipu. Teksty i wyklejanki poetki z kolekcji Ryszarda Matuszewskiego. Dwie minuty po dowiedzeniu się o istnieniu tej książki płaciłem już za nią. Pozycja zbiera wyklejanki, kartki i dedykacje noblistki opatrując je komentarzem adresata. Rzecz obowiązkowa dla miłośników talentu i humoru autorki, którym mało wyklejanek w Rymowankach i Pamiątkowych rupieciach, przyjaciołach i snach.

Treść mnie zachwyciła, mam jednak zastrzeżenia do formy. Zdjęcia i reprodukcje są doskonałej jakości, świetnie wkomponowane w tekst, papier najwyższej jakości – wizualnie bez zarzutu. Kilka razy jednak z wyżyn uwielbienia strącały mnie niedopatrzenia redaktorskie. Czasem opuszczony został znak interpunkcyjny, gdzie indziej »« zamienione w ==, kilka razy transkrypcja różni się od tekstu napisanego przez Szymborską (głównie przestawieniem słów, co znaczenia nie zmienia, narusza jednak wierność oryginałowi). Może jakiś niesmak by pozostał, gdyby nie został całkowicie przyćmiony świetnością całości.

Lierre - 2008-12-26, 21:00

Czuję potrzebę poskarżenia się: mam straszny kryzys czytelniczy. Od połowy października dla przyjemności przeczytałam tylko dwa tomy Temeraire'a - Nefrytowy tron i Wojnę prochową, które są na takie kryzysy idealne - nie jest to może literatura zbyt wysoka, ale jak fajnie się czyta ^^ Chcę mieć smoka. Kto mi kupi?
Nie wyleczyły mnie one jednak, gdyż silniejszy był wpływ listy lektur. Nie, żebym je tak namiętnie czytała - po prostu świadomość konieczności przeczytania czegoś sprawiała, że nie czytałam nic innego (bo ważniejsze są lektury), ale samych lektur też nie, zazwyczaj dopiero w ostatniej chwili. Albo wcale. Czuję się trochę... zdemoralizowana. W konsekwencji więc nie czytałam nic. Kiedyś było tak, że bez przeczytania kilku rozdziałów nie mogłam zasnąć - teraz nie mam z tym problemów. Trochę przykre. ;) Może jest w tym trochę winy fanfików, bo ich ciągle czytam sporo, ale jednak... Ech.
W międzyczasie udało mi się trochę upoetycznić - przypomniałam sobie Dom z otwartymi ścianami Barana i zbiór Eire: Wiersze irlandzkie VI - XIX wiek, który okazał się, niestety, wyjątkowo beznadziejny.
Zaś z lektur przeczytać udało mi się Polskę Piastów Jasienicy (powinnam teraz czytać "Polskę Jagiellonów". Ha, ha, ha.), Przedwiośnie, które zamordowało mnie ostatnią stroną, niezłą Granicę Nałkowskiej i całkiem sympatyczną Cudzoziemkę Kuncewiczowej, a w ramach gromadzenia materiałów do pracy Kobiety i duch inności M. Janion (lubię tę panią, tylko dlaczego jej książki są tak piekielnie drogie...? Chcę tę o motywie wampirycznym. Może mi ktoś dołożyć do smoka.), Pierwszą płeć H. Fisher i kilka innych niewartych nawet wzmianki. Nie przeczytałam Ferdydurke i nie mam zamiaru zmienić tego stanu. Kiedyś trzeba zacząć się buntować, nie? Chyba najwyższy czas. :P
Ferii świątecznych wyczekiwałam szczególnie w kontekście czytelniczym - miałam zamiar poczytać sobie coś fajnego, może coś z wampirzego cyklu Rice albo nowego Crowleya, albo... Ale nic z tego, niestety. Ograniczam się do fanfików. Przynajmniej w tej dziedzinie literatury statystyki dalej mam dość wysokie. :P

Narbeleth - 2009-01-07, 00:38

Lista poświąteczna. Jakbym coś w te święta przeczytała... :P No, może aż tak źle nie jest, ale dobrze raczej też nie.

Skończyłam zaznajamiać się z Był sobie raz na zawsze król (Rycerz spod ciemnej gwiazdy, Świeca na wietrze, Księga Merlina) i, pod koniec, miałam jednak dość. Dobre to do autobusu i w różnorakich przerwach, ale jednak za dużo.
Dalej: znajomość świąteczna, Arturo Pérez-Reverte i Cmentarzysko bezimiennych statków. Niezbyt wybitne, ale ładne. Miałam przez moment więcej do powiedzenia o tej książce, ale moment ten, niestety, minął, pewnie bezpowrotnie. :P
Upoetyczniałam się mało, właściwie tylko krótko zaprzyjaźniałam się Grochowiakiem. Tłumaczenia poetyckie Miłosza zawiozłam sobie do Łodzi – tak, poczytam w święta, kiedy będę mieć święty spokój – no i tam zostały, wzdech.

Przy ogólnym oklapnięciu moich statystyk, Literatura, Którą Czytać Powinnam wypada całkiem dobrze. Kilka mów Cycerona. W ramach tego, że przywiozłam sobie do Łodzi dużo książek, przeczytałam coś, co od dawna leżało na półce, mianowicie Starożytność bajeczną Zielińskiego. Faktycznie, bajeczna. I ślicznie napisana. Poza tym, Teogonia i Prace i dni Hezjoda. Reszta książek, które tak ambitnie przytargałam, wróciła do stolicy czytelniczo nietknięta, eeech. ;) [/s]

Lierre - 2009-02-16, 21:39

Czas na kolejny raport czytelniczy.

W ramach leczenia wspomnianego w poprzednim wpisie kryzysu czytelniczego, nawiązałam bliższą znajomość z Baśniami barda Beedle'a, które okazały się tak urocze, jak się spodziewałam. Drażniły mnie tylko komentarze Dumbledore'a, który był niekanoniczny ;D

Później, łudząc się, że posiadam coś takiego, jak wewnętrzny polonista (który w odpowiednim czasie się objawi), bardziej lub mniej namiętnie upoetyczniałam się. W swoich statystykach czytelniczych (bo raczej nie w pamięci ;) ) zapisałam czwarty tom Antologii poezji francuskiej, dwie antologie - Poezję naszego wieku i Krajobraz poezji polskiej, Wszystko to czego nie wiem Ficowskiego, But w butonierce Jasieńskiego, Wiersze Stachury, Liryki najpiękniejsze Wojaczka (jeśli one naprawdę były najpiękniejsze, to ja absolutnie nie zbliżam się do pozostałych :P ), Wiersze wybrane Szymborskiej, Rozmowę w zimie Venclovy, Lirykę i groteskę i Wiersze wybrane Gałczyńskiego, Anteny Zagajewskiego, Wiersze zebrane Barańczaka, Antologię osobistą i Wypisy z ksiąg użytecznych Miłosza, Pomarańczę Newtona Lipskiej oraz Poezje wybrane Apollinaire'a.

Następnie podjęłam dość naiwne i z góry skazane na niepowodzenie próby poszerzenia swojej wiedzy historycznej, których wymiernym skutkiem było dopisanie do statystyk kilku książek, dla przeczytania których olimpiada historyczna była świetnym pretekstem. ;) Polska anarchia Jasienicy okazała się genialna; wprawdzie nie znalazłam tam nic bardzo odkrywczego, ale autor pokazał dość łopatologicznie kilka ciekawych faktów, które były tak oczywiste, że sama bym w życiu na nie nie wpadła. Przez chwilę po lekturze czułam się trochę mądrzejsza, pamiętałam też te zadziwiające związki i fakty, zabawne ;D Stanisław August w insurekcji kościuszkowskiej miał za zadanie przerazić komisję, ale komisja się nie dała, jedynym więc skutkiem było zwiększenie mojego uwielbienia dla Poniatowskiego i wykształcenie szczerej nienawiści do Kołłątaja. Zawsze to coś. ;)

W ramach pilnego czytania lektur szkolnych przypomniałam sobie Mistrza i Małgorzatę. Czytałam go czwarty raz i dopiero teraz naprawdę mi się spodobał, chyba dorosłam. ;) Lista lektur, których nie przeczytałam, jest o wiele dłuższa, może zachowam pozory i jej nie zamieszczę.

Na początku ferii przez krótką chwilę miałam wyrzuty sumienia, że nie uczę się na olimpiadę polonistyczną, przyniosłam więc sobie z biblioteki Świat bez kobiet A. Graff, bardzo sympatyczną książkę, w której autorka rozwodzi się na temat strasznego losu współczesnych Polek. Chciałabym nie ulegać takim manipulacjom, ale trudno mi nie zgodzić się z zawartością "Świata bez kobiet". Niby też nie dowiedziałam się niczego nowego, ale zostało mi pokazanych palcem kilka faktów, np. że w dyskusjach o aborcji nie pojawia się słowo "kobieta", a słynny "Niemy krzyk" jest jedną wielką biologiczną bzdurą. Nic rewolucyjnego, ale dobrze mieć tak ładnie sformułowane i wypunktowane ewentualne argumenty. ;) Jeśli kogoś kiedyś zainteresuje ta tematyka, to polecam tę książkę - bardzo fajnie, przystępnie napisania, pokazuje kilka rzeczy, na które zazwyczaj nie zwraca się uwagi, i czyni to w sposób nienachalny i wyważony. Zagorzałych przeciwników aborcji zachęcam do przeczytania zacytowanych wspomnień kilku kobiet wypowiadających się na temat tejże. Dają do myślenia, tudzież walą obuchem w dowolne miejsce, w zależności od poziomu wrażliwości. Och, oczywiście, że wiem, że to manipulacja, ale to nie zmienia faktu, że wyzbyłam się resztek wątpliwości. To się chyba nazywa "kształtowanie światopoglądu". :P

Nawiedzając Narb, nie mogłam oprzeć się błagalnym spojrzeniom kilku książek z jej regału ;) Najgłośniej krzyczał Bóg urojony Dawkinsa. Jeżu, ja nie miałam zamiaru tego czytać. Myślałam, że to jakaś tania ateistyczna propaganda, a my takich rzeczy nie czytamy, nie, my sobie poglądy wyrobimy sami, nie potrzebujemy do tego podręcznika. Ale patrzył, i cóż mogłam zrobić? Zaczęłam czytać. I skończyłam. I sama nie wiem, co o tym myśleć, bo czuję jakiś wewnętrzny opór przed zgodzeniem się ze stwierdzeniami Dawkinsa, ale to jest chyba właśnie dowodem na to, że on ma rację. Jeszcze tego nie zdążyłam przetrawić. I pewnie będę musiała przeczytać jeszcze raz. ;) W każdym razie, czyta się to świetnie, dla mnie chyba najlepsze były wstawki o ewolucjonizmie, wprawdzie było ich może trochę za dużo, ale mój wewnętrzny, niespełniony biolog szczerzył się przy nich radośnie. Wewnętrzny niespełniony antropolog też był szczęśliwy. Wewnętrzny, młody jeszcze ateista - również. Ogólnie wszyscy byli zadowoleni. ;)

Poezja Narb wprawdzie nie mieszka na regale, ale też wołała. Posłuchałam i zawarłam znajomość z Tutaj Szymborskiej, Gnijącą wisienką M. Barana (z której fajny jest chyba tylko tytuł ;) ), 82 wierszami i poematami i Tym tylko byłem Brodskiego (który dołączył do grona poetów genialnych, których w ogóle nie rozumiem, ale i tak ich kocham), Płótnem Zagajewskiego, Niesamowitą Słowiańszczyzną M. Janion (w której zdecydowanie za mało było Słowian, a za dużo Mickiewicza), zaś wcześniej, w drodze do Łodzi - z tomikiem grafomańskich wierszy religijnych Jerozolima została zburzona Z. Zarębianki, która ponoć jest wielkim polonistycznym autorytetem, zgroza, zgroza.

Jako że wypadki, które miały miejsce po powrocie na Dalekie Południe, poskutkowały przycięciem mi skrzydełek i skróceniem mojej ambicji o głowę, a może nawet dwie - z dziką rozkoszą realizuję moje plebejskie upodobania czytelnicze. Zaczęłam od zaległego Pratchetta. Planuję nowego Crowleya. Wreszcie skończę "Lód" i nowego Daviesa. Mrrrau.

Lierre - 2009-07-02, 00:05

Naprawdę nikt nic nie czyta? ;)

Raport z ostatnich kilku miesięcy:

Jak wspomniałam w ostatnim poście, w lutym ;) przeczytałam Potworny regiment Pratchetta, który w moim prywatnym rankingu dyskowym zajął od razu bardzo wysokie miejsce. Zarówno ze względu na tematykę, jak i typ humoru (nie wiem, dlaczego, ale nie każda książka Pratchetta mnie śmieszy...), jak i takie drobiazgi, jak motyw uzależnienia Maladicta. Rewelacja :) Swoją drogą, miałam przeczytać jeszcze raz i wypisać cytaty... Hmm, to bardzo dobry pomysł ^^

Następnie (jak twierdzą moje statystyki czytelnicze) przeczytałam Piekło pocztowe. Mówiąc szczerze, to nie pamiętam, czy mi się podobało... Ale chyba tak ;) Poczta robiła wrażenie ^^

Później nastąpił okres lekturowy - przeczytałam lekko traumatyczny Inny świat i świetną Dżumę oraz absolutnie rewelacyjne Tango Mrożka, chyba najlepszy tekst, jaki kiedykolwiek przeczytałam z przymusu. ;) Poniekąd a' propos przeczytałam też Jak rozmawiać o książkach, których się nie czytało Bayarda, lekki zawód, niestety.

Później zebrałam się w sobie i zaczęłam myśleć o temacie maturalnym. Myślenie miało bardzo przyjemne czytelnicze konsekwencje: skończyłam Lód, po raz pięćdziesiąty przeczytałam Ostatnie promienie słońca, po raz pierwszy i zapewne ostatni - Przypadek Adolfa H. Schmitta oraz Rzeźnię numer pięć. Dukaj jak to Dukaj, Kay jak to Kay ^^, "Adolfa H." polecam, nie nazwałabym tej książki wielkim dziełem, ale trochę daje do myślenia i ogólnie robi wrażenie. Jest... nowatorska ;) "Rzeźnię..." przeczytałam też po raz kolejny, ale odkryłam ją na nowo, zrobiła na mnie wrażenie o wiele większe, niż przy pierwszej lekturze, tak, że zapamiętałam z niej spore fragmenty, co bardzo mi się później przydało na maturze, gdy pytania miałam właściwie tylko z Vonneguta ;) No, ale właśnie dla zwabienia komisji umieściłam go w bibliografii, nie ukrywam. ;) Cieszę się strasznie, że ta matura nie okazała się traumą, miałabym uraz do tylu fajnych książek...

W kontekście maturalnym przeczytałam też, po raz sześćdziesiąty ósmy, pierwszy tom Żywego srebra, a potem, za ciosem - jako że niezmiennie uwielbiam "Cykl barokowy" - tom drugi i trzeci oraz oba tomy Zamętu ;) Trzy części "Ustroju świata" grzecznie czekają, jednak czytanie całości w jednym ciągu byłoby przesadą. ;)

W tak zwanym międzyczasie, na skutek fascynacji "Tangiem", przeczytałam zbiór Opowiadań Mrożka. Fajne. Ale nie aż tak. ;)

W międzyczasie również zaczęły się wakacje. Zanim rozpoczęłam planowany dawno proces autodehumanizacji, przeczytałam Tuana autorstwa pana o wdzięcznym mianie Cizia Zyke. To bardzo ciekawa książka, aczkolwiek zaliczam ją raczej do "niepowtarzalnych wrażeń czytelniczych" niż "wspaniałych książek, do których chętnie wrócę". Do "Tuana" z całą pewnością nie wrócę - chwilami był wręcz przytłaczający. Spodziewałam się czegoś podobnego go "Króla szczurów" Clavella i dostałam "Króla szczurów" w wersji mocno turpistycznej. :P Książka składa się z czterech części, czterech przygód bohatera w miłej, egzotycznej scenerii Indochin, Indonezji i Australii. Jednak zdecydowanie za dużo było tam robactwa, trupów (czy naprawdę zawsze musieli ginąć wszyscy oprócz bohatera? absolutnie _wszyscy_? Zresztą, perspektywy bohatera na końcu też są mocno... ograniczone.) i innych rzezi, które z czasem stały się po prostu męczące... Niemal tak samo męczące jak korekta. Znaczy, brak korekty. Na litość wszystkich bogów, kto to poprawiał i w czym składał? Wyglądało na Worda, to charakterystyczne przesunięcie akapitów... ;P Podsumowując, interesujące doświadczenie czytelnicze. Wręcz niezapomniane.

Tę lekką traumę wyleczyłam Fasolką z Kalabaru, malutką, ale przesympatyczną książeczką o truciznach. Fascynująca, i jakże kształcąca... ^^

A później... później rozpoczęłam wspomniany już proces dehumanizacji. Mając świeżo w pamięci trzy lata w klasie humanistycznej i perspektywę dożywocia w podobnej dziedzinie, postanowiłam, że na wakacjach pozwiedzam sobie przeciwny biegun. Poważny wpływ na powstanie tego planu miał film o Hawkingu i początkach jego działalności, na który wpadłam kiedyś na Discovery Historia ;) Zrobił na mnie ogromne wrażenie (tzn. zdołował i wywołał potężny kryzys egzystencjalny ;) ), upolowałam więc Krótką
historię czasu
, a później Jeszcze krótszą historię czasu, o których szerzej wypowiem się może gdzie indziej. Deprecha na tle astronomicznym pogłębiłam Alchemią nieba K. Croswella, a dzisiaj z biblioteki przyniosłam sobie następne łupy ^^

Dehumanizuję się również ewolucyjnie. Zaczęłam od Dawkinsa i jego Samolubnego genu, później przeczytałam Mieszkańców światów alternatywnych Ryszkiewicza, a czekają następne... ;) Dawkins jest świetny, strasznie fajnie się go czyta. ^^ Ryszkiewicz był trochę trudniejszy, ominęłam kilka fragmentów, które miały na mnie wpływ raczej usypiający, ale ogólnie książka jest rewelacyjna, nawet jeśli była o czymś zupełnie innym, niż się spodziewałam. ;) Czuję się po niej trochę mądrzejsza, chociaż nie mam złudzeń - to chwilowe. ;)

Ach, i jeszcze był Rushdie... Dostałam Czarodziejkę z Florencji, książkę przepięknie wydaną i świetnie prezentującą się na półce (i ma nawet dedykację! ^^ Pierwszy raz dostałam książkę z dedykacją, autografów od Gala nie liczę... ;) ) Ale zawartość też jest świetna. Trochę trudno mi się było przyzwyczaić do stylu narracji (dłuuugie i dziwne zdania), ale w końcu całość przeczytałam chyba w dwa popołudnia. Świetna, klimatyczna, baśniowa. Ach, te Indie ^^ Polecam, jakby komuś wpadła w ręce. ;)

Narbeleth - 2009-07-10, 22:49

Erm. No dobrze. Trochę dawno nie popełniłam żadnego raportu, zaprzyjaźniałam się z kryzysem motywacyjnym wielkości... dużej i ogólnym bezsensem istnienia. ;) Uwaga, będzie Chaos.

Ostatnia skopiowana lista z B-netki twierdzi, że przeczytałam: Delfina, Urgacza Tadeusza, który to Urgacz, jak mniemam, był poetą, i jak mniemam, dorwałam jego tomik w BUW-ie, podczas moich zeszłosemestralnych okienek poniedziałkowych. Z faktu, że nie zapragnęłam go więcej i natychmiast, wnioskuję, że albo był przeciętnym poetą, albo ja w ogóle nie rozumiałam, co czytam, albo jedno i drugie.
Klub Dumas, Pérez-Reverte, to nawet pamiętam. Pamiętam też, że przeczytałam Ostatnią bitwę Templariusza tegoż, który miała obiecujący początek porządnej, odmóżdżąjącej książki sensacyjnej z teorią spiskową w tle (po coś w końcu ma w tytule templariusza, prawda? Co prawda, tylko w tytule polskim, w tytule hiszpańskim ma bęben, co brzmi jakby mniej spiskowo), a okazał się małomiasteczkowym, powolnym, prowincjonalnym powiedzmy-że-kryminałem. Irytujące.
Z lektur własnych pamiętam jeszcze Tabu Bocheńskiego, też zresztą rozczarowujące. Potem napatoczył mi się w ręce Nazo Poeta, zdecydowanie lepszy, ale to bardzo zdecydowanie, zainspirował mnie do popełnienia pracy na interpretacje rzymskie, która chyba jedyna w całym semestralnym dorobku miała sens.
Na fali wycofującego się kryzysu czytelniczego zaprzyjaźniłam się z Grą o Tron Martina. Niedawno.

Z literatury, którą czytać powinnam, przeczytałam Hezjoda, rzuciłam o ścianę Eneidą Wergiliusza, przeczytałam ustawową liczbę tragedii Ajschylosa (tj. Agamemnona, Błagalnice i Eumenidy), ustawową liczbę komedii Terencjusza (Dziewczynę z Andros, Eunucha, Za karę), prawie-ustawową Eurypidesa[/b[ ([b]Medea, Elektra) i Arystofansesa (Lizystratę i Chmury), a na egzaminie, z dużym przekonaniem, udawałam, że znam Plauta. Tknęłam Metamorfozy Owidiusza, rzymskie elegie miłosne, sielankę grecką, opracowania Kubiaka, Stabryły, jednego pana od literatury greckiej, którego nazwiska w tej chwili nie pomnę, ale pisał z największym sensem z całej wymienionej trójki, B-netka upiera się, że przeczytałam Mit i religię w Grecji starożytnej (Vernant Jean-Pierre), co nawet pamiętam i Mitologię grecką dla dorosłych (Stabryła Stanisław, znowu), co pamiętam znacznie gorzej i mam raczej wrażenie, że skończyłam na wyszukaniu w niej wszystkiego, co wiązało się jakoś z zaświatami, na tej samej zasadzie przejrzałam Gravesa. Otworzyłam Roczniki Tacyta i czym prędzej je zamknęłam, otworzyłam Dzieje Herodota i przeczytałam dwie księgi, kiedyś mam szczery zamiar doczytać resztę, otworzyłam Wędrówki po Helladzie Pauzaniasza i nie do nich wracać nie mam zamiaru, niech się sylabus i wymagania programowe wypchają.
Z mniejszym bądź większym skutkiem zaprzyjaźniałam się z Platonem - Ucztę, Obronę Sokratesa i Fedona przeczytałam, proszę bardzo, na Fajdrosie nie byłam w stanie się skupić i zrezygnowałam w połowie; zaprzyjaźnianie się z Arystotelesem poszło mi znacznie gorzej, Politykę rzuciłam o ścianę (czytaj: zamknęłam pdfa) po kilku stronach, z Metafizyki przeczytałam półtora księgi (wymagane były trzy, ale mój wybór pokrywał się z tymi wymaganymi jedynie w tej połowie), absolutnie bez zrozumienia, Etyka Nikomachejska podzieliła los Polityki (z tą różnicą, że była bardzo twórczo zeskanowanym tekstem .doc i miałam z niej krótkie chwile radości). Jedynym efektem mojej znajomości z Arystotelesem było to, że napisałam o nim pracę w oparciu o Realego i von Astera (którego Historię filozofii przejrzałam do egzaminu z tejże), zestawiając go z Innymi Pieśniami, których też nie pamiętałam, a zdążyłam sobie przypomnieć tylko pierwszą część. Wiwat improwizacja.

Lista autorów zignorowanych byłaby jeszcze dłuższa, no ale, to nie jest temat "czego nie przeczytaliście". ;)

Lóru - 2009-07-19, 16:58

Ea się dehumanizuje, a ja – uhumaniczniam (głównie socjologicznie) i feminizuję. Zaczęło się od Kobiet i władzy Magdaleny Środy, których nie zamierzałem czytać, ale spontanicznie kupiłem i mi się podobały, choć mniej niż Świat bez kobiet Agnieszki Graff, który z kolei mniej niż Rykoszetem tej samej autorki. Które, nawiasem mówiąc, mnie trochę wzięło z zaskoczenia, bo mimo podtytułu Rzecz o płci, seksualności i narodzie spodziewałem się więcej feminizmu, a mniej analizy języka debaty publicznej. Choć z drugiej strony może właśnie dlatego aż tak mi się podobało. Dalej było Milczenie owieczek Kazimiery Szczuki, które rozbudziło we mnie chęć poczytania Żeromskiego, co w sobie zdusiłem, oraz pism społecznych Boya, co może kiedyś uczynię. Z lżejszych lektur przeczytałem jeszcze dwa zbiory felietonów: Zadymę Kingi Dunin i Kulturę obrażonych Izabeli Filipiak. Zadyma mnie rozczarowała, mimo iż bardzo lubię felietony z Wysokich obcasów, za to Kultura obrażonych była świetna. Izabeli Filipiak nie znałem, ale jej nazwisko było wspomniane przez którąś z powyższych pań, więc kupiłem w ciemno. I trafiłem bardzo dobrze. Jednak najlepszą książką, jaką ostatnio przeczytałem była Niesamowita Słowiańszczyzna Marii Janion.

Z innej beczki, przeczytałem zacny esej Umberto Eco O bibliotece i Córkę łupieżcy Jacka Dukaja, która nie jest wybitnym dziełem (gdy autor postanawia w końcu wytłumaczyć, czym jest Miasto, reszta opowieści wydaje się dopisana na siłę), ale ulubionemu autorowi się wiele wybacza.

Obecnie czytam 49 idzie pod młotek Thomasa Pynchona, co mi idzie niemrawo, tzn. ostatni raz zajrzałem do książki we wtorek. Jednak na razie zapowiada się nieźle.

Lierre - 2009-08-04, 21:35

Raport lipcowy. ;)

Z łupów, o których wspomniałam w poprzednim poście, przeczytać zdążyłam Ziemię i życie. Rozważania o ewolucji i ekologii Ryszkiewicza oraz Genetykę kultury Biedrzyckiego. W tym momencie uświadomiłam sobie właśnie, że ktoś o tak beznadziejnej pamięci jak ja absolutnie _powinien_ robić notatki z mądrych książek. Ech. W każdym razie, pierwsza poruszała bardzo miłą dla mnie tematykę, czyli zwierzątka z odpowiedniego dystansu ;) , a druga próbowała wyjaśnić memetykę, ale chyba jej to nie wyszło, bo dalej nie całkiem do mnie przemawia. :P Ta czarna seria popularnonaukowa, chyba Prószyńskiego?, jest świetna. ^^

Konsekwencją dehumanizacji i obejrzenia paru odcinków Battlestar w telewizji było obudzenie się we mnie gorącej i nagłej potrzeby przeczytania prawdziwego science-fiction. Niezbyt mi to wyszło (przez chwilę czaiłam się na Lema, ale... ale właściwie dlaczego tylko się czaiłam? O, sklerozo.), ale ten głód udało mi się na chwilę opanować Grą Endera, Cieniem Endera (O.S. Card) i Gateway - bramą do gwiazd ( :mrgreen: ) F. Pohla. Do "Endera..." podchodziłam trochę jak ten przysłowiowy pies do jeża (tylko przysłowiowy, mój przed jeżami ucieka), bo była to kiedyś jedna z najważniejszych dla mnie książek, czytałam ją kilkanaście razy i byłam dla niej pełna uwielbienia. Trochę się bałam, że może wyrosłam, że może złapię się za głowę z okrzykiem zgrozy, co też mi się w tym kiedyś podobało... ale nie, okazało się, że nie, dalej uwielbiam Endera, może to się już nie zmieni. ;) W tej książce jest coś, co mnie niesamowicie porusza i z czego długo nie mogę się otrząsnąć. To chyba trochę infantylne, w końcu to taki Harry Potter in space... ;) Btw, widziałam gdzieś tekst samego Carda, w którym udowadnia, że Rowling popełniła plagiat. O zgrozo, był bardzo przekonujący. ;D Patrząc z odpowiedniej perspektywy, faktycznie trudno nie zauważyć, że oba pomysły są podejrzanie podobne. ;) Przy "Grze..." "Cień..." wypada blado, jak nie najlepszy fanfik, ale zawsze to ten sam świat... ot, taka alternatywa. ;) Mówiąc szczerze, wolałabym fanfika, ale w necie znalazłam tylko yaoi. Na wszystkich bogów, jak można spairingować dwóch dziewięcioletnich chłopców albo dziewięcioletniego chłopca i czterdziestoletniego pułkownika :/? Brrr...

Za to "Gateway..." okazało się bardzo przyjemnym SF. Niestety post factum odkryłam, że następuje po nim jeszcze kilka tomów, których w życiu nigdzie nie widziałam. ;) Cóż, przeżyję. Bardziej mnie bolało, że bohater był takim sk...synem, naprawdę trudno było mi wydobyć z siebie chociaż odrobinę empatii.

A potem był zjazd, który nie oznaczał bynajmniej czytelniczego urlopu, wręcz przeciwnie - miałam wokół mnóstwo książek i aż za dużo czasu, by się z nimi zaprzyjaźniać (co też mi tak bardzo dobrze nie wychodziło...). Najpierw, jeszcze w pociągu, przeczytałam Ślepowidzenie P. Wattsa. Nie, nie zrozumiałam go zupełnie... znaczy, warstwa treściowa była w porządku, ale dywagacje na temat natury świadomości trochę mnie przerosły. Muszę przeczytać jeszcze raz. ^^ Jakby ktoś mnie przypadkiem uważał za czytelniczy autorytet (ech, kiedyś tak było... ;) ), to niech się przyjrzy bliżej serii "Uczta wyobraźni" wydawanej przez MAG. Przeczytałam na razie tylko trzy książki - Wattsa i dwa tomy MacLeoda - ale wszystkie okazały się absolutnie rewelacyjne... Muszę zapolować na resztę. :)
Już w Łodzi przeczytałam Córkę łupieżcy Dukaja (mrrrr....), niezbyt odkrywczą Księgę ziół S. Marai (ale warto było przeczytać dla jednego cytatu), traumatyczne Miasto ślepców J. Saramago, trochę tłumaczeń Barańczaka - wiersze o zwierzątkach rządzą ;) oraz, w ramach nieśmiertelnej dehumanizacji, Krótką historię prawie wszystkiego B. Brysona i Hiperprzestrzeń autorstwa mojego ulubionego, przeuroczego prof. Michio Kaku. ;) "Krótka historia..." jest rewelacyjna - czyta się świetnie, nie czuję się kompetentna, by oceniać wartość merytoryczną, ale mogę polecić ze względu na język i sposób przedstawienia zagadnień - autor nie skupia się na faktach, tylko na sposobie dokonywania odkryć, prezentuje sylwetki różnych szalonych naukowców i opowiada wiele anegdot związanych z dokonywaniem wielu kluczowych dla nauki odkryć. Czyta się jak dobrą powieść sensacyjną. ;) "Hiperprzestrzeń" to natomiast zupełnie inny poziom, chyba najtrudniejsza z tych dehumanizujących książek, które dotychczas przeczytałam, ale wcale nie mniej fascynująca - chyba wreszcie rozumiem, na czym polega teoria strun! ;) Nie mogę powiedzieć, żebym z całości zapamiętała bardzo wiele, ale odczuwam pewną satysfakcję, że przeczytałam całość nie tracąc całkowicie orientacji. ;) Dowartościowałam się przynajmniej. I przestraszyłam współpodróżnych, ta pani siedząca obok z taką zgrozą zerkała mi przez ramię na te wykresy i dziwne rysunki. ;D

Obecnie proces dehumanizacji radośnie kontynuuję. ^^

Ninquelen - 2009-08-29, 04:37

Nie jestem pewna, czy pisanie tego posta teraz ma sens, ale skoro nie śpię... ;> Podczas zjazdu zajrzeliśmy do księgarni i stwierdziliśmy fakt pojawienia się kolejnego Pratchetta. Uznałam, że mnie nie stać, po czym jakiś czas później, albo może następnego dnia, nie pamiętam, mama zadzwoniła do mnie z pytaniem, czy już go mam, bo mi kupiła. Fajnie ^^ Nieco zdziwił mnie fakt, iż Świat finansjery traktuje o naszym dobrym znajomym z Piekła pocztowego, kolejna książka o tym samym bohaterze tak szybko? A ja wciąż mam nadzieję na coś o Eskarinie Kowal... Czytałam to wieczorami na zjeździe, i mam wrażenie, że powinnam przeczytać jeszcze raz. W każdym razie jest sporo Patrycjusza, co jest plusem, pojawia się Myślak, ale nie ma bibliotekarza, na co skrycie liczyłam, bo pasowałby idealnie, mamy też Igora. Lubię Igory. Wzmiankowany jest Vimes, co mnie wytrąciło z tematu, bo Vimes ma talent do zakrzywiania przestrzeni wokół siebie i spychania reszty osób na dalszy plan. Nie jest to może najlepsza książka Terry'ego, ale spojrzenie na całkiem nowe, nieopisywane jeszcze aspekty życia wielkiego miasta jest interesujące ;)
Jak już jesteśmy przy Pratchecie (mam wrażenie, że jakoś dziwnie to wygląda w tym przypadku. Może to taka godzina, ale wydaje mi się, że źle to piszę ;> ), to Łups, przeczytane czas jakiś temu, niezmiernie mi się podobało. Może dlatego, że jestem wielbicielką komendanta, może ze względu na ekhem, ostateczne rozwiązanie zagadki bitwy w dolinie Koom, która mnie męczyła od dawna, a może ujęło mnie tak "Gdzie jest moja krówka?!" ^^
O Sercu świata Bakera pisałam, przepraszam, bełkotałam już w temacie o książkach podróżniczych, ale powtórzę jeszcze raz, że jestem tą pozycją zauroczona. Mam dość silne skłonności do idealizmu, poważnego traktowania przeżyć duchowych i wielką słabość do legend, a Serce świata oferuje mi to wszystko, wraz sensowną wiedzą, ładnie napisane. Czego chcieć więcej? Sponsora na wycieczkę do Tybetu, podpowiada któraś jaźń.
Jakoś wcześniej skończyłam Ekspedycję Ra Heyerdahla. Mimo tego, że autor prezentuje pewną stronniczość, a jego teorie mają dziury, to od dawna mnie fascynuje jego zaangażowanie, entuzjazm i umiejętność opisywania świata. Zresztą nie ma idealnych teorii, a te Heyerdahla dają niezłe podstawy do kombinowania dalej. I poszerzają horyzonty, niedługo tak jak Niania Ogg, wyciągnę swoje uszami i zawiążę pod brodą ;)

Na pewno czytałam coś jeszcze, ale w tej chwili nie bardzo umiem sobie przypomnieć, co. I zamiast sobie przypominać, może coś poczytam.

Tallis - 2009-09-07, 22:41

"Łups" mi się podobał, ale "Świat Finansjery" bardziej - jakoś ostrzejszy ma humor i bardziej drażni surrealem i groteską.
Ostatnio poczytuje także traktat o wolnościach religijnych jednego z najważniejszych przedstawicieli polskiego socynianizmu Crella pt "O wolność sumienia". Uderzające jest to, że wszystko to co ten facet napisał w XVI wieku wtedy wzbudzało szok i oskarżenia o jakbysmy powiedzieli napasc na porządek spoleczny i anarchie, kiedys było wstrząsające i kontrowersyjne a dziś jest normą prawną, spoleczną i obyczajową i nikt sie temu nie dziwi.
poz
tal

Lierre - 2009-09-13, 21:53

Ostatnio:

W ramach dehumanizacji przeczytałam Naszą wewnętrzną menażerię Neila Shubina, którego zaliczam teraz do grona moich ulubionych naukowców, słucha się go i ogląda niemal tak samo dobrze, jak czyta. Jego książka jest świetna, znowu takie połączenie reportażu i wspomnień z opisem odkryć i lekkim wykładem. Tylko bardziej mi się podoba oryginalny tytuł, Your Inner Fish brzmi świetnie. ;D Później upolowałam Teorię wszystkiego Hawkinga, która była właściwie streszczeniem Krótkiej historii czasu oraz Stephen W. Hawking - życie i nauka, biografię, w której część biograficzna była świetna, a naukowa była streszczeniem Krótkiej historii czasu, co było doświadczeniem dość schizofrenicznym, bo w którymś momencie już nie wiedziałam, co czytam. :P Później dla odreagowania przeczytałam Kosmiczne związki Sagana. Bardzo lubię tego pana, miewa takie śmieszne teorie ;) ale bardzo fajnie, lekko pisze. Tylko jakoś podświadomie nie potrafię mu zaufać. ;)

Po tym małym maratonie przypomniałam sobie, że moim wakacyjnym planem - którego pewnie nie zrealizuję - było przeczytanie całego Cyklu barokowego, spróbowałam więc się zaprzyjaźnić z pierwszym tomem Ustroju świata, co mi jednak nie całkiem wyszło - początek cyklu jest genialny, ale im dalej, tym ciężej, fabuła się jakoś rozjeżdża... Ale może chociaż ostatni tom jakoś to pozbiera i ładnie zakończy. ;)

Później pasożytowałam zjazdowo, najpierw na Nin - przeczytałam bardzo sympatyczne Serce świata I. Bakera, opowieść o próbach dotarcia do najtrudniej dostępnych terenów tybetańskich. Całość oceniłabym wyżej, gdyby jednym z głównych bohaterów nie były pijawki. Rozumiem, ważny element krajobrazu, ale... cóż, chyba jednak nie chcę tam pojechać. ;) Następnie w przypływie masochizmu przeczytałam The Graveyard Book Gaimana, chociaż miałam też pod ręką polskie tłumaczenie - ale chyba dobrze na tym wyszłam, czytało mi się świetnie, no i książka jest ślicznie wydana... Czytałam opowiadanie, które zostało rozwinięte w tę powieść i byłam pewna, że całość mi się nie spodoba - ale zawiodłam się straszliwie, książka jest naprawdę urocza. :) Przekartkowałam też - bo na czytanie całości zabrakło mi czasu - The Gormenghast Trilogy. Okazało się, że oryginał jest równie zakręcony jak polska wersja, nie rozumiałam średnio co czwartego słowa, ale to zbytnio nie przeszkadzało. ;) Ta książka ma taki swoisty rytm, rewelacja...

U Narb nadrobiłam zaległości względem Temeraire'a - przeczytałam Imperium Kości Słoniowej i Zwycięstwo orłów. W "Imperium..." trochę zmęczył mnie przydługi wątek afrykański, ale ogólnie obie książki są bardzo fajne, lubię ten cykl. ;) Smoki są świetne. ^^ Podjęłam też niezbyt udaną próbę upoetycznienia się Eliotem i Yeatsem oraz odkryłam, że Vonnegut był genialnym publicystą - przeczytałam zbiór felietonów Wampetery, foma i granfalony i chcę mieć własny egzemplarz, to jest naprawdę świetne...

W drodze powrotnej skończyłam Cztery tysiace lat temu Bibby'ego, o której już rozpisałam się szeroko gdzie indziej, a później wróciłam na chwilę do dehumanizacji - przeczytałam Kres ewolucji P.D. Warda, opis trzech wielkich wymierań i dość ponure proroctwo, oraz jeszcze mniej przyjemną teorię, że jesteśmy właśnie świadkami kolejnego wymierania. Ale przynajmniej nie jesteśmy jego jedyną przyczyną, uff. ;) Zaprzyjaźniłam się też z książką I. Nowikowa Rzeka czasu: czarne dziury, białe dziury i podróże w czasie, bardzo sympatyczną i lekko napisaną. Teoria podróży przez tunele między czarnymi i białymi dziurami jest taka śliczna. ;D

W międzyczasie upolowałam i przeczytałam uroczą pro-ekologiczną książeczkę - Dyariusz peregrynacji jerzyka poczciwego z lądu czarnego do kraju rodzinnego. To bardzo tragiczna opowieść o stadzie jerzyków, które wróciły do Jaworzna i zastały swoje dawne gniazda zniszczone po remoncie i ociepleniu bloków. ;) Przez co musiały wyemigrować... Bardzo lubię jerzyki, ale ten tragizm jakoś do mnie nie przemówił. ;) Ale książka jest sympatyczna, ładnie wydana, ma dużo obrazków... ;)

W ramach zaś kolejnej czytelniczej akcji - nadrabiania zaległości w polskiej fantastyce - przeczytałam Opowieści z Wilżyńskiej Doliny Brzezińskiej i jestem absolutnie zachwycona. ;) Chyba nie powinnam była tego czytać przed cyklem, do którego w tych opowiadaniach jest sporo odwołań, o ile się orientuję, ale wolałam też od niego nie zaczynać - przeczytałam kiedyś pierwszy tom i nie wspominam tego zbyt miło... ale może musiałam dorosnąć do tego specyficznego stylu. ;) Dziś zaś skończyłam kartkować - bo czytaniem tego nie nazwę - słynnego Neuromancera. Nie mój typ literatury, obawiam się, albo może zbyt się zasugerowałam tą opinią książki kultowej i w ogóle. Na litość, tego się przecież nie da czytać... dobrnęłam do 150 strony, resztę przeglądnęłam; przytłoczyło mnie udziwnianie stylu na wszelkie możliwe sposoby, mnogość dziwnych słów i skrajne zmanierowanie narracji. Nie, nie, nie, to nie dla mnie...

Lierre - 2010-02-14, 22:26

Czemu nikt niczego tutaj nie napisał od połowy września? :P To ja miałam kryzys, nie Wy... ;P

Krótki raport prawie-półroczny:

Jeszcze na wakacjach przeczytałam Wędrowca Leibera, Podziemia Veniss VanderMeera, Strukturę rzeczywistości Deutscha, Tak oto kończy się świat Morrowa i Wspomnienia Michałowskiego. "Wędrowiec" był fascynujący. ^^ Nagle koło Księżyca pojawia się... coś podobnej wielkości, co w dość logiczny sposób oddziałuje na całą okolicę. Kilkusetstronicowy opis globalnej paniki jest naprawdę ciekawy. ;) Po "Podziemia Veniss" sięgnęłam ze względu na nazwisko autora, który jest dość znany... no i książka została wydana w mojej ulubionej serii. ;) Miłe, ale nie zachwycające. Powieść Morrowa też jest apokaliptycznym opisem trochę w stylu Vonneguta, ale o wiele gorzej napisanym. Już niewiele pamiętam z treści, fabuła była pokręcona i strasznie dziwna. Ale tytuł jest fajny. :P Kompletnie nie pamiętam, o czym traktowała "Struktura rzeczywistości", a na "Wspomnienia" Michałowskiego się fochnęłam, bo się urywają w najciekawszym momencie. Pamiętajcie, żeby wspomnienia zacząć spisywać wcześniej, bo jak się nie zdąży, to wyjdzie głupio. :P

W październiku przeczytałam Welin Hala Duncana. Nie będę udawać, że go zrozumiałam - ani trochę. Nawet nie całkiem jestem w stanie określić, o czym to właściwie jest. Straszna mieszanka fabularna, literackie puzzle, które można chyba ogarnąć dopiero za kolejnym razem. Zamierzam to sprawdzić. ;)

W listopadzie przeczytałam Wrońca, który mnie zawiódł i Egipcjanki Ch. Jacq, która to książka napisała za mnie referat. :P Podchodziłam do niej bardzo ostrożnie, nie wiem, jakiej rangi naukowcem jest pan Jacq, ale sądząc po entuzjazmie narratora i ogólnej różowości konkluzji, niezbyt wysokiej. Ale czytało się to fajnie. ;) Zresztą, nawet jeśli w starożytnym Egipcie nie było aż tak fajnie, to ja i tak bym mogła się tam przenieść... ;)

W grudniu było trochę lepiej: przeczytałam trzeci tom Pana Lodowego Ogrodu z genialnym drakkarem i doprowadzającym do szału zakończeniem, trzy tomy Rozmów o Biblii Świderkównej, po których czułam się dość uświadomiona (judaizm to też puzzle...) i Heroje Północy Rosa - za drugim podejściem. Kiedyś próbowałam, ale zdenerwował mnie styl, teraz - ten styl był właśnie wielkim atutem, dobra archaizacja może być miła. ;) I też się uświadomiłam, jakoś do tej pory nie sądziłam, że lubię mitologię germańską - no, ale lubię. ;)

W styczniu bardzo pilnie się uczyłam... wprawdzie głównie na to, na co aż tak nie musiałam, ale nauka to nauka, prawda? ;) Przed egzaminem z Egiptu przeczytałam Sztukę egipską Lipińskiej, Mitologię starożytnego Egiptu Lipińskiej i Marciniaka oraz Religię starożytnych Egipcjan Cernego. Przed egzaminem z chrześcijaństwa - Pierwsze kroki chrześcijaństwa Trocmego. I mnóstwo streszczeń. ;) Przed innymi egzaminami przeczytałam Ze świata Celtów Dillona i Chadwick oraz Celtów pani B. Gierek. (W związku z czym) Celtów zdałam. ;)

Gdy tylko wróciłam do domu, rzuciłam się, niemal dosłownie, na Pieśń dla Arbonne, która mnie ciągnęła od jakiegoś czasu. Kocham tę książkę ogromną miłością. ^^ Jest w niej coś niesamowicie pięknego. :) Nie umiem napisać, co, ale jest. I chyba jest tego więcej, niż w innych książkach Kaya. Aż mi smutno, że już skończyłam... Chyba sobie jeszcze przeczytam "Tiganę", ona też jest taka smutno-ładna...

Ninquelen - 2010-02-16, 23:12

Wydaje mi się, że to będzie krótki post, ale może faktycznie wypada coś napisać ;> Znów jestem w fazie czytania McKillip ;) W czasie drogi na zjazd do Rybnika doczytałam The Book of Atrix Wolfe, którą zaczęłam czytać dość dawno, bo przed sylwestrem, ale ciągle mi coś przerywało ;> Faajna jest. Jako iż ciągle mam nadzieję, że niedługo nadejdzie dzień, keidy to zachce mi się stworzyć temat o pani McKillip, na razie tyle wystarczy ;) Po powrocie dokończyłam The Fall of Atlantis Marion Bradley. Hmm, ciekawie się czytało. Nie przetrawiłam jeszcze do końca pomysłu i nie jestem pewna, czy mi się bez zastrzeżeń podoba, jednakże jest to całkiem nieźle i ciekawie pomyślana wersja opowieści o Atlantydzie, i w bardzo nienachalny sposób powiązana z Mgłami. To bardzo kobieca historia, bardzo w stylu autorki Coś czuję, ze muszę sobie powtórzyć Mgły, żeby wyłapać nowe rzeczy.
Obecnie zaś czytam sobie In the Forest of Serre, także McKillip, urocze i baśniowe ^^ <oddala się z silnym postanowieniem spłodzenia wreszcie tego tematu, choć może nie dziś>

Lóru - 2010-02-18, 17:44

Ea wzbudziła we mnie wyrzuty sumienia, że tak mało czytam. Lista więc będzie krótka. Ostatnio (prze)czytałem (in reverse chronological order):

Pattern Recognition („Rozpoznanie wzorca”) Williama Gibsona, które jest świetne. Niektórzy w internetach narzekali, że im trademarki kłują w oczy, ale mi nie przeszkadzały, wręcz przeciwnie. Bohaterka chodzi do Starbucksa, ma iBooka, używa Netscape (na tym się przez chwilę zawiesiłem – Netscape! świat przed Firefoxem!) i Google, przeszkadza jej Prada i Tommy Hilfiger. Nie tylko dodaje realizmu (wiele marek funkcjonuje jak rzeczowniki pospolite), ale ma sens wobec jej nadzwyczajnej (alergicznej) wrażliwości na marki. Poza tym byłem zachwycony rolą Internetu i memów internetowych; może czytam za mało współczesnej literatury, że mnie to zaskakuje, ale Gibson naprawdę rozumie Internet.

Kolejna książka to The Big Switch: Rewiring the World, from Edison to Google Nicholasa Carra, czyli studium nadchodzącej i nieuniknionej ery cloud computing. Bardzo inspirująca jest główna analogia, porównująca informatyzację do elektryfikacji: tak jak prądu się już nie wytwarza lokalnie, tylko pobiera z centralnej elektrowni, tak – przewiduje Carr – software nie będzie uruchamiany lokalnie na komputerach, tylko będziemy się podłączać do centralnego serwera. Książka ma dwa lata i nie pamiętam już, jaki wtedy był stan Internetu (ale np. MySpace był popularniejszy od Facebooka!), ale dziś niektóre tezy ocierają się o oczywistość; ciekawsza zatem była druga część książki, analizująca różne aspekty tego trendu, przede wszystkim podkreślająca nowe niebezpieczeństwa i problemy z niego wynikające (rozdział o prywatności ładnie podkarmił moją paranoję). Nie mogę się doczekać kolejnej, zapowiadanej na lato, książki autora: The Shallows: What the Internet Is Doing to Our Brains. Carr jest świetnym komentatorem Internetu (polecam jego blog).

Wcześniej byli Strażnicy, czyli Watchmen ze scenariuszem Alana Moore'a. Najlepiej moje wrażenie opiszą trzy litery: W. O. W. Magazyn Time uznał ten komiks za jedną ze 100 najważniejszych powieści XX wieku i pełna zgoda, jego siła jest ogromna. Nigdy nie „czułem” nurtu superbohaterskiego, więc mimo samych superlatywów, jakie czytałem o tej książce, zabrałem się za lekturę z lekkim niepokojem. Jednak opinie, że nie tylko miłośnikom bohaterów w trykotach się spodoba, nie okazały się przesadzone. Jak w V for Vendetta (o tym będzie dalej) najbardziej mnie zafrapowała etyka. Mściwość Rorschacha, post-ludzka amoralność dra Manhattan i
Spoiler:
sposób na zbawienie ludzkości Ozymandiasa
mi zrobiły kuku. Zostałem rozdarty na „tak! właśnie tak!” i „nie! tak nie wolno!” i bardzo mi z tym było ciekawie.

Zacząłem czytać Zapiski psubrata Leszka Proroka, lecz w połowie przerwałem, nie pamiętam z jakiej przyczyny. Książka (a przynajmniej ta przeczytana część) jest krótkim katalogiem ludzkiej nikczemności i dobroduszności wobec zwierząt. Jak na mój gust za dużo na razie było o chrześcijaństwie, nie wiem jak dalej. Do wniosków autora na razie nie dotarłem, moje mnie utwierdzają w przekonaniu, że ludzie powinni się wyzbyć antropocentryzmu.

O Wrońcu kilka słów już napisałem w temacie o Dukaju.

Zatem znów zwierzęta, przeczytałem bowiem Olgi Tokarczuk Prowadź swój pług przez kości umarłych, czyli – według słów autorki – thriller moralny. Właśnie o to mi chodziło w przedostatnim akapicie. Janina Duszejko zwierzęta traktuje jak osoby. Osoby, które się mszczą na okrutnej myśliwskiej społeczności. Z tej książki bije gniew. Gniew wywołany bezsilnością (wszyscy – od policji po księdza – są uwikłani w myślistwo i Duszejko traktują jak wariatkę) i poczuciem absurdu. Jak polowanie dla rozrywki może być dobre dla zwierząt? Dlaczego patronem myśliwych jest osoba, która świętą została po zaprzestaniu łowiectwa? To jedno wielkie moralne oszustwo, które próbuje zwalczać główna bohaterka. Oby jak najwięcej takich Janin Duszejko.

No i ostatnia książka: wspomniane V for Vendetta. Gdy widziałem plakat reklamujący ekranizację, uznałem, że to pewnie nic ciekawego. A potem zobaczyłem trailer i zmieniłem zdanie. (Z resztą podobnie film na podstawie Strażników mnie nie zaciekawił, choć teraz mam wielką ochotę go obejrzeć, bo trailer jest zajebisty). Film mi się podobał, więc sięgnąłem po komiks, który mi się spodobał jeszcze bardziej. Uwag nie mam w zasadzie innych, niż po ekranizacji, o czym już gdzieś pisałem, więc się nie będę powtarzał. Alan Moore rządzi.

No tak, lista krótka, ale za to się rozpisałem...

Lierre - 2010-08-31, 23:07

Wprawdzie od niemal roku jestem w stanie strasznego kryzysu, który, mam wrażenie, prędko się nie skończy (ale jakoś udaje mi się z tym żyć, o zgrozo.), ale mimo tego od ostatniego posta udało mi się trochę przeczytać. Pewnie większość z przymusu, ale książki to książki. ;)

Zgodnie z zapowiedzią zaraz po "Pieśni dla Arbonne" przeczytałam Tiganę. Jak zawsze mrau. :) Kay mnie czaruje, mimo sardonicznych uśmiechów i czasami szalejących części zdania. Nie zauważam takich rzeczy u niego i spokojnie mogę się zachwycać klimatem. ;)

W rubryce "marzec" mam zapisany tylko Świat finansjery Pratchetta, który, o ile dobrze pamiętam, bardzo mi się podobał, choć był tylko lekturą tramwajową (Pratchetta dobrze się czyta w tramwaju - krótkie rozdziały, ładne okładki... i można zawrzeć znajomości ;) ). Lubię Moista, jest taki ślizgoński. ;)

Następny był drugi tom Aegyptu, czyli Miłość i sen Crowleya, który był trochę nudny... ale Crowley też czaruje, nawet, jeśli nudno, więc nie narzekam. ;) Później wygląda na to, że nieśmiało zaczęłam się uczyć: przeczytałam Afrykański exodus. Pochodzenie człowieka współczesnego Ch. Stringera i R. McKie oraz Bóg i człowiek w starożytnym Egipcie S. Morenza. A więc zaczęłam od rzeczy ciekawych, których właściwie nie musiałam się uczyć, ale cóż. ;) Później dręczyłam, bardzo opornie, Prehistorię Kozłowskiego, człowieka, który niezdrowo fascynuje się kamieniami. (Nie)stety mnie nie zaraził... chociaż w muzeum archeologicznym narzędzia kamienne dość niezdrowo mnie przyciągały. ;)

Czytelniczo (i nie tylko) czerwiec upływał pod znakiem sesji. Niewiele książek przeczytałam w całości; warte wzmianki są Mitologia Mezopotamii Łyczkowskiej i Szarzyńskiej, Historia Bizancjum Mango, Religia starożytnego Egiptu Batora oraz Swoboda wypowiedzi w Europejskiej Konwencji Praw Człowieka Kamińskiego. ;)
Książkę Mango mogę z czystym sumieniem polecić absolutnie każdemu - to chyba najlepiej napisana książka historyczna, jaką zdarzyło mi się przeczytać. Wprawdzie dość często porusza kwestie raczej mało zajmujące, jak demografia czy geografia Cesarstwa, ale wszystko opisane jest w tak rewelacyjny sposób, że czasami czyta to się jak powieść sensacyjną, czasami - jak poezję. Początkowo przeraziła mnie cena tej książki, ale po przeczytaniu stwierdziłam, że nie żałuję ani złotówki i cieszę się, że mam ją na własność. :)
Dwie ostatnie książki czytałam w dużej mierze z osobistej sympatii dla ich autorów, jakkolwiek drugą - także z rzeczywistej potrzeby. ;) Jeśli kogoś interesuje religia egipska, ale nie ma o niej większego pojęcia, to polecam książkę Batora - opisuje wszystko dokładnie, ale bardzo przystępnie, z licznymi mrugnięciami okiem do czytelnika; może bardziej popularyzatorsko niż naukowo.

W lipcu, gdy wreszcie nie wisiała nade mną konieczność czytania czegoś naukowego, która blokowała jakąkolwiek chęć czytania czegokolwiek, postanowiłam, że o, teraz będę nadrabiać zaległości czytelnicze! Niestety niewiele z tego wyszło.

Motywowana tym, że obiecałam wywieźć tę książkę do Warszawy, przeczytałam Atrament Duncana, niestety zupełnie bez zrozumienia - piękna książka, ale o co w niej chodziło, nie mam pojęcia; przerosła mnie chyba. Mam słabość do zawartego w niej posrebrzanego motywu. ;) I ogólnie główna idea książki jest genialna, lubię... archetypy. Przeczytam kiedyś jeszcze raz i zrozumiem wszystko, wszystko.

Po kilku miesiącach podczytywania po kilka stron skończyłam absolutnie genialną Peanatemę Stephensona, która zasługuje na osobnego posta. Ale, jako że nie umiem już chyba pisać długich, rzeczowych postów, zapewne się go nie doczeka... W każdym razie, ogrom tej powieści trochę poraża, ale czyta się ją świetnie, nawet mimo niewielkiego w niektórych momentach stopnia zrozumienia. :)

Na podróż na Śląsk wybrałam Malafrenę Le Guin, którą od dawna chciałam ponownie przeczytać. Ona być może doczeka się kiedyś osobnego posta, też na niego zasługuje... Jakkolwiek wpędziła mnie w niezłego deprecha; nie pamiętałam, że zakończenie jest tak przytłaczająco smutne... i akurat trafiło na moment, kiedy byłam w stanie je dość dobrze zrozumieć. ;) Bardzo dobra książka, choć chyba niedoceniana... Ech, podróżowanie służy czytelnictwu, świetnie mi się czyta w pociągach. Powinnam chyba częściej jeździć. :D

W sierpniu przekonałam się natomiast, że mojemu czytelnictwu świetnie też służy odcięcie od komputera; przeczytałam genialną Rzekę bogów McDonalda, dowód na to, że do SF pasuje każdy krąg kulturowy. ;) Świetny materiał na jakąś pracę, może kiedyś mi się przyda... ^^ Jednak książka ta szybko mi się skończyła, obeszłam więc wszystkie okoliczne księgarnie w poszukiwaniu czegoś z "Uczty Wyobraźni" i znalazłam Światło M. Johna Harrisona. Nie jestem pewna, czy mi się podobało; na pewno jest dziwne. Ale im dalej, tym czytało mi się lepiej, a zakończenie jest fascynujące. Lubię zaskakujące zakończenia. :) Ujął mnie też motyw podróżowania według rzutów kostkami. Muszę się zaopatrzyć w kostki, ustalić jakiś system i zacząć jeździć sobie po okolicy (co też przysłuży się czytelnictwu... ha, to genialny pomysł ;) )

W międzyczasie powoli podczytywałam sobie Northern Lights Pullmana. Jakbym czytała po polsku, pewnie nie byłabym zachwycona, ale jako że czytałam oryginał (czytanie w obcym języku podnosi nieco walor, choćby przez wyższy stopień trudności...), mogę powiedzieć, że chętnie sięgnęłabym po dalsze tomy, gdyby biblioteka je posiadała, oczywiście. :P Całkiem sympatyczna młodzieżowa fantastyka... tylko te zbrojne niedźwiedzie wytrącały mnie nieco z równowagi, ale nawet je dało się przeżyć. Ogólnie rzecz biorąc - dość sympatyczne, ale bez rewelacji. :)

Obecnie powoli brnę sobie przez LonNieDyn Mieville'a; kolejna młodzieżowa fantastyka, ale temu nazwisku oprzeć się nie umiem. Na razie niezbyt zachwyca, ale żywię nadzieję, że będzie lepiej. Tylko oswojony karton po mleku mnie ujął. I idea tego swoistego Londynu Pod z latającymi autobusami i człowiekiem szyjącym ubrania z kartek książek. Ha, chciałabym mieć torebkę z "Peanatemy". :D

Narbeleth - 2010-09-01, 21:09

Ostatni mój post tutaj jest z czasu sesji letniej, niefortunnie tej poprzedniej, więc może nadrobię tak, od, eeee... hm, może nadrobię to, co pamiętam?

Rok akademicki upłynął głównie pod znakiem rozmaitej literatury staropolskiej, nie sądzę, żeby ktokolwiek był nią zainteresowany. W razie czego, lista dostępna na stronie polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego. Urozmaicane, z tego, co pamiętam jakąś eseistyką (genialna Pochwała nudy Brodskiego, W ogóle i w szczególe. Eseje poufałe Ann Fadiman, bardzo dobre, chociaż nie tak rewelacyjne, jak część pierwsza, Etyka i poetyka Barańczaka i chyba głównie to), rozmaitą fikcją, z której może ograniczę się tylko do Zbieracza Burz Kossakowskiej - zdecydowanie nie dorównującemu oryginałowi, obawiam się, mimo kilku całkiem niezłych fragmentów i radosnej frazeologii biblijnej. Nie chce mi się wygrzebywać z pamięci, Zbieracza pamiętam głównie dlatego, że zaraz ma wyjść jego drugi tom i przygotowuję się na traumę. ;)

To może lista wakacyjna.
Przeczytane: Małe, duże Crowleya, Piaskowa Góra i Chmurdalia Bator, ta pierwsza z zasobów mojej siostry, ta druga z własnych, bo nie mogłam się doczekać, aż mi ją przywiezie - z czego jasno wynika, że książka mi się podobała. Ba, podobała mi się niezwykle i to właściwie obie części (trafiłam w pairing, raz w życiu, jestem z siebie dumna), jest niezwykle wartko napisana, jak raz wsiąkłam, trudno mi się było oderwać, niezwykle, hm, wielogłosowa mimo specyficznej, pozornie - bardzo pozornie - nieszczególnie dialogowej konstrukcji. Mrau.
Dalej, dorwałam - wreszcie, wreszcie - Wiersze zebrane Leśmiana, więc przez dłuższy czas byłam człowiekiem szczęśliwym i jeszcze nieraz będę mieć do tego szczęścia okazję. ;) Kto zabił Palomina Molero Llosy, całkiem urocze, ale łudząco lekkie i nadzianie się po nim na Rozmowę w "Katedrze" tegoż Llosy było trochę, hm, bolesne. Ale, dzielnie skończyłam pierwszy tom i zbieram siły przed drugim, zanim wszystkiego zapomnę. ;) Ogród Nauk Miłosza, ale tylko dopóki nie natknęłam się na cenzurę. Ech, pożyczę sobie egzemplarz wydany w Paryżu, doprrrawdy.
Jestem w połowie Zaślubin Kadmosa z Harmonią Callasa, ale nie mam pojęcia, kiedy je skończę, na razie utknęły na samym spodzie mojego nowego, lepszego (bo bardziej chwiejnego) stosu na parapecie. Może jak to wszystko runie...
Z zasobów mojej siostry wyciągnęłam jeszcze Therapy Lodge'a w marnej próbie podreperowania sobie oceny o własnym angielskim. Ocena się nie zmieniła. Bierny jakoś żyje. Czynnego nikt od dawna nie widział. :P Sama książka była całkiem nie najgorsza, chociaż poziom użalania się nad sobą bohatera windował czasem nieco zbyt wysoko, a zakończenie... ok, wiem, prawie nigdy nie podobają mi się zakończenia. :P
Tegoż Lodge'a wygrzebałam jeszcze, z własnych zasobów, British Museum w posadach drży.
Niewątpliwie czytałam coś więcej (o, na przykład Studium w szkarłacie), ale mój kryzys czytelniczy objawia się między innymi daleko posuniętą sklerozą, więc może zakończę sianie chaosu i się czymś spacyfikuję... ;)

Lóru - 2010-09-01, 22:59

To i ja się pochwalę, co przez te wakacje na razie przeczytałem.

Rozpocząłem czas wolny bodajże Emila Ciorana O niedogodności narodzin. Uwielbiam jego pesymizm i mizantropię, które mnie wcale nie dołują – wręcz przeciwnie. Całkiem spontanicznie zacząłem czytać Bringing Nothing To The Party: True Confessions Of A New Media Whore Paula Carra, który darmowego ebooka umieścił w sieci. Okazało się, że bardzo wygodnie przeczytać nawet całą książkę na 3.5-calowym ekranie ajfona... Na tym też ekranie doczytałem na wyjeździe ostatnie rozdziały The Picture Of Dorian Gray Oscara Wilde'a, którą to książkę zacząłem czytać w formie tradycyjnej, ale przezornie sobie ją też wgrałem na telefon. Mój werdykt: ebooki się czyta bardzo wygodnie (o ile się akurat nie wiesza system). Czekam tylko, aż wydawcy wypracują jakiś działający i wszędzie przyjęty standard (ePub jest ok, tylko czemu u Apple'a musi mieć DRM?).

Nie do końca pamiętam kiedy zacząłem czytać Mitologie Rolanda Barthesa, które ku mojemu rozczarowaniu okazały się okropnie nudne. Być może dla tego, że nie zawsze wiedziałem, o czym on właściwie pisze. Postaram się je kiedyś dokończyć.

Dalej przeczytałem Madame Antoniego Libery, która jest fantastyczną powieścią; nie słyszałem z resztą o niej żadnej złej opinii. Rozpaliła we mnie miłość do literatury i języka francuskiego (które przecież kocham, choć czasem zdaję się o tym nie pamiętać) i pod wpływem której mam ambicję przeczytać Prousta w oryginale. Wybrałem się zatem do księgarni francuskiej, w której oprócz Du côté de chez Swann wypatrzyłem Les faux-monnayeurs Andé Gide'a. Zacząłem czytać Fałszerzy... choć „czytać” to za dużo powiedziane. Nie dotarłem jeszcze do trzeciej strony, musząc sprawdzać z co trzeci wyraz w słowniku. Nie myślałem, że będzie aż tak źle; jednak przeczytam tę książkę, choćby mi to zajęło pół roku. Może za drugim razem pójdzie szybciej. w związku z tymi trudnościami Proust musi poczekać, choć z pobieżnej lektury pierwszych stron wydaje się dużo prostszy.

Dokończyłem w końcu, po kilku miesiącach, drugi tom Dzienników Jarosława Iwaszkiewicza. Ogromnie polubiłem tego pisarza, jego zapiski trafiły w moją duszę. Nie znałem jednak prócz dwóch opowiadań w ogóle jego twórczości, co nadrabiam tomami Brzezina i inne opowiadania, Urania i inne wiersze oraz Wenecja i inne szkice.

Któregoś razu mnie napadło na poezję i sięgnąłem po Wiersze wybrane Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej (uwielbiam melancholię tych wierszy, świadomości przemijania), Nową miłość. Wiersze prawie wszystkie Agnieszki Osieckiej (teksty piosenek bez muzyki tracą wiele uroku, szczególnie gdy nie znam wykonania, są jednak perełki) i Bajki Zbigniewa Herberta.

Kolejny Cioran, tym razem Na szczytach rozpaczy, spodobał mi się mniej, a wrażenie jeszcze zepsuła sącząca się z kilku rozdziałów mizoginia. To była pierwsza jego książka i najwyraźniej później mu przeszło, na szczęście. Ulubionym filozofom się jednak wybacza błędy młodości. Nie wybaczam jednak niczego Francisowi Fukuyamie, którego Koniec człowieka. Konsekwencje rewolucji biotechnologicznej bardzo mnie rozdrażnił i choć od natłoku bzdur co chwilę facepalmowałem, to same fakty były bardzo ciekawe; dotrwałem zatem do końca.

Przeczytałem (w końcu! kupiłem tę książkę wieki temu) Neuromancera Williama Gibsona. Chyba zbyt się oswoiłem z cyberspace, żeby na mnie zrobił wrażenie; po tych wszystkich opiniach wychwalających przełomowość i tym podobne spodziewałem się czegoś mocniejszego, więc byłem trochę zawiedziony. Nie znaczy to jednak, że mi się nie podobał.

Powtórzyłem sobie Więc myślisz, że jesteś człowiekiem? Felipe'a Fernandez-Armesto, krótką książeczkę o historii pojęcia człowieczeństwa, bardzo ciekawą, o ile akurat autor nie zahaczał o aborcję (poprzez kwestię człowieczeństwa płodów). Zainspirowany opisami ewolucyjnymi, sięgnąłem po Rzekę genów Richarda Dawkinsa. Arcyciekawa opowieść, która mi przypomniała, że miałem kiedyś przeczytać Fenotyp rozszerzony...

Dostałem na urodziny Powrót do Stumilowego Lasu Davida Benedictusa i mimo początkowego kręcenia nosem błyskawicznie przeczytałem. Beznadziejna książka, wypaczająca styl i bohaterów oryginału, na dodatek kiepsko przetłumaczona (pojawia się wydra Lotta, co ma sens wobec angielskiego otter, lecz po polsku tłumacz powinien się był popisać kreatywnością). Wszyscy bohaterowie są antypatyczni i się ciągle nawzajem obrażają, a ich przygody (m. in. konkurs ortograficzny, tworzenie szkoły/akademii, gra w krykieta) nie pasowały mi do lekkości oryginału. Nie jestem jednak w stanie całkowicie potępić tej książki, z powodu prześlicznych ilustracji. Aby się przekonać, czy mam rację, że kontynuacja nie ma w sobie nic z oryginału, powtórzyłem sobie Kubusia Puchatka i Chatkę Puchatka. Oczywiście, że miałem rację.

Ten post miał oddawać moje lektury chronologicznie, ale że chronologię mi szlag trafił, nie wiem, gdzie powinienem wspomnieć o Naszych okupantach Tadeusza Żeleńskiego (Boya), więc wspominam teraz. To zbiór tekstów publicystycznych o rozpanoszeniu się kleru w Polsce, niepokojąco aktualnych jak na pisane 80 lat temu. Ponadto w międzyczasie przeczytałem bardzo dobry zapis wrażeń z podróży po Ameryce Wojciecha Orlińskiego o intrygującym tytule Ameryka nie istnieje. Znów spontanicznie sięgnąłem po Chełm grozy Wiktora Pielewina. Czytałem tę książkę kilka lat temu i byłem przekonany, że w przeciwieństwie do tego razu mi się wtedy nie spodobała, jednak znalazłem posta, z którego wynika, że wręcz przeciwnie...

Dziś przeczytałem Urodziłem się pewnego błękitnego dnia Daniela Tammeta, fascynującą opowieść synestety z zespołem Aspergera o poczuciu inności, które mu towarzyszyło przez większość życia, i jego uczeniu się „normalnie” żyć; pod koniec styl się zrobił trochę niestrawnie patetyczny, lecz mimo to zajrzenie do umysłu sawanta jest arcyciekawe. Przeczytałem też Spokój to każdy z nas Thich Nhat Hanha, co na mnie wcale nie podziałało uspokajająco. Nie umiem powiedzieć, co mnie drażniło, może po prostu nie jestem kompatybilny z buddyzmem.

I to chyba koniec.

Lierre - 2010-12-30, 22:59

Cyklicznie zdarza mi się formułować bardziej lub mniej wprost plan nie tylko ostatecznego zwalczenia kryzysu czytelniczego, ale też skierowanie swego czytelnictwa na tory nieco bardziej ambitne i nieco bardziej naukowe, bo może wreszcie wypadałoby się trochę zatroszczyć o swoje wykształcenie. Ale sukcesu sobie nie wieszczę...

W ciągu ostatnich miesięcy (ostatniego posta napisałam 31 sierpnia, kończy się grudzień...) udało mi się przeczytać niewiele, jednak wzbogaciłam się o kilka odkryć i kilka planów czytelniczych, co do realizacji których mam szczere i entuzjastyczne zamiary.

W tym miejscu zaczęłam pisać o pierwszej z nieopisanych tu książek ze statystyk czytelniczych, ale wyszedł mi chyba osobny post. ;) Ale dla porządku: Haruki Murakami, Norwegian Wood.

Następna była powtórka Kochanicy Francuza J. Fowlesa. Lubię powtórnie czytać książki, które mi się podobały. Zwłaszcza, gdy pamiętam tylko, że mi się podobały... Uwielbiam język tego autora, zwłaszcza w tej książce. Niestraszne mu anachronizmy, niestraszne różne śmiałe mrugnięcia okiem do czytelnika, nie pozostawia wątpliwości, że opisuje coś dawnego z perspektywy bardzo współczesnej, przez co wpada w uroczą ironię i nie sposób się do niego chwilami błogo nie uśmiechać. Mam nawet zaznaczone jakieś fajniejsze cytaty, ale książkę niestety wywiozłam do Krakowa... Może je gdzieś wrzucę, jak stwierdzę, że na to zasługują. Fabularnie książka nie jest może bardzo skomplikowana, ot, taki XIX-wieczny romans, ale główną atrakcją jest ta świetna narracja i przeurocze autorskie wtrącenia, komentarze, nagłe stwierdzanie "ale właściwie to wcale nie tak było, tylko podkoloryzowałem" i tak dalej. ;) Jedna wielka zabawa literacką formą, do której fabuła jest tylko pretekstem. Bardzo interesujące czytelnicze doświadczenie. :)
Swoją drogą, polski tłumacz musiał być geniuszem, skoro tak przetłumaczył oryginalny tytuł - "French Lieutenant's Woman". No i wiele radości dostarczyło mi miejsce akcji, ciągłe szukanie przez bohatera skamieniałości i nawiązania do postaci Mary Anning. ;) Chciałabym kiedyś pojechać do Lyme Regis.

Następnie wpadłam w sinomanię. Zaczęła się od Chińskiego nowego wspaniałego świata i innych opowieści czasów globalizacji Wasserstroma, zbioru felietonów, z których niektóre były tylko luźno związane z Chinami, ale wszystkie sprawiły, że zachorowałam czasowo na Szanghaj i Chiny w ogóle. W międzyczasie, bardzo on topic, przedarłam się przez Lunyu, czyli „Dialogi konfucjańskie”, wbrew mrocznym przewidywaniom - całkiem sensowne.

Jako że na Targach Książki miał zjawić się Miecugow, pożyczyłam jego książkę od mamy - pod pretekstem, że chcę ją przeczytać - by zapolować na autograf. Jako że miała to być niespodzianka, dla przyzwoitości przeczytałam Przypadek. Po kilku akapitach mój niespełniony wewnętrzny polonista i edytor popełnili zbiorowe samobójstwo. Nigdy nie widziałam książki, której korekta byłaby ujemna. Pod względem treści też bez rewelacji, niestety, irytujący bohater i dość przewidywalne zakończenie. Ale autograf zdobyłam. :)

Lekką traumę leczyłam Daemonomanią Crowleya, kolejnym tomem „Aegyptu”, który mnie niestety aż tak nie zachwycił, ale Crowleya kocham i tak i nic tego nie zmieni. ;) Mógłby się jednak trochę streszczać.

Na wykładach z buddyzmu świetnie czytało mi się, też w ramach powtórki, Wampetery, foma i granfalony Vonneguta.

Na pocieszenie po jakimś wyjątkowo traumatycznym tygodniu dokonałam zakupu Maszyny róźnicowej Gibsona i Sterlinga. Nie jestem w stanie wiele o niej napisać; tyle tylko, że uwielbiam takie klimaty. Steampunk rządzi.

W grudniu zdjęłam wreszcie z półki pierwszy tom komiksu Mroczna Wieża - Narodziny rewolwerowca. Niestety pod względem treści nie dowiedziałam się niczego nowego - zasadniczo pokrywa się z czwartym tomem cyklu - ale forma jest piękna. Nie mogę się doczekać następnych części, które już mają cykl książkowy uzupełniać. :) Uwielbiam universum rewolwercowca, jest takie ogromne, złożone i właściwie niezbadane - każdą informację o nim przyjmuję z entuzjazmem. ;)

Następnie powróciłam do sinomanii, głównie za sprawą Zen w sztuce łucznictwa Herrigela, które najpierw było wielkim zachwytem, a potem wielkim rozczarowaniem, gdy na zajęciach zostało obalone. ;) Ale od tej lektury znów zaczęłam marzyć o łucznictwie... Poza tym postanowiłam wreszcie zacząć się uczyć i przeczytałam Chiny – kultura i tradycje pana Pimpaneau, po którym to opracowaniu czuję się trochę mądrzejsza. Ale tylko trochę. Wewnętrznego sinofila dokarmiłam jeszcze Tao Te King Laozi, a właściwie Ursuli Le Guin. Nie rozumiem tego kompletnie, ale estetycznie bardzo mi się podoba. :) Będę musiała przeczytać jeszcze kilka razy. Na razie najbardziej w tej książeczce podobały mi się komentarze pani Le Guin. Uwielbiam jej sposób myślenia i sposób jego wyrażania. Chciałabym tak pisać.

Od Chin do Japonii niedaleko, a jako że książki te od dawna za mną chodziły - kiedyś je już czytałam - musiałam po nie sięgnąć w ramach świątecznego relaksowania się. ;) Lian Hearn, „Opowieści rodu Otori”, a właściwie tylko dwa pierwsze tomy (następnych nie mam :( jeszcze!) - Po słowiczej podłodze i Na posłaniu z trawy. O ile drugi tom trochę mnie irytował, zwłaszcza pod koniec z bohaterów wyszło jakieś okropne, bezmyślne gryfoństwo, to pierwszy kocham wielką, bezkrytyczną miłością. Nawet mimo tego, że postać, którą uwielbiam, zostaje tam uśmiercona. :P Bogowie, to chyba dla mnie jedna z najsmutniejszych scen w literaturze. Moja sympatia do pana Shigeru nie jest może całkiem racjonalna, jest jednym z głównych bohaterów, ale pozostaje w tle - niewiele mówi, ale jest ciągle obecny, jeśli nie w pobliżu Takeo, to w jego myślach. To chyba skrzywienie po potterowych fanfikach - strasznie uwielbiam mentorsy. ;) I postać takiego mentora zawsze mnie zachwyca. A może to znowu odzywa się we mnie fetysz władzy. ;) Jeśli ktoś ma ochotę na Japonię w wydaniu lekkim, właściwie fantasy, to bardzo, bardzo, bardzo polecam.

W planach mam następne tomy ;) I masę lektur, których nie mam (nie mam nawet ochoty, by je zdobyć). Oby mi ten kryzys przeszedł po Nowym Roku. ;)

Nero - 2011-01-02, 20:00

Boska Komedia Dantego kupiona na święta. Na razie pobieżnie przekartkowana, jutro mam nudny wykład, to se poczytam, o!
Rudbekia - 2011-02-25, 21:27

Przeczytane wczoraj wieczorem - awarie internetu bywają pożyteczne - Osiem zeszytów brazylijskiej pisarki Heloneidy Studart, książka wydana przez Wydawnictwo W.A.B. w Serii z miotłą. Przeczytałam już kilka książek z tej serii i jak na razie nie mam powodów do narzekania. Mogę ją polecić wszystkim, którzy lubią literaturę feministyczną i feminizującą. Trudne relacje między kobietami - między matką a córką, między byłą i obecną żoną, między siostrami, próby odnalezienia własnej tożsamości - tak, to jest coś, o czym Rudbekie lubią czytać. :)
Findis - 2011-02-26, 20:53

Pewnego razu (Ea pamięta jakiego) skusiłam się na to by kupić dwie książki, co ostatnio dziwne, bo nie wydaje na książki pieniędzy prawie w ogóle - nie stać mnie. Te dwie pozycje to: Bóg, życie i twórczość Szymona Hołowni oraz Rock-Mann pana Wojciecha Manna. Nie wiem co mnie podkusiło kupować książkę o Bogu, może to, że pan Hołownia pisze o Nim w inny sposób niż Kościół i to wszystko co mnie odseparowało. Początek książki jest całkiem fajny, ale nie mam pojęcia jak jest dalej, bo przyjaciółka bardzo chciała pożyczyć. Chyba nie będę się o nią starała z powrotem (hmm... dam jej na urodziny :D ). Nie mam już większej ochoty czytać o Bogu dalej. Druga z powyższych pozycji nie zaciekawiła mojej przyjaciółki, dzięki bogom, zaciekawiła za to mnie. Książka jest o życiu pana Manna związanym z muzyką, taka biografia, opis drogi do radia i telewizji i świetnie ukazany świat muzyki za czasów PRL. Polecam, choć czytam książkę już jakiś czas (naprawdę nie mam czasu na czytanie) to mam nadzieje skończyć ja za niedługo.

Spoglądając na liste nominowanych do Oskarów 2011 zobaczyłam Alicję w krainie czarów i przeraziło mnie to że jej nie widziałam. Nadgoniłam tę zaleglość oczywiście i zastanowiłam się, czemu nie wpadła mi nigdy w ręce książka (choć pobieżnie wiedziałam o co chodzi). Zatem zaczęłam szukać e-booka, (kupiłabym, gdybym miała za co) i zaczęłam czytać. Nie powiem co, ani jak, bo jestem dosłownie na pierwszej stronie ^^ (kolejny raz brak czasu).

Mam w planach i miałam wiele książek, które mogłabym i chcialabym przeczytać ale przeraża mnie to, że wpadłam w jakiś kompletny dól czytelniczy i jestem w stanie zawisnąć nad każdą lekturą niezależnie od jakości, gatunku i rodzaju. Kryzys po prostu :/

EDIT: Zapomniałam o Wiedźminie, którego pożyczyłam od koleżanki na jakimś tam nudnym wykładzie i czytałam, niestety dalej nie czytam, bo książki nie mam, a czytanie e-booków zaczyna mnie doprowadzać do szewskiej pasji i nawet nie szukam. A fajnie byłoby to przeczytać :D

Rudbekia - 2011-04-11, 16:00

Brak telewizora, marny dostęp do netu, towarzystwo takie sobie, ogólnie: sanatoryjna nuda, a oto efekt. Przeczytane: Aleksander Gieysztor, Mitologia Słowian, Bernard Cornwell, Ostatnie królestwo, Marek Tokarz, Argumentacja, perswazja, manipulacja, Vanna Cercena, Frida Cahlo, Sabina Flanagan, Hildegarda z Bingen, Malcolm Barber, Katarzy, Stanisław Piekarczyk, Mitologia germańska, Beatrice Masini, Virginia Woolf.
Jeśli mi powiecie, że takie czytanie na akord jest zue, to się z Wami zgodzę - ale czasami naprawdę nie potrafiłabym tu funkcjonować bez zapory z książki. Dlatego właśnie wypożyczyłam sobie dzisiaj: Mario Vargas Llosa, Historia Alejandra Mayty, Oksana Zabużko, Siostro, siostro (moja ulubiona Seria z miotłą, oczywiście), Herta Mueller, Człowiek jest tylko bażantem na tym świecie. Nie wiem, na jak długo to wystarczy ;)

Aldawen - 2011-05-01, 14:27

Aktualnie jestem niezbyt szczęśliwa z okazji zakończenia trzeciego tomu "Pana Lodowego Ogrodu" mając w perspektywie czekanie przynajmniej do jesieni na tom czwarty... Słyszałam negatywne opinie na temat drugiej i trzeciej części cyklu, ale mnie osobiście bardzo się kolejne tomy podobają :zeby:

Odświeżam sobie "Grę Endera" a w kolejce czekają "Zagubieni chłopcy", również Carda.

Z niedawno zakupionego stoliczka (urządzamy porządnie pokój :P ) cieszą się do mnie zakupione również niedawno "Dzieje" Herodota (skorzystałam z okazji i nabyłam z 15% rabatem i różą gratis ;) ), a obok leży ledwo napoczęta "Droga na Hokkaido" Willa Fergusona.
Co do tej ostatniej pozycji - mam mieszane uczucia. Z jednej strony, czyta się dobrze i na pewno daje jakiś wgląd w okolice, w które chwilowo nie mam szansy zajrzeć, ale z drugiej strony... mam ochotę czytać to z ołówkiem w ręku i dodawać komentarze dla własnego spokoju ducha :P Poraziła mnie np. informacja, że 10 000 jenów to 100 000 USD... Kiedy dolar zdążył tak stanieć? xD

Rudbekia - 2011-05-08, 09:09

A co tam, polepszę sobie statystyki ;) Pozostałe książki przeczytane w sanatorium:
16 opowiadań afrykańskich, wybór Maryla Metelska
ZZ Packer, Pijąc kawę gdzie indziej
Kawabata Yasunari, Głos góry,
D.A.F. de Sade,Justyna, czyli nieszczęścia cnoty,
Arthur Miller, Czarownice z Salem,
Isidora Sekulić, Kronika małomiasteczkowego cmentarza
Głos góry mogę polecić wszystkim, którzy lubią niespieszną akcję, rozgrywającą się w egzotycznej scenerii. Opowiadania Packer wydane w Serii z miotłą, więc wiadomo dla kogo ;)

Lierre - 2011-09-15, 01:03

Nie pisałam tu od ośmiu miesięcy... źle, źle, zwłaszcza źle dlatego, że nie bardzo mam o czym pisać. ;) Ale dla radości katalogowania:

Z rzeczy naukowych - Mit państwa Cassirera, o ile pamiętam, rzecz całkiem sensowna, tzn. może byłaby sensowna, gdyby współczesności autor poświęcił więcej niż dziesięć stron. Ale nie można mieć wszystkiego. :P Z tej samej półki - dość traumatyczne Mitologie Barthesa i Wizje zbawienia Tismaneanu, rzecz, którą z całym przekonaniem polecam, jeśli kogoś interesuje diagnozowanie aktualnej sytuacji społecznej i politycznej pod kątem dekomunizacji. Muszę kiedyś to jeszcze raz przeczytać, tym razem na spokojnie, nie notując nerwowo i nie zerkając z grozą na kalendarz.
Ćakra - kołowa historia Indii Mroziewicza, całkiem sympatycznie, lekko napisana książeczka o historii Indii z zaznaczeniem tego, że nie sposób badać na sposób linearny historii ludzi, którzy czasu za linearny nie uznają i w ogóle nie bardzo mają jakieś pojęcie historii. Jedyna wada: wywód urywa się w momencie, od którego historia Indii mnie interesuje. Bu. Nowa historia Indii Walperta to natomiast bardzo porządne, szczegółowe, ale zarazem bardzo skondensowane opracowanie całej już historii, dzięki któremu w tejże historii zakochałam się akurat przed sesją.
Sztuki walki. Ruchowe formy ekspresji filozofii Wschodu Tokarskiego, dzięki któremu odkryłam, o co właściwie chodzi na tych zajęciach. I dowiedziałam się, że sumo ma sens. Nawet całkiem sporo. :P Do tego Dao bohatera, bo to w sumie skrypt. ;)

Nauki do sesji - dwóch sesji! - było właściwie tyle. Nie wiem, jakim cudem zdałam choć jeden egzamin... :P

Z rzeczy nienaukowych:
Lutowa silna faza na Diunę, którą fajnie się czyta, mając jakieś pojęcie na temat arabskiej kultury. Fremeni to szyici. ;) Potem - Pożeglować do Sarancjum, bo to wszakże lektura! ;) i Czarodziejka z Florencji Rushdiego, by się zmotywować - działa. Książka przepiękna, porywająca i umożliwiająca trwałe zakochanie się w dynastii mogolskiej. ;) Welin, oczywiście też lektura ;) , najbardziej wibbly-wobbly książka, jaką kiedykolwiek czytałam, a czytałam chyba po raz czwarty - i dalej jej nie rozumiem, ale kocham całym sercem. Za każdą lekturą jest zupełnie inną książką, przez co mam ochotę czytać od nowa i od nowa...

Planem wakacyjnym było przypomnienie sobie wszystkich tomów "Ani z Zielonego Wzgórza", najlepiej po angielsku. Niestety skazana jestem na e-booki, przez co udało mi się przeczytać tylko Anne of Green Gables (dziewiętnastowieczna kanadyjska angielszczyzna, fantastic), w tomie drugim zawisłam jakieś dwadzieścia stron przed końcem, nie mam pojęcia, dlaczego... Pewnie wrócę. :) Bo bardzo mi się podoba.
Niejako z poczucia obowiązku przebrnęłam przez Starcie królów Martina, i podobnie jak było z serialem - wszystko super, ale czegoś mi brakuje. W przypadku książki zapewne krytycznego spojrzenia autora i sięgnięcia po nożyczki. A ogólnie - brak bohaterów, których bym szczerze polubiła, ot i tyle... Nie umiem się w to jakoś emocjonalnie zaangażować.
Zbiór opowiadań Ślepa wierzba i śpiąca kobieta Murakamiego, którego styl jakoś dziwnie bardzo mi odpowiada i zarazem wpędza w lekkie stany depresyjne. Tradycyjna faza na Japonię, która chyba jednak tak nie wygląda...
Dość kiepskie Języki węży Novik, przeczytane poniekąd z poczucia obowiązku. Ileż można się snuć po Australii, brr.
Najwspanialsze widowisko świata Dawkinsa, książka genialnie wydana, ale niestety - nie dowiedziałam się niczego nowego.
W północ się odzieję Pratchetta, na temat którego pean już wyśpiewałam.
Dwa tomy "Mrocznej wieży" Kinga, pean jak wyżej. ;)
I dwie lektury podróżne, jedna w drodze do Warszawy i kawałek z powrotem, druga na trasie Kraków-Jasło. ;) Historia twojego życia Chianga, autora, który pisze rzadko i mało, ale absolutnie perfekcyjnie. Genialne pomysły, doskonałe wykonanie, trafia i do rozumu, i do serca. Wrażenie zrobiło na mnie zwłaszcza tytułowe opowiadanie - o językoznawczyni, która bada język obcych, zupełnie różny od ziemskich, i poznając go, przejmuje zarazem sposób postrzegania świata i czasu nielinearnie, jako całości, przez co historię życia własnej córki zna jeszcze przed jej narodzinami... cudowne timey-wimey, przepięknie napisane. :) Uwielbiam. Głęboka rzeka Shusaku Endo, bo chciałam sprawdzić, czy wszyscy Japończycy tak piszą, czy tylko Murakami. Wychodzi na to, że wszyscy. ;) Opowieść o grupie japońskich turystów, którzy jadą na wycieczkę do Indii śladami buddyjskich zabytków. Każdy z uczestników ma jakiś dodatkowy cel - główny bohater ma nadzieję odnaleźć zmarłą żonę, która w ostatnich słowach przed śmiercią obiecuje mu, że się odrodzi, i błaga go, by ją odnalazł. Jedyna wada książki: urywa się bez jasnego zamknięcia wątków, co zapewne było zamierzone, ale pozostawia w stanie dość nieprzyjemnego zawieszenia.

Hm... może jednak nie tak źle z tym moim czytelnictwem. ;) Choć trudno mi uwierzyć, że kiedyś każdego roku czytałam ponad sto książek. W tym roku, teraz, we wrześniu, na koncie mam nieco ponad 20. I lepiej pewnie nie będzie. Starość...

Aldawen - 2011-09-17, 17:44

Ea, Skoro mowa o japońskich pisarzach - poczytaj jeszcze Abe Kōbō. Do tej pory czytałam tylko taką przekrojową antologię jego opowiadań Urwisko czasu, ale była to jedna z najdziwniejszych książek, na jakie dotąd trafiłam. Dziwna w sensie pozytywnym - polecam ;)

Z mieszanymi uczuciami, ale jednak zaproponuję, książkę pisarza, co prawda mieszkającego w Londynie, ale japońskiego pochodzenia - Kazuo Ishiguro. Nie opuszczaj mnie to potężnie dająca po głowie antyutopia, oparta na podobnym pomyśle, co filmowa "Wyspa" (ludzkie klony służące jako dawcy narządów), ale wspomniany film jest przy "Nie opuszczaj mnie" słodziutką baśnią z perfidnym happy endem. W książce słodyczy jak na lekarstwo, happy endu bardzo wyraźnie brak, a bohaterowie doskonale wiedzą, do jakich celów zostali przeznaczeni i, co najgorsze, godzą się z tym, bo to dla nich naturalne, skoro godzi się z tym cały świat. Próbują żyć w miarę normalnie do czasu pierwszej donacji, snują marzenia... Przy czym marzenia o zwyczajnym "ludzkim" życiu są rzadkie i ulotne, a jedynym pragnieniem, na jakie pozwala sobie para głównych bohaterów, jest jeden wspólny rok życia w spokoju. Szczególnie uderzający jest motyw obowiązkowych rysunków, które przyszli dawcy tworzą jako dzieci. Odpowiedź na pytanie, do czego komuś były te rysunki potrzebne, jest raczej przerażająca. Z całej historii wieje strasznym smutkiem, chłodem i samotnością - dla mnie to była wręcz książka-dementor. Ale po uzupełnieniu po lekturze poziomu endorfin uznałam, że jednak warto było :roll:

Nevres - 2011-11-11, 18:00

Czytam Wojnę i pokój i jakoś na razie skończyć nie mogę. Jak do tej pory jestem w około 1/3 pierwszego z czterech tomów i nie bardzo mogę się wciągnąć w tę książkę.

Ponad to w międzyczasie udało mi się przeczytać Fundację i imperium Asimova (jak znajdę natchnienie to napiszę o niej szerzej) oraz Białą śmierć Petriego Sarjanena, czyli opowieść o najskuteczniejszym snajperze wszechczasów, który walczył w Wojnie Zimowej link do wiki .

Lierre - 2012-03-01, 21:39

Raport prawiecopółroczny. ;)

W październiku nie przeczytałam ani jednej książki. Thank you, UJ.

W listopadzie przeczytałam Krakena Ch. Mieville'a. Tak, skusił mnie tytuł, i miłe wspomnienia związane z innymi książkami tego autora. Tu się jednak trochę rozczarowałam. Zaczyna się świetnie: z muzeum historii naturalnej znika ogromne akwarium z zakonserwowanym morskim stworem. Okazuje się, że kradzież miała podłoże religijne i autor pokazuje czytelnikowi całą plątaninę dziwnych kultów i stowarzyszeń czekających na koniec świata (każde na inny). A to oczywiście w Londynie. Nie wiem, jakim cudem to miasto jeszcze istnieje. Potem jednak fabułę i sens zastępuje masa biegania i zarzucanie coraz to nowymi pomysłami i można się pogubić. Albo znudzić. Syndrom braku nożyczek.

W grudniu zaczęłam myśleć o licencjacie, co poskutkowało randką z B. Kempem i jego Starożytnym Egiptem - anatomią cywilizacji. Świetna rzecz. Na poziomie już bardziej zaawansowanym, co w polskich książkach egiptologicznych nie jest częste. Wreszcie nie przelot przez historię, tylko ujęcie raczej archeologiczno-społeczne, z naciskiem na egipską mentalność, ideologię państwową, biurokrację i inne rzeczy o wiele ciekawsze niż kolejne omawianie piramid i świąt ku czci [insert egipskie imię here]. Zaczęłam też Niwińskiego i Bóstwa, kulty i rytuały starożytnego Egiptu, ale to jest z kolei tak gęste, że będę musiała to przeczytać jeszcze co najmniej raz.

W styczniu dalej myślałam o licencjacie, ale udało mi się przeczytać tylko Jeden czy wielu? Koncepcja boga w starożytnym Egipcie Hornunga, również świetna rzecz, również wyższy level, wyrazy miłości względem przede wszystkim rozdziałów o logice, ontologii i teorii chaosu. :bheart:
W ramach myślenia o innej pracy przeczytałam też Stwory światła i ciemności Zelaznego. Wielkie zaskoczenie - pamiętam, że czytałam to wieki temu i wtedy mi się podobało, choć chyba nie wszystko zrozumiałam. Teraz rozumiałam chyba wszystko, ale za to czytałam z rosnącym niesmakiem. Oficjalnie nie lubię tej książki.

W lutym pisałam. Co zaskakujące, pisanie sprzyja czytaniu. Egipsko więc: Mysterious Lands. zbiór bardzo fajnych tekstów o sąsiadach Egiptu i różnych miejscach, o których gdzieś są wzmianki, ale jeszcze ich nie zidentyfikowano. Trochę inaczej egipsko masa książek o Egipcie w popkulturze, ale większość tylko we fragmentach (albo aż - thank you, Google Books).
Nienaukowo - Ogród czasu Ballarda (więcej: tu), świetny Triumf owiec L. Swann (więcej - czeka na publikację ;) ) i A Study In Scarlet w ramach zarzekania się, że na razie nie czytam Conan-Doyle. Otóż czytam i bardzo mi się podobało, choć nagłe pojawienie się pustyni i mormonów nieco zbiło mnie z tropu. Ale świetnie się bawiłam, znajdując całe frazy z serialu. Choć chyba powinno być odwrotnie.

Przełom marca i lutego ;) upłynął mi właśnie pod znakiem Hunger Games S. Collins. Mam z tą książką problem. Bo z jednej strony widzę reakcje fanów, i to nie takich zmierzchowych ;) tylko ludzi, co do których wiem, że nasz gust jest podobny. Z drugiej strony... nie trafiło do mnie. Trochę tak jak Martin - nie mam się do czego przyczepić, po prostu do mnie nie trafiło i jest mi trochę przykro. Polubiłam uroczo ślizgońską główną bohaterkę (choć autorka chyba się uparła, żeby ją przemalować), ale cała idea książki, konstrukcja świata, wydały mi się trochę zbyt groteskowe i oparte na dość kruchych podstawach. Taki... pusty ten świat. Nawet jak na post-apokalipsę. ;) Zawieszony nie wiadomo w czym. Z ludźmi którzy go zamieszkują nie wiadomo po co. Z totalitarnym ustrojem który nie ma żadnego sensu. Z oglądaniem w telewizji mordujących się dzieci.
Może mi ten kontrast z oczywiście kojarzącą się „Grą Endera” zepsuł odbiór. Card jest cudownie ascetyczny. 6 czy 8 lat opisuje na niecałych 200 stronach. Oszczędnie, ale bardzo sugestywnie opisuje emocje. Tak... po męsku. ;) Pani Collins opisuje niecały miesiąc na prawie 400 stronach i trochę się powtarza. I irytująco pisze w czasie teraźniejszym, i to w pierwszej osobie. Nie przepadam za siedzeniem w głowie bohatera i słyszeniem każdej jego myśli. Wolałabym styl trochę oszczędniejszy. Nie wiem. Kompletnie nie wiem, na co narzekać. Chyba na swoje starcze marudzenie, wyraźnie się nie łapię w target. ;)
Ale do kina i tak się wybieram. Zastanawiałam się, czytając, jak to można przenieść na ekran. Narracja jest zupełnie niefilmowa. We'll see. ;)

Morfinnel - 2012-03-25, 19:40

Chwilowo, znaczy nie chwilowo, bo teraz siedzę przed komputerem i piszę tego psota, ale w wolnym czasie czytam Sagę o Wiedźminie Andrzeja Sapkowskiego. Jestem na etapie kończenia zakończenia, a więc utknąłem gdzieś pod koniec Pani Jeziora. Tak, wiem - bełkoczę. Swoją drogą do przeczytania Wiedźmina zbierałem się dosyć długo, bo albo nie było czasu, albo złapałem inną ciekawą książkę, albo w końcu nie było skąd pożyczyć, a na zakup akuratnie brakło funduszy. Ale w końcu jakoś udało mi się zdobyć pod koniec roku (jeśli październik można za takowy uznać). I przyznam, że mnie saga wciągnęła. Z początku czytało się lekko i przyjemnie, a nawet dosyć szybko. Teraz, mniej więcej tak od stycznia i tomu Wieża Jaskółki nie czyta się już bynajmniej szybko, choć nadal przyjemnie ;) Zachęcać pewnie do przeczytania nie muszę ;)

W międzyczasie trochę przed i w czasie Wiedźmina czytałem Pana Lodowego Ogrodu Jarosława Grzędowicza. To dosyć nowa powieść fantasy (z tego, co wiem lada moment oczekiwany jest 4 tom) o pewnej misji ratunkowej na innej planecie, podobnej do Ziemi. Wysłany zostaje jeden człowiek, który musi się odpowiednio przystosować do tamtejszych specyficznych warunków. Planeta bowiem jest bardzo podobna do Ziemi z czasów średniowiecznych, ludzie nie chcą jej zmieniać, a do uratowania jest kilkoro naukowców, którzy zostali wysłani wcześniej. Może nie jest to jakaś nadzwyczajna pozycja, ale myślę, że warta przeczytania. Plusów jest trochę - przede wszystkim całkiem fajny klimat, dosyć lekki styl, kilka nowych pomysłów oraz dosyć ciekawa akcja. Małym minusem może być chyba tylko to, że autor pod koniec jakby gubi się i wydaje mi się, że trochę na siłę chce popchnąć wydarzenia do kolejnego tomu, przez co powieść traci trochę na dynamiczności (ale to może być tylko takie odczucie). Są to jedne z lepszych książek, które ostatnio czytałem, całkiem całkiem (przede wszystkim ze względu na pomysł), zatem polecam ;)

Ostatnio zaś kuszą mnie owce... ;)

Narbeleth - 2012-05-18, 23:16

Ostatnio napisałam posta w czytanych tak przeraźliwie dawno, że prawie w innej epoce, co dużo mówi o głębokości mojego kryzysu czytelniczego. Ale za to niedawno – precyzyjnie wybierając najgorszy możliwy moment na pogodzenie się z czytelnictwem – wpadłam po uszy w Brookmyre’a (czy muszę dodawać, że to wina mojej siostry? ;D), którego przeczytałam już w tym roku więcej niż wszystkich innych (nieobowiązkowych) autorów łącznie. W kolejności chronologicznej, (prawie w kolejności wydawania): Not the End of the World, Quite Ugly One Morning, County of Blind, One fine Day in the Middle of the Night (awwwwww!), Boiling a Frog (awwwww!), A Big Boy did it and Run Away , Be My Enemy (awwww absolutne) i w końcu, przed solidnym postanowieniem, że na razie starczy, The Sacred Art of Stealing.

Taaaak.

Jak można się domyślić, jestem zachwycona, i to tak beznadziejnie zachwycona. Nie zapowiadało się na to od razu – nasze pierwsze spotkanie szło dłuższy dość opornie (kryzys czytelniczy, brak czasu, obcy język, etc., etc.), ale od razu było w tej książce coś obiecującego.

Nazywając „coś” po imieniu – Brookmyre jest bezsprzecznie złośliwy. Bardzo, bardzo złośliwy i bardzo umiejętnie złośliwy (chociaż, z obowiązku, dodajmy w tym miejscu, że czasem, w Not the End… szczególnie, zdarzało mu się popaść w złośliwy ton dydaktyczny, którego nie lubię, nawet jeśli narrator jest światopoglądowo po mojej stronie) i styl, w jakim pisze swoje książki, jest absolutnie bezbłędny.
Plus, jeśli nie wpada w dydaktyzm, to lubię jego krytycyzm i sposób, w jaki go przedstawia – Brookmyre jest po lewej stronie i nie daje o tym zapomnieć, więc po pierwsze mam ten komfort, że się z nim zgadzam; a jego raczej, powiedzmy to ostrożnie, umiejętny sposób ujęcia problemu, powoduje, że jest to zgadzanie się w bardzo rozbawionym nastroju. ;D Nie jest więc to może typ literatury, która zmusza do rewolucyjnych przemyśleń (przynajmniej nie, nazwijmy to, swojego modelowego czytelnika) – co nie znaczy, że niektóre poruszone problemy nie są w stanie sprowokować do poważniejszej refleksji czy moralnego niepokoju – ale, i to jest właśnie piękne, nie taki jest tu cel. ;)

Dalej, potrafi skonstruować świetną historię, w której miesza się kryminał, komedia, thriller, groteska, ekstremalne sytuacje i mnóstwo zabawnych zbiegów okoliczności, a wszystko to robi, wykorzystując właściwe tym gatunkom konwencje, balansując na ich krawędzi i bawiąc się nimi, tak że czytelnik (przynajmniej czytelnik w osobie Narb) wciąga się w książkę, zanim zda sobie sprawę, co właściwie czyni. Nie bez przyczyny na okładkach ma fragmenty recenzji – zlekceważonych ostrzeżeń, raczej – w których powtarza się, cytując z pamięci i dowolnie: witty, funny, Brookmyre is a genius, etc.

No i ma ciekawych bohaterów. Może znowu nie bohaterów mojego życia (to, że ostatnio coraz częściej wpadam po uszy w rzeczy, w których nie znajduję bohaterów swojego życia, prawdopodobnie o czymś świadczy, ale nie mam pomysłu, o czym ;D) – ale bohaterów z interesującymi, mniej lub bardziej poruszającymi historiami, bohaterów, których los szybko zaczynał mnie interesować i którym szczerze życzyłam przetrwania (i to – ha! – w dużej mierze skutecznie), dzięki czemu mogłam szczerzyć się do szczęśliwych zakończeń.

Lubię to, jak daje dojść swoim postaciom do głosu – w przypadku niektórych tylko po to, co prawda, żeby je skompromitować – tworząc całkiem uniwersalny obraz sytuacji z kilku perspektyw, sytuacji, która się stopniowo dla czytelnika rozjaśnia, którą stopniowo i z pewnymi zaskoczeniami w końcu widzi w całości. I – wybaczcie przeraźliwy brak subtelności aluzji – niczego przy tym nie przewleka, przeciwnie – tworzy książki radośnie łączące złośliwe uwagi natury mniej lub bardziej ogólnej z wartko toczącą się akcją.

Główny Powracający Bohater, Parlabane, z książki na książkę awansował zresztą coraz wyżej na drabinie moich sympatii, bo czego nie kochać w bohaterze, którego autor charakteryzuje krótko i trafnie:
Cytat:
I always adored the idea of a character who cheerfully wanders into enormously dangerous situations and effortlessly makes them much worse

I któremu jeszcze czasem coś (nawet miejscami dość spektakularnie) nie wychodzi? ;D

Stan obecny jest taki, że nawet nie wiem, do czego mogłabym się przyczepić – coś by się pewnie znalazło; w Quite Ugly One Morning na przykład, które jest brookmyre’owym debiutem i trochę mu brakuje perfekcji późniejszych części Parlabane’owej serii (chociaż doktorową część Librae może zainteresować fakt, że – według wikipedii – istnieje audiobookowa wersja tej książki, czytana przez Tennanta) – ale zupełnie mi się nie chce nad tym myśleć.

Podsumowująca ocena byłaby więc, jak łatwo wywnioskować: awwwwww! ;D

Rudbekia - 2012-06-02, 08:35

Łaskawe Jonathana Littella poleciła mi koleżanka ze studiów, a że wcześniej już zaraziła parę osób i groziło mi, że będę lekturowo do tyłu i nie będę rozumieć, o czym rozmawiają, zabrałam się za czytanie. Muszę przyznać, że omówienia książki, zwłaszcza charakterystyki głównego bohatera, znalezione w necie, podziałały na mnie odstraszająco, nie dlatego, że wydał mi się antypatyczny, ale dlatego, że był jakby poskładany z wątków, które już znam. Ba, niektóre atakują mnie dość często, na przykład, "kazirodczy romans z siostrą bliźniaczką" - chyba nie muszę mówić, z kim mi się to skojarzyło. ;) Poza tym, w książce widać wyraźne inspiracje muzyką - np. tytuły rozdziałów są nazwami części suity barokowej, i wszystko ładnie pięknie, o ile komuś się nie uruchomią skojarzenia z Neronem śpiewającym o pożarze...
Tak, obawiałam się tej książki, na szczęście okazało się, że w sumie nie było czego. To powieść napisana w formie wspomnień byłego oficera wysokiej rangi, który uniknął odpowiedzialności. Główny bohater, Maximilian Aue, po służbie potrafił być bardzo sympatyczny: inteligentny, oczytany, wielbiciel muzyki klasycznej. Za to w pracy... Jest oficerem SD (organizacja w ramach SS), służy w Einsatzgruppe na Ukrainie, potem bada nastroje wśród niemieckich żołnierzy w Stalingradzie, potem, ciężko ranny, zostaje ewakuowany do Rzeszy i po wyzdrowieniu przesunięty do pracy administracyjnej, a jego zadaniem jest opracowanie systemu, który podniósłby wydajność obozów koncentracyjnych (w sensie zwiększenia produkcji, nie przyspieszenia Zagłady). Nie potrafię go usprawiedliwić, ale potępić też nie. Budzi we mnie raczej ten rodzaj irytacji, który się odczuwa, kiedy ktoś, kogo lubimy, okazuje się oporny na wszelkie argumenty i nie widzi tego, co dla nas oczywiste. Drażni mnie, ale przy tym pozostaje kimś, z kim chce mi się spierać i kłócić. Pod tym względem jest odmienny od większości bohaterów, których ostatnio spotykam na czytelniczej drodze, za to plus. ;)
Drugi plus za to, co przypuszczalnie dla niektórych będzie wadą - za skupienie na administracyjno-technicznej stronie całego przedsięwzięcia. Mamy tu kłopoty z zaopatrzeniem, korupcję, personalne rozgrywki, konferencje organizowane dla picu, olewactwo na zmianę z nadgorliwością, pod koniec wojny niszczenie własnej infrastruktury, w sumie - zaprzeczenie Ordnung muss sein, ale też z drugiej strony zimną pedanterię i wiarę w moc rozporządzeń. Mamy wojenną psychologię, studia nad rozprzestrzenianiem się plotek i nazistowską nowomowę. Wojenną codzienność, jak bombardowania, szukanie nowego lokum, piekielne gospodynie i współlokatorów. Jeśli kogoś interesują takie rzeczy, polecam. ;)
Edit:
Byłabym zapomniała: jeśli ktoś lubi robić psychoanalizę bohaterom powieści, Aue świetnie się do tego nadaje. ;)

Rudbekia - 2012-06-22, 21:20

Trudno, będzie post pod postem, ale muszę to gdzieś napisać, żeby zebrać myśli. No to jedziem z tym śledziem:
1. Ambrose Bierce, Jeździec na niebie i inne opowiadania. Zbiór jest dość różnorodny, jeśli chodzi o scenerię opowiadań, powtarza się natomiast motyw śmierci, której przyczyną jest pochopne wyciąganie wniosków. Ofiara mogłaby przeżyć, gdyby uważnie patrzyła (Człowiek i wąż), gdyby sprawca nie uległ pierwszemu wrażeniu (Coup de grace, Oczy pantery, Droga w świetle księżyca), wreszcie gdyby potencjalny ratownik bardziej się postarał (Zaginął bez wieści, Okno zabite deskami). Cóż jeszcze mamy u Bierce’a? Dwuznaczne historie – w zależności od tego, co nam bardziej przypada do smaku, możemy uznać, że przyczyny danego wydarzenia mogły być naturalne lub nadprzyrodzone. Wreszcie – makabreski, które nie mają sensu, ale nie muszą go mieć, bo są zabawne, a na swój sposób też pouczające, jeśli oczywiście ktoś potrzebuje porad w rodzaju „jeśli chcesz uczesać swoją krowę, nie pozwól, żeby robił to chudy pastor metodystów, bo możesz umrzeć”. Czytało się… dziwnie. Duża część opowiadań kojarzyła mi się ze strasznymi historiami, wiecie, tymi, które się opowiada w letnie wieczory, kiedy nie ma się nic lepszego do roboty, a potem człowiek dziwnie niechętnie gasi światło… Ale i tak polecam.
2. Arthur Conan Doyle, Przygody Sherlocka Holmesa – podaję tytuł umowny, bo trafiła mi się jakaś dziwna kompilacja (tak, wiem, było pójść grzecznie do biblioteki…). Cóż o tym? Zabawnie było czytać pierwowzory scen, które znałam z wersji BBC, ale doszłam też do poważniejszego wniosku, mianowicie odkryłam, jak bardzo jestem spaczona przez CSI. Po pierwsze, żeby postać detektywa mi się naprawdę podobała, musi on być zarazem badaczem, po drugie – muszę go widzieć w akcji, ale naprawdę widzieć, nie czytać i wizualizować (co i tak się nie uda, biorąc pod uwagę mój brak talentu w tym względzie). I dlatego mam niedosyt po Sherlocku w wersji pisanej, co nie znaczy, że nie było warto czytać.
3. Ivana Sajko, Rio Bar – z Serii z miotłą. Tematem są losy Chorwatek w czasie wojny na Bałkanach i krótko po niej. Lubię Serię z miotłą, tym razem jednak czytało mi się źle. Prawdopodobnie należało najpierw wkuć na pamięć ważniejsze daty i nazwiska, albo sięgnąć po literaturę faktu – ciągłe zerkanie do objaśnień na końcu książki męczy. Prawdopodobnie też wszystko, czego się dowiedziałam, za parę dni uleci w pierony jasne, w zasadzie już uleciało, buu.
4. Ewa Winnicka, Londyńczycy – rzecz o starej emigracji, tej wojennej i tuż powojennej, i to dla odmiany czytało się całkiem nieźle. Dla mnie najciekawsze były historie szarych emigrantów, próbujących ułożyć sobie życie w powojennej Anglii, romanse, wojenne traumy, biznes na nieruchomościach i potańcówki. Ci, którzy lubią plotki o znanych osobistościach, zainteresują się pewnie losami pań Iren Andersowych, a ci, którzy lubią wątki sensacyjne, mogą poczytać o złocie II Rzeczyspospolitej (było, naprawdę było! ale się zmyło).
5. Merle Hilbk, Czarnobyl Baby – egzotyczne pod wieloma względami. Egzotyczne było dla mnie podejście Niemców, którzy znajdowali się przecież dość daleko od katastrofy, a tymczasem sama autorka (Niemka) ocenia, że chyba bali się bardziej niż mieszkańcy Białorusi i Ukrainy. Egzotyczni wydali mi się też Białorusini, z całym spokojem żyjący w pobliżu strefy i zbierający grzyby. Egzotyczni byli też turyści żądni mocnych wrażeń, wjeżdżający (całkiem legalnie) do ukraińskiej strefy i odgrywający sceny z gry S.T.AL.K.E.R. A najdziwniejsze było to, że po namyśle doszłam do wniosku, że białoruskie podejście jest mi najbliższe, to prawdopodobnie o czymś świadczy, podejrzewam, że o czymś złym. ;)

Edit:
Ogłaszam wszem i wobec, że przeczytałam wystarczająco dużo o Borgiach, żeby się struć i żeby mi przeszło. Bibliografia przedstawia się następująco:
Źródła: Niccolo Machiavelli, Książę – żeby się wczuć w klimat epoki. O książce powiem tyle, że facet pisze całkiem sensownie i w wielu punktach się z nim zgadzam. ;)
Opracowania: Roberto Gervaso, Borgiowie, Maria Bellonci, Lukrecja Borgia, Marcello Vanucci, Borgiowie. Władza i krew, Ivan Cloulas, Cezar Borgia. Książę i awanturnik, Adam Ostrowski, Savonarola. Nie podejmuję się rozstrzygać, kto ma rację, powiem tyle, że najbardziej ufam Marii Bellonci. Bywa uciążliwa w lekturze, książka przeładowana opisami, ale jej interpretacja wydarzeń trafia mi do przekonania.
Powieści: Norbert Hugede, Savonarola i Florentyńczycy (właściwie to biografia, ale na tyle zbeletryzowana, że wolę umieścić ją tutaj), Mario Puzo, Rodzina Borgiów, Nigel Balchin, Testament Cezara Borgii, Jeanne Kalogridis, Poślubiona Borgii. Savonarolę pozwolę sobie pominąć. Z powieściami o Borgiach mam taki kłopot, że trafiły mi się zupełnie niepodobne i trudno je porównywać. O Puzo powiem tyle, że wyraźnie lubi Borgiów, co ma oczywiście dobre i złe strony. Do plusów zaliczę to, że „zagospodarował” wszystkich członków rodziny i że potrafił przedstawić epizody należące do czarnej legendy Borgiów (kazirodztwo i bratobójstwo) tak, że nawet po wszystkim trudno znielubić bohaterów. Do minusów – nadmiar wybielania momentami odbiera wiarygodność. Z kolei Balchin skoncentrował się na postaci Cezara, obsadził go w roli narratora. Jego Cezar jest zimnym pragmatykiem, nikogo nie kocha, w zasadzie też nikogo nie nienawidzi, za to prawie wszystkimi pogardza, nawet krewnymi - jedynym wyjątkiem jest della Rovere. Książka napisana trochę tak, jakby Borgia chciał wyręczyć Machiavellego i samemu napisać Księcia. Trudno polubić takiego Cezara, jest… za mało ludzki, o. Ale czytało się nieźle. Dobra w lekturze jest też książka Kalogridis, oczywiście o ile ktoś lubi narrację pierwszoosobową z kobiecej perspektywy. Narratorką jest Sancja Aragońska, żona Joffrego – historycy za nią nie przepadają, zarzucają jej rozwiązłość i rozrzutność, przyznają jednak, że była harda i jako jedna z nielicznych osób nie bała się papy Aleksandra. Powieściowa Sancja jest przede wszystkim lojalna wobec tych, których kocha, w ich obronie gotowa jest nawet zabić. Wie, że jest silna i stać ją na wiele, a jednocześnie boi się samej siebie, boi się, że upodobni się do swego dziadka, starego Ferrante (tego od komnaty z truposzami), dodatkowym problemem jest fakt, że kocha największego wroga swojego rodu. Kalogridis nie lubi Borgiów, bez oporu sięga po epizody rodem z czarnej legendy, cantarella sypie się, jakby to był cukier puder, i to jest fajne, problemem dla mnie są dawki – przy tej ilości zła nie mogę już wytrzymać i muszę się zacząć śmiać. Tak czy owak, czytało się dobrze. A teraz, kiedy już skończyłam z Borgiami, potrzebuję następnej pożywki dla wyobraźni. ;)

Morfinnel - 2012-10-14, 20:28

Skończyłem Jonathana Strange'a i pana Norrella. Pierwsze wątpliwości pojawiły się już po propozycji jej przeczytania - bo co może być ciekawego w książce o dżentelmenach XIX-wiecznej Anglii? Ten dodatek magii trochę polepszał sytuację, ale ciągle wizja dżentelmenów mnie przerażała. No ale nic - wszedłem w to.

I muszę to napisać. Dawno, a może nigdy, ale na pewno nie pamiętam, żeby czytał książkę tak męczącą. Tak wściekle i niegodziwie zmuszającą do przeczytania. Tak wyciskającą z człowieka ostatnie resztki sił, żeby dobrnąć do tego przeklętego końca.
Bo książka jest niesamowita! I męczyłem się przy niej, żeby nie zajrzeć na sam koniec tomu, żeby nie przekonać się wcześniej, jak wszystko się skończy. Ale trzeba najpierw zjeść i pożreć te rozdziały, wersy i literki, które są (były) pomiędzy mną a końcem ;) A że wnętrze jest i grube i mięsiste, to człowiek się najada ;) I nie żałuje, że przeskoczył od razu na koniec. Chociaż ja raz pobłądziłem i dałem się porwać...

Książka (albo trzy całe tomy) jest nieprawdopodobnie godna polecenia z kilku powodów. Plusem na pewno jest styl i język, którym jest napisana. Lekko się czyta, a wyrażenia, opisy i słowa pomagają się przenieść w tamte czasy. Bardzo spodobały mi się nazwiska Anglików. Są takie niepospolite. Wyróżniające się i ciekawe. O ile ciekawe mogą być nazwiska ;) Następną zaletą jest akcja i fabuła. Momentami napisana jak jakiś lekki kryminał, przynajmniej w takiej atmosferze, ponadto autorka ciągle trzyma w mniejszym lub większym napięciu, a niektóre wydarzenia i sytuacje mogą zaskoczyć. Nie mówiąc już w ogóle o zakończeniu, którego przewidzieć się nie da. Można wpaść na pewne tropy, ale tak naprawdę ja byłem zaskoczony. I to nawet bardzo.

Najlepsze są chyba jednak pojawiające się postacie. Zaczynając od ciekawych nazwisk, poprzez powiązania i działania, na wybuchającym rozwiązaniu ich istnienia kończąc. Dajmy na to pana Segundusa. Wchodzi taki od początku, wydaje się z zachowania, że powinien być jedną z głównych postaci, ale autorka nas zaskakuje. Nie chcę nic zdradzać potencjalnym czytelnikom, ale losy tej postaci są naprawdę intrygujące i zaskakujące. Weźmy duet Norrell - Strange. Jeden spokojny, drugi pełen entuzjazmu i energii. Jeden chce powrotu magii do Anglii, ale się boi, ciągle jakby się cofał albo stawiał sobie i innym ograniczenia. Drugi jakby geniusz, mimo powyższych ograniczeń radzi sobie całkiem nieźle. Przy takim duecie nie sposób się nudzić. Chociaż pan Strange rozwija swoje skrzydła w drugim podajże tomie, to i sytuacje z panem Norrellem są ciekawe. W ogóle w książce jest tyle ciekawych bohaterów, że nie sposób ich wszystkich wyliczyć i napisać coś o nich. Wspomnę tylko intrygującego Childermassa, tajemniczego Vinculusa, piękne zapewne lady Pole i Arabella czy lekko denerwujących Drawlighta i Lascellesa. Bardzo mi się podoba w ogóle - jakby to nazwać - przekrój i cechy bohaterów. Jak dla mnie są bardzo dobrze opisani i prowadzeni. I magowie, i ministrowie. No i książę Wellington czy lord Byron ;)

Aha, nie wiem, jak inni, ale ja, gdybym mógł, to chciałbym ingerować w wydarzenia ;) W sensie na przykład uwolnić pana Norrella od "przyjaciół" dżentelmenów albo pomóc Stephenowi czy Arabelli.

Ujęcie magii i przerysowanie całej historii Anglii, wpasowanie jej w odpowiedni okres i konkretne wydarzenia też wyszło mistrzowsko. I tak realistycznie, że czasami miałem ochotę sprawdzić gdzieś, czy aby przypadkiem nie istniał jakiś król-mag albo inny mag nie pomagał gdzieś w jakiejś wojnie albo czymś innym. Do tego dochodzi całkiem pokaźna "biblioteczka" ksiąg magii i o magii. I oczywiście spora ilość całkiem dobrze opisanych i zilustrowanych zaklęć. Nic, tylko zamknąć oczy i przenieść się do XIX-wiecznej Anglii pełnej magii :)

Małym minusem są przypisy, które potrafią ciągnąć się kilka stron i lekko oddalać od akcji, wtrącając własną, czasami lekko nudnawą historyjkę. No ale takie szczegóły można odpuścić.

Jak zwykle pewnie o czymś zapomniałem, no ale trudno. Książka naprawdę super, ciekawa i wciągająca, a zakończenie zaskakujące :)

Rudbekia - 2013-06-27, 18:39

Przeczytane z powodu serialu Hannibal:
Czerwony smok
Milczenie owiec
Hannibal
Hannibal. Po drugiej stronie maski

Ogólne wrażenie jest podobne do tego, które miałam, czytając opowiadania Conan Doyle'a po Sherlocku BBC. Scenarzyści Hannibala dość swobodnie poczynali sobie z książkowymi motywami, w miarę potrzeby cięli, rozciągali, przekładali i dopisywali (duuużo dopisywali), i uwspółcześniali (np. w serialu jest blog zamiast brukowca), a niektórym postaciom zmienili płeć, więc kanon serialowy i książkowy to niemalże dwie różne rzeczy. Co do samych ksiażek:
Czerwony smok - dobre, chociaż w moim odczuciu serialowy Graham jest o wiele ciekawszy.
Milczenie owiec - moim zdaniem najlepsza książka z tego cyklu, czytałam z przejęciem, mimo że znałam zakończenie. W tym przypadku filmowa adaptacja jest dość wierna, kto chce wiedzieć, o czym to, a się spieszy, może pooglądać, powinno wypaść szybciej. ;)
Hannibal - da się czytać, aczkolwiek przeciwnik Lectera jak na mój gust trąci kreskówkowym villainem, a końcówka to już w ogóle wtf.
Hannibal. Po drugiej stronie maski - ta książka mnie skrzywdziła. Znaczy, może by się obroniła jako czytadło, gdyby była o kimkolwiek innym, nie o Lecterze. Hannibal wywołuje w niej odczucia, których IMO wywoływać nie powinien. On jest od tego, żeby wzbudzać zgrozę zmieszaną z fascynacją, proszę mi tego nie psuć współczuciem i innymi takimi. ;)

czytelnik - 2013-06-29, 12:59

A ja czytam teraz Ferdydurke :) ta lektura mnie ominęła w szkole, więc chyba czas najwyższy nadrobić tę wieloletnią zaległość :)
Feadin - 2013-09-23, 15:22

Połowy pewnie nie pamiętam, ale to co pamiętam wypiszę :)
Bo i tak nadrabiam/wyrabiam normę ;)

Chyba na początku tego roku, albo pod koniec ubiegłego, ukradłam siostrze Miasto Ślepców i sposób pisania tego pana, trafił do mnie (a nie trafił do mojej siostry). Zawarta tam historia dała mi wiele do myślenia, a jak usłyszałam, że jest wersja filmowa, to bardzo chciałam je ze sobą zderzyć (z pozytywnym skutkiem dla obu - a to zaskakujące).

Jakoś w lutym, znajoma podrzuciła mi do zjedzenia Złodzieja Dusz t. 1. Lektura nie najwyższych lotów, ale bardzo przyjemna zwłaszcza na zimne, zimowe!! wieczory :) Nie wiem jak autorka rozwinęła temat dalej, ale poza tym że zapowiadało się to na wielotomowe romansidło, było bardzo przyjemne. Nie odbiegając daleko od tej tematyki, znacznie ciekawsza okazała się książka Krew aniołów i tutaj chętnie sięgnęłabym po dalsze tomy :)

Zeżarłam w między czasie tom opowiadań Zajdla Relacja z pierwszej ręki i opowiadanie o tym tytule polecam. Ogólnie cały ten zbiór czytało mi się super. (Zajdla zawsze mi się czytało super hmm.)

Przeczytałam ponownie Dzieci Diuny, tym razem ze zrozumieniem (mając 13lat brak mi było zrozumienia) i... zakochaniem się, o ile po Mesjaszu Diuny nie spodziewałam się, że można by się bardziej zakochać w Arrakis. Połknęłam również w końcu cały cykl o Wiedźminie, bo wypadałoby :) i nadarzyła się okazja by tego dokonać. Chętnie przeczytałabym jeszcze raz i jeszcze więcej, i raz jeszcze.

Nie wiedzieć czemu odczułam potrzebę nadrobienia zaległości i sięgnęłam po Rozmowy z katem bardzo się ciesząc z takiej kolei rzeczy. Chyba mam słabość do książek dotykających tamtego okresu.

W ręce moje trafiły również dwie pozycje pana Mendozy Brak wiadomości od Gurba oraz Niezwykła podróż Pomponiusza Flawiusza. Pierwsza wyśmiewa w sposób genialny nasza ludzką rzeczywistość i to na dodatek rzeczywistość barcelońską :) polecam! Druga, to historia z Nazaretu, gdzie jako Rzymianin w towarzystwie 12letniego Jezusa (tak tego!) poznajemy jego rodzinę, Izrael i wszelkie łączące się z tym elementy. Autor dość ciekawie korzysta z tego co wiadome i pozwala sobie na różne interpretacje, robi to jednak w taki sposób, że nie jest to ani trochę wulgarne czy obrażające :)

To chyba tyle, w kolejce do przeczytania jeszcze kilka książek :)


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group